DAVID LEVENE/EYEVINE/EAST NEWS
DAVID LEVENE/EYEVINE/EAST NEWS

SPOŁECZEŃSTWO / 07:00,

Jak ratować kapitalizm

Nierówności pogłębiają się i jeśli tego procesu nie odwrócimy, zdemolują świat, jaki znamy. Nie trzeba nawet rewolucji, żeby wszystko się zawaliło

Wydawałoby się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mamy najwygodniejsze czasy od początku ludzkości. Bieda w krajach rozwiniętych nie jest już tak dotkliwa jak kiedyś. Prawie wszyscy mają telewizor, pralkę i lodówkę. Dotacje, zasiłki, stypendia ‒ biedni mają coraz więcej możliwości, żeby „jakoś przeżyć”.

Nawet jeśli nierówności rosną ‒ jak pokazują różne statystyki ‒ to wielu ekonomistów wierzy, że sytuacja będzie się rozwijać zgodnie ze scenariuszem, który obrazuje tzw. krzywa Kuznetsa (przypominająca odwróconą parabolę). Przyjdzie taki moment, że poziom nierówności osiągnie maksimum, a potem zaczną się one niwelować ‒ tak samo szybko jak rosły.

Ambroży Łucki

Krzywa Kuznetsa

Ambroży Łucki

Z tego mianowicie powodu, że nawet niewielkie dochody rodziców będą wystarczające, by zapewnić dzieciom z najbiedniejszych rodzin edukację i szansę awansu. Szczególnie gdy szkoły są publiczne i darmowe, a ich poziom w miarę wyrównany.

Wielu ekonomistów dało się uwieść tej uspokajającej wizji. Ale są też pesymiści, którzy twierdzą, że system sam się nie naprawi i biją na alarm: nierówności jeszcze nigdy nie były tak wielkie! (na zdjęciu powyżej wieżowce Panama City - nazywane przez miejscowych Miastem Duchów, bo mało kogo stać, żeby w nich mieszkać - widziane ze slumsów).

Jak wylicza Economic Policy Institute, szefowie koncernów w USA zarabiają przeciętnie 271 razy więcej niż statystyczny amerykański pracownik.

Wystarczy popatrzeć na największego amerykańskiego pracodawcę, czyli zatrudniającą ponad 2 mln ludzi sieć supermarketów Walmart. Jeszcze trzy lata temu płaciła ona kasjerom pensję minimalną (wg prawa federalnego jest to 7 dolarów 25 centów za godzinę; ale niektóre, bogatsze stany USA podniosły tę stawkę o kilka dolarów). To tak mało, że kasjerki razem z rodzinami kwalifikowały się do rządowego programu pomocy dla biednych Medicaid, czyli opieki zdrowotnej finansowanej przez państwo (co normalnie w USA nie jest gwarantowane wszystkim obywatelom, a jedynie właśnie bardzo biednym lub powyżej 65. roku życia).

STAN HONDA/AFP/EAST NEWS
Pracownicy supermarketu Walmart domagają się podwyżek, Secaucus w stanie New Jersey, listopad 2012 r.
STAN HONDA/AFP/EAST NEWS

Tym sposobem państwo, czyli wszyscy Amerykanie, którzy płacą podatki, muszą składać się na leczenie kasjerek Walmartu, czyli de facto finansują jeden z największych koncernów świata (który sam powinien zapewniać opiekę zdrowotną swoim pracownikom). I są to kwoty niemałe, bo leczenie w USA jest najdroższe na świecie.

Tymczasem Doug McMillon, prezes Walmarta, zarabia 1188 razy więcej niż wynoszą średnie zarobki w jego przedsiębiorstwie, czyli 23 mln dolarów rocznie (informacja podana przez CNN w kwietniu br.). I to nie jest żaden rekord. Jeszcze większa jest rozpiętość w sieci odzieżowej Gap ‒ prezes zarabia tam 2900 razy więcej od szeregowego pracownika.

Oczywiście przed nierównościami nie da się uciec. Istnieją od zawsze, przez całą historię ludzkości. Francuski ekonomista Thomas Piketty badał je ponad dekadę. Obraz niesprawiedliwości odtwarzał m.in. na podstawie świata przedstawionego w literaturze pięknej. Wnioski opublikował w głośnym dziele „Kapitał XXI wieku”, które prowokacyjnym tytułem nawiązuje do skompromitowanego, XIX-wiecznego „Kapitału” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa.

LOIC VENANCE/AFP/EAST NEWS
Thomas Piketty po publikacji Kapitału XXI wieku stał się celebrytą, powyżej na festiwalu filmowym w Cannes, maj 2016 r.
LOIC VENANCE/AFP/EAST NEWS

Wielu ludzi uważa, że „Kapitał XXI wieku” to najważniejsza książka dziesięciolecia. Inni z kolei zarzucają Piketty’emu nieznajomość podstaw ekonomii i wyciąganie pochopnych wniosków. Przestrzega on bowiem, że pogłębiające się nierówności nie podążą krzywą Kuznetsa, tylko będą rosły, aż wreszcie doprowadzą do upadku kapitalizmu, wolnego rynku i demokracji liberalnej.

Ale jeszcze zanim do tego dojdzie, cały system zwyrodnieje, stanie się powtórką feudalizmu, gdy istniał sztywny podział na arystokrację i plebejską resztę. Granice między nimi zostaną zabetonowane, niemożliwe do sforsowania.

Nie pracowitość i zdolności będą decydować o losie człowieka, tylko status społeczny jego rodziców. Dzieci biednych będą biedne, a dzieci bogaczy będą pławiły się w luksusie.

To już dzieje się za oceanem. Zawrotnych karier będących spełnieniem american dream ‒ od pucybuta do milionera ‒ jest coraz mniej. Mobilność społeczna, czyli szansa na awans, jest wyższa w wielu krajach Europy niż w USA.

W maju 2014 roku, po opublikowaniu „Kapitału XXI wieku”, szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde mówiła: ‒ Zaledwie 85 osób, które zmieściłyby się w londyńskim autobusie, zarządza dziś takim bogactwem jak biedna połowa ludzkości. Nie może być tak dalej.

THE GOLDEN PHOENIX CUPCAKE/EAST NEWS
Widoczne na zdjęciu ciasteczko można kupić w cukierni Bloomsbury w centrum handlowym w Dubaju za jedyne 1010 dolarów amerykańskich. Wyprodukowano je wyłącznie z produktów organicznych, podawane jest na pozłacanym talerzyku, w menu występuje jako Złoty Feniks
THE GOLDEN PHOENIX CUPCAKE/EAST NEWS

Jak wylicza brytyjski ośrodek analiz Oxfam, 82 proc. bogactwa wytworzonego w 2017 roku przez wszystkich mieszkańców globu trafiło do 1 proc. najbogatszych. Dlaczego tak się dzieje?

Wyjaśnienie, jakie podaje Piketty, jest zaskakująco proste. Najbogatsi dysponują kapitałem w postaci nieruchomości i udziałów w spółkach giełdowych. Reszta ma tylko swoje pensje, ewentualnie mieszkanie czy dom, który wzięli na kredyt i przez całe życie spłacają. Pensje zmieniają się mniej więcej tak samo jak dochód narodowy. Ale wartość kapitału rośnie szybciej niż dochód narodowy, co wyraża nierówność r>g (gdzie r to roczna stopa wzrostu kapitału, a g ‒ roczna stopa wzrostu dochodu narodowego).

Kiedy wybuchnie rewolucja?

Czy pogłębiające się nierówności mogą doprowadzić do rewolucji, tzn. do tego, że 99 proc. zbuntuje się i siłą odbierze majątek 1 proc. najbogatszych? Na kartach historii Piketty doszukał się pewnej tendencji: za każdym razem, gdy nierówności osiągały krytyczny poziom, wybuchała wojna albo rewolta społeczna. Autor „Kapitału XXI wieku” porównuje świat do balonu, który zbyt mocno napompowany w końcu pęka. Kiedy?

Prof. Henryk Domański, filozof z Polskiej Akademii Nauk, twierdzi, że biedniejsi nie sprzeciwiają się jeszcze obowiązującym zasadom funkcjonowania świata, ponieważ nie mają świadomości skali nierówności.

‒ Koncepcja sprawiedliwości według Hegla głosi, że „skoro coś jest takie, jakie jest, to siłą rzeczy musi być sprawiedliwe”. Najmniej zamożni zgadzają się na to, „co jest”, bo nie uświadomili sobie, że cokolwiek można zmienić ‒ wyjaśnia.

Obawy, że nierówności mogą doprowadzić do wybuchu społecznego, pojawiły się m.in. po ostatnim poważnym kryzysie gospodarczym, zapoczątkowanym w 2008 roku krachem na rynku nieruchomości w USA. Miliony ludzi straciło swoje domy, bo nie mieli z czego spłacać kredytów. W ciężkiej sytuacji znalazły się też banki, ale one zostały uratowane przez państwo ‒ rząd federalny udzielił im wielomiliardowych pożyczek. Prezydenci George W. Bush i Barack Obama (kryzys przypadł na schyłek rządów pierwszego i początek drugiego) uznali, że upadek największych banków wywołałby wielki krach i kompletny chaos. Dlatego pożyczyli im pieniądze podatników.

Od tamtej pory mówi się, że największe instytucje finansowe w USA są „zbyt wielkie, by upaść” (too big to fail). Tymczasem milionom Amerykanów, którzy nie mieli na ratę kredytu i złożyli się na pożyczki dla wielkich banków, nie pomógł nikt.

LUCAS JACKSON/REUTERS/FORUM

Uczestnicy pikiety ruchu Occupy Wall Street przed bankiem Goldman Sachs zwięźle - bez zbędnych słów - wyrażali co myślą o pracujących tam finansistach i ich imponujacych zarobkach, wrzesień 2012 r.

LUCAS JACKSON/REUTERS/FORUM

Społeczną reakcją na tę niesprawiedliwość był ruch Okupuj Wall Street (ang. Occupy Wall Street), czyli seria ulicznych manifestacji w największych miastach USA, poczynając od słynnej dzielnicy finansowej Wall Street na nowojorskim Manhattanie. To tam najpierw tysiace młodych ludzi okupowało place i ulice, by zaprotestować przeciwko nierównościom.

Ale ostatecznie, po kilku miesiącach, sprawa rozeszła się po kościach. Młodzi pozwijali swoje śpiwory i namioty; rozjechali się do domów, żeby szukać pracy. Skoro nawet ostatni wielki kryzys nie wywołał prawdziwego społecznego buntu, to może bogacze mogą spać spokojnie?

System upadnie nawet bez rewolucji

– Piketty dowiódł, że zbyt wiele bogactwa koncentruje się w rękach niewielu oligarchów ‒ odpowiada prof. Elżbieta Mączyńska z SGH, prezeska Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. ‒ Głównym zagrożeniem dla systemu wolnorynkowego i demokracji są narastające asymetrie w podziale światowego bogactwa, erozja klasy średniej i niekorzystna sytuacja młodych ludzi, którzy w wielu krajach mają malejące szanse na awans materialny i dołączenie do tej klasy. Narastające wysoce asymetryczne nierówności wycinają środek – zostają tylko dwa bieguny: najbogatsi i względnie biedni. Tymczasem to klasa średnia zapewniała stabilność i spójność społeczną w systemach wolnorynkowych.

Klasa średnia jest wręcz niezbędna do tego, żeby kapitalizm działał. Ktoś musi kupować wszystkie wytwarzane dobra konsumpcyjne, takie jak nowe samochody, mieszkania, najnowsze iPhony, wczasy zagraniczne. Najbogatszy 1 proc. nie jest w stanie tego robić, bo ileż rezydencji, ileż samochodów, ileż motorówek, ileż jachtów może mieć jeden miliarder czy multimilioner? Kilka, góra ‒ kilkanaście.

MOHAMMED PONIR HOSSAIN/NURPHOTO/EAST NEWS
Prawo w Bangladeszu zabrania zatrudniania dzieci do pracy w ciężkich waunkach, ale w praktyce nie jest egzekwowane. Widoczny na zdjęciu chłopiec nie ma czasu chodzić do szkoły, pracuje w stoczni
MOHAMMED PONIR HOSSAIN/NURPHOTO/EAST NEWS

‒ W praktyce zasoby bogaczy [jeśli nie są inwestowane ‒ red.] stają się unieruchomione, są nieefektywne dla gospodarki, a przy tym nierzadko kierowane są do sektora spekulacyjnego, co nie zawsze służy gospodarce realnej, o czym przekonuje światowy kryzys finansowy z 2008 r. Najbogatsi nierzadko nawet nie zauważają, że coś mu przybyło im na koncie ‒ mówi prof. Mączyńska. ‒ A biedny, gdy dostanie dodatkowy grosz, od razu kieruje go na rynek, kreując ożywczy dla gospodarki popyt. Dla tempa wzrostu gospodarczego nie jest obojętne jaki jest rozkład bogactwa pomiędzy poszczególnymi warstwami społecznymi. Jeśli jest zbyt asymetryczny staje się hamulcem wzrostu i rozwoju społeczno-gospodarczego.

A przecież koniunkturę napędzają właśnie ci, którzy chodzą do sklepu. Jeśli zabraknie milionów ludzi, którzy konsumują dobra wytwarzane przez koncerny miliarderów i multimilionerów, to system się zawali. Nie trzeba do tego żadnej gwałtownej rewolucji! Zatem w interesie najbogatszych jest utrzymanie, a nawet wzmacnianie klasy średniej.

– Kapitalizm i wolnorynkowa gospodarka może tylko skorzystać na bardziej symetrycznym podziale bogactwa ‒ wyjaśnia prof. Mączyńska. ‒ Asymetrycznya koncentracja bogactwa sprawia, że najbogatsi napotykają na problem malejącej krańcowej użyteczności ich dochodów. Osłabia to popyt. Niestety mechanizmy wolnorynkowe okazują się niewystarczające w działaniach samonaprawczych. Nierówności społeczne w wielu krajach narastają. Grono rozczarowanych powiększa się, łatwo ulegając wizjom populistów.

BALKIS PRESS/ABASAPRESS.COM/EAST NEWS
Dubajski hotel Burj al Arab wynajmuje lądowisko helikopterów na wysokości 212 m nad poziomem morza na sluby. Cena to podobno 55 tys. dolarów za ceremonię
BALKIS PRESS/ABASAPRESS.COM/EAST NEWS

Profesor Mączyńska zauważa, że może to doprowadzić do degeneracji liberalnej demokracji.

- Wysoce asymetryczny rozkład bogactwa jest zagrożeniem dla demokracji – uprzedza prezeska PTE i dodaje, że pod wieloma względami model niedemokratyczny jest dla kapitału bardziej efektywny.

Co robić, żeby krachu nie było

Jak zapobiec czarnym scenariuszom? Profesor Witold Orłowski, jeden z najwybitniejszych polskich ekonomistów (pracował w Banku Światowym, był doradcą rządu w negocjacjach przed przystąpieniem Polski do UE) twierdzi, że nierówności może zmniejszyć jedynie interwencja państwa, np. poprzez progresywne podatki.

‒ Ten model sprawdził się w krajach skandynawskich, gdzie obywatele zostali nauczeni, że bogaci powinni się dzielić i płacić najwyższe podatki ‒ twierdzi prof. Orłowski. ‒ W trakcie edukacji przekazano im empatię oraz poczucie budowania wspólnoty. I to wpojenie, a może przekonanie ich do tych moralnych kwestii, uważam za największy sukces.

NICK ADAMS/ZUMAPRESS/FORUM
Aktywistka ruchu Occupy Wall Street podczas milczącego protestu w Seattle w stanie Waszyngron, wrzesień 2012 r.
NICK ADAMS/ZUMAPRESS/FORUM

Podobny do skandynawskiego system podatkowy działał w USA od II wojny światowej do lat 80. [dochody roczne powyżej kilku milionów dolarów były opodatkowane nawet w skali 90 proc. ‒ red.]. Ale od prezydentury Ronalda Reagana podatki dla najbogatszych zaczęły mocno spadać i obecnie najwyższy podatek w USA ‒ od dochodów powyżej 418 tys. dolarów rocznie ‒ wynosi 39 proc.

Piketty uważa, że samo opodatkowanie bieżących dochodów nie wystarczy. Proponuje, by wprowadzić wysoki podatek od nieruchomości i dochodów kapitałowych, który zniwelowałby jego nieszczęsną nierówność r>g. To jednak wizja utopijna. Wszystkie kraje całego globu musiałyby solidarnie wprowadzić taki podatek. W innym wypadku bogacze wyprowadziliby kapitał do rajów podatkowych. W obecnej sytuacji zawsze znajdzie się jakiś rząd, który ‒ żeby ściągnąć obcy kapitał ‒ zaoferuje niższe podatki.

Milarderzy na ratunek

Jest jednak nadzieja, że coś się zmieni. Możni tego świata, przynajmniej ci najwięksi, zdają sobie sprawę, że nieprzebrane góry pieniędzy są im de facto zupełnie niepotrzebne, że inni mogą mieć z nich znacznie więcej pożytku. Już 183 miliarderów z różnych krajów podpisało obietnicę, którą jako pierwsi w 2010 roku złożyli Bill Gates, założyciel Microsoftu, oraz Warren Buffett, najbardziej skuteczny inwestor w USA ‒ że przed śmiercią oddadzą przynajmniej połowę swojego majątku (na najnowszej liście najbogatszych ludzi świata obydwaj inicjatorzy akcji Giving Pledge zajmują 2. i 3. miejsce z majątkami odpowiednio 90 i 84 mld dolarów).

Pieniądze, które 183 miliarderów obiecało podarować ludzkości, idą głównie na walkę z biedą i edukację ‒ czyli właśnie na niwelowanie nierówności i stwarzanie szans dla wszystkich dzieci bez względu na status ich rodziców.

Oczywiście inicjatywa Giving Pledge nie wystarczy, by zawrócić system z drogi, która prowadzi w ślepy zaułek. Działalność charytatywna ‒ nawet na wielką skalę ‒ nie przekłada się bezpośrednio na makroekonomię.

Ale inicjatywa Gatesa i Buffetta na szansę stać się początkiem zmiany sposobu myślenia o podziale dóbr. Jeśli tak, to kiedyś będą pisać w podręcznikach historii „o dwóch takich, co uratowali kapitalizm”.

WOJCIECH GRZĘDZIŃSKI
SPOŁECZEŃSTWO
Magdalena Chodownik

Dziwna wojna we wsi Trawnewe

Sami już nie wiemy, kim jesteśmy. Ukraińcami? Czy separatystami? Teraz mamy tu ukraińskie wojsko, więc chyba Ukraińcami? - zastanawiają się ludzie z wioski przy której przebiega front w Donbasie
YOUSSEF RABIE/PAP/EPA
SPOŁECZEŃSTWO
Paweł Pieniążek

Inżynier Aboud nie schodzi z posterunku

Od 2011 roku, kiedy w Syrii wybuchła rewolucja, wielka tama na rzece Eufrat cztery razy przechodziła z rąk do rąk. Inżynierowie, którzy nigdy jej nie porzucili, są cichymi bohaterami tej wojny
SCOTT HOUSTON/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Piotr Chałubiński

Prywatne więzienia dla państwowych skazańców

Miały być bezpieczniejsze, przyjaźniejsze i tańsze niż tradycyjne, państwowe więzienia produkujące recydywistów. Czy rzeczywiście tak się stało? Wielu Amerykanów uważa, że lek okazał się groźniejszy od choroby
AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Karolina Anna Kuta

Myśmy się tylko bronili

Choć minęły ponad dwie dekady, wielu Serbów wciąż nie przyjmuje do wiadomości ludobójstwa w Srebrenicy. Ile czasu musi jeszcze upłynąć, żeby – tak jak Niemcy po II wojnie światowej – potrafili się rozliczyć z własną przeszłością?
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %