Dlaczego demokracja przestała działać?

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp
Share on linkedin
Crowd of people supporting large hands shaking
IKON IMAGES / EAST NEWS

Stare recepty już nie pomogą. Musimy na nowo wymyślić ekonomię, politykę, szkolnictwo. Dopóki nie zreformujemy edukacji tak żeby wszystkie dzieci miały szanse rozwoju, dopóty kryzys demokracji będzie się pogłębiać

Jair Bolsonaro, zwycięzca wyborów prezydenckich w Brazylii, jest skrajnym prawicowcem, miłośnikiem broni palnej i medialnym prowokatorem. Fakt, że będzie świetnym kompanem dla wielu światowych przywódców – w tym liderów najważniejszych demokracji – jest niepokojący. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego demokracja przestaje działać?

Skończyły się już czasy, kiedy stabilna praca w fabryce zapewniała utrzymanie na długie lata

Jesteśmy w momencie przełomowym. Szybki rozwój technologiczny, w szczególności chodzi tutaj o technologie cyfrowe i sztuczną inteligencję, zmienia reguły funkcjonowania gospodarek i społeczeństw. Oczywiście nowoczesna technologia przyniosła wiele pozytywów, ale także postawiła przed nami poważne wyzwania i pozostawiła duże grupy społeczne w stanie niepokoju, złości czy niepewności jutra. 

Jedną z konsekwencji postępu technologicznego jest spadek udziału płac w dochodzie narodowym państw. Relatywnie niewielka liczba ludzi przejmuje z rosnącego tortu profity w formie rent i odsetek od zainwestowanego kapitału, co pogłębia nierówności i napędza powszechną frustrację skierowaną przeciwko systemowi gospodarczemu i politycznemu. 

Skończyły się już czasy, kiedy stabilna praca w fabryce zapewniała utrzymanie na długie lata. Maszyny przejmują prace w produkcji, korporacje poszukują wysoko wykwalifikowanych pracowników w różnych dziedzinach, od nauki ścisłych po humanistyczne. Niepewność jutra i zmieniające się potrzeby rynku napędzają frustrację. 

Wyobraźmy sobie bowiem, że ktoś, kto całe życie spędził na uprawianiu kulturystyki, słyszy nagle, że reguły się zmieniły i od teraz złote medale będą przyznawane tylko w szachach. To musiałoby wywoływać wściekłość i poczucie bycia oszukanym. 

Problem w tym, że nikt nie robi tego celowo ani złośliwie; te zmiany są rezultatem naturalnych procesów i rozwoju. Przyroda jest często niesprawiedliwa. Dlatego brzemię naprawienia niesprawiedliwości spoczywa na nas.

„Jesień w mieście”, Paweł Kuczyński

W wyniku owych naturalnych procesów rosną nierówności w dostępie do edukacji i szans rozwoju. Kto pochodzi z bogatszej rodziny, ma większe szanse na lepszą edukację, lepiej płatną pracę i lepsze życie. Dopóki nie zreformujemy edukacji w taki sposób, żeby wszystkie dzieci miały równe szanse rozwoju, dopóty nierówności będą się pogłębiać. 

Rosnące powszechne poczucie niesprawiedliwości podkopuje wiarę w demokrację i demokratyczną legitymację rządzących. Pisze o tym Paul Tucker w swojej książce „Unelected Power”. 

W dzisiejszym świecie naczyń połączonych decyzje podejmowane przez jedno państwo – zmiana ceł, stóp procentowych itp. – przynoszą efekty daleko poza jego granicami. Dla przykładu – Meksykanie nie muszą się martwić jedynie tym, kogo wybiorą na swojego prezydenta; dla nich niezwykle istotne jest, kto wygra wybory w Stanach Zjednoczonych. A na wyniki tych wyborów nie mają przecież żadnego wpływu. 

 W tym sensie globalizacja w naturalny sposób prowadzi do erozji demokracji. Już nie tylko twój głos decyduje o twojej przyszłości, ale również głosy ludzi w innym, czasami bardzo odległym kraju. 

Kiedy patrzymy na to wszystko, nie powinno nas dziwić to, co dzieje się w polityce. Frustracja całych grup społecznych stworzyła podatny grunt dla skrajnej polaryzacji i podziału na plemiona, co politycy tacy jak Trump czy Bolsonaro ochoczo wykorzystują. 

Klasyczna ekonomia opiera się na założeniu, że działania ludzi są motywowane przez arbitralnie ustalone preferencje – ekonomiści nazywają to funkcją użyteczności. Choć w każdym przypadku szczegółowe preferencje są różne, to wszyscy chcą lepszego jedzenia, ubrań, domu, wakacji itd. 

To podejście nie uwzględnia „wykreowanych potrzeb”, które pojawiają się, kiedy idziemy przez życie. Nie rodzimy się przecież z potrzebą kopnięcia piłki do bramki. Ale wielu ludzi ma obsesję piłki nożnej. Nie zajmują się nią
– poza zawodowymi piłkarzami – żeby zapewnić sobie więcej jedzenia, ubrań czy domów. Granie w piłkę nożną staje się samym w sobie źródłem przyjemności. Jest wykreowaną potrzebą. 

Globalizacja to szansa, ale też wyzwanie dla demokracji(LEE WODGATE/IKON IMAGES/EAST NEWS)

Podobnie jest z kibicowaniem. Nikt nie rodzi się kibicem Realu Madryt czy New England Patriots (drużyna futbolu amerykańskiego). Ale przez rodzinę, geografię czy własne doświadczenia staje się związany z tym czy innym klubem sportowym do tego stopnia, że kibicowanie temu klubowi staje się jego plemienną identyfikacją. Kibic nie kibicuje piłkarzowi dlatego, że gra on w szczególny sposób, tylko dlatego, że ten piłkarz jest częścią jego drużyny. 

To jest dynamika, która dziś napędza plemienność w polityce. Wielu ludzi popiera Trumpa czy Bolsonaro nie z tego powodu, co robią Trump czy Bolsonaro, ale dlatego, że należą do „naszej drużyny”. Bycie częścią drużyny Trumpa czy drużyny Bolsonaro jest wykreowaną potrzebą. 

To psuje demokrację, bo daje politykom swobodę, której nie mieli wcześniej. Mogą robić praktycznie wszystko, co zechcą, i nie zostaną powstrzymani przez swoich zwolenników. 

Póki co nie ma jasnej recepty na to, jak rozwiązać ten problem czy wszystkie powyżej wymienione problemy, czyli chronić najsłabszych i odnowić demokrację. Ale jedno jest pewne – stare, dotychczas znane recepty już nie pomogą. 

 Rewolucja przemysłowa – inny kluczowy zwrot w historii ludzkości – przyniosła ogromne zmiany prawne i społeczne, np. wprowadzenie podatku dochodowego (od dochodów indywidualnych) w 1842 r. Przyniosła też narodziny współczesnej ekonomii, którą stworzyli ludzie tacy jak Adam Smith, Augustin Cournot czy John Stuart Mill. 

 I oto znowu znajdujemy się na skrzyżowaniu historii, gdzie cała nasza polityczna ekonomia wymaga przemyślenia na nowo. Dinozaury nie miały zdolności analizy sytuacji i dlatego wyginęły 65 mln lat temu. My także stajemy wobec ryzyka regresu naszej cywilizacji. Ale na szczęście jesteśmy pierwszym gatunkiem zdolnym do analizy, do krytycznej oceny naszych własnych poczynań. 

Stąd nadzieja, że – pomimo całego chaosu i narastającego wokół nas
konfliktu – nie podzielimy losu dinozaurów.

© Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn