AA/ABACA/EAST NEWS
AA/ABACA/EAST NEWS

SPOŁECZEŃSTWO / 11:40,

Czy męczeństwo ma sens

Tysiące Palestyńczyków maszerują ku granicy z Izraelem - nie bacząc na kule izraelskich snajperów – żeby “domagać się swoich praw”. Czy to jeszcze bohaterstwo, czy już szaleństwo?

Wtorek 15 maja ma być kulminacją tzw. Wielkiego Marszu Powrotu, który trwa już od kilku tygodni. Bilans jednego tylko dnia - poniedziałku - to 55 zabitych i 2700 rannych. Mieszkańcy Strefy Gazy maszerują w stronę bariery oddzielającej tę palestyńską enklawę od reszty świata, ponieważ właśnie mija okrągła 70. rocznica powstania państwa Izrael.

W arabskiej historii owo wydarzenie znane jest jako nakba, czyli katastrofa. W rezultacie wojny, która wybuchła w 1948 roku, ok 700 tys. arabskich mieszkańców ówczesnej Palestyny porzuciło swoje domy – niektórzy uciekli sami, inni zostali wygani przez Żydów. Ich potomkowie, którzy wciąż nazywają się uchodźcami, domagają się prawa powrotu do ziem przodków, które znajdują się w obrębie Izraela.

Wydarzenia na granicy wywołują ogromne emocje i protesty. Mairav Zonszein, młoda izraelska dziennikarka, pisała dwa tygodnie temu na twitterze:

Nasi snajperzy, schowani bezpiecznie za barierą graniczną, właśnie używają ostrej amunicji przeciwko nieuzbrojonym demonstrantom

Obrońcy praw człowieka twierdzą, że w dzisiejszych czasach nie trzeba uciekać się do tak okrutnych metod, istnieje bowiem wiele sposobów rozpraszania demonstracji bez zabijania ich uczestników. Cztery izraelskie organizacje humanitarne złożyły w sądzie w Jerozolimie wniosek o zmianę zasad użycia śmiercionośnej broni przez żołnierzy.

AA/ABACA/EAST NEWS

Demonstranci na granicy z Izraelem protestowali też przeciwko przeniesieniu ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, 14 maja 2018 r.

AA/ABACA/EAST NEWS

- Izrael ma prawo do obrony swojej granicy – odpowiada premier Benjamin Netanjahu. W sumie od rozpoczęcia marszu zginęło już ponad stu Palestyńczyków, a rannych jest prawie 10 tys.

Bohaterowie czy nieszczęśnicy

Nie ma żadnej realnej szansy, żeby potomkowie uchodźców, których dzisiaj żyje w Gazie, Jordanii, Egipcie i Libanie łącznie ok. pięć milionów, wrócili. Oznaczałoby to koniec Izraela, przynajmniej jako państwa żydowskiego, bo liczba jego arabskich mieszkańców przewyższyłaby wtedy liczbę Żydów. W pierwszych wyborach Arabowie zdobyliby władzę. Izrael, który ma ogromną przewagę militarną nad pozostałymi krajami regionu, oczywiście nigdy do tego nie dopuści.

Jaki zatem sens ma Wielki Marsz? Czy jego uczestnicy są bohaterami, których należy podziwiać, czy nieszczęsnymi ofiarami kultu męczeństwa, który od kilku pokoleń jest cechą narodową Palestyńczyków?

- I tak jesteśmy zabijani powoli. Na raty. Zamknęli nas w wielkim więzieniu na otwartym powietrzu (chodzi o Strefę Gazy – red.). Dlaczego więc nie pomaszerować na granicę i przypomnieć światu co się dzieje – mówi w wywiadzie dla Holistic News 22-letnia dziennikarka i tłumaczka z Gazy Maram Hmeid.

Jej zdaniem w marszu uczestniczą dwie grupy mieszkańców Gazy.

- Pierwsi to ludzie bardzo odważni, którzy chcą dać świadectwo oporu przeciwko brutalnej okupacji, pokazać, że się nie poddajemy i ciągle domagamy się prawa do powrotu – wyjaśnia.

Drudzy to ludzie sfrustrowani, najczęście młodzi, poniżej trzydziestki, którzy dorastali podczas blokady Strefy Gazy (odkąd w 2006 roku w enklawie przejął władzę radykalny Hamas, Izrael niemal zupełnie zamknął granicę; rząd Hamasu nie jest uznawany przez świat zachodni).

- Im często naprawdę bez różnicy czy bedą żyć czy zostaną zastrzeleni prze Izraelczyków. Mówią: nie mamy nic do stracenia, w Gazie nie ma przyszłości. Co będzie, to będzie! – opowiada Hmeid.

ASHRAF AMRA/APAIMAGES/EAST NEWS
Młodzi Palestyńczycy przy granicy z Izraelem, Gaza, 14 maja 2018 r.
ASHRAF AMRA/APAIMAGES/EAST NEWS

Dziennikarka sama pochodzi z rodziny uchodźców, jej dziadkowie mieszkali w wiosce niedaleko Aszdod, całkiem blisko granicy z Gazą, tylko że już po stronie izraelskiej.

- My, uchodźcy, mamy bardzo złożoną tożsamość. Żyjemy narracją naszych dziadów i rodziców o tym, jakie kiedyś były dobre czasy, ale też o cierpieniu i ucieczce – opowiada. - Rozwiązanie naszej sytuacji leży w gestii społeczności międzynarodowej, bo jesteśmy bezbronni i od 11 lat żyjemy jak w klatce.

Licytacja na męczeństwo

Opowieści o nieszczęściach Palestyńczyków po drugiej stronie granicy kontrowane są przez opowieści o nieszczęściach Żydów. Odkąd bojownicy Hamasu rządzą w Gazie, odpalili na przygraniczne izraelskie wioski i miasteczka tysiące prymitywnych rakiet. Wprawdzie zabijają one bardzo rzadko, ale skutecznie stwarzają atmosferę terroru. Wcześniej, jeszcze kiedy Gaza była otwarta, samobójcy Hamasu i innych radykalnych grup wysadzali się w kafejkach i autobusach Tel Awiwu, Jerozolimy i Ejlatu.

Jonah Naghi, psycholog i politolog, który prowadzi bloga na portalu Times of Israel, uważa wręcz, że między Palestyńczykami i Izraelczykami toczy się nieustanna licytacja na męczeństwo – kto więcej wycierpiał w przeszłości i kto jest bardziej poszkodowany obecnie. Kiedy Izrael przypomina terrorystów Hamasu i agresje arabskich sąsiadów, Palestyńczycy zaraz przebijają opowieściami o izraelskiej okupacji. I tak w kółko.

Oczywiście Żydzi mają w tej licytacji kartę, której przebić się nie da – Holocaust. Niektórzy uważają, że nawet jeśli owa karta nie pojawia się explicite na stole, to ciągle pozostaje w domyśle, w głowach Izraelczyków i od 70 lat uniemożliwia obydwu narodom porozumienie.

W 1988 roku wybitny izraelski filozof Yehuda Elkana, który trafił do Auschwitz w wieku dziesięciu lat, ogłosił na łamach Haareca szokujący manifest pt. „Musimy zapomnieć”.

„Najgłębszym politycznym i społecznym czynnikiem, który motywuje Izraelczyków w ich relacjach z Palestyńczykami nie jest osobista frustracja, tylko głęboki egzystencjalny lęk napędzany przez wspomnienie Holocaustu. Wywołuje ono przekonanie, że cały świat jest przeciwko nam i że jesteśmy narodem wiecznie pokrzywdzonym, narodem wiecznych ofiar. Widzę w tym tragiczne, paradoksalne zwycięstwo Hitlera. Za dużo tego „Pamiętajcie!”. Odwrotnie: musimy nauczyć się zapomnieć. Musimy zwrócić się ku przyszłości, nie powinniśmy być pochłonięci od rana do nocy symbolami, ceremoniami i lekcjami Holocaustu. Musimy wykorzenić dominację tego „pamiętajcie!” z naszego życia. Oczywiście, że żaden naród nie może całkowicie zapomnieć przeszłości, są potrzebne mity narodowe, żeby budować przyszłość. Ale Holocaust nie może być centralną osią naszej narodowej tożsamości”.

Syndrom oblężonej twierdzy

Prof. Daniel Bar-Tal z Uniwersytetu w Tel Awiwie nazywa to, o czym pisał Elkana, „syndromem Masady” lub „syndromem oblężonej twierdzy” (Masada to niedostępna góra na Pustyni Judejskiej, gdzie tysiąc żydowskich powstańców, oblężonych przez rzymskie legiony, popełniło w 74 roku naszej ery zbiorowe samobójstwo).

Taki stan ducha przejawiają narody, które wierzą, że nieustannie grozi im zagłada. Żydowska kultura umacnia takie przeświadczenie niemal na każdym kroku. Podczas każdego święta Pesach Żydzi czytają w tzw. hagadzie, że „nieraz już inne narody powstały, żeby nas zniszczyć; w każdym pokoleniu chcą naszej zagłady”. Rabini porównują naród żydowski do „owcy wśród 70 wilków”. W szkole kolejne pokolenia młodzieży uczą się o prześladowaniach i cierpieniach Żydów na przestrzeni dziejów.

W takiej atmosferze, twierdzi prof. Bar-Tal, tworzy się przeświadczenie, ze cały zewnętrzny świat jest wrogi – Żydzi instynktownie go tak odbierają. Dlatego nie chcą kompromisu ani rozmów pokojowych z Palestyńczykami.

Jesteśmy "my", Żydzi, i reszta świata, czyli "oni", którzy nas nienawidzą

Co jakiś czas takie głosy powracają w izraelskiej debacie, np. w 2014 r. pisarz Nir Baram przywołał manifest Elkany:

„Miał rację. Na wszystko patrzymy przez pryzmat II wojny. Historia świata jest przekazywana nastolatkom tak: „oni” nas nienawidzili – w starożytnym Egipcie, renesansowej Hiszpanii, carskiej Rosji – a potem przyszedł ostateczny cios, czyli Holocaust. I „oni” dalej nas nienawidzą. Nadal jesteśmy my, Żydzi, kontra reszta świata. Prof. Elkana rozumiał to już w 1988 roku. Od tamtego czasu nasz kompleks wiecznych ofiar dramatycznie się pogłębił. Holocaust wymknął się spod kontroli, używamy go przeciwko Palestyńczykom, przeciwko irańskiemu programowi atomowemu, przeciwko planom zmiany granic Izraela, przeciwko każdemu dziennikarzowi z Europy, który odważy się nas skrytykować.”

APAIMAGES/REX/SHUTTERSTOCK
Strefa Gazy przy granicy z Izraelem, 14 maja 2018 r. Niektórzy z demonstrantów mieli butelki z benzyną i inne środki zapalające
APAIMAGES/REX/SHUTTERSTOCK

Z kolei miesiąc temu w dzienniku Haarec jego dziennikarka Ariana Melamed przekonywała, że „czas zrezygnować z Marszu Żywych”, czyli corocznych podróży izraelskiej młodzieży szlakiem zagłady Żydów w Polsce. Bo utrwalają syndrom oblężonej twierdzy, nie tylko w wymiarze duchowym, ale nawet czysto fizycznym - nastolatki podróżują do obozu Auschwitz w asyście ochroniarzy.

Z podobnych powodów Marsz Żywych był mocno krytykowany w Polsce. Z jednej strony to zrozumiałe, bo młodzi Żydzi często są potem uprzedzeni do kraju, w którym Niemcy zbudowali obozy śmierci. Z drugiej strony – nie bardzo wypada nam Izraelczyków pouczać, bo sami mamy z nimi wiele wspólnego. U nas również panuje kult męczeństwa.

Krwawa ofiara na ołtarzu historii

W ostatnich latach dobitnym tego przejawem była debata o książce „Kinderszenen” Jarosława Marka Rymkiewicza. Pisarz przekonuje w niej, że powstanie warszawskie było ofiarą z krwi, którą Polacy musieli złożyć na ołtarzu historii, żeby zachować narodową tożsamość. W rozmowie z Cezarym Michalskim w tygodniku Newsweek poeta mówił:

„Czesław Miłosz tak kiedyś powiedział w wierszu o Tadeuszu Gajcym: "Leży Gajcy, nigdy się nie dowie, że warszawska bitwa zeszła na nic". Otóż nie zeszła na nic. Generał Bór-Komorowski i jego oficerowie, nawet jeśli nie wiedzieli, co wyniknie z powstania, wiedzieli, że Polski nie będzie bez powstania. Polska to im powiedziała - po cichu. Polacy, jeśli chcieli pozostać Polakami, musieli zdecydować się na taką ofiarę. 

Polacy, jeśli chcieli pozostać Polakami, musieli zdecydować się na taką ofiarę

Te sześćdziesiąt kilka lat, które dzielą nas od powstania, było wypełnione wysiłkami, żeby to wydarzenie pomniejszyć, ośmieszyć, wykpić i zohydzić. Były pozbawione większego sensu, ponieważ to wydarzenie było tak potężne, że działała jego wewnętrzna dynamika.

Ofiara 200 tysięcy nie poszła na marne, ofiara spalonego miasta została nam zwrócona z naddatkiem. Poszła na to, żeby Polska była taka, jaką ją mamy dzisiaj. To zawdzięczamy Tadziowi Gajcemu, który zginął właśnie za to, choć wcale nie chciał zginąć, i bardzo bał się, że zginie, ale poszedł na ulicę Przejazd i wyleciał w powietrze, pokawałkowany. Nie wolno litować się nad nim, że poszedł do ziemi i już się nie dowie, biedny, że zginął zupełnie niepotrzebnie. On wiedział, że to było po coś”

Niektórzy sugerowali, że „Kinderszenen” jest dowodem szaleństwa autora, skądinąd wybitnego poety i laureata nagrody Nike. Ale jeśli faktycznie nazwiemy to szaleństwem, to ma ono charakter ogólnonarodowy.

61 proc. Polaków uważa, że powstanie warszawskie było potrzebne i dobrze, że wybuchło (sondaż CBOS z lipca 2014 r.). Zwolennikami powstania są zwłaszcza ludzie młodzi. Przeciwną opinię – że powstanie było bez sensu - wyraża zaledwie 22 proc. Polaków.

Co ciekawe, opinia o powstaniu się poprawia – w 1994 roku tylko 51 proc. ankietowanych było za, a 32 proc. - przeciwko.

A jeśli rację mają Czesi?

Zapamiętałym krytykiem idei męczeństwa narodu polskiego był Stefan Kisielewski, legendarny felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Przekonywał on, że „powstanie warszawskie nie było aktem dojrzałej męskości. Naród naprawdę męski nie walczy do ostatniej kropli krwi. Prawdziwy patriotyzm to patriotyzm obciążony instynktem życia. Instynkt życia - nakazujący cierpliwość, ostrożność, powściągliwość, subtelność taktyczną w dążeniu do celu zasadniczego - posiadają takie narody, jak Czesi, Szwedzi, Szwajcarzy.”

Zaś w 1946 roku Kisielewski pisał o Polakach:

„Tylu zniszczeń, tylu cierpień, tylu zmarnowanych wysiłków nie przeżył z pewnością żaden naród – prócz Żydów. Jedni nazywali Polskę Mesjaszem, Chrystusem narodów, umęczonym na krzyżu, inni – pawiem, papugą, błaznem i żebrakiem Europy. Kompleks wyższości i kompleks niższości mieszają się tu z sobą – jak to zwykle bywa. Lecz komu naprawdę leży na sercu los Polski, ten wie, że jedno i drugie nie jest zdrowe, jest znamieniem choroby narodowej. O Polskę zwyczajną, taką jak inne narody, modlił się Wyspiański. I taka zwykła, zdrowa, normalna Polska – to ideał, jaki przyświecać winien naszej racji stanu.”

W górnolotne rozważania filozoficzno-historiozoficzne nie wdawał się natomiast major Stanisław Żochowski, któremu zaraz po powstaniu polecono przygotować uzasadnienie dla odznaczenia generała Bora-Komorowskiego krzyżem Virtuti Militari II klasy. Potem opowiadał o tym w krótkich, żołnierskich słowach:

Odszukałem statut Orderu. II klasa może być przyznana generałowi za samodzielne działanie, które było zwycięską bitwą lub walnie przyczyniło się do zwycięstwa. Złożyłem wniosek o oddanie generała Bora-Komorowskiego pod sąd za zniszczenie stolicy, spowodowanie ogromnych strat i nieosiągnięcie żadnego celu

SPOŁECZEŃSTWO
Grzegorz Kalinowski

Szpieg w świecie popkultury

Zanim zdarzyło się World Trade Centre, w filmach samoloty i rakiety uderzały w obiekty cywilne - mówi Vincent Severski, autor bestsellerowych powieści szpiegowskich
SPOŁECZEŃSTWO
Piotr Chałubiński

Najpierw rozwój, potem ekologia

Kiedy zachodni ekolodzy wytykają Indie palcami, hinduscy politycy przypominają jak Zachód truł i niszczył przyrodę podczas rewolucji przemysłowej. - Nadchodzi nasz czas. Teraz my się rozwijamy - mówią
STR/SRI LANKA/REUTERS/FORUM
SPOŁECZEŃSTWO
Matthew Clayfield

Bangladesz pomaga obcym, ale gnębi swoich

Dwa sąsiednie kraje. W jednym buddyści prześladują muzułmanów, o czym mówi cały świat. W drugim muzułmanie prześladują buddystów, o czym nie mówi nikt
FAYOLLE PASCAL/SIPA/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Chiara Ferraris

Kiedy islam pogodzi się z Republiką

Czy muzułmanie przestaną kwestionować zasadę laickości państwa, która leży u podstaw Republiki Francuskiej? Jeśli nie, to Francuzi mają duży problem, bo islam zajmuje w ich kulturze coraz ważniejsze miejsce
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %