DAVID LEVENE/EAST NEWS
DAVID LEVENE/EAST NEWS

PAŃSTWO / 10:00,

Jak odebrać miasto politykom

Architekt Matúš Vallo chce zostać burmistrzem Bratysławy. Przed wyborami zaprosił do współpracy 76 ekspertów, z którymi opracował „Plan Bratysława”. Chcą otwartego miasta, w którym najważniejsi są ludzie

Ma 41 lat, mieszkał w Rzymie i Londynie. W latach 2010-2011 w ramach Programu Fulbrighta prowadził badania na temat miasta na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Był zatrudniony w londyńskim biurze architektonicznym. Mógłby mieszkać i pracować na całym świecie, jednak wrócił do rodzinnej Bratysławy. Tłumaczy, że chce tutaj żyć bez kompromisów; tak jak żyją ludzie w innych, dobrze funkcjonujących miastach.

Na zdjęciu powyżej Petržalka, największe blokowisko w Bratysławie, lipiec 2006 r.

– Za granicą doceniłem geograficzne położenie Bratysławy, rozmiar, niespieszne tempo miasta – wyjaśnia Vallo w rozmowie z Holistic News. – To wyjątkowe miejsce. Tutaj mieszka moja rodzina. Nie chcę się godzić na to, że w zamian za życie w fajnym europejskim mieście muszę jechać przez dwa dni w odwiedziny do mamy. Chcę móc odwiedzić moich rodziców za 10 minut. Jestem dumnym Słowakiem, tutaj się urodziłem, lubię to miasto, ale pragnę je zmienić. Po prostu nie zamierzam zostawić go w rękach ludzi, którzy je niszczą – wylicza architekt.

MATERIAŁY PRASOWE

Matúš Vallo już dwa lata temu ogłosił, że wystartuje w wyborach na burmistrza Bratysławy

MATERIAŁY PRASOWE

Jego zdaniem o losach Bratysławy i wielu innych miast decydują dziś osoby, których tematyka miejska zupełnie nie interesuje. Burmistrzami najczęściej są politycy traktujący swoją funkcję jako trampolinę do dalszej kariery. Albo polityczni emeryci, którzy funkcję dostali w nagrodę za partyjny staż i zasługi.

Tak czy inaczej ‒ nie są to fachowcy, brakuje im odwagi, pomysłu i dobrej drużyny.

Tymczasem Vallowi odwagi nie brakuje. Pomysłów także. Od dziesięciu lat prowadzi z kolegą w Bratysławie studio architektoniczne, w którym zatrudniają kilkanaście osób. W 2008 r. opracowali projekt „Urban Interventions” ‒ małych urbanistycznych interwencji, które mogą ożywić przestrzeń publiczną i zmienić miasto. Od tego czasu angażuje się społecznie. Jest też muzykiem, gra w zespole Para.

Miasto dla ludzi

Brakowało mu tylko drużyny. Dlatego zaprosił do współpracy 76 miejskich ekspertów – od finansowania, rozwoju, transportu, sportu, kultury, innowacji i środowiska. Jako pierwszy, jeszcze przed dwoma laty, ogłosił, że będzie ubiegał się o fotel burmistrza Bratysławy jesienią 2018 r. Po konsultacjach z ekspertami i mieszkańcami stolicy opracował plan, który wydał w formie 300-stronicowej książki. Pieniądze na tę publikację zbierał m.in. za pomocą portali crowdfundingowych.

Jaka Bratysława śni się kandydatowi architektowi? Otwarta. Zaprojektowana dla ludzi. Dobrze skomunikowana.

EAST NEWS

Komunistyczne blokowiska dominują w miejskim krajobrazie Bratysławy

EAST NEWS

Vallo mówi o buspasach, mieście dla rowerów, jakościowym transporcie publicznym, który dziś w słowackiej stolicy kuleje. Wiele z jego pomysłów zrealizowano w innych europejskich miastach; wystarczy je skopiować.

– Bratysława ma ogromny potencjał. Fantastyczną przyrodę, Karpaty za rogiem, blisko Wiedeń i Budapeszt. Piękną i interesującą historię, wyjątkowych ludzi, którzy stopniowo wracają z zagranicy. Dziś tego nie potrafimy wykorzystać – tłumaczy kandydat. 

Architekt przyznaje, że sam nie zna się na wszystkim, dlatego w przypadku zwycięstwa w wyborach 10 listopada do magistratu zabierze swoją drużynę ekspertów. Kilka miesięcy temu zwolnił się z biura architektonicznego i w całości poświęcił kampanii wyborczej.

– Czuję energię, która przyniesie zmiany. Na naszej stronie internetowej daliśmy ogłoszenie, że szukamy wolontariuszy. W pierwszym tygodniu zgłosiło się 120 osób – mówi.

Bunt przeciwko politykom

Polityczna sytuacja na Słowacji sprzyja outsiderom. Po zamordowaniu dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej doszło do wielkiego kryzysu. Na ulice wyszło ponad 100 tys. osób, które domagały się odwołania premiera Roberta Ficy. Największe demonstracje odbyły się oczywiście w Bratysławie, gdzie na placu Słowackiego Powstania Narodowego protestowało 65 tys. osób.

Ostatni raz takie rzeczy działy się na Słowacji w 1989 r. podczas aksamitnej rewolucji, która obaliła komunistów.

Vallo uważa, że niechęć Słowaków do całej klasy politycznej jest szansą dla kandydatów niezależnych, których wspierają ruchy miejskie i środowiska zaangażowane w protesty.

Ale na zwycięstwo trzeba będzie ciężko pracować. Sondaż przeprowadzony przez firmę Focus, zlecony zresztą przez sztab Valla, pokazuje, że faworytem jest urzędujący burmistrz Ivo Nesrovnal, na którego chce głosować 31 proc. mieszkańców stolicy. Po 23 proc. mają były szef słowackiej telewizji i radia Václav Mika oraz samorządowiec Ján Mrva.

Dopiero czwarty – z 17 proc. – jest Vallo.

AP/EAST NEWS

Po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej ponad 100 tys. Słowaków wyszło na ulice, żeby domagać się ustąpienia rządu. Bratysława, marzec 2018 r.

AP/EAST NEWS

Szef Focusa Martin Slosiarik uważa, że realną szansę na zwycięstwo mają wszyscy czterej. Vallo posiada duże rezerwy, bo jest najmniej rozpoznawalny spośród nich. Jeszcze w grudniu jego nazwisko znał jedynie co dziewiąty mieszkaniec Bratysławy, teraz – co drugi. Na szczęście dla niego do wyborów zostały jeszcze cztery miesiące.

– Kampania na dobre rozpocznie się we wrześniu. Wszystko może się zdarzyć, bo najsilniejsza słowacka partia Smer nie przedstawiła jeszcze swojego kandydata na burmistrza – uważa dr Juraj Marušiak, politolog ze Słowackiej Akademii Nauk.

Jego zdaniem na Słowacji, a nawet w całej Europie, obserwujemy popularność ruchów miejskich. Ich przedstawicielem jest np. Peter Bročka, burmistrz 65-tysięcznej Trnawy. Zaś w stolicy – oprócz szoku po śmierci Kuciaka – są również inne powody do miejskiego buntu przeciwko politykom.

– Największą bolączką Bratysławy są deweloperzy, którzy nie ponoszą odpowiedzialności za swoje działania. Często budują niezgodnie z przepisami, przyczyniają się do destrukcji przestrzeni publicznej i niszczenia zabytków. Buduje się byle gdzie, a konsekwencją tego jest inwazja samochodów w centrum miasta. Przykładem może być nowe osiedle nad samym Dunajem, w dawnej strefie zabytkowej, zniszczonej jeszcze w latach 60. oraz 70. przez komunistów. Problemem jest także transport. Od lat zachęca się mieszkańców, by korzystali z pociągów, ale nie powstają nowe dworce i przystanki. Przestrzeń publiczna, place i ulice są zaniedbane – wylicza dr Marušiak.

LEEMAGE/EAST NEWS
Niedościgłym wzorem dla wszystkich burmistrzów wizjonerów pozostaje Georges Haussmann, prefekt departamentu Sekwany, który w latach 1853-1870 zamienił Paryż zbudowany w średniowieczu w nowoczesne miasto. Ogromnym nakładem sił i środków, zatrudniając dziesiątki tysięcy robotników, wyburzył kilka dzielnic, stworzył szerokie aleje i parki
LEEMAGE/EAST NEWS

Trudno się oprzeć wrażeniu, że bratysławscy samorządowcy są zakładnikami wielkiego biznesu. W ostatnim czasie media obiegła informacja, że rada miasta na wniosek mieszkańców przyjęła uchwałę o zakazie tworzenia nowych placówek hazardu w mieście. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazała się niezgodna z obowiązującym prawem i tym samym nie obowiązuje.

Gdy pytam Valla o architektów, którzy zarządzają miastami, potrafi wymienić tylko Janeza Koželja, zastępcę burmistrza Lublany. Niedawno, bo w latach 1998-2002, burmistrzem czeskiej Pragi był Jan Kasl, architekt z wykształcenia, ale w rzeczywistości – zawodowy polityk.

– To prawda, że największe metropolie nie są rządzone przez architektów. Osoby tego zawodu z reguły trzymają się daleko od polityki. Na przykład w niemieckim parlamencie najwięcej jest prawników i ekonomistów – tłumaczy dr Michał Wiśniewski, historyk sztuki i architekt z Zakładu Dziedzictwa Kulturowego i Studiów Miejskich UNESCO Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie.

Jego zdaniem wiąże się to z kierunkiem, w którym podążył ten zawód. W połowie XX w., gdy architektura miała bardzo silny wymiar społeczny, wiele wskazywało, że architekci będą bliżej władzy.

– Jednak lata 70. i 80. w Europie Środkowej były dla wielu architektów straconą dekadą. Budowali osiedla z wielkiej płyty, pracowali za granicą, jeździli na kontrakty do Libii i Iraku. Transformacja, do której w tej części świata doszło 30 lat temu, nie służyła większemu zaangażowaniu przedstawicieli tej profesji w życie publiczne – mówi dr Wiśniewski. – Po 1989 r. architekci stanęli przed ogromną szansą na zakładanie własnych pracowni i zdobywanie intratnych zleceń. Znakomite perspektywy finansowe nie sprzyjały angażowaniu się w życie społeczne. W efekcie kuleje planowanie przestrzenne.

– Dla architektów na całym świecie ogromne znaczenia miał kryzys 2008 r. – twierdzi dr Wiśniewski. – Wraz z nim skończyła się epoka, którą łączymy ze zjawiskiem starchitektów czy efektem Bilbao: budowania wielkich architektonicznych ikon czy olśniewających budynków, które ustawiają debatę o mieście.

EAST NEWS

Muzeum Guggenheima w Bilbao – imponujące połączenie tytanu i szkła – zaprojektował Amerykanin Frank Gehry. Krytycy uważają, że jest monumentalną sztuką dla sztuki całkowicie oderwaną od lokalnej społeczności i jej kultury

EAST NEWS

Dr Wiśniewski uważa, że pod koniec XX w. w myśleniu o mieście zdecydowanie zbyt dużo było wiary w wolny rynek i estetyczny wymiar architektury. Człowiek jakoś wyparował, stał się głównie konsumentem. I to właśnie architekci po części ponoszą odpowiedzialność za taki stan rzeczy.

– Obecnie pojawił się zupełnie inny, odwrotny trend. Projektanci i urbaniści, którzy go reprezentują, nie są zainteresowani wielkimi budowlami, ale skupiają się na małych działaniach na rzecz społeczności. Są mocno osadzeni w życiu społecznym – uważa dr Wiśniewski. W ten nurt wpisuje się Vallo.

Najlepszy, ale przegra?

– Bez wątpienia architekci mogą i powinni odgrywać rolę w życiu politycznym. Mają narzędzia, by w sposób o wiele szerszy niż politycy spojrzeć na procesy, które zachodzą w mieście. Tego często brakuje – mówi dr Wiśniewski.

Jednak wiedza i wizja nie zawsze okazują się wystarczające w polityce.

– Myślę, że Vallo nie wygra wyborów, choć udało mu się skupić wokół siebie grupę interesujących ludzi i bezsprzecznie ma najbardziej dopracowany i nowoczesny program dla Bratysławy – twierdzi słowacki socjolog prof. Michal Vašečka.

S.DOMA/ARCO IMAGES/FORUM
Ulica Obchodna na Starym Mieście w Bratysławie została w połowie poprzedniej dekady całkowicie odrestaurowana
S.DOMA/ARCO IMAGES/FORUM

Jego zdaniem Vallo ma silnych kontrkandydatów, którzy już robią mu czarny PR. Zarzucają mianowicie, że jest człowiekiem Penty, czyli grupy inwestycyjnej zamieszanej w 2011 r. w głośną na Słowacji aferę korupcyjną. Współwłaściciel Penty Jaroslav Haščák miał w nagrywanych rozmowach z politykami ustawiać przetargi i dyktować korzystne dla jego firmy zmiany w ustawach.

– Faktycznie Vallo realizował zamówienia dla Penty, ale w przypadku tak utalentowanego i kompetentnego projektanta nie powinno to nikogo dziwić – mówi prof. Vašečka z niejakim żalem w głosie, bo – jego zdaniem – w mieście rządzonym przez deweloperów niezależny architekt na fotelu burmistrza byłby błogosławieństwem.

– W ciągu stu lat Bratysława zmieniła się z małego 100-tysięcznego miasta Austro-Węgier w dużą, prawie półmilionową stolicę Słowacji – konkluduje prof. Vašečka. – Niestety, ma wielkie problemy z przestrzenią publiczną, która jest zaniedbana i wciąż nie stanowi priorytetu. Od lat 90. jest nieprzerwanie prywatyzowana. W efekcie Bratysława to, paradoksalnie, biedne miasto bogatych ludzi.

REPORTER
PAŃSTWO
Anu Madgavkar

Tajna receptura na szybki rozwój

Niektóre kraje rozwijające były w stanie osiągnąć i utrzymać szybki wzrost gospodarczy przez bardzo długi czas. Jakim sposobem?
PAŃSTWO
Piotr Chałubiński

Jaworzno, czyli zróbmy sobie małą Szwecję

Tutaj kierowcy przegrali wojnę o przestrzeń miejską. Jaworzno to szerokie chodniki, wąskie, jednokierunkowe jezdnie i rynek zamknięty dla aut. Efekt? Dwa wypadki śmiertelne przez pięć lat
SCOTT HOUSTON/EAST NEWS
PAŃSTWO
Piotr Chałubiński

Prywatne więzienia dla państwowych skazańców

Miały być bezpieczniejsze, przyjaźniejsze i tańsze niż tradycyjne, państwowe więzienia produkujące recydywistów. Czy rzeczywiście tak się stało? Wielu Amerykanów uważa, że lek okazał się groźniejszy od choroby
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %