Nauka
Nastolatki budują intymne więzi z AI. Eksperci biją na alarm
17 lutego 2026

Jeszcze 30– 40 lat temu dym papierosowy był naturalnym elementem codzienności – w pracy, w pociągach i restauracjach. Palenie nie było tylko nałogiem, lecz częścią społecznego obyczaju. Jacek Piekara wraca do świata PRL i lat 90., który zniknął razem z dymem.
Gdybyśmy dzisiejszego nastolatka czy studenta wysłali w podróż w przeszłość, taką całkiem nieodległą, bo sięgającą 30-40 lat wstecz, to przeżyłby niewątpliwy szok technologiczny. Brak możliwości używania telefonów komórkowych, czy brak aplikacji, z których korzystamy ciągle i codziennie, mógłby spowodować nieodwracalny szok i uszczerbek psychiczny, wymagający potem długich lat terapii!
Ale oderwijmy się od technologii, zostawmy w spokoju politykę oraz gospodarkę i zajmijmy się pewnym zjawiskiem dnia codziennego, pewnym obyczajem, najbardziej chyba charakterystycznym zarówno dla okresu PRL, jak i jeszcze wiele lat po nim. Obyczajem tym i zjawiskiem było powszechne palenie papierosów.
Polska tonęła w papierosowym dymie. Palono wszędzie: w szpitalach, szkołach, na uczelniach, w kawiarniach, restauracjach i pubach, w zakładach pracy, w pociągach, samolotach i taksówkach. Palono również przy dzieciach. Zupełnie nie przejmowano się osobami niepalącymi, a ich niezadowolenie z obecności wszechobecnego dymu traktowano jak irytujący kaprys, foch osoby niedostosowanej społecznie.
Papierosy były również powszechne w kulturze masowej – filmy z dawnych lat pełne są osób palących papierosy i to nie pochodzących ze złego, patologicznego środowiska, ale należących do elity politycznej, kulturalnej czy finansowej.
Ze studiów pamiętam, że panie w dziekanacie zawsze paliły jak smoki, a kiedy z jakiś powodów musiałem czasami wejść w czasie przerwy do pokoju nauczycielskiego w moim liceum, to w tym pomieszczeniu zawsze było wręcz gęsto i ciemno od dymu. Oczywiście nikomu nie przyszło nawet do głowy, że można ludziom zabronić palić na ulicach czy przystankach autobusowych lub tramwajowych.
Kawiarnie, restauracje, a potem puby i kluby nocne były wiecznie spowite w chmurach tytoniowego dymu. Ba, pamiętam scenę z filmu Jak to się robi, gdzie bohater palił na stołówce domu wczasowego w czasie posiłku.
I nie tylko dzisiaj zdumiewające jest to, że nie przejmował się innymi ludźmi, ale to, w jaki sposób palił: otóż jadł zupę i jednocześnie zaciągał się papierosem. Łyżka zupy i mach fajkiem, łyżka zupy i mach fajkiem…
Przyznam, że nawet w czasie, kiedy sam paliłem (a paliłem długo i dużo), to takiego palenia nie byłem w stanie zrozumieć.

W czasie bardzo ważnego politycznego wydarzenia, jakim były obrady Okrągłego Stołu (1989 rok) niemal każdy uczestnik tych negocjacji palił papierosy, a popielniczki były wypchane po brzegi niedopałkami. Ba, pamiętam doskonale (można to też znaleźć na You Tube), jak najważniejsi politycy w tamtych latach udzielali wywiadów telewizyjnych, paląc jednocześnie papierosy.
Wyobrażacie to sobie Państwo dzisiaj? Np. minister opowiada o nowych ustawach i co drugie zdanie zaciąga się papierosem i puszcza kłąb dymu w stronę kamery? A w latach 90. nikogo to specjalnie nie dziwiło
Jak smoki palili również zawodowi sportowcy. Dzisiaj, kiedy wszyscy obserwują i podziwiają zdrowy tryb życia Roberta Lewandowskiego, niezwykłe wydaje się, że były lata, kiedy polscy piłkarze zgrupowania reprezentacyjne spędzali głównie na piciu wódki, graniu w karty i paleniu papierosów tak nałogowym, że jak wspominali naoczni świadkowie, w pokojach było ciemno i gęsto od dymu.
Pamiętam też czasy, kiedy dozwolone było palenie w samolotach, całkowicie normalne i powszechne palenie w pociągach, a palenie w taksówkach wręcz oczywiste. Dzisiaj trudno znaleźć kierowcę, który pozwala palić w swoim aucie, postępuje tak zresztą z praktycznych przyczyn: dym wsiąka w tapicerkę i później samochód nim śmierdzi, co może się nie podobać kolejnym, niepalącym klientom.
Pamiętam jednak, że taksówkarzy, którzy nie pozwalali palić w samochodzie traktowano jak dziwadła, a czasami się zdarzało, że klient rezygnował z kursu albo jeśli był bardzo złakniony nikotyny, uparty i pod wpływem alkoholu, to zapalał papierosa niezależnie od woli kierowcy, co oczywiście prowadziło do awantury.
Dzisiaj nie wyobrażam sobie, jak mogliśmy w zimie jechać samochodem w cztery osoby (obojętne czy prywatnym, czy taksówką) i wszyscy, łącznie z kierowcą, paliliśmy, mając zamknięte okna. Horror!
W Polsce w 1995 roku oficjalnie zakazano reklam papierosów i wyrobów nikotynowych w „telewizji, radiu, prasie i na plakatach”, ale wcześniej takie reklamy się pojawiały. Na przykład Bogusław Linda, największa gwiazda polskiego filmu lat 90. ubiegłego wieku, reklamował papierosy West. Tę reklamę można do dzisiaj obejrzeć na You Tube i sprawia ona naprawdę dziwne wrażenie, chociaż nie można jej odmówić oryginalności.
Ale w Polsce reklamy papierosów nigdy nie zawojowały rynku mediów w takim stopniu, jak miało to miejsce w USA. W Stanach Zjednoczonych, w kampaniach reklamowych największych firm tytoniowych, uczestniczyli prawdziwi lekarze (tak!), zachwalając smak i lekkość papierosów i twierdząc, że przeczyszczają gardło i oczyszczają oddech. Ba, zdarzało się, że określone marki papierosów polecano nawet kobietom w ciąży!
Plakaty reklamowe oraz fragmenty kolorowych magazynów z reklamami papierosów można do dzisiaj znaleźć w Internecie jako kuriozalne ciekawostki z przeszłości (tak samo jak oficjalne reklamy produktów z dodatkiem heroiny, kiedy ten narkotyk był jeszcze legalny i powszechnie dostępny).
Mam w kolekcji płyty Blu-ray ze zremasterowanym słynnym amerykańskim serialem The Twilight Zone, oryginalnie emitowanym w USA w latach 1959-64. Każdy odcinek tego serialu zaczyna się wstępem narratora, którym był Rod Serling. A co ten narrator robił oprócz zaproszenia widzów na seans? Otóż palił papierosa, zachwalał go i reklamował markę. Wyobrażacie sobie coś takiego dzisiaj w telewizji?
Przyznam Państwu, że przy całej mojej tolerancji dla palenia i dla palaczy i przy solidaryzowaniu się raczej z nimi, a nie ze współczesnym opresyjnym prawem, nie wyobrażam sobie, że dzisiaj mogłoby istnieć tak daleko idące przyzwolenie na wszechobecność dymu papierosowego w przestrzeni publicznej jak kiedyś. Bowiem w tamtej epoce najczęściej nie przejmowano się obecnością dzieci (nawet małych) i palono papierosy w ich towarzystwie, traktując to jako zachowanie całkowicie naturalne.
Dziś wydaje mi się też naprawdę obrzydliwe, że miałbym pójść na obiad do gęstej od dymu restauracji czy kilka godzin siedzieć w przedziale kolejowym z palącymi osobami. Dlatego jak najbardziej pochwalam wiele ograniczeń dotyczących palenia, zwłaszcza w sytuacjach, gdy dym sprawiałby dyskomfort osobom niepalącym.

Współczesne badania wskazują, że dziś w Polsce nałogowo pali tylko 9 proc. młodych mężczyzn i zaledwie 1 proc. młodych kobiet, natomiast aż 60 proc. Polaków deklaruje, że NIGDY nie sięgnęło po papierosa.
W czasach mojej młodości wyglądało to zupełnie inaczej. W grupie moich przyjaciół palili wszyscy: jedni częściej, inni sporadycznie, ale każdy przynajmniej od czasu do czasu sięgnął po papierosa, na przykład na imprezie przy alkoholu. Ja w tej chwili nie palę papierosów od wielu lat (zdarza mi się zapalić raz, może dwa razy, do roku), ale nie jestem typowym neofitą.
Uważam, że obecnie panujący zakaz palenia poszedł zdecydowanie zbyt daleko. Oczywiście trzeba szanować prawo ludzi niepalących do oddychania świeżym powietrzem. To nie podlega dyskusji. Dlatego w miejscach pracy, w komunikacji publicznej, w miejscach użyteczności publicznej zakazy są zrozumiałe.
Ale dlaczego zabroniono palenia również we wszystkich lokalach gastronomicznych? Przecież niepalących nikt nie zmusza do przychodzenia do konkretnej restauracji bądź pubu. Mogliby wybierać lokale, w których palenia zabroniono, a palący mieliby swoje, w których mogliby „puszczać dymki” do woli.
Wiele osób dzisiaj nie wie lub nie pamięta, że palenie nie było zaledwie zwykłym uzależnieniem, ale również obyczajem kulturowym, zachowaniem społecznym – sposobem na zawarcie znajomości, zadzierzgnięcie silniejszych więzi, czy na rozładowanie konfliktu.
Kiedy przychodziło się do nowej pracy, najlepsze i najszybsze znajomości zawierało się w palarni. Tam też człowiek dowiadywał się wszystkich istotnych rzeczy o funkcjonowaniu firmy. A ileż moich fajnych znajomości w klubach czy pubach rozpoczęło się od tego, że poproszono mnie o ogień lub papierosa albo ja komuś ten ogień, lub tego papierosa zaproponowałem!
Na koniec chciałbym Państwu polecić dwa opowiadania autorstwa mistrza literatury grozy – Stephena Kinga – poświęcone palaczom. Jedno to Ludzie godziny 10, a drugie to Klub rzucających palenie — rewelacyjny tekst o skutecznej walce z nikotynowym uzależnieniem.
Przeczytaj również: Jacek Piekara: Te filmy z PRL trzeba obejrzeć
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: