Prawda i Dobro
„On mówi tak, że chcę go słuchać”. To nie kwestia idealnej mowy
22 marca 2026

Łatwo dostrzegać autorytaryzm u innych. Trudniej zauważyć go tam, gdzie czujemy się moralnie pewni. Tymczasem badania pokazują, że potrzeba kontroli i „jedynie słusznych racji” może pojawiać się po każdej stronie. Także tej, która mówi językiem troski i równości.
Autorytaryzm to zestaw przekonań i cech, które łączą się w potrzebę silnej władzy, porządku i podporządkowania. W praktyce oznacza to uległość wobec „naszego” autorytetu (lidera, państwa, partii) oraz chęć do karania i wykluczania osób uznanych za „wrogów”. Z autorytaryzmem wiąże się przekonanie, że świat powinien być jasno uporządkowany, a sprzeciw wobec „jedynie słusznych” norm jest groźny. Powszechna jest też skłonność do myślenia w kategoriach „my — oni” i moralnego absolutyzmu.
W debacie publicznej słowo „autorytaryzm” niemal automatycznie kojarzy się z prawicą: nacjonalizmem, silnym przywódcą i konserwatywnym „twardym porządkiem”. Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że autorytaryzm ma także lewicowe oblicze – równie skłonne do ograniczania wolności, karania przeciwników i moralnego szantażu.
W pewien sposób uwagę na ten problem zwracają Jonathan Haidt i Greg Lukianoff, autorzy The Coddling of the American Mind analizujący, dlaczego w latach 2013–2018 na amerykańskich kampusach uniwersyteckich wybuchła fala protestów przeciwko wykładowcom i zaproszonym prelegentom. Wskazują powody tworzenia się nowego autorytaryzmu myślowego, kulturowego i intelektualnego, wyrastającego niekiedy z dobrych intencji, ale prowadzącego do tłumienia wolności słowa.
Przełom w tej kwestii przyniosły badania Thomasa Costella z 2022 roku, które potwierdziły empirycznie istnienie lewicowego autorytaryzmu w krajach zachodnich. Pokazały one jednocześnie, że ma on wspólne jądro z autorytaryzmem prawicowym: dogmatyzm, sztywność poznawczą, agresję i przekonanie, że świat jest niebezpieczny.
Klasyczny prawicowy autorytaryzm obejmuje posłuszeństwo tradycyjnym władzom (państwo, religia), agresję wobec „grzeszników” i sztywny konserwatyzm. Lewicowy autorytaryzm działa symetrycznie, ale w lewicowym kierunku. Charakteryzuję się uległością wobec postępowych autorytetów (naukowców, aktywistów czy liderów lewicy), agresją przeciwko hierarchiom (chęcią siłowego obalenia istniejącego porządku), cenzurą prewencyjną oraz odrzuceniem tradycyjnych norm.
Najnowsze badanie, opublikowane w Personality and Individual Differences, koncentruje się nie na tym, co lewicowi i prawicowi „autorytaryści” myślą, ale jakie taktyki społeczne stosują, żeby wpływać na innych. W badaniu wzięło udział blisko pół tysiąca dorosłych obywateli USA, którzy wypełniali anonimowe kwestionariusze mierzące poziom lewicowego i prawicowego autorytaryzmu. Jednocześnie pytano ich jak często stosowali w przeszłości różne taktyki autoprezentacji – od przepraszania i przyjmowania roli „moralnego wzoru” po wymówki, zastraszanie, przesadne chwalenie się czy odrywanie roli „ofiary”.
Wyniki okazały się zaskakujące dla tych, którzy utożsamiają lewicowość z altruizmem. Okazało się bowiem, że osoby o wysokim poziomie lewicowego autorytaryzmu częściej deklarowały używanie egoistycznych i oportunistycznych taktyk społecznych. Natomiast prawicowy autorytaryzm w ogóle nie wiązał się z tymi konkretnymi strategiami.
Z badania wynika, że lewicowi „autorytaryści” częściej niż inni deklarowali, że sięgają po wymówki i usprawiedliwienia oraz chętnie podkreślają swoje szczególne uprawnienia – w stylu „należy mi się”. Częściej stosowali też taktyki zastraszania i wywierania presji, łączyli je z przesadną autopromocją i tendencją do zaniżania własnych możliwości, by wytłumaczyć ewentualne porażki. Dodatkowo częściej niż pozostali badani grali na litości, kreując się na osoby szczególnie potrzebujące pomocy.
Jednocześnie rzadziej sięgali po „cnotliwe” taktyki autoprezentacji – takie jak przepraszanie, przyznawanie się do błędu czy budowanie pozycji poprzez bycie „moralnym wzorem”. Z perspektywy psychologicznej oznacza to profil, w którym wizerunek „zaangażowanego progresisty” może maskować twardy, instrumentalny sposób traktowania innych i silne skupienie na własnym interesie.
Szczególnie interesujący wydaje się kontrast z prawicowym autorytaryzmem, który nie był istotnie powiązany z tymi samymi egoistycznymi taktykami społecznymi. Innymi słowy, „autorytaryści” prawicowi nie wyróżniali się szczególnie częstym stosowaniem wymówek, zastraszania czy grania na litości. Za to częściej stosowali „cnotliwe” taktyki, takie jak przepraszanie czy bycie wzorem.
Dopiero gdy rozbije się prawicowy autorytaryzm na węższe komponenty, widać więcej podobieństw. Obie formy autorytaryzmu łączy potrzeba silnej kontroli, skłonność do karania przeciwników, moralny absolutyzm i niechęć do pluralizmu. Różnią się natomiast treścią, kierunkiem pożądanej zmiany, a także stylem gry społecznej. Jak pokazało badanie, to lewicowy, a nie prawicowy autorytaryzm, okazał się wyraźnie powiązany z egoistycznymi i oportunistycznymi strategiami autoprezentacji.
Ustalenia te wytrącają lewicy z rąk wygodny mit, że „tylko prawica ma problem z autorytaryzmem”. Z psychologicznego punktu widzenia autorytaryzm jest wzorem osobowości, który może wypełniać się różnymi treściami – konserwatywnymi albo postępowymi – ale jego skłonność do uciszania, moralnej przemocy i manipulacji innymi pozostaje.
W mediach krytyce poddaje się głównie autorytaryzm prawicowy. Łatwo jednak przeoczyć, że lewicowy autorytaryzm może być równie groźny, a w pewnych obszarach nawet bardziej bezwzględny i mniej humanitarny w praktyce relacji międzyludzkich. Zwłaszcza gdy egoistyczne, manipulacyjne taktyki są przykryte językiem troski o wykluczonych, równość czy „sprawiedliwość dziejową”.
Amerykańskie badanie pokazuje, że lewicowy autorytaryzm – opierający się na egoizmie, braku empatii i oportunizmie – jest bardziej manipulacyjny w codziennym życiu. Fakt ten pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre środowiska tak szybko przechodzą od haseł o miłości do zastraszania i cancel culture. Pomaga też przewidywać zachowania w mediach społecznościowych i polityce.
Nie oznacza to, że prawicowy autorytaryzm jest „lepszy”. Autorytaryzm – niezależnie od strony – zawsze niszczy relacje i społeczeństwo. Jeśli traktujemy demokrację poważnie, musimy być gotowi przyglądać się autorytarnym tendencjom niezależnie od tego, czy pojawiają się one pod hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”, czy pod flagą równości i postępu. Autorytaryzm po „naszej stronie” nie jest mniej niebezpieczny – bywa po prostu trudniejszy do zauważenia.
Przeczytaj również: Lewica czy prawica? Naukowcy zbadali, kto częściej popiera przemoc
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: