Nauka
Skan skóry wykrywa choroby serca. Kiedy trafi do gabinetów?
05 lutego 2026

Chcesz zmiany, a mimo to robisz wszystko, żeby do niej nie doszło? Odkładasz ważne decyzje, psujesz dobre relacje albo rezygnujesz tuż przed metą — i nie do końca wiesz dlaczego. To nie brak silnej woli, lecz mechanizm autosabotażu: cichy, sprytny sposób psychiki na ochronę przed lękiem i zranieniem. Paradoks polega na tym, że to, co miało nas chronić, często najbardziej nas ogranicza.
Chcesz zmienić pracę. Nie jesteś zadowolony z obecnych warunków, wynagrodzenia, ani atmosfery. Czujesz się zrezygnowany, wypalony, brakuje ci energii i pomysłów, więc chciałbyś zacząć nowy rozdział swojej pracy zawodowej w nowym miejscu. Ale…odkładasz aktualizację CV, „jeszcze się dokształcasz” bez realnego planu, i ciągle znajdujesz pilniejsze drobiazgi do wykonania.
Mimo tego, że zadanie wydaje się priorytetowe, to utrzymujesz cały czas niekomfortową, ale znaną ci sytuację, unikając tym samym lęku przed oceną w potencjalnie nowym miejscu pracy lub chronisz się przed potencjalnym odrzuceniem Twojej oferty.
Inny przykład: Czujesz się regularnie zraniona przez zachowanie któregoś członka Twojej rodziny. Może to być powtarzająca się krytyka albo brak wsparcia, którego oczekujesz i który byłby dla ciebie ważny. Ale nie mówisz o tym wprost, żeby „nie generować konfliktu”; tłumisz emocje w sobie i udajesz na zewnątrz, że wszystko jest w porządku.
W zamian za to reagujesz po czasie chłodem, ironią lub wybuchem z pozornie błahego powodu. Ukryta korzyść tej sytuacji to uniknięcie bezpośredniej konfrontacji tu i teraz. Cena, jaką płacisz to narastający dystans, poczucie bycia niezrozumianym i emocjonalne oddalenie.
Obydwie sytuacje ukazują działanie mechanizmu sabotażu w naszym życiu codziennym. Taka postawa ujawnia się, wtedy kiedy psychika chroni nas przed lękiem, przed odrzuceniem, przed eskalacją problemu, krótko mówiąc: przed pozornie – jeszcze trudniejszą sytuacją niż nasza obecna. W efekcie jednak nasz stan psychiczny i emocjonalny i tak się pogarsza.
Mechanizm autosabotażu polega na tym, że w sposób nieświadomy (czasami: częściowo świadomy) działamy przeciwko własnym celom, potrzebom lub dobru, mimo że deklarujemy, iż chcemy czegoś innego. To nie jest „zła wola”, głupota czy lenistwo, lecz zwykle strategia ochronna psychiki, wykształcona wcześniej w życiu. Jak to działa?
Najpierw pojawia się cel lub szansa, np. sukces zawodowy, bliska relacja, zmiana na lepsze, który budzi nasze nadzieje, aspiracje i oczekiwania. Ale równocześnie – z tą pozytywną konotacją – uruchamia się w nas lęk lub wewnętrzne przekonanie pt. „Nie zasługuję”, „Jeśli mi się uda, coś stracę”, „Lepiej nie próbować niż zawieść”. O czym to świadczy?
Jako najczęstsze źródła autosabotażu psychologowie wskazują przede wszystkim niskie poczucie własnej wartości, co przejawia się w przekonaniu, że sukces zagraża tożsamości („to nie dla mnie”). Równie częstym powodem opisanych powyżej reakcji jest lęk przed porażką lub sukcesem (sukces oznacza większe wymagania, widoczność, a to może onieśmielać w praktyce).
Negatywne doświadczenia z dzieciństwa, destrukcyjne dla młodej psychiki, typu ostra krytyka czy warunkowa akceptacja, także mają kolosalny wpływ na sabotowanie siebie w życiu dorosłym. Może to rodzić wewnętrzne rozdarcie w postaci konfliktu: „chcę X” kontra „boję się konsekwencji X”.
Wygenerowane tu napięcie wewnętrzne i towarzyszący temu niepokój bywają tak silne, że wolimy „odpuścić” byle tylko zachować pozornie święty spokój. I na końcu zniekształcone przekonania lojalnościowe („jeśli będę szczęśliwszy niż bliscy, zdradzę ich”).

Jeśli chcieć wskazać najczęściej praktykowane przez ludzi formy autosabotażu, z którymi możemy zetknąć się w naszych codziennych relacjach z innymi, to warto wymienić, chociażby odkładanie ważnych spraw „na później”, perfekcjonizm paraliżujący działanie, wchodzenie w relacje, które potwierdzają stare schematy, niszczenie dobrych sytuacji konfliktem lub wycofaniem oraz rezygnacja tuż przed osiągnięciem celu.
Mechanizm autosabotażu potrafi być w nich niezwykle silny, ponieważ jest to odruch znany i przewidywalny. Psychika często woli znane cierpienie niż nieznaną zmianę, co paradoksalnie w efekcie daje poczucie kontroli. Mechanizm autosabotażu bywa tak silny i trudny do zmiany, ponieważ nie jest „wadą charakteru”, lecz głęboko zakorzenionym mechanizmem ochronnym, który kiedyś realnie pomagał przetrwać – emocjonalnie lub relacyjnie.
Ten mechanizm powstał wcześnie i działa automatycznie, ponieważ kształtuje się w dzieciństwie lub w powtarzalnych, ważnych relacjach. Wtedy uczyliśmy się jak nie zostać odrzuceni, jak uniknąć kary, wstydu lub krytyki i innych niekomfortowych dla nas przeżyć.
Ponieważ działał skutecznie, mózg zapisał go jako „bezpieczny”. Dziś uruchamia się odruchowo, bez świadomej decyzji. Z drugiej strony autosabotaż chroni nas przed silnymi emocjami (ale nie przed faktami). Jego zadaniem nie jest ochrona przed obiektywnym zagrożeniem, lecz przed: lękiem, wstydem, poczuciem bycia „nie dość dobrym”, bólem odrzucenia. Te emocje są tak intensywne, że psychika woli zablokować działanie niż je przeżyć.
I wreszcie autosabotowanie przynosi natychmiastową ulgę. Choć długofalowo szkodzi, to w krótkiej perspektywie: obniża napięcie, przywraca poczucie kontroli, pozwala wrócić do znanego schematu. Mózg bardzo silnie uczy się przez ulgę — dlatego mechanizm się utrwala.
Człowiekowi jest bardzo trudno pozbyć się takiego sposobu reagowania, ponieważ omawiany mechanizm jest częścią naszej tożsamości i często bywa powiązany z przekonaniami typu: „taki/taka już jestem”, „ja zawsze wszystko psuję”.
Zmiana zachowania wymaga zmiany obrazu siebie, a to bywa psychicznie zagrażające. Autosabotowanie tworzy także pewną pułapkę, którą można opisać stwierdzeniem: działa w tle, a nie w centrum uwagi.
W momencie sabotowania nasze zachowanie wydaje się nam „racjonalne” (np. „to nie jest dobry moment”), a co gorsza: nie jest przeżywane jako problem, tylko jako decyzja. Dopiero z perspektywy czasu widać powtarzalny wzorzec, często nieuświadomiony, ale regularnie powtarzany.
W osłabianiu autosabotażu kluczowa jest nie walka z nim, lecz zrozumienie jego funkcji. Trzeba sobie jasno zadać pytania: „Przed czym mnie to chroni?”, „Czego boi się ta część mnie?”. Dopiero gdy pojawi się poczucie bezpieczeństwa w przeżywaniu trudnych emocji, mechanizm przestaje być potrzebny. Warto prześledzić swoje zachowanie podejmując konkretną drogę refleksji:
Autosabotaż nie jest wrogiem — to sygnał, że jakaś część nas próbuje nas chronić, nawet jeśli robi to w niewłaściwy sposób. Kiedy zaczynamy go rozumieć, zamiast zwalczać, pojawia się przestrzeń na wybór i zmianę. Każdy mały krok wykonany mimo lęku osłabia stary schemat i buduje nowe doświadczenie bezpieczeństwa.
Zmiana nie polega na byciu „bez strachu”, lecz na działaniu z większą życzliwością wobec siebie. Warto więc powtarzać sobie jak najczęściej: „Nie musisz przestać się bać, żeby iść dalej. Wystarczy, że przestaniesz się przed sobą chować”.
Przeczytaj również: Oddajesz decyzje partnerowi? Tak rodzi się zależność w związku
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: