ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

SPOŁECZEŃSTWO / 16:00,

Spłódźmy razem, wychowajmy osobno

Nie chcę seksu. Tylko metoda kubeczkowa. Będę zabierać dziecko na weekendy. Ale między nami nic nie będzie. Lubię swoje życie i niepotrzebna mi żadna rewolucja

Z badań firmy Vitabiotics, prowadzonych w grupie wiekowej od 28 do 32 lat, wynika, że co druga kobieta, która nie znajdzie wymarzonego partnera, byłaby skłonna poprosić o wspólne spłodzenie dziecka bliskiego przyjaciela. Jeśli takiego nie ma, wypada poszukać kogoś, kto mógłby wypełnić zadanie. Pomocne są w tym strony internetowe typu co-parenting, czyli nowa moda, która przywędrowała do Polski z USA. Idea jest prosta: spłódźmy razem i wychowajmy osobno. 

 „Wychowajmy” to słowo klucz, bo idea niewiele ma wspólnego ze standardowym dawstwem nasienia. Mężczyzna nie pełni tu bowiem roli anonimowego nośnika materiału genetycznego - ma brać udział nie tylko w zapłodnieniu, ale i w (określonym wedle sztywnych, ustalonych wcześniej zasad) wychowywaniu. Nie razem, tylko osobno. 

Co więcej, potencjalny ojciec dziecka nie jest wyłącznie poszukiwany przez kobietę; ale niejednokrotnie sam poszukuje idealnej matki dla swojego potomka. Takiej, która z założenia nigdy nie będzie jego żoną ani kochanką, ani partnerką w tradycyjnym sensie.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

Czym zatem różni się co-parenting od tradycyjnego związku? Tym, że między rodzicami z założenia ma nie być romantycznej więzi. Mężczyzna z kobietą spotykają się tutaj w konkretnym interesie, który realizują z niemiecką precyzją. Ich wspólnym projektem jest dziecko. 

A skoro tak, to nie może być byle jakie. Na stronach typu robimydzieci.pl znajdziemy barwne anonse, których autorzy przerażającą wagę przykładają do genów. 

W rodzinie kandydata/kandydatki nie może być żadnych chorób co najmniej trzy pokolenia wstecz. Sylwetka ma być zgrabna, a karnacja, włosy, oczy - wyłącznie określonego koloru.

Predyspozycje intelektualne są również istotne, a samo wykształcenie wyższe może już nie wystarczyć. Często musisz udać się na test IQ, udowodnić znajomość języków, dowieść, że masz poczucie humoru. 

Tylko dobre geny 

Dobre wyniki badań to elementarny wymóg, a jakiekolwiek nałogi (twoje albo przodków) z miejsca cię dyskwalifikują. Nie możesz też mieć przypadkowej grupy krwi - ta, którą będzie mieć dziecko, musi być częsta na wypadek potrzeby transfuzji. 

Oto jedna z ofert, którą dostałam, kiedy zarejestrowałam się na portalu coparentingowym: 

 „Hej, nie wiem, czy ktoś się już do ciebie zgłosił, ale może jednak spróbowałabyś ze mną? Tylko najpierw poprosiłbym Twoje wyniki badań i wymiary. Chcę wiedzieć, czy przypadkiem nie masz sylwetki jabłka albo gruszki. Szukam matki, która zna przynajmniej kilka języków i nie ma problemów z cerą. Bo wiesz, nie chcę, żeby dziecko miało z tego powodu problemy w szkole. Ja miałem i nie polecam”.

Oprócz cech wrodzonych liczy się też twoja kieszeń. Pracujesz w korporacji? Masz wzięcie. Ale często deklarowany wkład finansowy musisz potwierdzić podpisem.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

Warunki opieki nad dzieckiem też zwykle są uzgodnione na papierze. Planujesz dziecko z obcym człowiekiem - nikt nie zaufa ci na słowo, że nie znikniesz albo nie zaczniesz zgłaszać ponadprogramowych roszczeń. Niektórzy w ustalenia włączają notariusza. 

Wspólne mieszkanie ze współrodzicem rzadko jest pożądane. Częściej proponuje ci się, żebyś zamieszkał gdzieś obok. Dziecko zazwyczaj będzie mieszkać z matką, a ojciec będzie z doskoku. Zdarza się też, że rodzice są z innych miast - i w ogóle im to nie przeszkadza.

Metoda kubeczkowa

W tak specyficznych okolicznościach moment zapłodnienia jawi się jako kwestia techniczna. Seks w co-parentingu zdarza się rzadko, choć miewa zwolenników. Są oczywiście tacy, którzy liczą, że przed przejściem do prokreacji wykształcą między sobą jakieś uczucia. Zapoznają się, może polubią, poczują bliskość i współżycie seksualne nie okaże się dla nich czymś odrażającym. 

Inni po prostu uznają seks za sport. Jak wyjaśnił mi jeden z kandydatów na coparenting naszego hipotetycznego potomka: - Po co odbierać sobie chwilę przyjemności? 

Gdy jednak nie dochodzi do seksu, korodzice (ang. co-parents) wybierają inseminację. Albo medyczną, czyli wprowadzenie nasienia mężczyzny do macicy, szyjki macicy lub do jajowodu kobiety u lekarza. Albo w wersji chałupniczej, zwaną też metodą kubeczkową. Druga zwykle wygrywa, bo jest bezpłatna.

I tak oto, od wlania obcego nasienia obcego taty do obcego ciała obcej mamy powstaje zupełnie nowy człowiek. Co go czeka? Tego jeszcze nie wie nikt.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

Nie potrzeba dużo czasu, żeby projekt „Dziecko“ ruszył z miejsca. Wystarczy dobry profil na portalu coparentingowym. Jeśli w miarę atrakcyjnie się opiszesz, szybko staniesz się łakomym kąskiem dla poszukiwaczy komórek rozrodczych. Jesteś zasypywana/zasypywany ofertami, z których bije wstrząsająca ludzka samotność. 

Przedział wiekowy jest ogromny. Mieszczą się w nim ludzie, którzy usłyszeli już ostatni dzwonek, ale i tacy, dla których co-parenting to pomysł na życie już na etapie wchodzenia w dorosłość.

Piszą mężczyźni po pięćdziesiątce, którym nie udało się spotkać „nikogo OK”, ale i młodsi (rekordzista z mojej skrzynki odbiorczej miał 19 lat), którzy „chcą dziecka już na studiach”. Odzywają się kobiety (bo w swojej wcieleniowej prowokacji udawałam też mężczyznę) po dwudziestce czy tuż przed czterdziestką. 

Pokolenia Y i Z

Lęk przed samotnością to niejedyny powód do wchodzenia w układ, który na pierwszy rzut oka wydaje się desperacki. Świat się zmienia; być może tak z instynktem rodzicielskim radzą sobie milenialsi i postmilenialsi, czyli przedstawiciele pokolenia Y (urodzeni w latach 1980-2000), a czasem nawet Z (po 2000 r.), dla których znamienny jest właśnie lęk przed odpowiedzialnością. 

Milenialsi (i ich nieco młodsi następcy) stawiają na samorozwój i pasje. Jak pisze Justyna Szymczyk dla Poradnika Przedsiębiorcy: „Uwielbiają niezależność i są mobilni. Nie jest dla nich istotne szybkie usamodzielnienie się, a wielu z nich długo mieszka z rodzicami. Cenią wolny czas i nie wyobrażają sobie, że mogliby go nie posiadać”. Wizja wspólnego zamieszkania i wychowywania dziecka w atmosferze kompromisu zdaje się więc wobec nich trudna do przyjęcia. 

Potwierdzeniem tej teorii są ogłoszenia coparentingowców. Często przebija w nich przekonanie, że wychowywanie dziecka to tylko przyjemność i zabawa, a wartość ciężkiej pracy przy dziecku pozostaje daleko w ich cieniu. 

W konkursie na najbardziej infantylne deklaracje wygrywają mężczyźni. To w ich anonsach czytamy najczęściej o „kupowaniu zabawek i niczym poza tym”. W ogłoszeniach kobiet wyczytać można nieco więcej odpowiedzialności, ale wizja kupowania maleńkich bucików wciąż pozostaje na pierwszym planie.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

Z tezą, że co-parenting wykwitł na gruncie specyficznych cech pokoleniowych, nie zgadza się seksuolog dr Andrzej Komorowski. Twierdzi, że zjawisko co-parentingu nie jest w świecie niczym nowym. 

- Takie tendencje były, ale teraz, wraz z zaistnieniem mediów społecznościowych i internetu, pojawiła się możliwość ogłoszenia tego problemu - powiedział w rozmowie z Holistic News. - Kiedyś nikt oczywiście nie pisał tego wprost - wszyscy oficjalnie szukali pani do towarzystwa, a nie matki dla dziecka, ale to działo się od prawieków. 

Kwestie pokoleniowe nie pozostają jednak na to zjawisko bez wpływu, bo - jak twierdzi dr Komorowski - to standard, że ludzie powielają schematy postępowania rodziców. 

- Jeżeli ktoś był wychowywany tylko przez matkę, którą zostawił mąż, to matkę idealizuje, a ojca nie znosi. Na tej podstawie nie jest w stanie dążyć do czegoś naturalnego, czyli do zapewnienia własnemu dziecku obojga rodziców, bo nie wydaje mu się to konieczne.

Dziedziczenie dysfunkcji

Takie kalkowanie doświadczeń i błędów rodziców nie dzieje się - niestety - do końca świadomie. Gdyby tak było, każdy sam doszedłby do wniosku, że wychowanie się wśród jakichś dysfunkcji i wyjście z nich jakkolwiek cało, nie jest powodem, żeby te dysfunkcje powielać. Jeśli tonąłeś, ale udało ci się ocaleć, nie wrzucisz własnego dziecka do głębokiego jeziora tylko dlatego, że jest szansa, że też sobie poradzi. Dla własnych dzieci chcemy zazwyczaj lepszej przyszłości niż nasza przeszłość. 

Szkopuł w tym, że co-parenting funduje im wzrastanie w rodzinie z gruntu rozbitej.

- Trudno to nawet nazwać rozbitą rodziną - podkreśla w rozmowie z Holistic News psycholog dziecięcy Aleksandra Piotrowska - bo rodzina nigdy nie powstała. To jest dziecko, które od samego początku wzrasta w rodzinie niepełnej. Bo przecież rzecz ogranicza się jedynie do aktu spłodzenia. Nawet jeśli matka stara się dać mu wszystko, co tylko dać może, nie jest w stanie zastąpić mu ojca, którego nie ma w domu. 

 Optymalne, zdaniem Piotrowskiej, jest wzrastanie i z mamą, i z tatą, czy ogólniej rzecz biorąc, wzrastanie wtedy, gdy dziecko dysponuje więcej niż jednym dorosłym dbającym o jego potrzeby.

- Jeśli ktoś intencjonalnie urządza życie dziecku w niepełnym składzie rodzinnym, to tak naprawdę bardziej myśli o zaspokojeniu swoich potrzeb niż potrzeb dziecka. Jestem temu z założenia przeciwna. Bez wątpienia kontakt weekendowy z ojcem jest lepszy niż brak kontaktu w ogóle, ale przecież wszyscy wiemy, że zajmowanie się dzieckiem jest pracą praktycznie 24 h na dobę. I dla jednej osoby nawet tylko pięć dni w tygodniu to naprawdę przeogromne obciążenie. Czemu z założenia wchodzić w taką sytuację? Nie mogę zrozumieć.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

Amerykańscy entuzjaści co-parentingu twierdzą jednak, że standardowy model - w którym dwoje ludzi chce być razem i mieć dziecko - jest wersją wyidealizowaną, która prawie nie występuje w przyrodzie. Racjonalny, wyrachowany dobór partnerów w co-parentingu rzekomo wzmacnia i utrwala związek, dając mu solidne podstawy. A życie erotyczne każde z rodziców może realizować tak, jak chce i z kim chce. 

W rozmowie z portalem Na Temat psycholog Radosław Jerzy Utnik wyjaśniał: – W psychologii to, co potocznie nazywamy miłością, definiuje się za pomocą trzech elementów: sfery erotycznej, przyjaźni oraz woli trwania związku. Zdarza się, że związki są niepełne, bo nie spełniają wszystkich trzech warunków, ale trwają, bo zaspokajają przynajmniej część potrzeb. Mamy więc białe małżeństwa, kilkumiesięczne romanse bez szans na dalsze trwanie albo związki oparte tylko i wyłącznie na seksie. Można więc sobie wyobrazić, że ktoś nie potrzebuje ani przyjaźni, ani seksu, ani trwałej, bliskiej relacji, ale jednocześnie chce mieć dziecko.

Chcą mieć dziecko, ale czy dziecko chce takich rodziców? Seksuolog dr Andrzej Komorowski: 

 - Nie chciałbym oceniać czyjejś moralności. Ale gdyby dziecko było tu na pierwszym planie, ludzie chcieliby, żeby miało oboje rodziców na miejscu. A jeżeli ktoś ma dziecko dla siebie, a nie dla dziecka, może mieć problemy z byciem odpowiedzialnym rodzicem. Choć nie musi. 

Po stronie dzieci opowiada się też psycholog Aleksandra Piotrowska. Jej zdaniem zawsze istnieje ryzyko, że samotny rodzic najzwyczajniej w świecie sobie nie poradzi.

- A wtedy dziecko nie otrzyma tyle czasu, uwagi i starań, ile powinno otrzymać, aby jego rozwój dobrze przebiegał. Pewne ludzkie potrzeby mogą w ogóle u dziecka nie zostać rozwinięte, np. potrzeba sukcesu i osiągnięć. Może to doprowadzić, choć oczywiście nie musi, do mniejszego poczucia własnej wartości czy kiepskiej samooceny. A to jest zawsze duże utrudnienie na dalsze życie.

Strach przed marzeniami

Młody człowiek - to wniosek z książki “Toksyczna miłość” Pii Mellody - który nie będzie odczuwać miłości obojga rodziców, nauczy się wypierać swoje potrzeby, a potem wręcz kwestionować to, co czuje i czego chce. Będzie tak bardzo pragnąć ciepła, którego zabrakło mu w dzieciństwie, że w dorosłym życiu zadowoli się byle czym, uważając, że na nic lepszego nie zasługuje. 

Jest duże ryzyko, że dziecko z założenia traktowane jako projekt, w dorosłym życiu wyląduje na kozetce u terapeuty. 

Psycholog Radosław Jerzy Utnik, Na temat.pl: – Z punktu widzenia dziecka sytuacja dorastania w modelu typu „co-parenting” jest trudna nie tylko dlatego, że rodzice mogą np. nie mieszkać razem lub nie najlepiej się dogadywać. Problemy wywoływać będzie też fakt, że taki model rodziny jest nietypowy. Dziecko, obserwując rówieśników żyjących w tradycyjnych rodzinach, będzie zdezorientowane.

ALEKSANDRA SITKIEWICZ
ALEKSANDRA SITKIEWICZ

- Kiedyś to zjawisko miało inny wymiar – dodaje dr Komorowski. - Ludzie wstydzili się, że umówili się tylko po to, żeby spłodzić dziecko, więc udawali, że spotkali kogoś, do kogo natchnęła ich miłość, a kto potem zostawił ich z dzieckiem. Bo jeżeli mama położyła swoją cnotę na ołtarzu miłości albo pięknej przygody i została oszukana przez chłopaka łobuza, to można o tym opowiadać nawet w rodzinie. 

Dzisiaj ludzie też się wstydzą i obawiają, ale czego innego. Porażki. Publicznego przyznania się, że coś poszło nie tak. Obezwładniający lęk, że może się nie udać, wygrywa z marzeniami o fajnym, normalnym życiu. Niektórzy w ogóle wolą nie podejmować ryzyka i rezygnują z tych marzeń – stąd co-parenting. 

Związek obliczony jedynie na spłodzenie dziecka wygląda lepiej niż stracona wielka miłość z komentowaną szeroko zmianą statusu na Facebooku. Gorzki morał może nadejść nawet dopiero po latach, kiedy w ręce dorosłego już dziecka wpadną maile taty do mamy (lub odwrotnie): 

„Cześć. Widziałem twoje ogłoszenie. Chcę, żebyś była mamą dla mojego syna. Oferuję zabawki, dokładanie się do wydatków, ale nie chcę, żebyś siedziała mi na głowie. To będzie jasny układ, podpiszemy umowę. Adam”.

„Cześć, chcę się upewnić, czy Twoja propozycja dotyczy dziecka bez seksu. U mnie w grę wchodzi tylko metoda kubeczkowa. Dziecko będzie mieszkać u Ciebie, a u mnie będzie na weekendy plus wakacje. Ale między nami nic nie będzie. Nie chcę się z nikim wiązać. Lubię swoje życie i niepotrzebna mi w nim żadna rewolucja”.

„Karolino, marzę o synku i widzę, że możesz mi takiego dać. Ze swojej strony obiecuję, że będę się z nim bawił. Nie musisz się martwić, dziecko będzie mnie znać. Ale od razu ostrzegam, że nie będę przewijał i niańczył - to nie moja bajka”.

RAFAEL MARCHANTE/REUTERS/FORUM
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Więzienie leczy pracoholików

Zamiast słonecznej plaży – surowa więzienna cela. W Południowej Korei powstał ośrodek, w którym pracownik może "za kratkami" odpocząć od pracy i przemyśleć swoje życie
PIOTR KAMIONKA/REPORTER
SPOŁECZEŃSTWO
Michał Niepytalski

Koniec bajek o bohaterach

Podobno żyjemy w najlepszych, najbardziej moralnych czasach. Dlaczego więc szukamy bohaterów w odległej przeszłości? Przecież oni - gdyby żyli dziś - byliby uznani za zbrodniarzy, zboczeńców lub rasistów
KATERINA SULOVA/PAP/CTK
SPOŁECZEŃSTWO
Łukasz Grzesiczak

Czechy: tańsza taksówka dla seniora

Niemal co piąty Czech skończył 65 lat. Czeskie miasta prześcigają się w pomysłach, jak ułatwić życie swoim seniorom. Popularność zyskują dofinansowywane przez samorządy taksówki dla najstarszych
KATE HOLT/EAST NEWS
SPOŁECZEŃSTWO
Holistic News    

Walka z małżeństwami dzieci

W Etiopii w ciągu dekady odsetek dziewcząt wychodzących za mąż przed 18. rokiem życia spadł z 60 do 40 proc. Kraj jest wzorem dla całej Afryki, w której problem małżeństw niepełnoletnich jest ciągle palący
Więcej
Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia.
OK

Logowanie

0 %