W mieście czujemy się coraz gorzej. Antropolodzy znają powód

Tłum ludzi na ruchliwym skrzyżowaniu w dużym mieście, otoczony hałasem, reklamami i intensywnym ruchem ulicznym.

Codzienność w mieście męczy nas bardziej, niż chcemy to przyznać. I nie chodzi o sam pośpiech czy korki. W tle działa mechanizm, który nasze ciało odbiera jak coś znacznie poważniejszego — i reaguje na to tak, jakby żyło w stanie ciągłego zagrożenia.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Codzienny stres, który nie odchodzi

Wychodzisz z biura po ciężkim dniu. Męczące spotkania i trudna rozmowa z szefem bardzo cię dziś wymęczyły. Wsiadasz do auta, w drodze powrotnej do domu korek, niedaleko dwa auta trąbią na siebie nawzajem. Przy drodze reklamowe billboardy krzyczą do ciebie hasłami. To nie koniec stresu – przed wyjściem do pracy pokłóciłeś się z mężem lub żoną, po powrocie do domu trzeba będzie kontynuować trudną rozmowę. Czy człowiek w ogóle jest w stanie żyć w takim zgiełku i stresie?

Stres w życiu człowieka – dlaczego ewolucja nie nadąża?

Zdaniem antropologa Colina Shawa z Uniwersytetu w Zurychu – nie. Nasza ewolucja nie przystosowała nas do takiego życia. Żeby to wyjaśnić, badacz przywołuje przykład lwa. „Nasi przodkowie byli dobrze przystosowani do radzenia sobie z ostrym stresem, by uniknąć drapieżników lub się z nimi zmierzyć” – wyjaśnia badacz. „Lew pojawiał się od czasu do czasu i musiałeś być gotowy się bronić lub uciec. Kluczowe jest to, że lew w końcu odchodził”.

Według Shawa to, co dzisiaj jest lwem – stresujące sytuacje w pracy czy związku, zgiełk miasta, krzykliwe reklamy, korki itp. – nie odchodzi nigdy. Nasze organizmy są stale nastawione na stresujące bodźce. Człowiek prehistoryczny groźnego drapieżnika spotykał od czasu do czasu. I radził sobie ze stresem, który był z tym związany. Współcześni ludzie niestety nie potrafią. I Shaw postanowił udowodnić to badaniami, opublikowanymi niedawnoBiological Reviews.

Świat poszedł do przodu, ludzkość została w tyle

Colin Shaw, wraz z Danielem Longmanem z Loughborough University, prezentują przegląd badań, który udowadnia, że człowiek nie jest ewolucyjnie przystosowany do współczesnego świata. Naukowcy przyznają, że w przeciągu ostatnich 200 lat ludzkości udało się osiągnąć naprawdę dużo, a industrializacja jest niesamowitym osiągnięciem. Ma ona jednak swoją cenę.

Ostatnie dwa wieki to niesamowicie szybki rozwój technologiczny – od prymitywnych silników parowych do komputerów i internetu. Ludzka ewolucja ma jednak znacznie wolniejsze tempo. Adaptacja biologiczna jest rozpisana na dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy lat. Nasze ciała po prostu nie nadążają za tym szybkim rozwojem.

Zgubne skutki zbyt wolnej ewolucji

Shaw i Longman jako przykłady przywołują spadek płodności na świecie, coraz więcej chorób autoimmunologicznych i zaburzenia funkcji poznawczych w środowiskach miejskich. Antropolodzy wskazują na przykład, że od lat 50. XX wieku znacząco spadła liczba i ruchliwość plemników u mężczyzn. Powodem jest najpewniej szersze stosowanie pestycydów i obecność mikroplastików w żywności.

Brutalna adaptacja zamiast powolnej ewolucji

Gdyby te zmiany następowały wolniej, prawdopodobnie nasz gatunek mógłby się na nie ewolucyjnie uodpornić. Shaw z resztą argumentuje, że obserwowane przez nas reakcje stresowe mogą być formą adaptacji – jeśli w wyniku wpływu chronicznego stresu ludzie umierają, teoretycznie przetrwają tylko ci, którzy najlepiej sobie z nim radzą.

Antropolog podkreśla jednak, że przyjęcie takiej filozofii nie jest dobrym pomysłem. Tego typu selekcja naturalna przyniesie bowiem skutek po tysiącach lat, a nie możemy po prostu pozwolić ludziom umierać ze stresu przez ten czas. Co więc możemy zrobić, aby lepiej radzić sobie ze światem, który wyprzedził nasze organizmy?

Miejski stres – jak wpływa na życie człowieka?

Shaw i Longman zwracają uwagę, że ok. połowa populacji ziemskiej żyje dziś w aglomeracjach miejskich. W 2050 roku ma być to już dwie trzecie ludzkości. Pełna szumu i zgiełku oraz innych stresogennych bodźców miejska przestrzeń nie działa na nas pozytywnie. Zdaniem Shawa niezbędny jest powrót do natury.

Natura jako remedium

Antropolog przeprowadził eksperyment, w którym 160 osób spędziło trzy godziny w lasach iglastych i liściastych oraz w zuryskiej dzielnicy Hardbrücke – typowym zurbanizowanym obszarze. Efekty? W lesie ludzie wykazywali niższe ciśnienie krwi, lepszą odpowiedź immunologiczną i poprawę stanu psychicznego. W mieście? Wyższe ciśnienie i silne reakcje stresowe.

Shaw i Longman w swoim tekście przytaczają wiele innych badań, które udowadniają szkodliwy wpływ zurbanizowanej przestrzeni na ludzki organizm i psychik, a także zbawczy wpływ przestrzeni zielonych. Badacze rekomendują fundamentalną zmianę w naszym podejściu do natury – traktowanie jej jako kluczowego czynnika zdrowotnego. Nie przyspieszymy naszej ewolucji, ale nasze warunki życia mogą być bardziej podobne do takich, w jakich żyli nasi przodkowie. Przyroda jest właśnie takim azylem, w którym wywołujący stres „lew” nie towarzyszy nam na każdym kroku.

Więcej o tym, jak możesz pozytywnie wpłynąć na swój organizm, znajdziesz na kanale Holistic News na YouTube:

Sprawdź artykuł: Szybkie tempo współczesnego życia zaburza nasze poczucie czasu. Pomóc może obcowanie z naturą


Black Friday & Cyber Monday

Black Friday przez cały listopad! -20% na cały koszyk z kodem: BLACK20
Do zobaczenia!
Księgarnia Holistic News

Opublikowano przez

Maciej Bartusik

Dziennikarz


Dziennikarz, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doświadczenie zdobywał w radiu i mediach internetowych. Na koncie ma dziesiątki publikacji na temat nowych technologii i eksploracji kosmosu. Zainteresowany współczesną energetyką. Wielbiciel włoskiej kuchni, szczególnie makaronu w każdej postaci.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.