LASZLO BALOGH/REUTERS/FORUM
LASZLO BALOGH/REUTERS/FORUM

SPOŁECZEŃSTWO / 09:00,

Jak premier Orban zwalczył bezdomność

Węgry są jedynym krajem świata, który wpisał do konstytucji zakaz bezdomności. Karą za jego złamanie są wysokie grzywny, praca przymusowa lub więzienie

Powietrze wypychane z metra przez otwory wentylacyjne niosło woń zgnilizny, wilgoci i moczu. Taki zapach miało alternatywne miasto, które bezdomni stworzyli w podziemiach Budapesztu. Schodziło się do niego prosto z przestrzennych alej pełnych luksusowych restauracji, kwitnących platanów i kamienic o misternie zdobionych fasadach.

Bezdomna Eva Horvath, lat 58, lubi zapalić papierosa - szczególnie zimą, żeby się rozgrzać, styczeń 2009 r.

Nie sięgała tam ręka premiera Viktora Orbána, który wyjątkowo bezdomnych nie lubi, bowiem psują wizję sukcesu propagowaną przez rząd. Wielka liczba ludzi bez dachu nad głową miała się nijak do popularnego hasła „Węgry wstają z kolan”.

Ale bezdomni z podziemi mieli też swoje silne i coraz liczniejsze przyczółki na powierzchni. Szczególnie latem. Oblegali tereny atrakcyjne turystycznie i dawali negatywne świadectwo polityki socjalnej Fideszu. Tuż pod wystawami drogich sieci modowych rosły slumsy. Mieszkańcy Budapesztu przechodzili obok obozów zbudowanych ze szmat, zmechaconych koców, brudnych gąbek przyciągniętych ze śmietników, zużytych śpiworów i kartonowych konstrukcji.

28-letnia Anita Dobrowolska wyemigrowała do Budapesztu w 2013 r. Jedną z pierwszych różnic kulturowych, która ją zaskoczyła, była patologiczna wręcz liczba bezdomnych na ulicach. Na co dzień wspiera organizacje udzielające pomocy bezdomnym, jednak po pięciu latach potrafi też zrozumieć Węgrów.

HENNING ANGERER/EAST NEWS
Przejścia podziemne i metro to przestrzeń zaanektowana przez bezdomnych w Budapeszcie
HENNING ANGERER/EAST NEWS

– Budapeszteńczycy stosują zazwyczaj jedną metodę wobec tych ludzi: ostentacyjnie ich ignorują – mówi. – Wstyd się przyznać, ale w pewnym momencie sama przestałam ich dostrzegać. Gdy codziennie przechodzi się obok setek ludzi mieszkających na ulicy, po jakimś czasie przyzwyczajasz się do tego widoku, to naprawdę straszne. Po prostu zapominam, że to jest coś nienormalnego...

Bój z bezdomnymi

Pierwszą ustawę przeciwko bezdomnym partia Orbána próbowała wprowadzić już sześć lat temu. Był to nietypowy pomysł penalizacji bezdomności, w praktyce oznaczał karanie nędzarzy mandatami i możliwość usunięcia ich z centrów miast.

Jednak Orbánowi postawił się wtedy Trybunał Konstytucyjny, który w listopadzie 2012 r. orzekł, że ustawa jest sprzeczna z elementarnymi prawami człowieka. Premier odpowiedział zdecydowanie ‒ pozbawił trybunał większości uprawnień poprzez zmianę konstytucji, którą w marcu 2013 r. zatwierdził parlament.

Odroczona wojna z bezdomnymi miała się dopiero rozpocząć.

Zanim zaczęli znikać ze Śródmieścia Budapesztu, tworzyli enklawy o niesłychanej liczebności. Według danych Europejskiego Obserwatorium Bezdomności (FEANTSA) w stolicy żyło 50 proc. wszystkich węgierskich bezdomnych, co oznacza, że było ich tam więcej niż w jakimkolwiek innym europejskim mieście.

Wśród 2 mln mieszkańców żyło ‒ według niektórych źródeł i badań ‒ nawet kilkadziesiąt tysięcy bezdomnych (w całej Polsce jest ich przynajmniej 30 tys.; na Węgrzech trzy razy więcej).

Dokładne dane trudno ustalić, bo liczba bezdomnych jest prawie wszędzie przedmiotem sporów, manipulacji i rozbieżnych interpretacji. Istnieje kilka sposobów badania tego zjawiska. Miarodajnym źródłem wiedzy są powszechne spisy ludności czy liczenie osób, którym formalnie udzielono wsparcia w ośrodkach pomocy społecznej. Fundacje i stowarzyszenia zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech informują, że liczba jest zaniżana przez rządzących.

Zaniżona czy nie, liczba bezdomnych na Węgrzech wciąż przytłacza.

KAROLY ARVAI/REUTERS/FORUM

Budapeszteńczycy stosują zazwyczaj jedną metodę wobec bezdomnych: ostentacyjnie ich ignorują. Zdjęcie z lutego 2010 r.

KAROLY ARVAI/REUTERS/FORUM

Problem nie jest nowy ‒ zaczął się na początku lat 90., gdy w wyniku przemiany ustrojowej w całym kraju zamykano państwowe przedsiębiorstwa.

Według raportu „Społeczne wykluczenie bezdomnych na Węgrzech” (2013) pod redakcją prof. Judit Papp tak wielka skala zjawiska wynika z kilku zależnych od siebie procesów. Są to m.in. wzrost kosztów mieszkaniowych, likwidacja miejsc pracy, a w konsekwencji bezrobocie, ubóstwo, alkoholizm i konflikty rodzinne. Autorzy raportu podkreślają, że jeśli ktoś raz wyląduje na ulicy, trudno mu wrócić do dawnego życia: „Bezdomny nie traci jedynie domu, lecz także całą sieć kontaktów, która zapewnia mu bezpieczeństwo, stabilność, dostęp do opieki zdrowotnej”.

Też byście przyklasnęli

W krucjacie przeciwko bezdomnym rządzący Fidesz mógł się cieszyć poparciem wielu mieszkańców stolicy ‒ bardziej liberalnych i sceptycznych wobec węgierskich konserwatystów niż reszta kraju.

– Musicie nas zrozumieć, to była istna plaga bezdomności, Budapeszt odpychał – mówi Péter Linszter, 35-letni kelner pracujący w modnej VII dzielnicy pełnej turystycznych atrakcji. – Jestem przeciwny Orbánowi, ale w tej kwestii się z nim zgadzam. Kto nie widział podziemi zimą, nie zdaje sobie sprawy ze skali zjawiska. Wyobraźcie sobie średniej wielkości miasto, w którym mieszka 30 tys. pijaków i żuli, brudnych i zaniedbanych. A teraz przetransportujcie ich wszystkich do Śródmieścia Warszawy. Też przyklasnęlibyście Kaczyńskiemu, gdyby wyrzucał ich ze stolicy!

Ulica Kazinczy, przy której mieści się restauracja Pétera, nigdy nie zasypia. Przed północą do słynnych pubów w ruinach kamienic ustawiają się długie kolejki imprezowiczów. Kilka godzin później turyści kołyszą się na wiotkich nogach. Próbują dojść do hoteli i apartamentów, mijając niewielkie stosy rozmaitych materiałów.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że przechodzą obok śpiących ludzi. Bezdomni zakrywają głowy, starają się zniknąć pod kopcami z plandek i folii, które noszą ze sobą w dużych plastikowych torbach. Kładą się, gdzie popadnie: na ławkach, chodnikach i niskich parapetach.

KAROLY ARVAI/REUTERS/FORUM

Bezdomni zakrywają głowy, starają się zniknąć pod kopcami z plandek i folii, które noszą ze sobą w dużych plastikowych torbach. Zdjęcie z lutego 2010 r.

KAROLY ARVAI/REUTERS/FORUM

Budapeszt na pograniczu nocy i dnia jest pełny takich chodnikowych narośli.

– Jakby rak toczył to miasto – mówi Péter, spoglądając w kierunku bezdomnego proszącego o datek gości restauracji po drugiej stronie ulicy.

Fidesz wrócił do pracy nad zmianą przepisów w 2013 r. Sześć miesięcy po sparaliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego parlament uchwalił ustawę, która zakazywała bezdomnym „prowadzić życie w miejscach publicznych”.

Samorządy dostały wolną rękę w kwestii ustaleń, czym jest bezdomność, mogły nawet klasyfikować ubogich ludzi bez dachu nad głową jako przestępców. To z kolei dawało możliwość przenoszenia ich z atrakcyjnych dla turystów obszarów. By oczyścić podziemia centrum, w których bezdomni gromadzili swój skromny dobytek, zabroniono im „zbierania porzuconych przedmiotów” ‒ również za to groziła wysoka grzywna.

W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy obowiązywania przepisów ukarano dwa tysiące bezdomnych na łączną kwotę 130 tys. euro.

W obronie bezdomnych

Mimo kar podziemne miasto w Budapeszcie wciąż istniało. Na niektórych stacjach metra bezdomni tak przyzwyczaili się do zajmowanej przestrzeni, że zaczęli wieszać za swoimi siedziskami obrazki i fragmenty kolorowych plakatów.

Nowa ustawa, nawet już po wejściu w życie, wywoływała konflikt natury etycznej ‒ lewicowa opozycja alarmowała, że zamiast walczyć z wykluczonymi, rząd powinien im pomagać w wyjściu na prostą.

W listopadzie 2013 r. członkowie organizacji Miasto dla Wszystkich (A Város Mindenkié) próbowali zablokować posiedzenie rady miejskiej. ‒ Walczymy o uznanie praw człowieka! – skandowali manifestanci. Na największym transparencie napisali: „Mieszkania, nie więzienia!”. Burmistrz István Tarlós z Fideszu zlecił policji usunięcie demonstrantów z sali obrad.

BERNADETT SZABO/REUTERS/FORUM
Węgierscy obrońcy praw człowieka demonstrują w urzędzie miejskim w obronie bezdomnych, listopad 2013 r.
BERNADETT SZABO/REUTERS/FORUM

Odbyło się jeszcze kilka podobnych protestów. Eksmisja bezdomnych została ostatecznie odroczona, ale zasługa ich obrońców była w tym niewielka. Zdecydowały niecodzienne problemy, które zbliżały się do granicy Węgier. W 2014 r. Fidesz musiał się skupić na wyborach parlamentarnych, zaś rok później znalazł się nowy, znacznie lepszy wróg narodu, a mianowicie: imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Bezdomni w oczach budapeszteńczyków nagle stali się ‒ w porównaniu do uchodźców ‒ całkiem przyjaznymi Węgrami. Przez następne trzy lata miejscy włóczędzy korzystali z dobrodziejstw względnej odwilży, ale wydany na nich wyrok wciąż wisiał w powietrzu.

Wszędzie ich pełno

Gdy przyjechałem do Budapesztu w styczniu 2015 r., widok setek ludzi upadłych był przygniatający. Na stacji metra Astoria, zaledwie pięć minut jazdy od centrum, w podziemnym przejściu znajdowało się wielkie obozowisko. Bezdomni spali w warunkach urągających człowiekowi, bez dostępu do bieżącej wody czy ogrzewania. Stacja bywała bardzo zatłoczona, każdego dnia obóz bezdomnych mijały tysiące ludzi, którzy odwracali głowy i zasłaniali nosy, by nie wdychać silnego odoru.

Na innych stacjach metra było podobnie. Pytałem młodych Węgrów o stosunek do sprawy. Większość popierała działania Fideszu. Najczęściej powoływali się na problemy sanitarne, fetor, bród i niszczenie estetyki miasta. Albo z obawy przed kradzieżami.

Sinan Molnar, 24 lata, pracownik budki z kebabem: – Kładą się, gdzie popadnie. Chodzę do pracy wcześnie rano, a oni są wszędzie. W VII dzielnicy leżeli na ulicach naprawdę co kilkaset metrów. Raz wyjrzałem przez okno, bezdomny spał na daszku warzywniaka!

Katalin Szoke, studentka, 26 lat: ‒ Wiem, prawa człowieka i obywatela są ważne, ale zamiana stolicy w wielki obóz dla bezdomnych to przesada.

Rózsa Vassne, 38 lat, nauczycielka angielskiego w prywatnej szkole: – Państwo powinno chronić obywateli, a ja nigdy nie wiem, czy nie wyląduję na ulicy. Wsadzanie bezdomnych do więzienia to po prostu głupi pomysł. Trzeba by znaleźć pieniądze na stworzenie specjalnych ośrodków i programów wychodzenia z bezdomności. U nas coś takiego prawie nie istnieje.

AP/EAST NEWS

Premier Orbán wygrał w kwietniu 2018 r. trzecie z rzędu wybory, zdobywając większość konstytucyjną, czyli dwie trzecie miejsc w parlamencie

AP/EAST NEWS

Latem 2015 r. Węgrzy zmagali się nie tylko z uchodźcami próbującymi przedostać się przez ich kraj do Niemiec i Austrii, lecz także z ‒ największymi od czasów II wojny światowej ‒ upałami. Termometry wskazały rekord: ok. 37 stopni w cieniu. Noce były ciepłe, zapraszały do wyjścia z podziemi.

Tysiące ludzi ‒ najczęściej brudnych, skołtunionych i głodnych ‒ krążyło po starych dzielnicach Śródmieścia w celu zaspokojenia swych najważniejszych potrzeb. Ustawiali się w pobliżu fast foodów, by nocą przechwycić od klubowiczów brzegi pizzy, ostatnie frytki w papierowych tulejkach i inne niedojedzone odpadki. Spali na ławkach, chodnikach, przy zatłoczonych bulwarach Dunaju, na ruchliwych ulicach i deptakach.

Byłem normalny

Wśród nich Gábor ‒ po sześćdziesiątce, łysy, bez zębów. Ale na wygłodzonego nie wygląda, przeciwnie ‒ przytył od resztek z fast foodów, o które najłatwiej na ulicy. Od dwóch dekad żyje w podziemiach Budapesztu. Latem zwykle przenosi się do oficyny zrujnowanej kamienicy, niedaleko placu Blaha Lujza. Ma tu swój materac, prawdziwą zdobycz w świecie bezdomnych.

– Komu udało się złapać jakąś gąbkę, ten szczęśliwy – opowiada. – Od wiosny ludzie robią remonty, trzeba czuwać przy śmietnikach – na jego twarzy pojawia się cień uśmiechu, który gaśnie, gdy pytam go o przeszłość.

– Byłem normalny. Pracowałem, miałem mieszkanie i rodzinę. W 1997 r. rząd zamknął przedsiębiorstwo, które mnie zatrudniało. Wielu ludzi straciło wtedy pracę. Nie mogłem utrzymać rodziny, zacząłem pić. Żona wróciła z dziećmi do rodziców, a ja przyjechałem do stolicy za pracą. Nie udało się, skończyłem tutaj, pod ziemią. Od tamtej pory nie widziałem dzieci.

59-letnia Irén ‒ krótkie, przerzedzone siwe włosy, podłużne blizny na skroni i brązowa kurtka, którą nosi nawet w upalne dni, żeby nikt jej nie ukradł. – Schronisko jest dobre na zimę, ale niech zgłosi się ten, co chciałby tam mieszkać cały czas – mówi. – Latem lepiej żyć na świeżym powietrzu. W mieście jest trochę opuszczonych budynków, można coś znaleźć na noc. 

Atilla wygląda jak typowy rockowiec ‒ ma długie ciemne wąsy, włosy związane w kitkę i bandankę na głowie. Zanim został bezdomnym, był informatykiem, prowadził własną firmę. Parę niefortunnych decyzji i problemy rodzinne sprawiły, że w 2007 r. w ciągu niecałych dwóch miesięcy stracił źródło dochodu. Bez pieniędzy i pracy oraz bliskich, którzy mogliby mu pomóc, wylądował na ulicy. Kilka razy do roku oprowadza po Budapeszcie zorganizowane wycieczki, by pokazać miasto z perspektywy wykluczonych.

Takie działania wspiera Fundacja Menhely (węg. schronisko).

– Kto spał lub przesiadywał na ławce, ryzykował karą 500 euro – mówił Atilla podczas jednej z wycieczek.

– To suma z kosmosu, której nawet przeciętnie zarabiający Węgier nie byłby w stanie uiścić bez przeszkód. Ale władze realizowały swój cel. Atilla wylicza kolejne przykłady utrudniania życia bezdomnym. Jeden z nich dotyczy ciepłociągów, które nieraz ratowały im życie w środku zimy. – Po to, by nikt nie mógł się tutaj położyć, do rur dokręcono kolce.

LASZLO BALOGH/REUTERS/FORUM
Wigilijny poczęstunek dla bezdomnych ufundowany przez radę miejską, Budapeszt, 24 grudnia 2009 r.
LASZLO BALOGH/REUTERS/FORUM

Gdy wróciłem do Budapesztu zimą 2017 r., wciąż nie było widać efektów wojny przeciwko bezdomnym. Termometr wskazywał -10 stopni. Bezdomni wiedzieli, że nie przetrwają nocy na powierzchni, dlatego gromadzili się w podziemnych przejściach. Policja ich pilnowała, lecz nie wlepiała mandatów. Być może dlatego, że dla wielu z nich wypędzenie z metra oznaczałoby poważne odmrożenia, a nawet śmierć.

Dach nad głową mogą wprawdzie zapewnić noclegownie. Jednak nie wszystkim. Schronisko przy centralnym placu Deák Ferenc Tér było przepełnione. Piętrowe łóżka ‒ obwieszone siatkami, ubraniami i opakowaniami z jedzeniem przyniesionym z miasta. Na ciemnych materacach spali mężczyźni o długich brodach i krzaczastych wąsach. Na pryczach leżał ich dobytek: książka, czasem coś na handel, chleb. Nie rozmawiali ze sobą, tkwili jakby w stuporze, w zawieszeniu, niepewni swojego losu.

Ostateczna ofensywa

Dopiero czerwiec br. przyniósł ostateczne rozwiązanie kwestii bezdomności w Budapeszcie. Uchwalono pakiet ustaw pod hasłem „Stop dla Sorosa!”. A tuż przed wakacjami parlament Węgier uchwalił również kolejne poprawki do konstytucji. W wyniku tych politycznych zabiegów sytuacja zmieniła się diametralnie.

Magdalena Sepúlveda, specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. Skrajnego Ubóstwa, powiedziała w wywiadzie dla telewizji Al-Dżazira, że Węgry są jedynym krajem, który wpisał do swojej konstytucji zakaz bezdomności.

Mimo że formalnie nowe prawo zacznie obowiązywać dopiero w październiku, już teraz zmieniło atmosferę i zachęca do bezpardonowego egzekwowania istniejących przepisów. Sformułowanie „eksmisja bezdomnych” przestała być oksymoronem.

Bezdomni śpiący na ulicy są teraz karani mandatem, a jeśli w ciągu sześciu miesięcy otrzymają taką grzywnę dwukrotnie, trafią do więzienia [paradoksalnie, niejeden bezdomny uzna to zapewne za poprawę sytuacji życiowej]. Jak łatwo się domyślić, nędzarze nie mają pieniędzy, by zapłacić wysokie kary. Po zmianie przepisów lokalne władze mogą kierować ich do przymusowych prac publicznych. Jeśli odmówią, zostaną ukarani jeszcze większą grzywną w wysokości 300 tys. forintów (ok. 1300 dol.).

Fidesz zabezpieczył się także przed inną ewentualnością ‒ że bezdomni przeniosą się na przedmieścia Budapesztu. Wprowadzono zakaz budowy prowizorycznych chat na obszarze zalesionym, publicznym lub prywatnym (jeśli nie ma się na to pozwolenia).

‒ Nie mogą mieszkać w mieście i na wsi, nie mają dachu nad głową, nie ma wystarczającej liczby miejsc w noclegowniach. To co mają zrobić?! Zniknąć? – pyta Anita Dobrowolska. – Praca społeczna? Fidesz znalazł sobie darmową siłę roboczą...

„Eksmisje bezdomnych zaczęły się w kwietniu i trwają do teraz – pisze szef Fundacji Menhely Zoltán Aknai. – W zasadzie nie jest niczym nowym, że funkcjonariusze każą bezdomnym opuścić centrum. Robili to już wcześniej, ale teraz zdarza się to częściej. Nie wiemy jeszcze, jak poprawka do konstytucji będzie wykorzystywana przez rząd”.

Jednak ‒ sądząc po efektach ‒ nie trzeba czekać do października. Już w lipcu 2018 r., gdy znowu byłem w Budapeszcie, po bezdomnych prawie nie ma śladu. Nielicznych, śpiących jak kiedyś na murkach i parapetach, funkcjonariusze wyłapują z wyjątkową skrupulatnością. Wypisują mandaty albo pakują ich do dużych policyjnych samochodów.

W operacji czyszczenia ulic pomagają także ochroniarze prywatnych biznesów. Wcześniej byli bezsilni, teraz wystarczy powiadomić policję.

– Czystki objęły wszystkich – mówi jeden z bezdomnych, nie podając imienia. – Ci, którzy zostali, kryją się po ruderach w obawie przed wywiezieniem na południe kraju. Zimą będą umierać na mrozie, żeby uniknąć policyjnych nalotów w metrze. Pewnie o to chodzi w tych nowych przepisach.

 

Jak premier Orban zwalczył bezdomność - komentarz Wiktora Cyrnego

 
MARTIN BERNETTI
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Klimatyczny poligon

Chilijscy naukowcy badają faunę i florę wybrzeży Patagonii, bo to obszar, który pozwala zobaczyć, z jakimi problemami będą borykać się inne rejony świata na skutek topnienia lodowców
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Słonie tracą kły

Ewolucja słoni zafrapowałaby samego Darwina. Coraz więcej słoni afrykańskich nie ma kłów lub są one o wiele mniejsze niż przed wiekiem. Powodem są intensywne polowania na te majestatyczne zwierzęta
AP
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

W Brazylii już kupisz broń

Brazylia tymczasowo znosi zakaz kupowania broni. Dekret podpisał Jair Bolsonaro, nowy prawicowy prezydent kraju
Rex Features
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Największy zderzacz hadronów

Droższy, większy, bardziej wydajny. CERN chcę wybudować następcę Wielkiego Zderzacza Hadronów. Future Circular Collider (FCC) powstanie do 2040 r. i będzie miał 100 km długości
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %