ELIZABETTA ZAVOLI
ELIZABETTA ZAVOLI

SPOŁECZEŃSTWO / 07:00,

Globalny rachunek za garść krewetek

Tam, gdzie karczowano mangrowce, żeby zrobić miejsce na stawy hodowlane dla krewetek, wdziera się morze. Problem dotyczy już nie tylko wiosek w Indonezji i smakoszy owoców morza w Europie, ale całej planety

Łódka wolno płynie kanałem o brzegach porośniętych drzewami namorzynowymi. Ich korzenie zanurzają się w słonawej wodzie; głęboko, sięgając aż do piaszczystego dna. Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze niedawno, tzn. 10 lat temu, w tym miejscu znajdowała się wioska. Dzisiaj, w ciszy laguny przerywanej jedynie warkotem silnika łodzi, można tylko gdzieniegdzie dostrzec jej pozostałości.

Najpierw będzie to słup; potem, zupełnie nieoczekiwanie, spośród gęstych drzew wyłonią się ruiny meczetu. Teraz miejsce to jest całkowicie zalane wodą i opuszczone. Ale to właśnie tutaj była kiedyś rybacka wioska Bedono – najpierw zatonęła, potem porósł ją las.

Dla milionów mieszkańców Indonezji wdzieranie się słonej wody w głąb lądu to bardzo realne niebezpieczeństwo. Przez ostatnie 30 lat – w wyniku ekspansji ośrodków miejskich i stawów hodowlanych ‒ zniknęły ogromne połacie przybrzeżnych namorzynowych twierdz. Gdy je wykarczowano, wybrzeża zostały pozbawione ochrony i nie poradziły sobie z naturalnymi wrogami. Nadmorskie wioski stały się bezbronne, wystawione na pastwę prądów morskich, uderzeń fal, osiadania gleby i zapadania się miękkich błotnistych terenów.

Taki właśnie los spotkał Bedono, osadę w pobliżu miasta Semarang.

ELIZABETTA ZAVOLI
Meczet w zatopionej dziesięć lat temu wiosce Bedono wciąż trzymał się nieźle w sierpniu 2016 roku
ELIZABETTA ZAVOLI

W ciągu 10 lat ocean wymazał ją z map i zdjęć satelitarnych, a morze pochłonęło niemal 700 ha ziemi. Położone w głębi lądu pola ryżowe i osiedla, ogołocone z namorzynowych lasów, są teraz łatwym celem licznych powodzi. Słona woda zagraża plonom i nielicznym, pozostałym jeszcze stawom hodowlanym.

Pół metra wytrwałości

Pasijah wciąż mieszka na częściowo zatopionej posesji. Jest jedną z dwóch mieszkanek wioski, które postanowiły zostać. Ziemia nadal się zapada, poziom wody podnosi się coraz wyżej, ale ona nie ma zamiaru się wyprowadzać. Jej wytrwałość mierzy się na centymetry i lata. Dokładnie: 50 cm na 10 lat. O tyle Pasijah musiała podnieść dom, by poradzić sobie ze wzbierającą wodą.

‒ Mam nadzieję, że nie będę musiała wyjechać – mówi.

Handluje rybami. Rybacy przekazują jej swoje połowy ‒ ryby i krewetki ‒ które Pasijah następnie sprzedaje na miejscowym targu. To samotne życie, ale interesy idą dobrze. Rybacy potrzebują jej do pomocy w upłynnianiu zdobyczy.

ELIZABETTA ZAVOLI
Pasijah, jedna z dwóch osób, które zostały w zatopionej wiosce Bedono, sierpień 2016 r.
ELIZABETTA ZAVOLI

Sąsiadujący z jej domem ekosystem powraca do oryginalnego stanu. Tam, gdzie kiedyś były ulice i domy, teraz rośnie bujny las. Pytanie: czy odrodzenie roślin wyprzedzi i powstrzyma podnoszenie się morskich wód i opadanie gleby?

Problem Indonezji, rola Europy

Identyczne ryzyko grozi wielu indonezyjskim wyspom. Najgorzej jest na najgęściej zaludnionej Jawie, z której wybrzeży zniknęło już ponad 70 proc. mangrowców. Dalszy marsz obecną drogą rozwoju będzie oznaczać całkowite zniszczenie ekosystemu wspierającego gospodarkę wybrzeża, która ‒ według Daniela Murdiyarso, naukowca z Międzynarodowego Centrum Badań nad Leśnictwem (CIFOR) ‒ emituje 190 mln ton dwutlenku węgla rocznie.

ELIZABETTA ZAVOLI
Prof. Daniel Murdiyarso
ELIZABETTA ZAVOLI

To kluczowe, bo mangrowce nie tylko zatrzymują morze, ale również – w procesie fotosyntezy ‒ przerabiają dwutlenek węgla na tlen.

‒ Powstrzymanie wycinki lasów namorzynowych w Indonezji pozwoliłoby zaoszczędzić w skali globu od 6 do 24 mld dolarów na programach powstrzymania emisji gazów cieplarnianych ‒ mówi Murdiyarso.

Poczynając od lat 90., Indonezja podejmuje kroki mające na celu ochronę zielonego pasa na wybrzeżu. Od 2012 roku funkcjonuje krajowa strategia zahamowania redukcji systemów namorzynowych, realizowane są także programy zalesiania. Niestety, korupcja powoduje, że wciąż powszechne są nielegalne wycinki.

‒ W niektórych rejonach mamy problem z kontrolowaniem rybaków, którzy nielegalnie wycinają namorzyny ‒ mówi Tachrir Fathoni z Generalnego Dyrektoriatu Ochrony Zasobów Naturalnych i Ekosystemów przy Ministerstwie Środowiska i Leśnictwa Indonezji.

Wtóruje mu Nyoman Suryadiputra, szef Międzynarodowego Programu Ochrony Mokradeł Indonezji.

– Gminy często nie znają ogólnokrajowych przepisów. Rząd musi jednocześnie egzekwować prawo i prowadzić kampanie informacyjne podnoszące poziom świadomości na szczeblu lokalnym oraz wśród firm prywatnych – mówi. To właśnie duże firmy są odpowiedzialne za gwałtowną ekspansję, tworzenie stawów hodowlanych z krewetkami i plantacji palmowych.

ELIZABETTA ZAVOLI
Tylko samotne  drzewo mangrowca pozostało z lasu, który został wykarczowany pod stawy hodowlane w wiosce Sawah Luhur na północnym wybrzeżu Jawy
ELIZABETTA ZAVOLI

Europejczykom problem ten może się wydawać odległy i bez wpływu na ich życie. Tak jednak nie jest, ponieważ większość krewetek i ryb z azjatyckich stawów hodowlanych jest eksportowana do UE, USA i Japonii. Te bogate rynki mają ogromny apetyt na niedrogie owoce morza, więc takie kraje, jak Indonezja czy Wietnam, starają się zaspokoić popyt.

Unia Europejska, największy importer na świecie, jest rynkiem uprzywilejowanym. Firmy, które chcą tam eksportować, muszą spełniać normy bezpieczeństwa żywności, których przestrzeganie – lub nie ‒ jest łatwe do wyśledzenia.

Tak się jednak niefortunnie składa, że Unię bardziej obchodzi bezpieczeństwo własnych obywateli niż zrównoważony rozwój krajów dostarczających im żywności.

Obecnie funkcjonują certyfikaty, takie jak ASC i GlobalGap, których posiadanie gwarantuje wejście na unijny rynek. Niestety, są one opcjonalne i kosztowne. Ponieważ zarówno rynek azjatycki, jak i amerykański nie są nimi zainteresowane, niewiele dużych firm stara się je zdobyć.

ELIZABETTA ZAVOLI
Krewetki Penaeus Vannamei produkowane są we wiosce Mangunharjo, która uniknęła zagłady, bo jej mieszkańcy sami restaurują mangrowce
ELIZABETTA ZAVOLI

– Na wybrzeżu wciąż jest wystarczająco dużo terenów pozwalających na ekspansję, od Sumatry po Kalimantan ‒ mówi Arianto Yohan, dyrektor departamentu przetwórstwa żywności w CP Prima, jednego z największych producentów owoców morza w Indonezji.

Obszar, jaki zajmują stawy tej firmy, ma wielkość Las Vegas. Yohan wyjaśnia, że coraz wyższe wymogi jakościowe narzucane prze UE stanowią wyzwanie, ale firmom, które potrafią je spełnić, dają możliwość zdominowania eksportu.

Deforestacja to problem globalny

Niestety, w wyścigu o coraz szybszą wycinkę lasów namorzynowych Indonezja nie jest osamotniona. To katastrofa na skalę globalną: wycinka mangrowców w krajach tropikalnych przebiega w tempie niemal pięciokrotnie szybszym niż deforestacja pozostałych lasów.

ELIZABETTA ZAVOLI
62-letni Muhyasir z wioski Mangunharjo opowiada jak 30 lat temu razem z innymi rybakami wycinał mangrowce, żeby zrobić miejsce na stawy hodowlane
ELIZABETTA ZAVOLI

Lasy namorzynowe zajmują obecnie ok. 137 tys. km kwadratowych powierzchni naszej planety, 30 razy mniej niż pozostałe lasy tropikalne. Ocenia się, że w ostatnim półwieczu Ziemia utraciła ponad 1/4 pierwotnych lasów namorzynowych. Niestety, w skali globalnej jedynie 7 proc. z nich znajduje się na terenach chronionych, a wycinka często przechodzi niezauważona przez media. Niesłusznie.

‒ Namorzyny, dzięki temu, że rosną na terenach podmokłych oraz dzięki ich specyficznym cechom, szczególnie zdolności generowania dużej ilości biomasy, są skuteczne w sekwestracji atmosferycznego dwutlenku węgla. Jeden hektar namorzynu może zatrzymać pięciokrotnie więcej dwutlenku węgla niż hektar lasu tropikalnego – mówi Murdiyarso.

Dlatego mangrowce są świetnym, niedrogim środkiem na walkę z globalnym ociepleniem. Należy je odbudowywać, a nie karczować. Ich los spoczywa w rękach polityków, którzy konkretne cele wpisują do programu działań ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Rybacy ratują mangrowce

Niektóre indonezyjskie wioski nie czekają na ONZ, ich mieszkańcy rozumieją, że model gospodarowania musi się zmienić. I biorą sprawy w swoje ręce.

‒ Pamiętam z dzieciństwa, że była to bardzo spokojna wioska. Piękna, z urokliwymi plażami. Ale plaże zostały zniszczone, a erozja wybrzeża pozbawiła nas środków do życia – wspomina Lailli Fitriyanti. Mieszka w Mangunharjo, nadmorskiej osadzie. Uczy dzieci w szkole obok meczetu.

ELIZABETTA ZAVOLI
Ochotnicy ze stowarzyszenia "Mangrove Lestari", ufundowanego przez Paka Sururiego, pracują nad odtworzeniem lasów namorzynowych we wiosce Mangunharjo
ELIZABETTA ZAVOLI

Wycinka namorzynów pod stawy hodowlane z owocami morza rozpoczęła się w latach 80. Niektórzy wzbogacili się na tyle, że mogli sobie pozwolić na pielgrzymkę do Mekki.

Ale cena była wysoka ‒ wioskę powoli zaczęła pochłaniać woda. Brzeg morza, który kiedyś znajdował się 1,5 km od zabudowań, w 1997 roku był już zaledwie 500 metrów od nich. Utrata naturalnej ochrony linii brzegowej sprawiła, że wieś stała się bezbronna wobec niszczącej siły prądów morskich.

Zdesperowany Pak Sururi, ojciec Lailli, zaczął sadzić namorzyny, by powstrzymać erozję. Stopniowo, dzięki pomocy ochotników i mieszkańców wioski, udało mu się odzyskać 200 metrów wybrzeża.

‒ W 2007 roku zaczęły wracać ptaki i budować tu gniazda. Podobnie jak ryby i krewetki. Zobaczyliśmy efekty zalesiania – mówi.

ELIZABETTA ZAVOLI
58-letni Pak Sururi w szkółce mangrowców, którą sam stworzył i prowadzi z pomocą ochotników, żeby ratować wioskę Mangunharjo
ELIZABETTA ZAVOLI

Tym sposobem mieszkańcy wioski Mangunharjo znaleźli kompromis między produkcją a ochroną zasobów. Hodowla owoców morza jest tam wprawdzie mniej wydajna, ale za to podniosła się ich jakość, ponieważ rozwijają się w naturalnym ekosystemie.

To nauczka ważna nie tylko w małej jawajskiej wiosce, lecz również daleko poza jej granicami.

AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Karolina Anna Kuta

Z karabinem do szkoły

Kończący się bieżący rok jest najtragiczniejszym w historii, jeśli chodzi o przemoc z użyciem broni w amerykańskich szkołach. Do tej pory odnotowano rekordową liczbę 94 incydentów.
AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Internetowa rewolucja na Kubie

Od ubiegłego tygodnia po raz pierwszy przeciętny Kubańczyk może korzystać z mobilnego internetu, chociaż usługa ciągle pozostaje droga jak na kubańską kieszeń - za 4 gigabajty danych komórkowych trzeba zapłacić 30 dol.
JOBARD/SIPA/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Wiktor Cyrny

Pakt migracyjny dzieli świat

Przyjęty właśnie Światowy Pakt w sprawie migracji dzieli Europę. Dla podpisujących go krajów członkowskich ONZ oznacza początek końca kryzysu migracyjnego, rządy populistów uznają go za „zaproszenie do masowego uchodźctwa”.
BERND VON JUTRCZENKA/AFP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Wiktor Cyrny

Merkel ratuje honor Europy

Wielu Europejczyków wciąż zadaje sobie pytanie: Dlaczego Angela Merkel przyjęła uchodźców w 2015 r.? Odpowiedział na nie ekspert ds. migracji Gerald Knaus
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %