KEVORK DJANSEZIAN/AFP/EAST NEWS
KEVORK DJANSEZIAN/AFP/EAST NEWS

SPOŁECZEŃSTWO / 10:00,

Być włóczęgą w Kalifornii

Najbogatszy stan USA nie radzi sobie z epidemią bezdomności. Tutaj dach nad głową może stracić każdy, nawet programista. Ludzie mieszkają w samochodach, koczują na ulicach i stoją w kolejkach do kawiarnianych toalet. Co z nimi robić?

Choć to prawie centrum San Diego, nie ma tutaj modnych kawiarni i barów. Ani nawet zbyt wielu samochodów, którymi mieszkańcy miasta przemieszczają się właściwie wszędzie. Tutaj życie toczy się na nogach. Jedni pchają przed sobą zapakowane po brzegi wózki, drudzy stoją bezczynnie, obserwując okolicę, jeszcze inni przysiadają na chodnikach. 

Powyżej: przystanek autobusowy w Los Angeles, wrzesień 2015 r.

Do East Village, znanego jako getto bezdomnych, ściągają setki osób liczących na pomoc ze strony działających tu organizacji pozarządowych. Ci, dla których zabraknie łóżka w noclegowni, pod wieczór zaczynają szykować sobie miejsce do spania na chodniku. Wśród nich jest 57-letnia Sherrin, którą spotykam na Szesnastej Ulicy, nieopodal noclegowni prowadzonej przez kościół bezwyznaniowy God’s Extended Hand. Sherri nie miała tam szans na miejsce, bo towarzyszy jej Oreo, niewielki biały pies w czarne ciapki. Kobieta przygarnęła go trzy lata temu. To było jeszcze za czasów, gdy pracowała w hotelu jako sprzątaczka i wynajmowała jednopokojowe mieszkanie. 

EAST NEWS

Włóczęga Mike żyje w rejonie San Diego od 30 lat, wrzesień 2011 r.

EAST NEWS

Gdy zaczęły się problemy z kręgosłupem, musiała zrezygnować z pracy. Z rentą inwalidzką, która wynosi 1,1 tys. dol., może pomarzyć o znalezieniu nowego mieszkania. Jak twierdzi, ma też małe szanse na wynajem pokoju, bo jest czarnoskóra, a takim właściciele zwykle odmawiają. Sherrin od 15 miesięcy tuła się po noclegowniach. Dwa tygodnie temu musiała wyprowadzić się z jednej z nich, bo przekroczyła dozwolony półroczny okres pobytu.

– Boję się spać na ulicy, bo w East Village panuje duża przestępczość – mówi. – Pełno tu narkomanów, którzy zrobią wszystko, by zdobyć jakiekolwiek pieniądze. Na szczęście mam Oreo, który ostrzeże mnie przed niebezpieczeństwem. Zawsze wybieram też miejsce na nocleg niedaleko latarni – dodaje. Sfrustrowana życiem w Kalifornii kupiła bilet na autobus do rodzinnego Nowego Jorku. Jedzie tam za kilka dni. Jak mówi, gdy była młoda, chciała zasmakować przygody na Zachodnim Wybrzeżu. Teraz wraca do domu jako nędzarka.

Żółtaczka w San Diego

61-letnia Mary, którą spotykam w pobliżu skrzyżowania Szesnastej Ulicy i alei Newtona, z bezdomnością zmaga się od trzech lat. Wszystko zaczęło się, gdy brat wyrzucił ją z mieszkania odziedziczonego po matce. Znalazła się na ulicy bez środków do życia. Szansę na szybkie znalezienie pracy miała nikłe, bo uzależniona od alkoholu zawsze żyła na garnuszku rodziców. Ostatecznie wylądowała na tyłach sklepu 7-Eleven przy ulicy Palomar w Chula Vista, mieście oddalonym o 12 km od granicy z Meksykiem. Nie chciała tak jak inni bezdomni tułać się po centrum San Diego, bo często krążą tam patrole policji.

W San Diego bezdomni mogą nocować na ulicy w godzinach od 21 do 5 rano, pod warunkiem że w schroniskach, które oferują łącznie ponad 2 tys. miejsc, nie ma wolnych łóżek.

EUGENE GARCIA/PAP/EPA
Obozowisko bezdomnych na tle wieżowców Los Angeles, czerwiec 2018 r.
EUGENE GARCIA/PAP/EPA

– Miałam szczęście, bo na tyłach 7-Eleven udało mi się przeżyć dwa lata – mówi Mary. – O wiele trudniej było z jedzeniem. Nie miałam grosza przy duszy, więc często musiałam kraść w sklepach. Za każdym razem czułam ogromne wyrzuty sumienia – opowiada 61-latka, która nie musi się już martwić o podstawowe potrzeby. 

 Udało jej się dostać miejsce w jednej z trzech tymczasowych noclegowni (tzw. bridge shelters – red.), które władze San Diego otworzyły kilka miesięcy temu. Noclegownie, w których bezdomni mają czekać na miejsce w subsydiowanych mieszkaniach, zapewniają łącznie 674 łóżka. Inicjatywa ratusza to odpowiedź na zeszłoroczny wybuch epidemii żółtaczki pokarmowej. W jej wyniku w San Diego odnotowano 20 zgonów i 588 przypadków zachorowań.

Brak toalet dla bezdomnych

Jak mówi Anne Rios, prezeska organizacji Think Dignity, do wybuchu epidemii przyczynił się m.in. brak infrastruktury sanitarnej. W hrabstwie San Diego, na terenie którego żyje ponad 8,5 tys. bezdomnych, brakuje publicznych łaźni i toalet.

– W całym San Diego, oprócz pryszniców w noclegowniach, bezdomni mogli skorzystać z dwóch łaźni w East Village – wylicza Anne Rios. – Jedna z nich przeznaczona jest tylko dla kobiet. W pozostałych rejonach miasta bezdomni skazani są na korzystanie z toalet w kawiarniach i parkach oraz publicznych pryszniców na plażach. Gdy wybuchła epidemia żółtaczki, pojawiło się ponad 100 przenośnych stacji mycia rąk. Po zakończeniu stanu wyjątkowego w styczniu tego roku część z nich jednak zlikwidowano – dodaje.

BARBARA MUNKER/PAP/DPA
Prysznice na kółkach dla bezdomnych w San Francisco, październik 2015 r.
BARBARA MUNKER/PAP/DPA

Think Dignity oferuje mobilne prysznice w różnych lokalizacjach w hrabstwie San Diego. Bezdomni z takich miejscowości jak Oceanside, Vista, El Cajon czy Chula Vista mogą skorzystać z ciepłej kąpieli w specjalnie przystosowanych do tego samochodach. Na miejscu dostępne są też darmowe środki higieniczne.

Głód mieszkań

Jak mówi Teresa Smith, dyrektorka organizacji Dreams for Change, do niedawna problem bezdomności dotyczył głównie osób, które straciły pracę i nie były w stanie dalej opłacać czynszu. Obecnie na wynajem mieszkania, a co dopiero jego kupno, nie stać nawet ludzi mających stały dochód.

– Wszystkiemu winne są szybujące ceny najmu – mówi Teresa Smith. – Podczas gdy jeszcze trzy lata temu czynsz za mieszkanie składające się z dwóch sypialni i salonu wynosił 1,6 tys. dol., obecnie może osiągnąć nawet 2,4 tys. dol. za miesiąc – dodaje Smith, której organizacja zarządza finansowanym z budżetu miasta programem Safe Parking. W jego ramach bezdomni, którzy mieszkają w samochodach lub kamperach, mogą zatrzymać się na oferującym 40 miejsc parkingu. To dla niektórych jedyny sposób na uniknięcie mandatu – w San Diego i wielu innych kalifornijskich miastach nocowanie w samochodzie jest zabronione.

Na parkingu legalnie mieszkają ludzie z bardzo różnych grup społecznych: samotne matki, osoby niepełnosprawne, emeryci, studenci, pielęgniarki, a nawet programiści komputerowi.

VARLEY/SIPA/EAST NEWS
Domy przy plaży Redondo Beach w Los Angeles. Tylko niska zabudowa, bo właściciele istniejących domów protestują przeciwko wszystkiemu, co zasłaniałoby im ocean.
VARLEY/SIPA/EAST NEWS

Wbrew stereotypom głoszącym, że Kalifornia przyciąga bezdomnych z całego kraju, problem ten dotyczy przede wszystkim mieszkańców stanu. Wysokie ceny najmu, stanowiące dla wielu barierę nie do przejścia, związane są z utrzymującym się od lat deficytem mieszkań. Jak wskazują dane raportu California Department of Housing and Community Development, w ostatnich 10 latach budowano średnio około 80 tys. domów rocznie. Biorąc pod uwagę przyrost ludności – o 100 tys. za mało.

– Deficyt mieszkań w Kalifornii wynika m.in. z polityki budowlanej – tłumaczy Teresa Smith. – Ze względu na ryzyko trzęsienia ziemi stawia się niemal wyłącznie parterowe domy. W miastach przy wybrzeżu jest silne lobby mieszkańców sprzeciwiających się powstawaniu budynków przesłaniających widok na ocean. Ważną kwestią są również wysokie koszty budowy wynikające z restrykcyjnego prawa z zakresu ochrony środowiska. W ramach California Environmental Quality Act, zarówno władze lokalne, jak i deweloperzy muszą ponieść dodatkowe koszty związane z dostosowaniem się do proekologicznych regulacji. A to jeszcze bardziej komplikuje i wydłuża okres realizacji inwestycji.

Upadłe Miasto Aniołów

Z największym problemem bezdomności w Kalifornii od lat zmaga się hrabstwo Los Angeles. Według danych agencji LAHSA, koordynującej pomoc dla potrzebujących, bez dachu nad głową jest tam aż 52 tys. osób. Serwis poświęcony rynkowi nieruchomości Zillow alarmuje, że przy 5-proc. wzroście czynszu na ulicy może wylądować kolejne 2 tys. osób.

Władze Miasta Aniołów głowią się, jak rozwiązać problem. Jednym z pomysłów przeforsowanych w zeszłym roku przez burmistrza Los Angeles Erica Garcettiego jest podwyższenie podatku od sprzedaży o 0,25 proc. Zebrane w ten sposób fundusze przeznaczane są na opiekę psychiatryczną oraz budowę subsydiowanych mieszkań i noclegowni. Jak wynika z danych L.A. County Homeless Initiative, do tej pory z tych środków udało się m.in. sfinansować mieszkania dla ponad 7 tys. osób. 

LUCY NICHOLSON/REUTERS/FORUM
Bezdomny mężczyzna patrzy na gapiów, którzy oglądają zniszczoną gwiazdę Donalda Trumpa na Hollywood Blvd, Los Angeles, lipiec 2018 r.
LUCY NICHOLSON/REUTERS/FORUM

Oczkiem w głowie burmistrza jest inicjatywa zwana HHH: 1,2 mld dol. na budowę 10 tys. mieszkań dla bezdomnych w ciągu dekady. W tegorocznym budżecie zarezerwowano 20 mln dol. na budowę tymczasowych noclegowni, które – wzorem San Diego – mają posłużyć bezdomnym jako schronienie w oczekiwaniu na mieszkanie. Pierwsza zostanie otwarta już we wrześniu.

To wszystko jednak plany; na dzień dzisiejszy jest fatalnie. Jak wynika z raportu amerykańskiego Departamentu ds. Budownictwa i Rozwoju Urbanistycznego, w 2017 r. zaledwie 25 proc. bezdomnych w Los Angeles mogło liczyć na miejsce w noclegowni. To o wiele niższe wskaźniki niż w Nowym Jorku, gdzie tego rodzaju pomoc otrzymywało aż 95 proc. osób.

Wiele emocji wzbudził wprowadzony w zeszłym roku w Los Angeles zakaz nocowania w samochodach. Restrykcje dotyczą ulic w pobliżu stref mieszkalnych, parków i szkół. Władze miasta wyznaczyły cztery parkingi, na których zmotoryzowani bezdomni mogą się swobodnie zatrzymać.

Bezdomni w kampanii wyborczej

Problem bezdomności, który w Kalifornii dotyczy ponad 134 tys. osób (około 25 proc. wszystkich bezdomnych w USA), to dyżurny temat kampanii wyborczych, w tym tegorocznej walki o fotel gubernatora stanu.

Kandydaci – demokrata Gavin Newsom i republikanin John Cox – prześcigają się w pomysłach. Pierwszy był burmistrzem San Francisco w latach 2004–2011 i zasłynął z kontrowersyjnego projektu „Care Not Cash”. Zamiast rozdawać bezdomnym bony gotówkowe, oferowano im pomoc psychiatryczną, leczenie odwykowe i zapewnienie subsydiowanych mieszkań dla bezdomnych. Teraz Newsom proponuje m.in. wprowadzenie ulg podatkowych dla właścicieli wynajmujących mieszkanie bezdomnym, deweloperów budujących subsydiowane mieszkania i pracodawców, którzy zatrudniają osoby bez dachu nad głową.

EUGENE GARCIA/PAP/EPA

Bezdomni czekają w kolejce po swoją porcję indyka, Święto Dziękczynienia, Anaheim, listopad 2016 r.

EUGENE GARCIA/PAP/EPA

Z kolei Cox przekonuje, że kluczowe w przeciwdziałaniu bezdomności jest uchylenie utrudniającego budowę nowych mieszkań proekologicznego prawa California Environmental Quality Act.

Po listopadowych wyborach okaże się, która z tych opcji będzie wdrażana. Jak podkreśla Teresa Smith, dyrektorka organizacji Dreams for Change, w Kalifornii od lat mówi się o przełomowych programach i pomysłach na zwalczanie bezdomności. – Jedno jest pewne: w amerykańskim myśleniu głęboko zakorzenione jest to, że ze swoimi problemami każdy musi sobie poradzić sam.

ROY SCOTT/IKON IMAGES/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Michał Niepytalski

Kogo ratować najpierw jeśli wszystkich się nie da

Nasze odruchy i intuicje etyczne bardzo zależą od tego, gdzie się kto urodził i w jakiej kulturze wychował - wynika z wielkiej, ogólnoświatowej ankiety, w której wzięły udział ponad dwa miliony ludzi
VALENTINA PETROVA/AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Łukasz Grzesiczak

Najbardziej skorumpowany kraj Unii

Wiktoria Marinowa to trzeci dziennikarz, który został zamordowany w Unii Europejskiej w przeciągu roku. Jej tragedia zwraca uwagę na sytuację w Bułgarii, najbiedniejszym i najbardziej skorumpowanym kraju wspólnoty
ALEKSANDRA SITKIEWICZ
SPOŁECZEŃSTWO
Wiktor Cyrny

Naprawdę piękny naród

Nasz naród się zgubił. Trzeba go poruszyć, zmusić do działania, zbawić. I oni to zrobią. Ale laski patrzą na nich z pogardą. Takie z nich Europejki, kobiety internacjonalnej wymiany, które wolą oddawać się erasmusom
EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Aleksander Piński

Na zakupach, czyli witajcie w matriksie

Żyjemy w zakupowym matriksie, w którym pod różnymi nazwami, w różnych opakowaniach i za diametralnie różne ceny sprzedaje się takie same - albo prawie takie same - produkty
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %