AI przyłapana na kradzieży. To będzie dowód w sądach

Badanie wykazało, ze AI kopiuje książki

Miały się uczyć i generować treści, nie kopiować. A jednak Harry'ego Pottera znają na pamięć. Doniesienia z początku 2026 roku ujawniają szokującą zdolność najpotężniejszych modeli językowych do odtwarzania chronionych książek niemal słowo w słowo. Ta jedna umiejętność może zaważyć o przyszłości całej branży AI i kosztować ją miliardy.

Giganci AI oskarżani o łamanie praw autorskich

Przełomowe badania nad modelami językowymi mogą stać się dowodem w procesach o naruszanie praw autorskich przeciwko gigantom sztucznej inteligencji – donosi serwis futurism.com. Sprawa wykracza daleko poza kwestie techniczne. Chodzi o fundamentalne pytanie: czy trenowanie AI na wszystkim, co jest w internecie, to postęp technologiczny, czy masowe piractwo? Sądy w USA i na świecie szukają na to odpowiedzi. Stawką w grze są wielkie pieniądze i przyszłość całej branży AI.

Sztuczna inteligencja czy inteligentna kserokopiarka?

Od początku rewolucji AI firmy takie jak OpenAI, Google czy Anthropic przekonują, że ich modele nie „kopiują” chronionych materiałów, lecz „uczą się” z nich na wzór ludzkiego umysłu. Co oznacza, że wychwytują one koncepcje, styl i związki, by z nich wygenerować coś zupełnie nowego. Ta argumentacja to podstawa dla prawników zatrudnionych przez gigantów AI do tworzenia strategii obrony w dziesiątkach pozwów o gigantyczną kradzież intelektualną.

Cała strategia opiera się na amerykańskiej doktrynie „dozwolonego użytku” (fair use). Sam Altman, szef OpenAI, stwierdził wręcz, że dla branży będzie „po wszystkim”, jeśli nie będzie mogła swobodnie korzystać z chronionych danych.

Strategia ta zawiedzie, jeśli da się dowieść, że to „uczenie się” sztucznej inteligencji to w dużej mierze iluzja.

Szokujące wyniki: modele AI kopiują całe książki

Nowe badanie naukowców ze Stanford i Yale dostarcza mocnych argumentów przeciwko retoryce gigantów AI. Przebadano cztery czołowe modele: GPT-4.1, Gemini 2.5 Pro, Grok 3 i Claude’a 3.7 Sonnet. Wyniki są druzgocące.

Claude odtworzył całe książki z dokładnością sięgającą 95,8 proc. Gemini z prawie 77 proc. dokładnością „wypluł” duże fragmenty Harry’ego Pottera. Ten sam Claude z precyzją ponad 94 proc. zreprodukował Rok 1984 Orwella. Naukowcy są pewni – z modeli można wyodrębnić ogromne ilości chronionego tekstu.

Jak wydobywa się „wspomnienia” AI?

Badacze użyli zaawansowanej techniki „Best-of-N”. To swego rodzaju „przeszukiwanie pamięci” modelu. Metoda ta polega na wielokrotnym zadawaniu tego samego pytania i wybieraniu najbardziej prawdopodobnej odpowiedzi.

Firmy AI w sądach nazywają taki sposób korzystania z AI „nienaturalnym użytkowaniem” i „łamaniem zabezpieczeń”. Twierdzą, że zwykli użytkownicy tak nie postępują. Dla prawników kluczowy jest jednak sam fakt, że jest jest to w ogóle możliwe. Jeśli model może odtworzyć oryginalny tekst w całości, to znaczy, że dane są w nim zapisane w formie gotowej do kopiowania.

Taki wniosek podważa narrację, że działanie AI jest analogiczne do ludzkiego uczenia się. I czyni z nowej technologii bardziej technicznie zaawansowaną kserokopiarkę.

„Dymiący pistolet” w sądowej bitwie

Dla autorów i wydawców, te odkrycia to mocny argument. Alex Reisner z The Atlantic ocenia je bezlitośnie:

„To dowód, który może oznaczać ogromną odpowiedzialność prawną i kosztować branżę miliardy w odszkodowaniach”.

A to oznacza, że wyniki tych badań mogą być na sali sądowej jak „dymiący pistolet” czy przyłapanie sprawcy na gorącym uczynku. Mogą posłużyć jako dowód, że AI kopiuje książki i rozpowszechnia jej bezprawnie. Branża – świadoma poważnych konsekwencji – już szuka zabezpieczeń. Open AI zawiera na przykład umowy licencyjne z dużymi wydawcami. Inżynierowie pracują nad systemami, które mają „zapominać” chronione treści.

Jednocześnie rośnie presja regulacyjna – unijny AI Act już wymaga ujawniania, jakie materiały posłużyły do „treningu” modeli sztucznej inteligencji.

Przyszłość AI na rozdrożu

Ostateczna decyzja sądów zadecyduje nie tylko o miliardach dolarów, ale o samym modelu rozwoju sztucznej inteligencji. Czy będzie to ścieżka oparta na licencjach i kompromisach, czy może rewolucyjna zmiana w pojmowaniu praw autorskich? Czas pokaże. Badania, jak to ze Stanford i Yale, dostarczają sędziom bardzo konkretnego materiału dowodowego do rozstrzygnięcia tej historycznej sprawy.

Przeczytaj także: Boom na AI grozi przeciążeniem sieci. Big Tech sięga po atom


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.