Bośniaczki wolą milczeć

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Kristina Ljevak (MATERIAŁY PRASOWE)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut

Na Bałkanach do dziś nie wyjaśniono wielu zbrodni z czasów wojny domowej w latach 90. Przejawia się to wyraźnie w obecnej pozycji kobiet w społeczeństwie, a także osłabia siłę ich głosu w debacie publicznej

Hejt, szczególnie online, ze powodu płci to globalna epidemia. Narażone na niego są także dziennikarki na Bałkanach. „Ma to większy związek z nierozwiązanymi sprawami z przeszłości, niż się wydaje” – mówi Elena*, dziennikarka z Sarajewa.

Przykłady? Kristina Ljevak, szefowa telewizji, która doświadcza fali hejtu. Jest aktywistką LGBT+, ma ważne stanowisko, zarządza stacją TV Sarajevo w stołecznym kantonie.

Albo Štefica Galić, szefowa lokalnego portalu, który patrzy na ręce politykom. Po premierze kontrowersyjnego dokumentu Nedjo od Ljubuskog opowiadającego, jak podczas wojny z mężem ratowała życie sąsiadów muzułmanów, musiała wyprowadzić się ze swojego rodzinnego miasta – Ljubuški. Została tam pobita przez aktywistów związanych z ruchem weteranów wojennych. Zmieniła adres, ale dalej dostaje groźby – w 2019 r. otrzymała specjalną ochronę niemieckiego Bundestagu.

W końcu dziennikarka i pisarka Martina Mlinarević Sopta, pochodząca z tego samego miasteczka co Galić. W sierpniu opublikowała niektóre groźby, które otrzymuje w mediach społecznościowych. Nazywając ją „suką” i życząc śmierci, atakujący często występują pod imieniem i nazwiskiem, ale nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich zachowań.

Ofiary wojennej przemocy

Żadna z nich nie łączy ataków na kobiety w mediach bezpośrednio z brakiem konsekwencji dla przestępstw seksualnych podczas wojny w latach 90. Ale aktywistki i dziennikarki podkreślają jednogłośnie – oba zjawiska mają miejsce. Na tle stereotypowego obrazu kobiet na Bałkanach, wojennych zbrodni i głęboko zakorzenionego patriarchatu są dziś niezwykle wyraźne.

W ciągu trzech ostatnich lat Stowarzyszenie Dziennikarzy Bośni i Hercegowiny odnotowało 50 przypadków gróźb i ataków na dziennikarki. Rzeczywista liczba może być jednak większa. Elena na przykład uznaje otrzymywanie gróźb i obelg za część swojej codziennej pracy. Zaznacza, że nie akceptuje takiej sytuacji, ale mówi, że jest do niej przyzwyczajona.

„To media w dużej mierze kreują rzeczywistość. A w mediach brakuje rzetelnych dyskusji, dotyczących wojennej przemocy seksualnej. Jeśli do jakichkolwiek dyskusji dochodzi, zazwyczaj kończą się one utarczkami o tematyce etnicznej, religijnej albo narodowościowej. Zapomina się, że to kobiety są ofiarami” – komentuje.

A kobiety-ofiary wojennej przemocy siedzą przed telewizorami. Od lat milczą. Może to, co słyszą, utwierdza je w przekonaniu, że nie mówiąc o przeszłości, wybierają „mniejsze zło”?

„Boją się, ponieważ nie ufają społeczeństwu, mediom, instytucjom, stowarzyszeniom ofiar, elitom politycznym. Zdały sobie już sprawę, że wszyscy wymienieni wykorzystają ich traumę dla własnych korzyści. Liczy się sensacyjne dziennikarstwo, promowanie ideologii etniczno-nacjonalistycznych i partyjnych, w końcu podsycanie wiktymizacji konkretnych grup” – tłumaczy Belma Bećirbašić, bośniacka koordynatorka fundacji Kvinna till Kvinna, zajmującej się wspieraniem kobiet-ofiar wojny.

Sporą rolę odgrywają też bieżąca sytuacja polityczna i gospodarcza albo zaprzeczanie zbrodniom wojennym przez nacjonalistycznych przywódców. W jednym z ostatnich numerów biuletynu Stowarzyszenia Dziennikarzy Bośni i Hercegowiny Kristina Ljevak pisze: „Moje koleżanki z pracy były często nazywane dziwkami, a niektórzy politycy chcieli pływać w ich niebieskich oczach. Były też opisywane jako prostytutki i najemniczki Zachodu. (…) W końcu kim jest odważna kobieta na Bałkanach, jeśli nie stoi za nią mężczyzna?”.

Ljevak podkreśla, że mowa nienawiści nie jest dostatecznie karana ani sankcjonowana – ani przez organy państwowe, ani przez społeczeństwo, co powoduje, że sprawcy czują się bezkarni.

Kobiety-ofiary gwałtów niemal 25 lat po zakończeniu konfliktu, są ciągle same. „Często są odrzucane przez rodziny i najbliższe otoczenie. Dla niektórych podporządkowanie się patriarchalnym zasadom jest jedyną opcją powrotu do »ciepłego środowiska rodzinnego«, bezpiecznego domu, który przecież ledwie przetrwał” – mówi Ljevak w jednym z wywiadów.

Dzisiejsze ataki na dziennikarki w pewnej mierze mogą być odbiciem społecznej traumy, związanej z niewyjaśnionymi albo przemilczanymi historiami wojennych gwałtów, a co za tym idzie – pozycją i znaczeniem głosu kobiet na Bałkanach.

Przemilczane wiszegradzkie historie

Droga do Wiszegradu jest porażająco piękna, zwłaszcza o wschodzie lub zachodzie słońca. Wąska szosa, nieosiągalne góry i mgła. Do hotelu Vilina Vlas, tamtejszego spa i uzdrowiska, jedzie się przez kamienny most na Drinie. Jego krwawą historię opisał laureat nagrody Nobla Ivo Andrić w powieści zatytułowanej właśnie „Most na Drinie”. Oprócz kamiennego mostu i Andrićgradu – miasteczka-fantazji innego znanego twórcy, Emira Kusturicy – nie ma tu wielu atrakcji.

Film promocyjny hotelu i spa jest pełen uśmiechniętych turystów, zajadających się tradycyjnymi potrawami. Kelnerzy uwijają się między restauracją, utrzymaną w stylu bałkańskiej elegancji (ciężkie zasłony, białe obrusy i bordowe serwety na stołach), a tarasem.

Korytarze są wyłożone ciemną wykładziną, prowadzą do 140 pokoi. Niewielki basen dla gości jest darmowy, a tutejsze wody termalne podobno mają niezwykłe właściwości lecznicze.

Recepcjonistka informuje mnie telefonicznie, że wszystkie pokoje są zajęte aż do listopada.

***

„Kiedy przyjechałam tam pierwszy raz, wziął mnie samą do pokoju. W hotelu było dużo żołnierzy i wiele pokojów, pewnie z innymi kobietami. Słyszałam, jak krzyczały i płakały. Zaprowadził mnie tam i zgwałcił. Byłam wtedy młodą dziewczyną. To on zabrał mi dziewictwo. Robił ze mną najgorsze rzeczy” – opowiada w wywiadzie dla BBC jedna z kobiet zgwałconych w tym budynku.

Podczas wojny w Bośni od 1992 r. serbscy żołnierze i członkowie organizacji paramilitarnych zgwałcili w Vilina Vlas ok. 200 kobiet. Niektóre z nich miały po 14 lat. Oprócz pełnienia funkcji „obozu gwałtu” hotel stał się miejscem egzekucji wielu mężczyzn.

W Wiszegradzie przed wojną Boszniacy (muzułmanie) stanowili 65 proc. populacji miasta. Teraz została ich garstka. Vilina Vlas już na początku wojny przekształcono w główną kwaterę Serbów. Dowodził nimi Milan Lukić, szef paramilitarnej grupy Białe Orły. Lukić został skazany za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości przed trybunałem w Hadze. Dożywocie odsiaduje w Estonii. Jednak pomimo wielu świadectw nie oskarżono go o przestępstwa seksualne.

W tym hotelu nie uśniesz

Vilina Vlas wygląda jak typowy bałkański dom wczasowy, który ostał się z czasów komunistycznej Jugosławii. O wojennej historii nie ma tutaj żadnej informacji, ani jednej tabliczki. Podobno łóżek, na których doszło do zbrodni, nie wymieniono. Tylko materace są nowe. Posadzka, którą ofiary wspominają jako „pokrytą kałużami krwi”, została umyta. Mówi się, że kobiety skakały w desperacji z okien, wychodzących na sosnowy las.

Zasnąć w takim miejscu jest niezwykle trudno. Spać tutaj nie mogła australijska aktorka teatralna Kym Vercoe, kiedy pojechała w samotną podróż po Bałkanach. Chciała skupić się na muzyce i kulturze – dlatego odwiedziła Wiszegrad. Wynajęła pokój w hotelu Vilina Vlas. Wspomina, że nieustannie towarzyszył jej niepokój. Na prawdziwą historię hotelu natknęła się w internecie, już po powrocie do domu. Doświadczenia opisała w przedstawieniu teatralnym, a później w filmie Dla tych, co nie mogą mówić bośniackiej reżyserki Jasmili Žbanić.

„Takie lokalizacje powinny zostać oznaczone i upamiętnione jako miejsca przestępstwa. Musimy o nich mówić. Ludzie nie powinni, bez słowa informacji, być narażeni na mieszkanie czy korzystanie z przestrzeni, gdzie kobiety były molestowane i gwałcone. Nigdy nie chciałabym być gościem takiego hotelu” – komentuje dr Branka Antić Stauber z fundacji Snaga Žene, zajmującej się sytuacją kobiet w Bośni i Hercegowinie.

Jeśli jest basen, należy go użyć

Ristin Thomasson ze szwedzkiej fundacji Kvinna till Kvinna często odwiedzała Wiszegrad po 2000 r. Rozmawiała o Vilinie Vlas z lokalną społecznością. Dziś dzieli reakcje na trzy kategorie. Część rozmówców twierdziła, że życie trwa dalej. „Jeśli w tym zapomnianym przez Boga mieście jest basen, należy go użyć” – przywołuje ich argumenty Thomasson.

Kiedy pytam o historię hotelu, ludzie patrzą na mnie z niechęcią. Jakbym rozgrzebywała rany, które ciągle bolą. Albo jakby nie wypadało o nich mówić. „Jesteśmy zmęczeni wojną i ludobójstwem, chcemy żyć” – słyszę nie tylko od Serbów, ale też Chorwatów i samych Boszniaków. Hotel kilka razy odmawia komentarza.

„Są też tacy, którzy przyznają, że czują się w podobnych miejscach nieswojo, ale rozmowa z kimkolwiek na ten temat w Wiszegradzie byłaby niebezpieczna. Zbrodniarze wojenni chodzą ciągle swobodnie po mieście” – dodaje Thomasson ze swojej strony.

W końcu jest też grupa ludzi w ogóle kwestionująca twierdzenie, że w hotelu Vilina Vlas miały miejsce przestępstwa. Należy do niej choćby burmistrz miasteczka, Serb. Mimo rosnącej ciągle góry raportów, dotyczących gwałtów i morderstw w Vilina Vlas, w rozmowie z dziennikiem „The Guardian” Mladen Đurević twierdzi, że nie ma pojęcia, co zdarzyło się w hotelu i „nie jest zainteresowany zdarzeniami z przeszłości”.

„Tyle że dla wielu kobiet gwałty nie należą do przeszłości. Pamiętają je, jakby zdarzyły się poprzedniego dnia, ze szczegółami. Większość kobiet, które przeżyły nie otrzymała żadnych odszkodowań” – komentuje Elena.

Wiele z nich opuściło kraj. „Nieliczne są gotowe zabrać głos publicznie, obawiając się, że zostaną wykluczone przez rodziny i całe społeczeństwo. Ale także w obawie przed odwetem” – mówi Belma Bećirbašić.

„Powiedziałabym, że w dzisiejszym Wiszegradzie praktycznie niemożliwe jest, aby ktokolwiek zajmował się tą kwestią” – dodaje Thomasson.

Ofiarą piętnowania przez środowisko padają nie tylko muzułmanki. Gwałt wojenny był narzędziem każdej ze stron. Zdaniem organizacji pozarządowych bardzo cierpią też Chorwatki – katoliczki, które pod presją nauczania Kościoła i przyjętych wzorców kulturowych latami milczą o swojej traumie.

Prawo jest po stronie ofiar i co z tego?

W sierpniu Komitet ONZ przeciwko Torturom orzekł, że władze Bośni muszą wypłacić odszkodowanie ofierze wojennej przemocy seksualnej i „jak najszybciej” zapewnić kobiecie bezpłatną pomoc medyczną i psychologiczną. „Jak najszybciej” to określenie, które po ćwierć wieku może brzmieć groteskowo. Komitet wezwał też Bośnię do stworzenia sprawnego systemu wypłaty odszkodowań – ale takiego, który będzie realnie funkcjonował, a nie tylko istniał na papierze.

W 2015 r. bośniacki sąd, werdyktem skazującym za zbrodnie, po raz pierwszy orzekł odszkodowanie. Wcześniej kobiety odsyłano na kosztowną ścieżkę postępowania cywilnego. Jednak ciągle pojawiają się problemy z egzekwowaniem wyroków – sprawcy pozbywają się majątków, przepisują domy na krewnych czy przyjaciół. Serbscy politycy latami blokowali zmiany prawne, które przyniosłyby korzyść Boszniakom – i odwrotnie.

Jeśli chodzi o mowę nienawiści, Bośnia ma być może jedno z najlepszych ustawodawstw. Światowi liderzy zadbali o to, konstruując konstytucję kraju jako aneks umowy pokojowej z Dayton. Ale prawo często nie jest egzekwowane. Prowokowanie nienawiści jest przestępstwem, jednak rzadko zgłaszanym, a jeszcze rzadziej karanym. Ludzie nie ufają instytucjom, a te i tak są powolne i nieskuteczne.

Jak podaje BIRN, tylko w ciągu czterech miesięcy 2018 r. zarejestrowano 2554 przypadki mowy nienawiści. Ich ofiarą byli najpierw uchodźcy, a zaraz później kobiety.

„Nie ma znaczenia, czy są polityczkami, modelkami, sportowcami, odnoszącymi sukcesy przedsiębiorczyniami, czy dziennikarkami – wszystkie były celem tylko dlatego, że są kobietami” – podkreśla w rozmowie z BIRN Merdijana Sadovic z brytyjskiego Institute for War and Peace Reporting.

Ciągle trudna historia

Trudno jednoznacznie powiedzieć, ile kobiet zostało skrzywdzonych seksualnie podczas wojny w Bośni. Szacunki wahają się w granicach 20-50 tys. kobiet. Jak podaje organizacja Snaga Žene, tylko nieco ponad 1 tys. z nich zgłosiło przestępstwo, co stanowi 2-5 proc. tej grupy.

„Obecnie pracujemy ze 120 kobietami. Może co dziesiąta z nich jest gotowa porozmawiać o tym, co ją spotkało. Tabu i narracja kulturowa w Bośni i Hercegowinie oraz przeszkody w zgłaszaniu zbrodni, zwłaszcza gwałtów wojennych, hamują ich głos” – komentuje dr Branka Antić Stauber. „Na Bałkanach to problem, jeśli kobiety są widoczne w mediach i otwarcie mówią o kwestiach stawiających mężczyzn w złym świetle” – dodaje.

***

Gwałty wojenne (za decyzją ONZ w 1993 r. uznawane za zbrodnie przeciwko ludzkości) i ataki na dziennikarki to różne formy przemocy. Ale milczenie, zaprzeczanie i brak egzekwowania odpowiedzialności za gwałty przyczyniają się do utrwalania wzorców przemocy również po wojnie. Ofiary czy dziennikarki, jeśli podnoszą głos, są piętnowane i wykorzystywane przez polityków do ich własnych celów. Czyli znowu jako pocisk, ale tym razem powojenny.

*Imię zostało zmienione

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES