SADAK SOUICI/LE PICTORIUM/EAST NEWS
SADAK SOUICI/LE PICTORIUM/EAST NEWS

KONFLIKTY / 13:05,

Nawet wojna potrafi się znudzić

Na trzy miesiące przez wyborami prezydenckimi Ukraińcy są zmęczeni i zirytowani wojną, która trwa na wschodzie kraju od czterech lat. Wielu obwnia wcale nie Rosję czy Putina, tylko własny rząd. Choć w sondażach opinii publicznej do tego się raczej nie przyznają

Zaporoże to stolica ukraińskiego obwodu graniczącego z Donbasem. Na kanale Youtube lokalnego portalu 061.ua filmy notują na ogół po kilkaset wyświetleń, rzadziej ich popularność liczy się w tysiącach.

Na zdjęciu powyżej: cztery lata po krwawych wydarzeniach, które doprowadziły do obalenia prorosyjskiego prezydenta Janukowycza, na kijowskim Majdanie można było oglądać wystawę zdjęć z rewolucji, luty 2018 r.

Ale sondę uliczną, którą przeprowadzono na ulicach miasta na początku roku, obejrzało niemal 400 tysięcy osób z całego kraju. Pytania brzmiały: kto jest winien wojny na Donbasie i co należy uczynić, aby się skończyła? Zaporoscy dziennikarze twierdzą, że z nagrania nikogo nie wycinali. Wyniki mogą szokować. Zdecydowana większość przechodniów uważa, że odpowiedzialność za wojnę ponoszą ukraińskie władze – mniejszość, że Rosja. 

Nie było to profesjonalne badanie, a wyrywkowa sonda uliczna, ale coś jest na rzeczy.

Polska perspektywa czarno-białego konfliktu dwóch państw i dwóch narodów, w którym Ukraińcy zjednoczyli się, aby walczyć z okupantem, odbiega od rzeczywistości. Nad Dnieprem po 2014 roku umocnił się naród polityczny i ukraińska tożsamość, a zdecydowana większość Ukraińców chce odzyskania kontroli Kijowa nad Krymem i Donbasem - tak, to wszystko z grubsza rzecz biorąc prawda. Ale z biegiem czasu wojna coraz bardziej odbierana jest przez wielu Ukraińców w kategoriach konfliktu odległego i zamrożonego, co najwyżej irytującego, bo będącego kulą u nogi dla gospodarki.

GLEB GARANICH/REUTERS/FORUM
Pogrzeb 57 nieznanych żołnierzy ukraińskich pod Zaporożem, sierpień 2015 r.
GLEB GARANICH/REUTERS/FORUM

Wkrótce po sondzie ulicznej z Zaporoża Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii spytał o to samo Ukraińców z całego kraju. Okazało się, że 52% respondentów obarcza Rosję i separatystów winą za rozpoczęcie wojny. 15% wskazało ukraińskie władze i oligarchów (u zarania wojny rządziły już związane z prezydentem Poroszenką środowiska majdanowe), a co trzeci ankietowany się waha. 

Jeszcze ciekawiej robi się, gdy zobaczymy rezultaty na kontrolowanym przez Kijów wschodzie: Rosję oskarża 29%, Ukrainę - 17%, a 54% nie wie jakiej odpowiedzi udzielić. Oznacza to, że 71% mieszkańców wschodnich obwodów nie zgadza się – wbrew faktom – z twierdzeniem, że za tą wojną stoi Rosja! W skali kraju takich obywateli jest blisko połowa. 

 Na Ukrainie nie ma zgody ani co do przyczyn wojny, ani co do tego, z kim walczy ukraińska armia. Nawet w samym rządzie! Jesienią dowiedziałem się od wiceministra ds. Tymczasowo Okupowanych Terytoriów i Uchodźców Wewnętrznych Heorhija Tuki, że od niektórych kolegów z rządu słyszy jakoby Ukraina walczyła wyłącznie z separatystami, a nie z Rosją. 

Nie pomagają media, w tym tak istotne jak BBC nazywające tę wojnę „kryzysem ukraińskim”.

To już trwa za długo

Ołeksij Czupa pochodzi z Donbasu, jest pisarzem i tłumaczem, autorem znakomitych Żuli z Donbasu. Po rozpoczęciu wojny przeniósł się na zachód kraju, mieszka tam do dziś – pod obwodowym miastem Chmielnicki. 

– Z punktu widzenia wielu Ukraińców to wszystko już trwa za długo – tłumaczy pisarz. – Nie ma dzień w dzień ofiar po kilkadziesiąt czy kilkaset jak było w 2014 czy 2015 roku. Dziś na froncie średnio ginie jeden lub dwóch Ukraińców każdego dnia – to mniej niż na drogach. Ludzie nie postrzegają już tego konfliktu jako wojny.

MIKHAIL SOKOLOV/TASS/FORUM
Donieck, kwiecień 2017 r.
MIKHAIL SOKOLOV/TASS/FORUM

Czupa dodaje, że wielu Ukraińców nie obawia się utraty niezależności kraju, tylko tego, że kryzys pogrąża gospodarkę – potwierdzają to badania opinii publicznej. I to wywołuje u wielu irytację. Oczywiście w nawias trzeba wziąć osoby, których bliscy są na froncie lub żyją oni na terytoriach okupowanych [na Ukrainie obowiązuje powszechny pobór do armii, na front żołnierze jadą tylko dobrowolnie – red]. 

– Dla wielu Ukraińców wojna się zbanalizowała. Zmieniła się w telewizyjny show, objawia się trochę w nowych nazwach ulic, trochę w zdjęciach zabitych przez Rosjan rodaków, które wiszą na ulicach. I tyle – mówi pisarz. 

Faktem jest, że na ulicach Kijowa wojna nie rzuca się zbytnio w oczy. Z rzadka ktoś idzie w kamuflażu, tu i ówdzie przy Majdanie są zdjęcia zabitych, starsze panie sprzedają papier toaletowy z wizerunkiem Putina, ot wszystko.

Wzrost cen gorszy niż wojna

Latem 2018 roku MIR, czy Międzynarodowy Instytut Republikański, poprosił ankietowanych o wskazanie najważniejszych problemów, z którymi mierzy się Ukraina. 53 proc. wskazało wojnę w Donbasie; kolejne miejsca zajęły korupcja (49%) i wzrost cen (28%). 

Gdy jednak pytanie nieco zmieniono i poproszono o wskazanie problemów, które dotykają respondentów bezpośrednio, lista priorytetów się istotnie zmieniła – najwięcej osób wymieniło wzrost cen (aż 65%), a o konflikcie donbaskim powiedziało raptem 30%. 

Widać więc spory rozdźwięk między percepcją problemów państwa i własnymi codziennymi bolączkami. Wojna jest ważna dla narodu czy państwa, ale na co dzień coraz mniej zaprząta ludziom głowy.

MAXIM SHEMETOV/REUTERS/FORUM

W czwartą rocznicę aneksji Krymu przez Rosję demonstrowali w Swastopolu zadowoleni mieszkańcy półwyspu, marzec 2018 r.

MAXIM SHEMETOV/REUTERS/FORUM

– Charków nie jest zbyt pogrążony w tej wojnie. Życie większości mieszkańców miasta biegnie zwykłym rytmem, bez szczególnych zawirowań – mówi Kurdiukowa. – Z upływem czasu jest coraz bardziej im wszystko jedno, co stanie się z okupowanymi terytoriami. 

Ale jednocześnie – jak podkreśla Kurdiukowa - około 15% mieszkańców miasta na co dzień aktywnie zajmuje się zapleczem wojny: zbiórkami pieniędzy, sprzętu, działalnością informacyjną itd. Z dużych ukraińskich miast Charków jest najbliżej Donbasu, tutaj formalnie zarejestrowało się wielu spośród 1,6 miliona uchodźców z samozwańczych republik separatystów (ale część z nich uchodźcami jest tylko na papierze; kursują między Donbasem i Ukrainą, żeby pobierać ukraińskie świadczenia socjalne). 

– Od 2014 roku zaangażowani Charkowianie połączyli się w systematycznie działających organizacjach, które zajmują się problemami, jakie ignoruje państwo. Myślę, że w razie eskalacji Charkowianie zmobilizują się raz jeszcze do działania, ale znacznie szybciej i bardziej efektywnie niż kilka lat temu – mówi aktywistka.

Co to znaczy zwycięstwo?

Opinie Kurdukiowej o rosnącym pasywizmie potwierdza socjolożka z Fundacji Demokratyczne Inicjatywy Maria Zołkina. 

– Sprawy związane z tą wojną wzbudzają wśród Ukraińców coraz mniejsze emocje – mówi badaczka. – Nie wynika to tylko ze specyfiki średnio- lub długoterminowych konfliktów, ale i z niższej intensywności walk. Ginie mniej ludzi niż kilka lat temu, a bolesne kwestie kompromisów z Rosją nie są zajmują w agendzie takiego miejsca jak wcześniej. Sprawy te nie są już w centrum zainteresowania mediów, a społeczeństwo staje się bardziej tolerancyjne wobec całej sytuacji. 

Demotywująco działa również brak jasno określonego celu. Trudno bowiem powiedzieć, na czym miałoby polegać zwycięstwo? Na odzyskaniu Krymu i Donbasu? Na wypiciu kawy w Łuhańsku? Na odzyskaniu tylko Donbasu?

GAALLE GIRBES/SIPA/EAST NEWS
Pieski, dzielnica Doniecka, czerwiec 2017 r.
GAALLE GIRBES/SIPA/EAST NEWS

Pytam socjolożkę jak duża jest grupa Ukraińców, którzy machnęliby ręką na Donbas, choćby po to, żeby chociaż gospodarka kraju wyszła na prostą (jednym z jej hamulców są wydatki na obronę – Kijów przeznacza na nią 5 proc. PKB, prawie trzy razy więcej niż Polska i nawet więcej – procentowo –niż USA). Zołkina podkreśla, że zdecydowana większość Ukraińców – 80 proc. w badaniu MIR z wiosny ub.r. - widzi Donbas w składzie Ukrainy, jednak różnią się w kwestii przyszłego statusu tych terytoriów. Nie ma zgody, czy przyznać Donieckowi i Łuhańskowi autonomię, jakim stopniem samodzielności mogłyby się cieszyć te tereny itd. 

Zastanawia 20% ankietowanych, którzy zajęli odmienne stanowisko. Zdaniem 3 proc. obie republiki separatystów powinny być niepodległe, wg 3 proc. powinny stać się częścią Rosji, a „trudno powiedzieć” odpowiada 11 proc. Na wszystkie te liczy trzeba jednak wziąć poprawkę – najpewniej odsetek tych, którzy chcieliby odpuścić sobie Donbas i Krym, jest znacznie wyższy niż pokazują statystyki.

Prezydent się zużył

Na początku rosyjsko-ukraińskiej wojny donbaskiej Słowiańsk stał się siedzibą separatystów. Teraz wjeżdżając do miasta widzę wielki bilbord z Poroszenką w wojskowym kamuflażu. Zapewnia, że wojna będzie wygrana. To element kampanii przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się pod koniec marca przyszłego roku. 

W kampanii wyborczej wojna to istotny temat, a rozwiązanie konfliktu jest najczęstszym oczekiwaniem wobec kandydatów (66% odpowiedzi w badaniu ośrodka Reting). W badaniu MIR 71% Ukraińców spytanych o to, co władze powinny zrobić, aby zdobyć społeczne zaufanie, odpowiada właśnie: zakończyć wojnę na Donbasie (osobną kwestią jest to, co konkretnie mają na myśli odpowiadający).

GAALLE GIRBES/SIPA/EAST NEWS
Na froncie na wschodzie Ukrainy, czerwiec 2017 r.
GAALLE GIRBES/SIPA/EAST NEWS

Kandydaci muszą więc atakować Poroszenkę, a Poroszenko musi się bronić. Nie może być pewnym reelekcji. Był dobrym prezydentem na czasy przejściowe, przyczynił się do utrzymania ukraińskiej państwowości, ale dziś jest kojarzony głównie z problemami gospodarczymi i trwającą od lat wojną. Jego polityki nie pochwala aż 80% respondentów. 

 Dziś w wyścigu lideruje niezniszczalna Julia Tymoszenko. Ta doświadczona polityk i populistka potrafi mówić to, co ludzie chcą usłyszeć. Według badań kilku instytutów przełomu listopada i grudnia Julia Tymoszenko może liczyć na ok. 20 proc głosów, a prezydent Poroszenko - od 12 do 14 proc. (w jednym z sondaży został nawet wyprzedzony przez aktora Władimira Zielenskiego). 

Poroszenko obiecuje kontynuowanie rozsądnej polityki, która odrzuca skrajne rozwiązania (z jednej strony poddanie się, z drugiej pójście na poniżające ustępstwa) i dąży do rozwiązania konfliktu drogą dyplomatyczną - przez wprowadzenie na Donbas międzynarodowych sił pokojowych. Ale w najbliższym czasie na taki wariant szans nie ma. 

Nastroje wywołane długoletnim patem mogą sprzyjać byłemu ministrowi obrony Anatolijowi Hrycence, wojskowemu o silnej osobowości (obecnie 8 proc. poparcia).

Teorie spiskowa

W lipcu Tymoszenko oświadczyła w telewizji, że Poroszenko planuje spisek: chce odwołać wybory, a żeby to osiągnąć dogada się z bojownikami, z którymi rzekomo ma być w dobrej komitywie; doprowadzi do eskalacji, odda kolejny fragment Ukrainy i wprowadzi stan wojenny. Według Tymoszenko obecny prezydent ma zarabiać na wojnie robiąc interesy z separatystami. Ona sama zapowiada przywrócenie kontroli Kijowa nad Krymem i Donbasem, ale nie wyjaśnia jak miałaby to osiągnąć. Zołkina podkreśla, że znużenie i irytacja wojną mogą niestety sprzyjać wierze w proste rozwiązania skomplikowanego konfliktu.

MIKHAIL TERESHSCHENKO/TASS/FORUM
Dziewczyna na koncercie na wiecu wyborczym w Doniecku ma wpięty we włosy sztandar separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej, listopad 2018 r.
MIKHAIL TERESHSCHENKO/TASS/FORUM

Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się pod koniec listopada, kiedy rosyjska flota zaatakowała ukraińskie jednostki na Morzu Azowskim. Napięcia na tym oblewającym Krym akwenie istniały od dawna, ale dopiero teraz przeszły w fazę otwartej konfrontacji. 

 Spytałem Ołeksija Czupę jak i czy wpłynęło to na postrzeganie wojny. 

 – Atak rosyjskiej marynarki na jednostki ukraińskie na neutralnych wodach i pojmanie dwudziestu czterech marynarzy mocno wstrząsnęło Ukraińcami – tłumaczy pisarz i publicysta. 

– Po pierwsze, eskalacja przypomniała wielu, dla których ta wojna zmieniła się już w telewizyjne show, że wróg jest podły, przebiegły, zdecydowany i że jutro na muszkę może wziąć każdego z nas. Po drugie, stało się oczywistym, że pięć lat wojny hybrydowej odcisnęło znaczne piętno na psychice Ukraińców. Wiesz co jednak cieszy? Już nazajutrz wszyscy wzięli się w garść. W charakterystycznym dla nas stylu, tzn. ze stanu wojennego i rosyjskiej propagandy zaczęliśmy sobie żartować.

***

Podróż na Ukrainę, dzięki której możliwe było napisanie powyższego tekstu, autor odbył dzięki Centrum Ukrainian Prism

Francesca Ebel
KONFLIKTY
Karolina Anna Kuta

Polska deportuje opozycjonistę?

Czeczeńskiemu youtuberowi i krytykowi władzy odmówiono azylu w Polsce. Jeśli trafi z powrotem do swojego kraju, czekają go tortury, a być może śmierć – twierdzą obrońcy praw człowieka. Amnesty International apeluje do polskiego rządu o wstrzymanie deportacji
ODD ANDERSEN/EAST NEWS
KONFLIKTY
Wiktor Cyrny

Niemieckie bojówki na imigrantów

Niemiecka skrajnie prawicowa partia NPD zagroziła powołaniem patroli ulicznych, które mają pilnować obszarów zamieszkiwanych przez imigrantów
SHAH MARAI/AFP/EAST NEWS
KONFLIKTY
Holistic News    

Afganistan obrywa od sojusznika

Decyzja Donalda Trumpa, by ponownie nałożyć na Iran dotkliwe sankcje, wpędziła jednego z najbliższych sojuszników Waszyngtonu w nie lada kłopoty
INTI OCON/AFP/EAST NEWS
KONFLIKTY
Karolina Anna Kuta

Nikaragua tępi dziennikarzy

W wyniku protestów, które od początku roku paraliżują kraj, dziennikarze w Nikaragui są bici i aresztowani, a rząd organizuje naloty policyjne na siedziby mediów
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %