Platon zakazany na uniwersytecie. Cenzura sięga po filozofię

Zbliżenie na dłoń cenzurującą czarnym markerem fragmenty "Uczty" Platona, co ilustruje cenzurę na uniwersytetach.

Wojna kultur i polaryzacja ideologiczna nie omijają wyższych uczelni. Cenzura na uniwersytecie dotyka już samych fundamentów humanistyki, a jej ofiarą padają nawet starożytni filozofowie. Pytanie tylko, czy historia zna przypadki, by zakazywanie myślenia kiedykolwiek się opłaciło.

Cenzura na uniwersytecie. MAGA kontra Platon

Gdy na początku stycznia 2026 roku profesor Martin Peterson z Texas A&M University otworzył skrzynkę mailową, nie spodziewał się, że stanie się bohaterem światowej dyskusji o wolności akademickiej. Wiadomość od szefowej wydziału, dr Kristi Sweet, była krótka: albo usunie z sylabusa swojego kursu etyki dwa moduły poświęcone „ideologii rasowej i genderowej”, albo czeka go przeniesienie na inne zajęcia. Peterson, filozof z ponad dwudziestoletnim stażem, stanął przed wyborem: podporządkować się lub stracić zajęcia, które prowadził od lat.

Usunięte fragmenty pochodziły z Uczty Platona. Chodzi konkretnie o słynny mit o androgynach, opowiedziany przez komediopisarza Arystofanesa. Platon sugeruje w nim, że ludzkość miała niegdyś trzy płcie, a nie dwie, a pociąg do tej samej płci jest czymś całkowicie naturalnym. Jak Peterson skomentował później w rozmowie z publiczną rozgłośnią:

Nie uczynimy uniwersytetów znowu wielkimi, cenzurując klasykę.

Odwieczne napięcie między filozofem a władzą

Już na pierwszy rzut oka sytuacja wygląda jak wyjęta z samego Platona. Filozof, który w Państwie projektował wizję polis rządzonej przez filozofów-królów i nie miał złudzeń co do demokracji, został uznany za politycznie niebezpiecznego. Jonathan Friedman z PEN America, komentując sprawę dla University World News, zauważył jednak, że cenzura na uniwersytecie w takich przypadkach polega na „spłaszczaniu” złożonych tekstów do najbardziej podstawowych elementów. Takich, które łatwo uznać za niezgodne z regulaminem. „To, że możemy prowadzić wyważoną dyskusję o Platonie, przestaje mieć znaczenie” – dodał.

Tymczasem dla znawców antyku decyzja Texas A&M nie była kompletnym zaskoczeniem. James Romm, profesor klasyki z Bard College, wskazał w rozmowie z University World News, że tekstów starożytnych, które mogłyby paść ofiarą podobnych regulacji, jest znacznie więcej. Bachantki Eurypidesa z androgynicznym Dionizosem, Thesmoforie Arystofanesa, w których kobiety przebierają się za mężczyzn, czy wreszcie mity o wojowniczych Amazonkach. Wszystkie te dzieła komplikują prosty obraz stabilnych ról płciowych.

Sokrates: pierwsza ofiara

Filozofia od samego początku była w napięciu z władzą. Gdy w 399 roku p.n.e. ateński sąd skazał Sokratesa na śmierć, nie uczynił tego dlatego, że filozof był wichrzycielem. Uczynił tak dlatego, że jego działalność miała głęboko polityczny wymiar, choć sama w sobie polityczna nie była. Aktywność Sokratesa nabierała sensu politycznego dlatego, że sygnalizowała obecność w społeczności polis kogoś, dla kogo nie istniały przekonania wyjęte spod władzy krytycznego namysłu.

Obronie Sokratesa Platon pokazuje filozofa, który nie kapituluje nawet wobec wyroku śmierci. Gdy przyjaciele proponują mu ucieczkę, odmawia. Nie dlatego, że godzi się z wyrokiem, ale dlatego, że ucieczka oznaczałaby uznanie, iż prawo nie ma do niego zastosowania. To paradoksalny hołd złożony wspólnocie politycznej. Sokrates podporządkowuje się jej wyrokowi, ale wcześniej do końca broni prawa do jej krytykowania.

Croce i Mussolini: filozof, którego nie odważyli się aresztować

Dwa i pół tysiąca lat po śmierci Sokratesa, w faszystowskich Włoszech, inny filozof stanął naprzeciw autorytarnej władzy. Benedetto Croce, najwybitniejszy włoski myśliciel pierwszej połowy XX wieku, początkowo nie dostrzegał natury faszyzmu. Widział w Mussolinim ruch mogący powstrzymać lewicowe tendencje. Gdy jednak reżim odsłonił prawdziwe oblicze, opór Crocego stał się nieprzejednany.

Dla reżimu Croce był groźniejszy od każdego politycznego przeciwnika. Jego autorytet wykraczał daleko poza środowisko akademickie. Faszyści nie odważyli się go nawet aresztować, by nie ściągnąć na siebie międzynarodowej krytyki.

Z czasem duce musiał uznać swoją bezsilność. Najdobitniej świadczy o tym anegdota z kręgów ówczesnej faszystowskiej władzy. Gdy naciskano na radykalne rozprawienie się z filozofem, Mussolini miał odpowiedzieć: „Nie chcę podawać cykuty filozofowi”. To była nie tylko aluzja do losu Sokratesa. Było to w istocie przyznanie, że filozofia – właśnie ta wolna, krytyczna, nieskorumpowana – ma władzę, której nawet dyktator nie może otwarcie złamać. Cykuta dla myśliciela okazała się dla reżimu bardziej niebezpieczna niż sam myśliciel.

Między poznawczą pychą a pokorą

Łącząc te historyczne przykłady z dzisiejszym Teksasem, warto przywołać rozróżnienie, które w rozmowie z University World News zaproponował Deepak Sarma, profesor filozofii indyjskiej z Case Western Reserve University. Sarma mówi o „pokorze epistemicznej” i „pysze epistemicznej”.

Pokora epistemiczna (poznawcza) to sedno filozoficznego namysłu. To postawa Sokratesa, który wie, że nic nie wie, i który poprzez nieustanne pytanie zmusza rozmówców do uzasadniania własnych przekonań. To założenie, że nasza wiedza jest cząstkowa, a prawda wymaga nieustannego poszukiwania i konfrontacji z innymi punktami widzenia.

Pycha epistemiczna to przekonanie o posiadaniu pewności i monopolu na prawdę. Sarma przywołuje słowa Donalda Trumpa, który pytany o granice swojej władzy odparł, że ogranicza go tylko „własna moralność”. To esencja pychy: „ja jestem jedynym sędzią we własnej sprawie”. I to właśnie ta postawa – zdaniem Sarmy – stoi za cenzurą na uniwersytecie, jak np. w Teksasie.

Paradoks cenzury na uniwersytecie

Warto jednak zwrócić uwagę na ironię tej sytuacji. Jeśli szukać patronów duchowych dzisiejszej walki o kanon i tradycyjne wartości, trudno ominąć dwóch myślicieli, którzy jak nikt inny ukształtowali konserwatywne elity USA: Leo Straussa i Allana Blooma.

Strauss był niemieckim filozofem żydowskiego pochodzenia, który w 1938 roku wyemigrował do Ameryki. Całe swoje życie poświęcił przywracaniu filozofii politycznej jej sokratejsko-platońskich korzeni. Sprzeciwiał się relatywizmowi, historycyzmowi i pozytywizmowi – wszystkiemu, co jego zdaniem podkopywało możliwość mówienia o prawdzie i dobru. Jego wykłady na Uniwersytecie w Chicago przez dekady formowały pokolenia konserwatywnych intelektualistów, a jego myśl stała się kamieniem węgielnym neokonserwatyzmu.

Najsłynniejszym z uczniów Straussa został Allan Bloom, autor kultowej książki Umysł zamknięty. Bloom, jak mało kto w XX wieku, bronił zachodniego kanonu przed tym, co postrzegał jako destrukcję ze strony relatywizmu i kontrkultury. Jego zdaniem uniwersytety zdradziły swoją misję, porzucając wielkie księgi na rzecz ideologicznych mód.

Cenzura niszczy tradycję, zamiast ją chronić

I tu jest sedno ironii. Strauss i Bloom, obaj platonicy, wzywali do powrotu do klasyków po to, by uczyć myślenia. Samodzielnego, krytycznego, wymykającego się prostym ideologiom. Tymczasem dziś, w Teksasie, powołując się na obronę tradycyjnych wartości, zakazuje się Platona. Ci, którzy to robią, a którzy chętnie powołują się na obronę zachodniego kanonu, cenzurują kogoś, kto jest dla tego kanonu jednym z filarów. I to jedynie dlatego, że jeden z jego tekstów okazuje się niewygodny z punktu widzenia aktualnej linii politycznej.

Lekcja z Teksasu: czy wolno myśleć samodzielnie?

To tak, jakby spadkobiercy myśliciela, który całe życie poświęcił przywracaniu Platona, dziś uznali, że studentów nie stać na samodzielną lekturę Uczty. Jakby lekcja Straussa o potrzebie uważnego, głębokiego czytania wielkich ksiąg została zastąpiona lekcją o tym, że lepiej niektórych ksiąg w ogóle nie otwierać. W tym sensie teksańska cenzura na uniwersytecie jest nie tylko atakiem na Platona. Jest ona także – a może przede wszystkim – zdradą intelektualnego dziedzictwa tych, którzy Platona do Ameryki przywrócili.

Historia pokazuje, że filozofia regularnie bywała solą w oku władzy – ateńskiej demokracji, faszystowskich Włoch, dziś teksańskiej uczelni. I choć za każdym razem chodzi o inne teksty i inne zakazy, mechanizm pozostaje ten sam. Władza zawsze woli proste odpowiedzi od złożonych pytań.

Przeczytaj także: Cenzura na UJ. Wybitny psycholog ostro: „To naganna decyzja”


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.