Brak prac domowych. Gorzka prawda o tym, co dzieje się z uczniami

Brak zadań domowych – czy ta reforma skrzywdziła uczniów? Na zdjęciu: Otwarty zeszyt ćwiczeń z matematyki podświetlony lampką biurkową na uprzątniętym drewnianym blacie o zmierzchu.

Od dwóch lat polskie dzieci nie muszą odrabiać lekcji. Wiele osób odetchnęło z ulgą. Nowe badania ujawniają jednak drugą stronę medalu: uczniowie masowo tracą nawyk samodzielnego myślenia. Ministerstwo zapowiada nowe zmiany, ale czy będzie umiało wprowadzić je z głową?

Dlaczego zniesiono prace domowe?

Wieczór gdzieś w Polsce. Dziecko siedzi nad zeszytem i płacze. Nie rozumie zadania, jest zmęczone, chce już spać. Ten obrazek był przez lata głównym argumentem przeciwników prac domowych – i trudno zaprzeczyć, że taka wizja budzi współczucie. Ministerstwo Edukacji Narodowej wzięło to sobie do serca. Od wiosny 2024 roku szkoły podstawowe oficjalnie nie mogą zadawać obowiązkowych prac domowych z przedmiotów głównych. Dzieci odetchnęły. 

Teraz, po blisko dwóch latach, ze szkolnych korytarzy płyną sygnały, które każą zadać niewygodne pytanie: czy likwidując jeden problem, nie stworzyliśmy drugiego?

Wyniki są, negatywne konsekwencje też

Instytut Badań Edukacyjnych zbadał w 2025 r. ponad 2000 szkół podstawowych w całej Polsce – ankiety wypełniło łącznie ponad 7500 nauczycieli i dyrektorów. Wyniki  dotyczące egzaminów ósmoklasisty z matematyki, polskiego i języków obcych (próba blisko 1500 szkół) są na pozór uspokajające. Nie wypadły one gorzej w szkołach, które wprowadziły brak zadań domowych, niż w tych, które je zachowały. To dobra wiadomość.

Ale za tym uspokajającym wynikiem kryje się druga liczba. Ponad dwie trzecie nauczycieli objętych badaniem IBE przyznaje, że uczniowie wyraźnie rzadziej uczą się sami z siebie. Nie dlatego, że stali się głupsi. Dlatego, że – być może – nikt ich już do tego nie skłania.

Ponad 60 procent dyrektorów i połowa nauczycieli potwierdza, że dzieci mają więcej czasu na odpoczynek. To cel, który MEN stawiało sobie wprost. Minister Barbara Nowacka mówiła o uczniach i nauczycielach, którzy „gonią za programem i są przemęczeni”. Cel został osiągnięty. Ale wygląda na to, że razem z przemęczeniem zniknął też nawyk.

Dlaczego brak zadań domowych sprawia, że mózg szybciej zapomina?

Żeby zrozumieć, dlaczego to niebezpieczne, wystarczy wyobrazić sobie siłownię. Każdy wie, że mięśnie rosną tylko wtedy, gdy je obciążamy. Jeśli przez miesiąc nie podnosimy ciężarów, siła spada – nawet jeśli czujemy się wypoczęci i zdrowi.

Z pamięcią jest dokładnie tak samo. Naukowcy od lat wiedzą, że zapamiętujemy nie przez czytanie, lecz przez przywoływanie. Kiedy zmuszamy się do przypomnienia sobie daty, wzoru czy nazwy – bez zaglądania do książki – w mózgu dosłownie wzmacniają się połączenia nerwowe. Można to porównać do wydeptywania ścieżki w lesie: im częściej tamtędy idziemy, tym szlak jest wyraźniejszy.

W 2025 r. zespół naukowców z Uniwersytetu w Trydencie pod kierownictwem Laury Franzoi zbadał ten proces na piątoklasistach uczących się historii. Uczniowie, którzy po lekcji aktywnie starali się przypomnieć sobie to, czego się nauczyli – bez zaglądania w notatki – zapamiętali średnio 67 procent materiału. Ci, którzy po prostu czytali tekst jeszcze raz, zapamiętali od 41 do 48 procent. Różnica jest niebagatelna.

Zwykłe czytanie to za mało

Co ciekawe, sami uczniowie uważali, że zwykłe czytanie jest skuteczniejsze. Według badaczy wynika to z prostego złudzenia: im częściej czytamy ten sam tekst, tym płynniej nam idzie – i mózg interpretuje tę płynność jako dowód, że „już to umie”. Tymczasem to tylko przyzwyczajenie oka, a nie prawdziwa wiedza.

To ma bezpośredni związek z pracami domowymi. Jeśli uczeń wraca do domu i przez kwadrans musi sam odtworzyć to, czego uczył się w szkole, buduje wspomniane szlaki w mózgu. Jeśli tego nie robi, szlaki „zarastają”. Zaznaczmy – nie chodzi tu o samo ponowne przeczytanie danego materiału. Chodzi o samodzielne przywołanie jego treści w głowie.

Ile pracy domowej to za dużo?

Czy to znaczy, że im więcej prac domowych, tym lepiej? Absolutnie nie. Według ekspertów z Campbell Collaboration, którzy w 2024 roku opublikowali metaanalizę w Campbell Systematic Reviews, praca domowa pomaga – ale tylko do pewnego momentu. Potem zaczyna szkodzić. Dzieci, które dostają za dużo zadań, zaczynają się nudzić, frustrować, tracą motywację. 

Badacze nie są jednak w stanie wskazać konkretnej lub choćby przybliżonej granicy czasowej. Przywołują przykład powszechnie uznanej przez pedagogów teorii popartej badaniami Harrisa Coopera sprzed ponad 20 lat. Według tej teorii optymalny czas pracy domowej to ok. 10 minut dziennie na każdy rok szkolny. Dla trzynastolatka (klasa VII) daje to nieco ponad godzinę. 

Innymi słowy: chodzi o to, żeby dać uczniom tyle pracy domowej, ile wystarczy do uruchomienia mechanizmu zapamiętywania. Jednak najnowsze badania nie są w stanie sprecyzować konkretnej granicy.

Polska reforma poszła w przeciwną stronę: z „dużo” do zera. Tymczasem nauka sugeruje, że gdzieś pomiędzy leży złoty środek, którego nikt dokładnie nie zmierzył.

Polskie ministerstwo poszło „na rympał”?

Osobne pytanie dotyczy tego, jak polskie rozwiązanie umożliwiające brak zadań domowych, w ogóle powstało. I o tym w ostatnich dniach było szczególnie głośno. Bowiem w marcu br. były poseł Koalicji Obywatelskiej Marcin Józefaciuk (obecnie niezrzeszony), z zawodu nauczyciel, zakończył kontrolę poselską dokumentacji w MEN. Według jego ustaleń ministerstwo nie przeprowadziło przed wydaniem rozporządzenia, umożliwiającego brak zadań domowych, żadnych analiz wpływu na wyniki uczniów, nie zleciło IBE żadnych wcześniejszych badań i nie opracowało planu monitorowania skutków. 

MEN odpowiedziało, że dokumenty są dostępne publicznie. Józefaciuk jest otwarcie krytyczny wobec resortu – ale pytanie, które postawił, jest niezależne od jego obecnych politycznych sympatii: czy decyzja dotycząca milionów dzieci zapadła bez sprawdzenia, co z tego wyniknie?

Kto najwięcej traci przez brak zadań domowych w polskich szkołach?

Jest jeszcze jeden wymiar tej sprawy, o którym mówi się zbyt rzadko. Jeśli mamy do czynienia z brakiem zadań domowych, dzieci z zamożnych domów mają korepetycje, dodatkowe kursy. Część uczniów może też liczyć na rodziców mających dla nich czas, cierpliwość i wiedzę. Dzieci z biedniejszych czy mniej zaangażowanych rodzin zostają z odzyskanym czasem – i niczym więcej.

Blisko 60 procent Polaków opowiada się za powrotem prac domowych – wynika z sondażu SW Research. To pokazuje wyraźną społeczną intuicję.

Co zamiast płaczu nad zeszytem?

Wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer zapowiedziała, że prace domowe wrócą – ale „w tej postaci, w której były, na pewno nie”. Mają być sensowne i nie przeciążać. To brzmi rozsądnie. Ale – jak wiemy – papier czy mikrofon wszystko przyjmie. Co do konkretów, na dziś pozostaje nam mieć nadzieję.

Bo jeśli zabieramy dziecku pracę domową – a więc często jedyną okazję w ciągu dnia, żeby samo zmierzyło się z materiałem – musimy dać coś w zamian. Najlepiej coś, co nauczy je, jak się uczyć: jak sprawdzać siebie, jak wracać do tego, czego nie rozumie, jak budować nawyk.

Tymczasem szkoła kończy się o określonej godzinie i uczeń wychodzi za bramę. Co dalej – to już nie jest problem systemu. A przynajmniej tak wygląda to dziś w praktyce.

Umożliwienie braku zadań domowych było reakcją na realny problem. Dzieci były przeciążone. Ale dobra diagnoza nie gwarantuje dobrego lekarstwa. Zabranie prac domowych bez zbudowania czegoś w ich miejsce – bez nauczenia uczniów, jak samodzielnie wracać do wiedzy – to trochę jak leczenie bólu głowy przez położenie się spać. Chwilowa ulga, a problem zostaje.

Mózg bez wysiłku nie zapamiętuje. I żadne rozporządzenie tego nie zmieni

Warto przeczytać: Dlaczego uczniowie są ciągle zmęczeni? Wystarczą dwie zmiany


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Jarosław Kumor

Starszy redaktor


Dziennikarz i autor podcastów specjalizujący się w tematyce psychologicznej, społecznej i religijnej. Twórca Dobrego Podcastu oraz założyciel i redaktor naczelny portalu Siewca.pl. Na co dzień analizuje media cyfrowe i trendy w komunikacji. Doświadczenie zdobywał w Polskim Radiu Kielce, Tygodniku Niedziela oraz w portalu Aleteia, Łączy rzetelność informacyjną z umiejętnością prowadzenia pogłębionych rozmów oraz tworzenia angażujących treści audio i online. Odpoczywa przy książkach – od popularnonaukowych po literaturę faktu – przemierzając mazowieckie trasy rowerowe oraz kibicując Koronie Kielce, Liverpoolowi i Barcelonie.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.