REWOLUCJA / 14:55,

Przebudzenie serbskiej ulicy

Serbowie od tygodni wylewają się na ulice, żeby zaprotestować przeciwko polityce rządu oraz przemocy wobec dziennikarzy i opozycjonistów. Jednak okazuje się, że większość społeczeństwa ciągle popiera opresyjną władzę

Belgradzkie ulice, pomimo śniegu i minusowych temperatur wypełniają się tłumami protestujących od pięciu tygodni, w każdą sobotę. W ubiegły weekend zorganizowano manifestacje również w mniejszych, serbskich miastach. 

Poza hasłami dotyczącymi wolności mediów, przemocy wobec dziennikarzy i opozycjonistów, to protest trochę personalny – serbska ulica pokazuje swoją niechęć w stosunku do urzędującego prezydenta, Aleksandara Vučića.

- Są zdenerwowani – skomentował prezydent Vučić w wywiadzie dla „The Financial Times”. - Jestem zadowolony: na ulicach nie ma policji, nie ma rozruchów, nie ma problemów. Musimy słuchać ludzi, ale nigdy nie będę gotowy wysłuchać przywódców politycznych, którzy zniszczyli przyszłość tego kraju. Nie będzie im łatwo mnie pokonać. Jedynym miejscem, w którym można pokazać swoją prawdziwą wolę jest lokal wyborczy – powiedział Vučić, twierdząc, że łatwo jest w stanie potwierdzić własną pozycję w przyspieszonych wyborach. 

Na zdjęciu powyżej - manifestanci trzymają transparent z napisem "jeden z pięciu milionów" podczas protestów przeciwko populistycznemu prezydentowi Serbii, Aleksandarowi Vučićowi, Belgrad, 29 grudnia 2018 r. 

Przechodząc obok parlamentu i głównej siedziby RTS, państwowego radia i telewizji ludzie zaczynają skandować coraz głośniej: „złodziej-złodziej”, niosąc banery z napisem „Twój czas się skończył”.

Organizatorzy protestów domagają się m.in. rozwiązania sprawy zabójstwa serbskiego polityka z Kosowa Oliviera Ivanovića sprzed roku oraz ukarania winnych ataku na opozycyjnego polityka Borko Stefanovića z listopada ub. r. Chcą również dymisji niektórych ministrów i zagwarantowania obecności opozycji w państwowych mediach.

Ivanović został zastrzelony przed biurem swojej partii w podzielonej etnicznie, albańsko-serbskiej Mitrovicy, po tym, kiedy zaczął wyrażać rosnący sprzeciw wobec polityki Belgradu. Z kolei Stefanovića pobiła dotkliwie grupa nieznanych sprawców. Policja niby aresztowała trzech podejrzanych tego samego dnia, ale szybko wypuściła ich na wolność. 

Według opozycji do ataku na polityka doszło przez panującą w kraju atmosferę agresji i zastraszania, stworzoną przez populistyczną koalicję rządzącą Vučića - komentuje Associated Press. 

Sam Vučić nie zakazuje protestów – mówi, że byłoby to niezgodne z serbską tradycją. Jednak wcale nie zamierza spełniać żądań opozycji – manifestacje wychodzą na ulicę pod hasłem „jeden z pięciu milionów”, odnosząc się do oświadczenia prezydenta po pierwszym marszu, kiedy powiedział, że nie spełni postulatów o reformach i wolności mediów „choćby na ulice wyszło pięć milionów ludzi”.

Serbski prezydent ma prawo czuć się pewnie i proponować przyspieszone wybory jako rozwiązanie kryzysu. W 2014 r. Vučić, zreformowany nacjonalista, znany z powiedzenia z czasów wojny bośniackiej „Za każdego zabitego Serba zabijemy 100 muzułmanów” został premierem. Kiedy trzy lata później wygrał wybory prezydenckie w pierwszej turze, mało kto przejął się licznymi protestami, wśród których powtarzały się i zarzuty, że głosowanie nie było ani wolne ani uczciwe, a kampania wyborcza w państwowych mediach całkowicie została zdominowana przez Vučića. 

Jego konserwatywna Serbska Partia Postępowa cieszy się dziś prawie 53 proc. poparciem społecznym, podczas gdy wszystkie partie opozycyjne w grudniowych sondażach zebrały łącznie niecałe 15 proc. 

- Protesty są raczej sprzeciwem wobec arogancji tego rządu, niż występowaniem za jakąkolwiek opcją - powiedział „The Financial Times” Luka, 26-letni protestujący w Belgradzie. - Chcemy pokazać, że to, co działo się przez prawie siedem lat, nie jest normalne. 

Jedna z nieformalnych organizatorek protestów, Jelena Anasonović, powiedziała z kolei BIRN, że największym zwycięstwem manifestacji jest „przebudzenie społeczne”. 

Jednak Vuk Jeremić, były minister spraw zagranicznych w rozmowie z „The Financial Times” oskarżył zachodnich przywódców o przymykanie oczu na rosnącą autokrację prezydenta Serbii. Jego zdaniem milczenie Zachodu wynika z nadziei na porozumienie Belgradu z Prisztiną, którego może dokonać Vučić, licząc z kolei na otwarcie bramy Unii Europejskiej. 

- Czy naprawdę chcecie czekać na moment Khashoggiego [zamordowany, saudyjski dziennikarz – red.], aby przyjechać do Serbii i powiedzieć: nie tak powinno wyglądać państwo europejskie? Jeśli będziemy dalej iść tą drogą, jestem przekonany, że taki moment nastąpi – powiedział. 

Krytycy twierdzą, że wolność mediów w Serbii systematycznie się pogarsza. Serbia spadła o 10 punktów na 76 miejsce w rankingu Reporters Without Borders. „Pod rządami prezydenta Aleksandara Vučića Serbia stała się krajem, który nie jest bezpieczny dla dziennikarzy” – podaje organizacja w swoim raporcie. 

Kolejne protesty zostały zapowiedziane na najbliższą sobotę i 16 stycznia br., czyli rocznicę morderstwa Ivanovića. 

Źródła: The Financial Times, AP, BIRN, BBC