ROYSTON LEONARD/MEDIADRUMWORLD/EAST NEWS
ROYSTON LEONARD/MEDIADRUMWORLD/EAST NEWS

FELIETON / 09:00,

Siła bezsilnych uratuje demokrację

Żeby uleczyć demokrację i wolny rynek, trzeba zmienić reguły gry, w którą grają politycy i korporacje. A możemy to zrobić tylko my: ludzie, obywatele, konsumenci

Demokracja jest w kryzysie. Fake newsy - i fałszywe oskarżenia o rozpowszechnianie fake newsów - zatruły debatę publiczną, a partie polityczne coraz częściej uciekają się do ksenofobii i innych zgubnych strategii, żeby wygrać wybory. A jednocześnie - rewizjoniści w rodzaju Władimira Putina próbują wpływać na decyzje wyborców na Zachodzie. Chyba nigdy Ameryka nie doświadczyła tak zuchwałego ataku na swój system polityczny; prawie nigdy świat nie upadł moralnie tak nisko w czasie pokoju.

Powyżej: Mahatma Gandhi, ojciec niepodległych Indii, uchodzi za wzór moralności w polityce. Na zdjęciu przemawia do tłumu w Bombaju, 1942 r.

Z drugiej strony - kryzys demokracji nie jest przecież niczym nowym. Kiedy byłem studentem w Delhi w latach 70., ludzie powszechnie uważali, że Ameryka miesza się w indyjskie wybory. Podobnie jak teraz, plotki rozpowszechniane nieformalnymi kanałami utrudniały obywatelom oddzielenie prawdy od fikcji. Opowiadano taki żart, w którym było trochę prawdy: jeśli podejrzewasz kogoś, że jest agentem CIA, powinieneś natychmiast zadzwonić do lokalnej hinduskiej służby bezpieczeństwa. Ale nie bądź zdziwiony, jeśli telefon odbierze ten, kogo podejrzewasz.

 Oczywiście dzisiejsze wydarzenia wywindowały stare problemy na nieporównanie wyższy poziom. Wielka Brytania niedługo wychodzi z Unii Europejskiej, z porozumieniem czy bez porozumienia. USA rozpoczęły i eskalują wojnę handlową, po której może nastąpić osłabiająca wojna walutowa. Jakim cudem to wszystko dzieje się w demokracji? I co możemy zrobić, żeby się nie działo? 

Jeśli idzie o pierwsze pytanie, jedna z hipotez głosi, że nowe cyfrowe technologie zmieniają motywacje partii politycznych i innych ważnych instytucji. Weźmy np. korporacje. Łatwy dostęp do danych na temat konsumentów, ich preferencji i zachowań doprowadził do zysków na masową skalę - kilka gigantów technologicznych monopolizuje globalny rynek

Innymi słowy, rynki w coraz większym stopniu rządzą się regułą zwycięzca bierze wszystko".  

Demokracja zmierza w tym samym kierunku. Korzyści ze zwycięstwa wyborczego stały się tak wielkie, że partie polityczne - aby je sobie zapewnić - zniżają się do coraz bardziej kontrowersyjnych, niemoralnych metod. Tak jak korporacje wykorzystują big data - dane o preferencjach wyborców i ich zachowaniach - żeby urabiać elektorat.

To wszystko stwarza dylemat dla partii i polityków o dobrych intencjach. Co robić, kiedy niemoralni konkurenci są skłonni siać nienawiść i rasizm, żeby zwiększyć swoje szanse w wyborach? Czy należy się poddać bez walki, co zapewne skończy się niemoralnymi rządami? Czy przeciwnie, należy odłożyć skrupuły na bok i włączyć się do wyścigu, stosując coraz bardziej brudne metody kampanii - aż do samego dna? Jeśli drugie miejsce w wyborach nie przynosi żadnych korzyści, jednostronna moralna powściągliwość może być niezwykle kosztowna. 

Dylemat nie jest tak beznadziejny, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Warto sięgnąć po słynny esej Vaclava Havla z 1978 r. pt. "Siła bezsilnych". Opublikowany nielegalnie, w drugim obiegu, został przemycony poza granice Czechosłowacji. Argumenty w nim zawarte są proste, ale nieodparte. Dyktatury i inne pozornie wszechpotężne formy władzy autorytarnej mogą się wydawać wielkimi, skomplikowanymi strukturami państwowymi, ale w ostatecznym rozrachunku są tylko efektem indywidualnych obywatelskich wyborów i przekonań. 

Havel nie miał fachowych narzędzi - nie był ekonomistą - żeby swój wywód przeprowadzić formalnie. W mojej nowej książce Republika wartości" (ang. The Republic of Beliefs") pokazuję, że jego najważniejsze tezy można udowodnić, korzystając z teorii gier. 

Okazuje się, że jednostki - zwykli obywatele - mają możliwość dokonywania moralnych wyborów, których nie mogą dokonać wielcy gracze instytucjonalni. Siła bezsilnych jest kluczem do uleczenia chorej demokracji.

W przeciwieństwie do korporacji i partii politycznych zwykli obywatele nie uczestniczą w grze, w której zwycięzca bierze wszystko, bo mogą dokonywać niewielki moralnych wyborów, nie narażając się na wielkie koszty. 

Przykład pierwszy z brzega: produkcja butów w jednym z biednych, rozwijających się krajów. Jeśli na rynku konkurują ze sobą dwie duże firmy, obydwie są pod presją - jeśli będą szanować prawa pracowników, przegrają z rywalem, który bezlitośnie wykorzystuje pracowników i dzięki temu może sprzedawać buty taniej. Ale jeśli konsumenci będą skłonni zapłacić trochę więcej za buty produkowane z poszanowaniem pracowników, wtedy przewaga niemoralnej firmy znika! 

Taki sam mechanizm ma zastosowanie w demokracji. 

Pierwsi badacze systemów politycznych, np. matematyk Harold Hotelling oraz ekonomista i politolog Anthony Downs, przyjmowali założenie, że ludzie zawsze głosują, kierując się swoim interesem. Ale jeśli obywatele postanowią, że będą głosować we własnym interesie, ale w ramach pewnych norm moralnych, wtedy brudne metody kampanii nagle okazują się kosztowne i nieopłacalne. 

Podobne argumenty przywołuje Sebastian Haffner w swoim nieukończonym pamiętniku „Przeciwstawiając się Hitlerowi“ (ang. „Defying Hitler“). Komentując rozważania Haffnera, wybitny amerykański teoretyk prawa Cass Sunstein pisał: „Najskuteczniejszą ochroną przeciwko politykom o zapędach autorytarnych, i przeciwko wszelkiego rodzaju politycznym wilkom jest ludzkie sumienie". 

Żeby ludzie mogli zdefiniować nieprzekraczalne normy moralne i pilnować ich przestrzegania, potrzebna jest lepsza edukacja obywatelska. Żeby każdy lepiej rozumiał ukrytą moc, jaką posiada. I sprawdzał źródła wiadomości, które słyszy, czyta lub ogląda. 

 Wierzę, że istnieją korporacje i grupy polityczne, które chciałyby zachować moralne standardy, ale nie mogą, bo obawiają się klęski. To one powinny wyłożyć pieniądze, żeby doprowadzić do mentalnej zmiany. Ludzie muszą się nauczyć, że ich wyborcze i konsumenckie wybory mogą fundamentalnie zmieniać reguły gry, w którą grają politycy i korporacje. 

Przyszłość demokracji jest w rękach obywateli.

© Project Syndicate, 2018. www.project-syndicate.org

East News
FELIETON
Jakub Janiszewski

Polityczna poprawność 2.0, czyli kultura ofiar

To, co kiedyś było walką o równość, dziś stało się zabieganiem o źle pojmowany psychiczny dobrostan, bańką społeczną, w której dojrzewający człowiek nigdy nie styka się z inaczej myślącymi, a wszelka krytyka odbierana jest jako atak
MATERIAŁY PRASOWE
FELIETON
Łukasz Grzesiczak

Jan III Szpetny do Wiednia nie dojechał

A jeśli polski pomnik, który miał w Wiedniu upamiętnić króla Jana III Sobieskiego nie jest kontrowersyjny politycznie, tylko po prostu wizualnie paskudny?
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %