Chcesz pomagać? Każdego dolara dawaj mądrze!

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on linkedin
Businessman tear dollar banknote. Financial crisis concept.
East News

146 mld dolarówtyle w 2017 roku wydaliśmy na pomoc i rozwój na całym świecie. Ta olbrzymia kwota to jednak zaledwie ułamek kasy potrzebnej, żeby osiągnąć cele zrównoważonego rozwoju, które wyznaczyła ONZ

Skoro pieniędzy brakuje, to wydawałoby się, że powinniśmy ustalić priorytety – na co w pierwszej kolejności je wydawać. O dziwo, taka dyskusja prawie w ogóle się nie toczy.

Kraje rozwijające się bardzo jasno i dobitnie mówią – ich obywatele w sondażach, ich rządy w dokumentach – co jest dla nich ważne i czego im najbardziej potrzeba. Lepszej opieki zdrowotnej i edukacji. Więcej porządnych miejsc pracy. Rozwiązania problemów żywieniowych. Ograniczenia korupcji.

Niestety kraje bogate, które dają pieniądze na pomoc, niekoniecznie chcą inwestować właśnie w te obszary.

Jeśli nic się nie zmieni, nie osiągniemy celów wyznaczonych na 2030 r. w wielu kluczowych działkach. Setki tysiące kobiet będą nadal co roku umierały przy porodzie, nie wyeliminujemy gruźlicy ani nie powstrzymamy epidemii HIV. Nie zagwarantujemy ludziom dostępu do przedszkoli i szkół. Nie upowszechnimy metod planowania rodziny. Nie rozprawimy się z zacofaniem, marnotrawstwem i niedożywieniem, nie skończymy z przemocą wobec kobiet. Nie damy wszystkim dostępu do pitnej wody ani nie zlikwidujemy dyskryminacji kobiet w polityce. Nie poprawimy warunków sanitarnych, w jakich żyją ludzie, i nie oczyścimy im brudnego powietrza.

Czemu? Bo duża część pieniędzy przeznaczonych na rozwój, zamiast przyspieszać postępy właśnie w tych obszarach, ląduje zupełnie gdzieś indziej. Najbardziej rażący przykład? OECD szacuje, że ponad 20 proc. pomocy rozwojowej wydawana jest na powstrzymanie zmian klimatu.

Mieszkańcy biednych krajów – jeśli zapytać ich o najbardziej palące problemy – zmiany klimatyczne wymieniają na szarym końcu

Jest oczywiste, że udałoby się osiągnąć więcej w służbie zdrowia czy edukacji, gdyby jedna piąta kasy, jaką dysponujemy, nie szła np. na nieskuteczne panele słoneczne w małych hinduskich wioskach. Inwestorzy, którzy finansują takie projekty, mogą sobie odfajkować modny temat „globalne ocieplenie”, ale w gruncie rzeczy robią niewiele, żeby zmieniać ludzkie życie.

Nie bez powodu mieszkańcy biednych krajów – jeśli zapytać ich o najbardziej palące problemy – zmiany klimatyczne wymieniają na szarym końcu!

A zatem, jak lepiej wydawać fundusze rozwojowe? Na pewno pomocna jest metodyczna analiza kosztów i korzyści według prostej zasady: jak wycisnąć najwięcej z każdego wydanego na pomoc dolara.

Instytut Copenhagen Consensus Center – think tank, któremu szefuję – przyjrzał się 169 celom zrównoważonego rozwoju. Przeanalizowaliśmy różne opcje rozwojowe, ich koszty i korzyści, jakie mogą przynieść. Wszystko w przeliczeniu na dolary.

Weźmy choćby powszechny dostęp do planowania rodziny – często traktowany po macoszemu, bo politycznie kontrowersyjny. Policzyliśmy, że jego zapewnienie kosztowałoby 3,6 mld dol. rocznie (tzn. taką kwotę należałoby wydawać co roku do 2030 r.). Efekt? Gdybyśmy pozwolili kobietom świadomie decydować, kiedy zachodzić w ciążę, rocznie umierałoby ich 150 tys. mniej, a 600 tys. dzieci nie zostawałoby sierotami. To przełożyłoby się na zwiększenie wzrostu gospodarczego.

Okazało się, że najbardziej opłacalnych jest 19 z nich.

Ikon Images/East News

W sumie wyszło nam, że każdy dolar wydany na planowanie rodziny w najbiedniejszych krajach przyniósłby ok. 120 dol. zysku!

Podobnie opłacalne jest inwestowanie w żywienie dzieci, bo oznacza korzyści trwające całe ich życie. Zdrowa dieta pomaga rozwijać mózg i mięśnie. Dobrze odżywione dzieci mogą dłużej uczyć się w szkole, więcej wiedzą i w efekcie stają się znacznie bardziej produktywnymi członkami społeczeństwa. Z naszych szacunków wynika, że każdy dolar wydany na wykarmienie niedożywionych dzieci przynosi 40 dol. zysku.

Albo weźmy gruźlicę, najbardziej śmiertelną (i najczęściej ignorowaną) chorobę zakaźną świata. Uderza w najbiedniejszych krajach, a jej ofiarami są zwykle ludzie młodzi, którzy właśnie założyli rodziny i są aktywni zawodowo. Kiedy umierają, ich rodziny tracą źródło dochodów, a dzieci – rodziców.

Nasza analiza pokazuje, że każdy dolar zainwestowany w diagnozowanie i leczenie gruźlicy w najbiedniejszych krajach przynosi zysk rzędu 43 dol.!

Powyżej wymieniłem trzy wyjątkowo efektywne formy pomocy, ale jak wspomniałem na wstępie, najbardziej skutecznych jest 19. Policzył to zespół naukowców i ekspertów, których zaangażowaliśmy – w tym dwóch noblistów. Każdy dolar wydany na każdy z tych 19 celów rozwojowych przyniesie od 20 do 40 dol. zysku.

Tymczasem wydawanie pieniędzy po równo, czyli na wszystkie 169 ONZ-owskich celów rozwojowych, przyniesie zysk znacznie mniejszy – rzędu 10 dol. z jednego.

Innymi słowy, gdybyśmy skupili się na 19 najbardziej efektywnych działaniach pomocowych – takich jak planowanie rodziny, wyżywienie dzieci i pokonanie gruźlicy – to bylibyśmy w pomaganiu kilka razy bardziej efektywni!

Nasza analiza kosztów i korzyści sprawdza się w praktyce. Pomagamy ustalać priorytety w Bangladeszu i na Haiti, gdzie tworzymy programy żywieniowe, a także w indyjskich stanach Radżastan i Andhra Pradeś.

Takie podejście, czyli nie tylko pomaganie, ale pomaganie w oparciu o precyzyjną analizę kosztów i zysków, powinno być szerzej stosowane. Zapewne nie zawsze, ale jak najczęściej. Bez tego ryzykujemy, że nie uda nam się odpowiedzieć na największe wyzwania stojące przed ludzkością.

© Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Bjorn Lomborg

Bjorn Lomborg

Jest szefem instytutu Copenhagen Consensus Center i profesorem Copenhagen Business School. Rozgłos przyniosła mu wydana w 2001 r. książka The Skeptical Environmentalist (Sceptyczny Ekolog).