Justyna Stoszek / materiały prasowe
Justyna Stoszek / materiały prasowe

Styl & art / 15:20,

Zrób sobie prywatny las

Gdy słyszę słowo „słoik”, staję się niebezpieczna. Jestem rzeźbiarką. Moje prace to żywe rzeźby, każda jest niepowtarzalna i indywidualna

Po odebraniu tysięcznego telefonu o treści (cytat dosłowny, bez koloryzowania):

Dzzn bry, zrobią państwo 500 takich słoików na za dwa dni?

Nie potrafię się powstrzymać, chociaż coś huczy w mej głowie, iż jestem żałosna, i niemal krzyczę do telefonu:

Nie ma „państwa”! Jestem sama! Samotna! Samodzielna! Artystka… jestem!

Gdy słyszę słowo „słoik”, staję się niebezpieczna.

Z wpisów na Facebooku – takich jak powyższy – należy domniemywać, że artystkę Justynę Stoszek sukces komercyjny momentami przytłacza. Na swoim koncie zastrzega dobitnie, a chyba nawet w niejakiej desperacji, czego nie będzie. Otóż nie będzie produkcji jednakowych słoików, bo każdy z nas jest inny; nie będzie bezrefleksyjnego wpychania nieszczęsnych skrzydłokwiatów i innych bidusi w szkło; nie będzie słojów z zamknięciami w kształcie cyców; nie będzie „fiku-miku las w słoiku”.

KATARZYNA KOWALSKA
KATARZYNA KOWALSKA

A co w takim razie będzie?

Będą żywe rzeźby, leśne miniaturowe ekosystemy zamknięte w szkle, które Justyna tworzy od lat (jej prace stoją w domach prywatnych, biurach, teatrach i galeriach sztuki). Owe „słoiki”, jak pochopnie nazywają je profani, również robi – sama, samotnie, samodzielnie, koniec cytatu – ze szkła, w kształtach zainspirowanych formami natury. Czasem przypominają kroplę deszczu, a czasem bąbelek powietrza w wodzie.

Będą też warsztaty Forest Forever – Biosfera Osobista, podczas których artystka szkoli osoby wykorzystujące rośliny w swoim zawodzie – florystów, dekoratorów, projektantów ogrodów i biur plus oczywiście wszystkich, którzy mają taką fantazję.

A dlaczego to wszystko było, jest i będzie? Justyna – sama, samotnie, samodzielnie, koniec cytatu – opowiada o tym dla Holistic News.

JUSTYNA STOSZEK
JUSTYNA STOSZEK

HOLISTIC NEWS: Jak to się stało, że robisz te, z przeproszeniem, słoiki?

Wiele lat temu, gdy powstawały moje pierwsze, niewielkie jeszcze lasy w szkle, niosła mnie ciekawość twórcy i fascynujące efekty estetyczne. Po raz pierwszy publicznie pokazałam zamknięty w szkle las podczas targów sztuki.

Miniaturowy dębik otoczony mszystym leśnym krajobrazem zamknięty w przedwojennym słoju stanowił element dekoracji stoiska, na którym pokazywałam swoje grafiki i malarstwo.

Nie było osoby, która by o niego nie spytała. Z miejsca dostawałam, czasem wręcz natarczywe, propozycje kupna. Nie spodziewałam się, że mój pierwszy Forest Forever, miniaturowy las, wywoła takie emocje.

Ale prawdziwy boom rozpoczął się, gdy przeniosłaś się do Warszawy?

Tak. I jest w tym pewna logika. Stolica, siedziby wielkich korporacji, świat industrialny, wyczerpujące kariery, oszałamiające tempo życia. Las zamknięty w szkle był odpowiedzią na skrywaną tęsknotę.

ŁUKASZ SMUDZIŃSKI
ŁUKASZ SMUDZIŃSKI

Od razu tęsknotę. A może po prostu warszawiacy chcą mieć coś ładnego i oryginalnego na półce?

Może, ale nie tylko. W mojej niewielkiej pracowni – przypominającej chatę czarownicy lub alchemiczne laboratorium maga – gościłam dyrektorów banków, menedżerów, ludzi z 20-letnim stażem pracy w korporacjach, biznesmenów, kobiety wychowujące samotnie dzieci i jednocześnie prowadzące swój interes, przeróżnych ludzi pozornie bardzo sobie dalekich. Wszystkich łączyły jedna tęsknota i jeden lęk: tęsknota za bliskością natury i lęk związany z przemijaniem.

Mówili ci o tym? Zwierzali się?

Zdziwisz się, ale tak. Patrząc na las, otwierali się. Opowiadali mi o swoim dzieciństwie spędzonym na wsi, blisko lasu, o dawnym życiu – przed awansem i przeprowadzką do stolicy. Mówiąc, uzmysławiali sobie, że ktoś pokazuje im las, a oni sami od wielu miesięcy nie byli na spacerze z dziećmi. Zaskoczeni zauważali, jak niewiele w ich pamięci zostało informacji o tym, w jaki sposób funkcjonuje środowisko naturalne. Uświadamiali sobie, jak oddalili się od świata przyrody i jak bardzo tęsknią za tymi emocjami.

Ale czy antidotum na tęsknotę za przyrodą ma być zamknięcie kawałka przyrody w butelce, w szklanej klatce? Przecież te roślinki tam się duszą!

Przeważająca większość pierwszych odbiorców też tak mówiła: „One się duszą!”. Wówczas tłumaczyłam, na czym polega zjawisko fotosyntezy i w jaki sposób oddychają rośliny.

Opowiadałam, że tlen jest produktem ubocznym fotosyntezy, tzw. fazy jasnej, gdy roślina chłonie dwutlenek węgla, oddając tlen. W nocy jest odwrotnie – rośliny muszą pobrać tlen do rozkładu cukrów, a oddają dwutlenek węgla i wodę w postaci pary.

Dlatego w zamkniętym słoju roślina potrafi przeżyć długo. Bardzo długo. Nawet wiele lat.

Oszałamiała mnie liczba osób, do których w procesie edukacji szkolnej ta wiedza nie dotarła. Uzmysławiałam sobie, jak bardzo jest to istotne – i skoro nie pamiętamy tych podstawowych zależności, to nic dziwnego, że niszczymy naturę.

EWA SZYMCZAK
EWA SZYMCZAK

Jakie kompozycje ludzie wybierają najczęściej?

Największy zachwyt odbiorców budziły rosnące w moich butelkowych lasach drzewka liściaste. Gdy mówiłam, że jesienią gubią liście, a wiosną rosną im nowe, i dokumentowałam swoją wypowiedź fotografiami ukazującymi naturalny cykl zmian pór roku w moim najstarszym 12-letnim lesie, dla odbiorców była to istna magia.

Magia nieco słabnie, gdy przez kilka zimowych miesięcy trzeba oglądać wyblakłe, rozkładające się stare liście w butelce…

Zależy, jak na to spojrzeć. Rzeczywiście, jesienią odbierałam telefony od zrozpaczonych osób: „On umarł!”. Wtedy zachęcałam do rozejrzenia się dookoła, zauważenia, jaka jest pora roku na zewnątrz. Opiekunowie lasu – tak nazywam tych, którzy kupili lub dostali moje żywe rzeźby – początkowo oddychali z ulgą, a potem przychodziła refleksja: taki smutny las będzie przez całą zimę. Widziałam wówczas ów lęk przed przemijaniem, o którym wspomniałam wcześniej. Zachęcałam te osoby do kontemplacji naturalnego krajobrazu i jego swoistego piękna.

ŁUKASZ SMUDZIŃSKI
ŁUKASZ SMUDZIŃSKI

Butelkowe lasy mogą pomóc pogodzić się z przemijaniem?

Mnie pomogły. Wierzę, że spokojna dojrzałość może być idealnym czasem na zajęcie się sobą, niesienie pomocy innym, na rozkwit twórczości, pogłębianie pasji. Uroda i siła ciała, które były potrzebne na innym etapie życia, teraz już nie są tak istotne. W przemijaniu tkwią bogactwo i piękno – tak jak w zimowym lesie nawet pod śniegiem można znaleźć wiecznie zielony mech. Właściwe wykorzystanie tego czasu to dojrzałe i mądre przygotowanie się do nieuchronnego końca naszego cyklu.

Niestety, często dzieje się tak, że pochłonięci codziennym biegiem przestaliśmy to wszystko – przemijanie, piękno przemijania, naturę – akceptować. Kontemplować. Nawet zauważać. Nawet podczas spacerów po lesie ludzi pochłania kompulsywne fotografowanie smartfonem, dokumentowanie i uwiecznianie każdej chwili na portalach społecznościowych. Nie ma tu miejsca na autentyczne doświadczenie natury.

I ty leczysz tę chorobę naszych czasów, sprzedając autentyczne doświadczenie natury? Czy to się nie kłóci ze sobą? Natura i komercja?

To prawda, że stałam się prekursorką mody, która nie do końca mnie cieszy. Powstają firmy masowo produkujące leśne słoiki. Ale ja osobiście nie zgadzam się na taśmową produkcję.

Tworzenie wieloletnich biosfer wymaga spokoju i czasu. A ten proces zaczyna się w prawdziwym lesie. W leśnej szkółce, z której po kilku miesiącach rośliny przenoszone są do kapsuł. Jeżeli ktoś pyta, czy mam 200 słoików na sprzedaż, to odpowiadam, że owszem, ale są to słoiki z ogórkami u mojej babci. Nie jestem producentką, jestem rzeźbiarką. Moje prace to żywe rzeźby. Nie są dostępne od ręki. Każda jest niepowtarzalna i indywidualna.

LV SHUAI/REPORTER
Styl & art
Florence Massena

Wymyślić miasto na nowo

Jak planiści, architekci, artyści, władze miasta i jego mieszkańcy mogą pracować nad tym, żeby lepiej, z poszanowaniem dla środowiska, zorganizować przestrzeń miejską? Odpowiedź: wspólnie
REUTERS/FORUM
Styl & art
Chiara Ferraris

Po co szejkom Leonardo

Emirat Abu Zabi, który otworzył niedawno filię paryskiego Luwru, chce się stać kulturalną stolicą Bliskiego Wschodu
Playing for Change
Styl & art
Klaudia  Kocimska

Świat zbawią uliczni grajkowie      

Gdy nagrywali w małej wiosce w Afryce, ze smutnego zmieniła się w miejsce pełne szczęścia. Tylko dzięki muzyce! Wtedy ktoś powiedział: „Przydałaby się tu szkoła muzyczna dla dzieci”
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %