HAYLEY MOSCARELLI/MEDIADRUMWORLD.COM/EAST NEWS
HAYLEY MOSCARELLI/MEDIADRUMWORLD.COM/EAST NEWS

SPOŁECZEŃSTWO / 11:00,

Kocham wszystkich moich chłopaków

W monogamii mówi się o dwóch połówkach jabłka, które razem tworzą całość, a poliamoryści porównują swoje związki do pomarańczy - na pełny owoc składa się wiele cząstek - mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i terapeutka

Malvina Pająk: Coraz więcej osób, również publicznych (np. aktorka Tilda Swinton czy dziennikarz Maciej Sandecki), przyznaje się do poliamorii. To powrót do szalonych lat 60.? Do kultur plemiennych, kiedy nie obowiązywały normy społeczne? Czy przeciwnie, dowód, że jako społeczeństwo dojrzewamy do wolności?

MATERIAŁY PRASOWE

Dr Agata Loewe wykłada na USWPS w Poznaniu. Jest psycholożką kliniczną, psychoterapeutką, założycielką Instytutu Pozytywnej Seksualności, działaczką na rzecz równości w zakresie płci, genderu i seksualności

MATERIAŁY PRASOWE

Dr Agata Loewe: W wielu kulturach i społecznościach od bardzo dawna istniało zjawisko poligamii [małżeństwa z więcej niż jedną osobą w tym samym czasie - red]. Ale to nie to samo, co poliamoria. Ta ostatnia jest rodzajem tożsamości relacyjnej, konsensualnej niemonogamii, o której zaczęto więcej mówić i pisać dopiero w drugiej połowie XX wieku, a w Polsce jeszcze później. Dziesięć lat temu, kiedy studiowałam w Institute for Advanced Studies of Human Sexuality w San Francisco, jedną z lektur obowiązkowych była książka autorstwa Dossie Easton i Janet Hardy „The Ethical Slut”. Przywiozłam ją ze sobą do Polski. Książka poszła w obieg i w końcu trafiła w ręce redaktorki z Wydawnictwa Czarna Owca, gdzie została przetłumaczona na język polski i wydana pod tytułem „Puszczalscy z zasadami. Praktyczny przewodnik dla miłośników poliamorii, otwartych związków i innych przygód”.  

Niech zgadnę: nagle okazało się, że w Polsce żyją poliamoryści?

Tak! Książka zyskała medialny rozgłos. Organizowaliśmy spotkania, podcasty, ukazały się artykuły m.in. w „Newsweeku”. Temat trafił do debaty publicznej, ludzie zaczęli o tym rozmawiać, otwierać się, wychodzić z szafy. Dziś w samej Warszawie jest kilka grup poliamorycznych. Mówiąc grupa mam na myśli społeczność skupioną wokół jakiejś idei, w tym przypadku wokół konsensualnej niemonogamii.

Czyli? 

Konsensualna niemonogamia to sytuacja, kiedy partnerzy wchodzą w związki niemonogamiczne za zgodą wszystkich zaangażowanych stron. Monogamię też możemy nazwać konsensualną lub niekonsensualną. W pierwszym przypadku świadomie umawiam się z partnerem na to, że mamy siebie na wyłączność, to znaczy: nie sypiamy z innymi ludźmi, nie pozwalamy sobie też na całowanie ani pieszczoty z nimi, nie flirtujemy. Niekonsensualna monogamia to taki związek, gdzie oficjalnie mamy siebie na wyłączność, ale nie jesteśmy ze sobą do końca szczerzy, nie przestrzegamy naszej niepisanej umowy. Czyli na przykład on ma konto na tinderze, a ona po kryjomu wysyła swoje nagie fotki koledze z pracy.

Na zdjęciu na górze strony: Brittney i Terry Stroup publicznie ogłaszają, że do ich związku przyłącza się ich koleżanka ze szkoły Lindsay Schoepf, Glendora, Kalifornia

Ja bym to nazwała hipokryzją, a nie monogamią niekonsensualną. 

Ludzie z ruchów niemonogamicznych do tego właśnie dążą, żeby się hipokryzji wyzbyć. Są badania, które kwestionują czy człowiek jest biologicznie uwarunkowany do życia w monogamicznej relacji. To normy społeczno-kulturowe wciskają nas w w pewne heteronormatywne, z góry nałożone ramy. Współcześnie gatunek homo sapiens charakteryzuje seryjna monogamia. To znaczy, że na przestrzeni całego życia wiążemy się nie z jednym, a z kilkoma partnerami. Badania pokazują następującą tendencję:  zwykle pierwszego partnera mamy w liceum, drugiego i trzeciego podczas studiów, na etapie pracy zawodowej poznajemy kolejnego człowieka, z którym chcemy się związać na całe życie i zwykle z tym właśnie człowiekiem po kilku/kilkunastu latach bierzemy rozwód, by za jakiś czas związać się z kimś zupełnie innym. W przeciwieństwie do monogamii, gdzie mówi się o dwóch połówkach jabłka, które dopiero razem tworzą całość, poliamoryści porównują swoje związki do pomarańczy - na jeden pełny owoc składa się wiele cząstek. 

@POLYAM.US/MEDIADRUMWORLD.COM
Troje kalifornijczyków - Jimmy Silva, lat 31, Chacha Va Voom, lat 29 i Summer Pelletier, lat 25 - stworzyło otwarty związek, w którym dopuszczają randkowanie z osobami spoza trójkąta
@POLYAM.US/MEDIADRUMWORLD.COM

No dobrze, ale oprócz poliamorii pod pojęciem konsensualnej niemonogamii kryją się jeszcze swingowanie, związki otwarte, związki kinkowe… Czym one wszystkie różnią się między sobą? 

Swingowanie to preferencja relacyjno-seksualna. Swingersi mają seksualną potrzebę bycia razem ze sobą i razem z innymi ludźmi. Traktujemy więc parę jako unit, jedną część, która zazwyczaj w trakcie imprez albo zaaranżowanych prywatnie spotkań realizuje swoje fantazje seksualne z inną parą albo po prostu z innymi osobami. W tym czasie pozostają ze sobą w w komitywie czy w jakimś z góry ustalonym kontakcie, mają siebie nawzajem na uwadze. 

Podobna do swingerskiej konwencja charakteryzuje relacje kinkowe/BDSM. Na przykład idziemy razem na imprezę klimatyczną, bawimy się z innymi ludźmi, po czym spotykamy się w domu i wracamy do naszej ustalonej wcześniej relacji. 

Najbardziej zastanawia mnie związek otwarty, preferencja relacyjna z dużym naciskiem na realizowanie się w seksie, w której zazwyczaj jeden z partnerów chce otworzyć związek, lub go w ogóle nie zamykać, by móc swobodnie uprawiać seks z innymi ludźmi. Dużo osób godzi się na taki układ bez wyznaczenia wyraźnych granic. Moi klienci pozostający w związkach otwartych, często przychodzą do mnie z ogromnym cierpieniem, wiesz, na zasadzie „byłabym monogamiczna, gdyby mój chłopak chciał sypiać tylko ze mną”. Często w związkach otwartych obowiązuje zasada „don’t ask, don’t tell“, czyli nie dzielimy się ze sobą informacjami o tym, co dzieje się poza naszym związkiem. Teoretycznie jest obopólna zgoda na taki model, ale niekoniecznie wiąże się ona z jego głęboką, świadomą akceptacją. To trochę sytuacja „nie mam wyboru” - jeśli chcę z tobą być, to tylko na twoich zasadach. W wielu przypadkach związek otwarty jest etapem na drodze do stworzenia trwałego związku monogamicznego lub negocjacji w sprawie rozpoczęcia poliamorii. 

Poliamoria, w przeciwieństwie do związku otwartego, skupia się na ustaleniu zasad działania we wszystkich równoległych relacjach. Komponenta seksualna jest drugorzędna wobec komponenty emocjonalnej. Seks nie jest tu główną figurą, o której się dyskutuje. Jeśli w związku monogamicznym jeden z partnerów ma większe zapotrzebowanie na seks niż drugi, to ten pierwszy może czuć się źle. Brak zbliżeń lub ich niska częstotliwość staje się problemem. Rośnie poczucie odrzucenia i frustracji. W związku poli niekoniecznie musisz polegać na realizacji swoich seksualnych potrzeb tylko na jednej osobie do końca życia, podobnie jak z innymi potrzebami związanymi z bliskością i realizacją życiowych planów. Jest taka teoria, która mówi, że jeśli nie potrafisz być w szczęśliwym związku monogamicznym, nie będziesz też w stanie stworzyć relacji poliamorycznej, która wymaga tych samych kompetencji razy liczba partnerów, z którymi jesteś.

FANATIC STUDIO/SCIENCE PHOTO LIBRARY

Jestem z Karolem, Józkiem i Jankiem, ale każdy z nich może mieć swoją Karolinę, Grażynę albo Julka

FANATIC STUDIO/SCIENCE PHOTO LIBRARY

Jakie to są kompetencje? 

Umiejętność dzielenia się sobą, swoimi pomysłami, emocjami. To też obecność, pożądanie, wspólne spędzanie czasu. W poliamorii mamy compersion - przeciwieństwo zazdrości. Tzn. cieszę się, że jesteś nie tylko ze mną, ale też z Józkiem i z Karolem, bo wiem, że Józek i Karol dają ci coś, co dopełnia twoje szczęście. Nie zawszę mogę ci dać wszystko, a wierzę, że każdy ma prawo dążyć do swojej pełni.  

To przecież dokładnie jak w związku otwartym: jestem z innymi, bo ty mi nie wystarczasz.  

Nie do końca. W poliamorii chodzi o to, że drugi człowiek daje ci wszystko w obrębie swojej osoby, swoich możliwości. Spotykają się dwie pełne osoby ze świadomością, że nie muszą się dopełniać sobą nawzajem. To co mnie łączy z Karolem, Józkiem i Jankiem to są trzy odrębne równoległe relacje i ustalam je z każdym z nich z osobna.  

No dobrze, mnie jest fajnie, bo mam Karola, Józka i Janka. A co z nimi? Jak oni się w tym wszystkim odnajdują? 

Karol, Józek i Janek też mogą mieć swoją Karolinę, Grażynę albo Julka. Ty o nich wiesz i może nawet z Karoliną łączy cię romantyczna relacja, ale już z Grażyną i z Julkiem niekoniecznie, bo zupełnie cię nie kręcą, ani fizycznie ani intelektualnie. Może być też oczywiście tak, że żyjesz z Józkiem, Jankiem i Karolem w zamkniętym układzie, w jednym domu, tworząc czteroosobową rodzinę, gdzie między panami też jest relacja romantyczna, ale to się zdarza niezwykle rzadko, żeby wszystkie osoby z różnych konfiguracji były dla siebie atrakcyjne. Zwykle więc pojawiają się też te Karoliny, Grażyny i Julkowie.

Przecież to istne szaleństwo! 

Szaleństwo? Bez przesady. To może brzmi ciut chaotycznie, ale ustalanie reguł w osobnych konstelacjach wymaga dojrzałości, pracy nad własną zazdrością, przeżywaniem kompersji. Zazdrość jest emocją kulturową, uczy się nas, że musimy „posiadać” drugą osobę, która ma nas dopełniać, stać się naszą własnością. Warto kwestionować normy kulturowe i wypracowywać przepis na swoje życie i swoje relacje. Oczywiście, zdarza mi się pracować z zadeklarowanymi poliamorystami, którzy mimo ogromnej dojrzałości nie radzą sobie z zazdrością, nie potrafią lub nie chcą jej oswoić. Nauka niezazdrości polega na głębokim zaufaniu, że drugi człowiek nie zabierze mi partnera, bo on tak naprawdę wspomaga nasz związek, wypełnia go, a nie stanowi zagrożenie. 

HANDOUT/REUTERS/FORUM

Z punktu widzenia poliamorystów Jacob Zuma (pierwszy z lewej), prezydent RPA w latach 2009-2018, jest tradycjonalistą. Uprawia bowiem najzwyklejszą poligamię, tzn. ma siedem żon. Miałby ich nawet dziewięć, ale trzecia popełniła samobójstwo, a z drugą się rozwiódł. Pierwsza żona dowiedziała się o zamiarach poślubienia najnowszej z mediów, co - ja przyznał Zuma - było dla niej bolesnym doświadczeniem, ale winni są żurnaliści, którzy pospieszyli z wiadomością do pani Sizakele Zumy zanim były prezydent zdążył ją poinformować osobiście

HANDOUT/REUTERS/FORUM

A skąd ta pewność? 

Nigdy nie ma się tej pewności na sto procent. Ale też nigdy nie ma się pewności w związku monogamicznym. Poliamoria jako idea może być też atrakcyjnym rozwiązaniem dla osób, które nie chcą się zbyt głęboko i intymnie związać i zobowiązać. Mam problem z bliskością i trochę jestem tu, a trochę tam. Współczesna psychologia i seksuologia bardziej kieruje się zasadą, że to, co nam służy oraz to, co nam nie szkodzi, jest ok. Jeśli jestem w związku poliamorycznym i notorycznie cierpię, ale nie chcę się do tego przyznać sama przed sobą, bo: a. większość moich znajomych to poliamoryści, b. chcę pozostać poprawna politycznie, c. nie chcę stracić partnera itd., to wtedy rzeczywiście nie ma sensu, trzeba sobie powiedzieć „czas skończyć z niemonogamią, chcę być w związku mono”. Ale jeśli ja i moi partnerzy się w tym odnajdujemy, czujemy wzajemną bliskość i kompatybilność, to cudownie! Po co rezygnować z czegoś, co nam służy i jest dla nas dobre? A wszystkie związki przechodzą przez okresowe trudności.  

Angażowanie się w związek emocjonalny, intymny i seksualny z kilkoma osobami wymaga chyba jakichś supermocy w czasach, kiedy ludzie nie potrafią stworzyć trwałej, solidnej relacji z jednym partnerem. Przy tym, ile pracujemy, jak rzadko się widujemy, funkcjonowanie w związku poliamorycznym brzmi jak utopia z folderu dla hippisów. 

E tam. Siadamy razem do stołu, robimy kontrakt i grafik. We wtorek jestem z Józkiem, w środę z Jankiem, w czwartek z Karoliną, a piątek jest czasem dla mnie. Jeśli akurat we wtorek Karolinie zachorował kot i potrzebuje mnie bardziej niż Józek, dzwonię do niego i tłumaczę sytuację, a on rozumie, bo: a. nie ma mnie na własność, b. nie jest o mnie zazdrosny, c. szanuje moje decyzje i wybory, d. wie, że Karolina mnie teraz bardziej potrzebuje i przecież to nie koniec świata.  

TODD KOROL/REUTERS/FORUM
Badania wskazują, że osoby niemonogamiczne są szczęśliwsze. Potwierdzeniem jest również szeroki uśmiech, z jakim Winston Blackmore (powyżej), oskarżony o posiadanie dwóch tuzinów żon, wchodzi do sądu w Cranbrook, Kanada, lipiec 2017 r.
TODD KOROL/REUTERS/FORUM

Sądzisz, że relacje niemonogamiczne sprzyjają równouprawnieniu?  

Wszystkie ruchy równościowe: ruch LGBT+, kinkowy, feministyczny, queerowy, poliamoryczny czy sekspozytywny tworzą ludzie, którzy kwestionują status quo. Więc pewnie stąd założenie, że relacje niemonogamiczne mogą być istotnym czynnikiem w dążeniu do równouprawnienia, ale wolałabym nie uogólniać, bo we wszystkich grupach społecznych wiele zależy od refleksyjności jednostek.  Związki poliamoryczne wpływają przede wszystkim na świadomość siebie, uważność i rozwijanie kompetencji miękkich, jak choćby komunikacja. Tradycyjne związki monogamiczne zakładają, że dwoje ludzi będzie ze sobą do końca życia w niezmienionej formie, ignorują płynność relacji, możliwość rozstania się ze względu na czynniki zewnętrzne i wewnętrzne. W każdej relacji może dojść do rozwoju, ale i do samounicestwienia.  

W Stanach przebadano ponad cztery tysiące osób w związkach poligamicznych. Mówię tu o podłużnym studium Rubina, który badał pary niemonogamiczne w przeciągu wielu lat. Wyniki były spektakularne. Okazało się, że poliamoryści są bardziej zadowoleni z życia niż monogamiści. Dodatkowo polikobiety miały znacząco większe poczucie równości w małżeństwie.

Kiedy w relacji panuje przejrzystość i nazywamy rzeczy po imieniu (bo wiemy, że jeśli nasz związek ma przetrwać, musimy być transparentni), rośnie poczucie bliskości z partnerem czy partnerką, a więc też poczucie zadowolenia. Angażujemy się, ale nie działamy na autopilocie, nie wchodzimy w schematy. Poliamoria daje możliwość otwartego przyznania przed samym sobą, że się kogoś bardzo kocha, ale bez zakładania, że ta osoba da nam absolutnie wszystko w każdym momencie życia. Tym samym normalizujemy poczucie wstydu i żyjemy ze zgodą na ewentualność, że inni ludzie też będą dla nas atrakcyjni. Nie musimy nic z tym faktem robić. Możemy co najwyżej być gotowi na szczere stawianie czoła życiowym wyzwaniom. 

Czego monogamiści mogliby się nauczyć od poliamorystów? 

Na pewno komunikacji, organizacji czasu, poszanowania faktu, że w życiu partnera są też inni ludzie i cieszenia się szczęściem drugiej strony. Poza tym tolerancji i przyzwolenia na frustrację, przyzwyczajenia do płynności związku i faktu, że nic nie jest na zawsze w zastałej formie. 

ROY SCOTT/IKON IMAGES/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Michał Niepytalski

Kogo ratować najpierw jeśli wszystkich się nie da

Nasze odruchy i intuicje etyczne bardzo zależą od tego, gdzie się kto urodził i w jakiej kulturze wychował - wynika z wielkiej, ogólnoświatowej ankiety, w której wzięły udział ponad dwa miliony ludzi
VALENTINA PETROVA/AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Łukasz Grzesiczak

Najbardziej skorumpowany kraj Unii

Wiktoria Marinowa to trzeci dziennikarz, który został zamordowany w Unii Europejskiej w przeciągu roku. Jej tragedia zwraca uwagę na sytuację w Bułgarii, najbiedniejszym i najbardziej skorumpowanym kraju wspólnoty
ALEKSANDRA SITKIEWICZ
SPOŁECZEŃSTWO
Wiktor Cyrny

Naprawdę piękny naród

Nasz naród się zgubił. Trzeba go poruszyć, zmusić do działania, zbawić. I oni to zrobią. Ale laski patrzą na nich z pogardą. Takie z nich Europejki, kobiety internacjonalnej wymiany, które wolą oddawać się erasmusom
EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Aleksander Piński

Na zakupach, czyli witajcie w matriksie

Żyjemy w zakupowym matriksie, w którym pod różnymi nazwami, w różnych opakowaniach i za diametralnie różne ceny sprzedaje się takie same - albo prawie takie same - produkty
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %