ADAM JANKOWSKI/REPORTER
ADAM JANKOWSKI/REPORTER

PAŃSTWO / 19:01,

Jak się robi politykę w Polsce

Ostatni miesiąc spędziłam na podpatrywaniu - od kulis - kampanii w stolicy. Jeżeli właśnie tak wygląda działalność polityczna w Polsce, to my, wyborcy, mamy przechlapane

Amatorszczyzna, bałagan organizacyjny, dyletanctwo, czasami zwykłe chamstwo – tego wszystkiego naoglądałam się aż nadto, obserwując sztaby kandydatów na prezydenta Warszawy. Od razu przechodzę do konkretów, zaczynając od tego, co – w jakimś zakresie – widzieli wszyscy.

Powyżej: mimo wszystko zachęcamy do pójścia na wybory

Teoretycznie najważniejszy moment kampanii, czyli telewizyjną debatę, pokazano 12 października na antenach TVP Info, Polsat News i TVN24. To, co zobaczyli telewidzowie, było w zasadzie najmniej istotne. W sześciu wejściach po 45 sekund trudno bowiem odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie, tak by przekonać do swoich racji kogokolwiek.

Kto wymyślił taką formułę? Oficjalnie wszystkie komitety wyborcze wyraziły na to zgodę. Nieoficjalnie (jak powiedział mi członek sztabu Jana Śpiewaka) decyzję podjęto w sztabach faworytów: Rafała Trzaskowskiego (Koalicja Obywatelska) i Patryka Jakiego (PiS). Nie chcieli oni dopuścić do tzw. efektu z Legii, gdzie 3 października podczas debaty o sporcie (na stadionie przy ul. Łazienkowskiej) wszyscy kandydaci mieli po 2 minuty na odpowiedź. Szansę na sensowne zaprezentowanie się wykorzystali wówczas outsiderzy: Andrzej Rozenek, Śpiewak i Jacek Wojciechowicz.

MARIUSZ GRZELAK/REPORTER
Plakaty wyborcze w Warszawie, październik 2018 r.
MARIUSZ GRZELAK/REPORTER

By nie popełnić tego samego błędu – przed trzymilionową widownią – sztaby faworytów przeforsowały 45-sekundowe odpowiedzi. Co można zrobić w tym czasie? Widzieliśmy wszyscy: groteska i farsa.

Ale już w kuluarach było ciekawiej – wielka szkoda, że telewidzowie nie mogli oglądać reakcji członków sztabów wyborczych, którzy siedzieli w studiu obok i oglądali przekaz na wielkim monitorze. To dopiero był cyrk i prawdziwe oblicze polskiej polityki! Co z tego, że przyszli pod krawatami, w garniturach i wyprasowanych koszulach, skoro z wypucowanych lakierków wyłaziła słoma. Śmiechy, kpiny i niewybredne komentarze w stylu „pier... jak potłuczony” oddają prawdziwy stosunek do rywali.

Najważniejsi ludzie w poszczególnych sztabach wyborczych nie mieli żadnych zahamowań. Nic nie robili sobie z tego, że są w miejscu publicznym, wszędzie stoją kamery i wścibscy dziennikarze itp. Przeklinali, śmiali się do rozpuku. Tylko nieliczni coś notowali lub z uwagą słuchali debaty. Dla reszty ważniejsze były Facebook, Twitter, darmowe ciastka i kawa niż debata.

Wspólne pozowanie przed kamerami i robienie selfie przez szefów sztabów Trzaskowskiego i Jakiego w pełni oddają obraz stosunków na linii opozycja-rządzący. To po prostu kumple!

Przed budynkiem TVP najbardziej liczna i głośna była grupa sympatyków Trzaskowskiego. Jego sztab ustawił tam mobilną scenę z nagłośnieniem i telebimem, z której padały przez megafon mało wyszukane hasła w stylu „Warszawa wolna od kaczyzmu!” czy „Patryk Jaki, będziesz siedzieć!”. Grupa Jakiego składała się z kilkudziesięciu wolontariuszy, których aktywność ograniczała się do pokazywania „fucków“ i stwierdzeń typu „sami będziecie siedzieć, złodzieje!”. Twarze mieli pełne pogardy dla konkurencji.

ANDRZEJ IWAŃCZUK/REPORTER
Przed debatą kandydatów na prezydenta Warszawy, na pierwszym planie Patryk Jaki
ANDRZEJ IWAŃCZUK/REPORTER

Odnoszę wrażenie, że w wyborach samorządowych - na szczeblu niższym niż prezydentura - wystartować mógł każdy... Nawet ten, kto dosłownie przyszedł z ulicy i w żaden sposób nie był związany z danym ugrupowaniem. Wystarczyło wyrazić chęć.

Doskonałym przykładem jest SLD. Szukanie kandydatów było prawdziwą łapanką. Początkowo większość zgłaszających się lub zgłaszanych nawet nie miała pojęcia, gdzie kandydować. Czy do rady gminy? powiatu? A może jednak do rady miasta? Niektórzy kandydaci nie wiedzieli co to sejmik wojewódzki, jakie kompetencje oraz obowiązki ma radny. Brano wszystkich, jak leci. Bez przygotowania i kompetencji, o doświadczeniu w samorządach nie wspominając.

Zresztą kto miał sprawdzać, skoro poziom sztabowców też był bardzo różny! Stąd takie kwiatki jak słynny już bilbord Sebastiana Kalety (nr 1 na liście PiS do Rady Warszawy), który reklamował się jako „kandydat z Pragi Połódnie”.

Przewodniczący Sojuszu Włodzimierz Czarzasty wydał po prostu rozkaz: „Wszyscy znani ludzie związani z partią muszą wystartować w wyborach samorządowych. I koniec”. Powiedział mi to jeden z bardzo ważnych polityków lewicy, którego także wypchnięto do kandydowania. Gdyby tego nie zrobił, to – cytuję – „Może spier... na drzewo, a nie liczyć na udział w wyborach parlamentarnych”. Ale pieniądze na kampanię kandydaci SLD musieli znaleźć we własnym zakresie, bo partia dała - na wszystkich łącznie! - jedynie 250 tys. zł.

Zupełnie inaczej sprawa z pieniędzmi wyglądała w sztabie PiS. Tu budżet był ogromny, kilka milionów zł, ale kasę trzymała jedna osoba – i bardzo skrupulatnie decydowała, na co zostaną wydane. Szeregowi działacze mieli tylko wykonywać polecenia i o nic nie pytać. Schemat podejmowania decyzji i przepływu informacji był bardzo prosty: najpierw polecenia z Nowogrodzkiej, później głos doradczy amerykańskich ekspertów od wizerunku, a na końcu to wszystko miał komunikować wyborcom kandydat.

MATEUSZ WŁODARCZYK
Rafał Trzaskowski rozdaje ulotki przy stacji PKP Aleje Jerozolimskie
MATEUSZ WŁODARCZYK

Sprawa trochę się skomplikowała po dołączeniu Piotra Guziała, wcześniej kandydata niezależnego. Wycofanie przez niego swojej kandydatury i poparcie Jakiego miało być strzałem w dziesiątkę (obiecano mu w zamian wiceprezydenturę w przypadku zwycięstwa). Tymczasem – według sztabowców PiS – „Guział narobił syfu”, tzn. zaszkodził kampanii na finiszu. 

„On zachowuje się jak gubernator stanu Alaska Sarah Palin, którą senator John McCain wziął do pary na wiceprezydenta i przez to przegrał wybory. Guział tak jak ona mówi, co myśli, a nie na odwrót” – usłyszałam.

To właśnie Guział miał zorganizować 5 października w warszawskim klubie Hybrydy otwarte spotkanie wolontariuszy i sympatyków Jakiego, podczas którego podawano piwo (co w kodeksie wyborczym jest zabronione). Gdy konkurent Rozenek zapowiedział złożenie sprawy do prokuratury, Guział nie wytrzymał i nazwał go gnojkiem.

Również to Guział pozwolił na występ ulicznego barda, niejakiego „Bodzia”, który podczas spotkania w Hybrydach powiedział ze sceny o Trzaskowskim, że „gdyby miał odrobinę honoru, powinien sobie strzelić w łeb”.

Jak powiedział mi jeden z członków sztabu wyborczego PiS: „Dobrze, że dziennikarze to debile”. Co prawda media ustaliły, że Jaki Cafe nie ma zgody sanepidu na podawanie napojów i ciastek, ale nikt nie wpadł na pomysł, by przy okazji sprawdzić książeczki zdrowia i aktualne badania sanitarno-epidemiologiczne pracujących tam ludzi. „A my przecież robimy przecież kawę, herbatę, wykładamy w ciągu dnia setki ciastek. Wszystko gołymi rękoma” - usłyszałam.

NATASZA MLUDZIK
Debata telewizyjna kandydatów na prezydenta Warszawy
NATASZA MLUDZIK

Generalnie sztab Jakiego traktował wolontariuszy jak popychadła czy mięso armatnie. „Dostałaś esemesa, masz się stawić w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej godzinie – to słowa, które usłyszałam dwa tygodnie przed wyborami. – Na miejscu zakładasz białą koszulkę z napisem #JAKI2018# i rozdajesz ulotki”.

Robiłam, jak mi powiedziano. Było ciężko. Docinki i komentarze przechodniów były ohydne. Niechętni prawicy odpowiadali na przykład: „Wal się, nigdy waszej ulotki nie wezmę do ręki!” czy „Spier... mi z tym syfem!”. W ciągu dyżuru, w jednym z najbardziej ruchliwych miejsc w stolicy, byłam w stanie rozdać niewiele ponad 300 ulotek, a i tak większość lądowała od razu w koszu lub walała się zmięta na chodniku. Moim zadaniem było oczywiście wszystko posprzątać.

 Sympatyków Jakiego było sporo, ale nazwałabym ich raczej jego wyznawcami, a nie wyborcami. Wychwalali kandydata pod niebiosa, modlili się za jego zwycięstwo, na mój widok robili znak krzyża.

Sztab Trzaskowskiego wykorzystywał wolontariuszy również wirtualnie. Zostali zaangażowani do pisania „donosów“ na kontrkandydatów. Powstała strona Mów Prawdę, gdzie weryfikowana była prawdomówność kontrkandydatów (czytaj: Jakiego) i konfrontowano ich słowa z faktami. Sztabowcy Jakiego zarzucali Trzaskowskiemu „zalewanie internetu fake newsami” i zatrudnianie trolli, którzy za pieniądze mieli „pisać pochlebne komentarze o nim, a niepochlebne, wręcz chamskie o jego rywalu”.

Miesięczna przygoda z wolontariuszami, członkami sztabów i kandydatami na prezydenta Warszawy przekonała mnie, że tak naprawdę wszyscy są siebie warci. Gdy pojawiają się dziennikarze i błyskają flesze aparatów fotograficznych, skaczą sobie do gardeł, lecz gdy światła gasną, sztabowcy wspólnie idą na wódkę. Biorą udział w teatrzyku, a wyborców traktują jak bezrozumną masę.

Obiecują wszystko, lecz doskonale wiedzą, że nie mają szans na spełnienie większości tych obietnic.

ANDREW BIRAJ/REUTERS/FORUM
PAŃSTWO
Naomi Burke-Shyne

Kiedy policja zabija

Nie ma żadnych dowodów, że wyroki śmierci i doraźne egzekucje skutecznie odstraszają ludzi od narkotyków. Tym bardziej szokuje, że taką politykę prowadzi rząd kierowany przez kobietę
SCIENCE PHOTO LIBRARY
PAŃSTWO
Łukasz Chmielewski

Zanim zasłodzimy się na śmierć

Cukier powinno się opodatkować tak jak alkohol czy papierosy. Dopóki służba zdrowia jest publiczna, czyli de facto wszyscy zrzucają się na leczenie osób otyłych, dopóty cukrowi nałogowcy muszą się z takim podatkiem pogodzić
CAIA IMAGE/SCIENCE PHOTO LIBRARY
PAŃSTWO
Anna Gromnicka

Uważajcie! Wielki Brat patrzy

Jesteśmy non stop inwigilowani przez rządy i służby specjalne, ale prawie nikomu to nie przeszkadza. Przełomowy wyrok Trybunału Europejskiego w tej sprawie może nam otworzyć oczy
K.M.CHAUDHRY/AP/EAST NEWS
PAŃSTWO
Holistic News    

Pakistanowi grozi przeludnienie

Teraz Pakistan jest szóstym najludniejszym krajem świata, ale wysoki przyrost naturalny powoduje, że populacja kraju rośnie szybko. Czy gospodarka kraju zdoła utrzymać wszystkich?
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %