ZHAO HANRONG/PHOTOSHOT/REPORTER
ZHAO HANRONG/PHOTOSHOT/REPORTER

SPOŁECZEŃSTWO / 11:07,

Naga prawda o szatańskim Halloween

Amerykańskie Halloween, tak demonizowane przez wielu katolików, jest w praktyce ciepłym, rodzinnym świętem i budowaniem wspólnoty. Czyli tym, czego w Polsce dramatycznie brakuje

Stop Halloween! Nie zapraszajmy do siebie diabła - krzyczy portal Fronda.pl w tytule rozmowy z księdzem profesorem Markiem Łuczakiem.

Na zdjęciu powyżej: zakup dyni to żelazny punkt przygotowań do Halloween, Pomona, Kalifornia, październik 2015 r.

- Halloween to po prostu promocja satanizmu, wróżbiarstwa, okultyzmu, które są ekspozycją  szatana i jego sił – mówił kilka lat temu niejaki Jerzy Wolak, publicysta portalu Polonia Christiana, w radiowej Trójce

- Bawcie się duchami, wampirami, bawcie się z diabłem, a owoce wkrótce zaczniecie zbierać. Najpierw w postaci wizyt u psychiatry, czy to we własnej sprawie, czy w sprawie własnych dzieci, a potem skończyć możecie u egzorcystów. Kolejki do nich rosną i nie są to wymysły, ale fakty!

Ataki na amerykańską tradycję płyną nie tylko z obszaru ludowego polskiego katolicyzmu, ale również z wyżyn Watykanu. 

MARIO ANZUONI/REUTERS/FORUM
Wieczór halloweenowy w miasteczku Sierra Madre, Kalifornia, październik 2017 r.
MARIO ANZUONI/REUTERS/FORUM

W 2009 r. ówczesny papież Benedykt XVI stwierdził, że Halloween jest "antychrześcijańskie i niebezpieczne, promuje kulturę smierci i popycha nowe pokolenia w kierunku mentalności ezoterycznej magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych”. 

Zaprawdę powiadam wam, bracia i siostry, bardzo się mylicie! 

Gdyby przeczytać powyższe cytaty Amerykanom, wydałyby im się jakąś mroczną fantastyką. Mieszkałem kilka lat pod Waszyngtonem - w Arlington w stanie Virginia - i wspomnienia z halloweenowych wieczorów należą do najsympatyczniejszych, jakie przywiozłem z Ameryki.

Najważniejszym obyczajem halloweenowym jest tzw. trick-or-treating. Dzieci przebierają się za wiedźmy, wróźki, roboty, postacie z Gwiezdnych Wojen, superbohaterów, zwierzęta itd. Moje kilkuletnie córki w kolejnych latach występowały jako czarownica, papuga, dynia, motyl, sowa, kowbojka, kotek. 

W takich kostiumach dzieci chodzą - razem z rodzicami - po całym sąsiedztwie, od domu do domu, i sępią słodycze. Wystawiona dynia, tudzież inne bardziej wymyślne halloweenowe dekoracje, oznaczają, że dom przyjmuje gości (nota bene przygotowanie tradycyjnego dyniowego jacka-o-lantern, jest aktywnością wysoce prorodzinną - najpierw amerykańskie rodziny pielgrzymują na farmy dyniowe lub przynajmniej do supermarketu, żeby je kupić, a potem tatusiowe, w asyście swoich pociech, wycinaja w dyniach oczy i złośliwy uśmieszek, żeby na koniec wstawić do środką lampkę).

THAIER AL-SUDANI/REUTERS/FORUM
Amerykańska kultura podbija świat - dyniowy jack-o-lantern w kawiarni w Bagdadzie, październik 2017 r.
THAIER AL-SUDANI/REUTERS/FORUM

W dzielnicy Aurora Hills, w której mieszkaliśmy, ponad 90 proc. domów przyjmuje halloweenowe dzieci. Zwykle bardzo serdecznie, przekomarzając się z małymi psotnikami, którzy rezolutnie stukają do obcych drzwi - co od kilkuletniego dziecka zwykle wymaga zebrania w sobie odwagi - i wykrzykują absurdalne rymowanki w rodzaju "Trick or treat smell your feet, do you have something sweet?" ("Smakołyk albo psikus, powąchaj swoje nogi, czy masz dla mnie coś słodkiego?" - w tym roboczym tłumaczeniu się nie rymuje). 

To jedyny taki wieczór w roku, kiedy Aurora Hills, dzielnica idyllicznych amerykańskich domków jednorodzinnych, jest zatłoczona i tętni życiem. Rodziny mijające się na ulicy pozdrawiają się, żartują i komplementują przebrania. Stopniowo grawitują w stronę pewnego konkretnego domu, przy którym co roku odbywa się spontaniczne rodzinne halloweenowe party. 

Przed ten niezwykły dom zjeżdżają również gapie z innych dzielnic, z Waszyngtonu, nawet zagraniczni dziennikarze, których w stolicy USA jest bardzo wielu. Właściciel poświęca na halloweenową dekorację wiele dni i dolarów, a efekt jest naprawdę imponujący. Kościotrupy w ogrodzie grają w karty przy stoliku, z okna na pierwszym piętrze wyskakuje na miotle czarownica, itp.

Przez pierwsze lata myśleliśmy, że dom zamieszkuje jakiś ekscentryk, jeden ze świrów jakich w Ameryce nie brakuje. A potem go poznaliśmy - w małym protestanckim kościele, do którego zaczęliśmy chodzić.

Ma na imię Mike, jest emerytem, pracował w departamencie stanu w Waszyngtonie, w wydziale kontaktów z mediami. Jest uroczym starszym panem, który ma chłopięce zamiłowanie do gadżetów. Oprócz dekoracji halloweenowych - które co roku modyfikuje - buduje również makiety kolejowe, lepiej powiedzieć - małe światy ze stacjami kolejowymi, wzgórzami i miasteczkami, które przemierzają miniaturowe lokomotywy.

ARCHIWUM RODZINNE
Karolina Zawadzka, lat 2, przebrana za upiorną krówkę wybiera dekoracje halloweenowe, Waszyngton, październik 2012 r.
ARCHIWUM RODZINNE

Mike to wzorowy chrześcijanin, skory do pomocy, co niedziela w kościele razem z żoną Janet, która - dla odmiany - jest kobietą twardo stąpającą po ziemi i praktyczną, ale traktuje hobby męża z pobłażliwością. Wiem to wszystko, bo kilka razy byliśmy u Mike i Janet, oni też nas kilka razy odwiedzali. 

I tak wygląda, bracia i siosty, upiorne Halloween w dzielnicy Aurora Hills w miasteczku Arlington w stanie Wirginia. To - bez żadnej przesady - magiczny wieczór, być może jedyny taki w roku, kiedy ludzie z okolicy mają poczucie autentycznej wspólnoty.

Czy przeniesienie tej magii do Polski jest możliwe? Zapewne nie. Zwolennicy polskich tradycji, którzy obawiają się, że amerykańska kultura wyprze polskie zaduszki i Święto Zmarłych, mogą spać spokojnie. 

Choćby z tego powodu, że podmiejska Ameryka wygląda zupełnie inaczej niż w podmiejska czy wiejska Polska. Tam przestrzeń wokół domu jest otwarta. Nie ma żadnych ogrodzeń czy furtek, przebrane dzieci mogą bez problemu dojść do drzwi i zadzwonić czy zapukać. 

 Również mieszkańcy Arlington są znacznie bardziej sympatyczni i otwarci niż przeciętni Polacy. Co po części wynika z faktu, że ich roczne dochody to zwykle sześć cyfr w dolarach - w takich okolicznościach życiowych dużo łatwiej być sympatycznym. 

Dlatego wcale nie postuluję, żeby amerykańską podmiejską halloweenową rodzinną amerykańską idyllę na siłę odtwarzać czy promować w Polsce. Jedynie apeluję, żeby nie opowiadać bzdur, bracia i siostry, o ataku na kulturę chrześcijańską, kulturze śmierci czy diabelskich inicjacjach.

ROY SCOTT/IKON IMAGES/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Michał Niepytalski

Kogo ratować najpierw jeśli wszystkich się nie da

Nasze odruchy i intuicje etyczne bardzo zależą od tego, gdzie się kto urodził i w jakiej kulturze wychował - wynika z wielkiej, ogólnoświatowej ankiety, w której wzięły udział ponad dwa miliony ludzi
VALENTINA PETROVA/AP/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Łukasz Grzesiczak

Najbardziej skorumpowany kraj Unii

Wiktoria Marinowa to trzeci dziennikarz, który został zamordowany w Unii Europejskiej w przeciągu roku. Jej tragedia zwraca uwagę na sytuację w Bułgarii, najbiedniejszym i najbardziej skorumpowanym kraju wspólnoty
ALEKSANDRA SITKIEWICZ
SPOŁECZEŃSTWO
Wiktor Cyrny

Naprawdę piękny naród

Nasz naród się zgubił. Trzeba go poruszyć, zmusić do działania, zbawić. I oni to zrobią. Ale laski patrzą na nich z pogardą. Takie z nich Europejki, kobiety internacjonalnej wymiany, które wolą oddawać się erasmusom
EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Aleksander Piński

Na zakupach, czyli witajcie w matriksie

Żyjemy w zakupowym matriksie, w którym pod różnymi nazwami, w różnych opakowaniach i za diametralnie różne ceny sprzedaje się takie same - albo prawie takie same - produkty
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %