Nauka
Mocne przyprawy zamiast emocji. Tak uciekamy przed pustką
21 marca 2026

Dlaczego najbardziej kochający, ufni i empatyczni ludzie często lądują w związkach z toksycznymi partnerami? Nowe badania psychologiczne sugerują, że powszechny pogląd, iż sami takich „wybierają” nie jest do końca prawdziwy. Co zatem stoi za tym mechanizmem i jak dobroć może obrócić się przeciwko nam samym?
Przecież widziała, jaki on jest. Jak mogła się w to wpakować?
– to pytanie wraca w rozmowach o toksycznych związkach jak bumerang. Nowe badanie, opublikowane w magazynie Personal Relationships, sugeruje, że odpowiedź wcale nie jest prosta. Jego autorzy chcieli sprawdzić, czy w przypadku skrajnych profili osobowości działa zasada „przeciwieństwa się przyciągają”, czy raczej „podobny ciągnie do podobnego”.
W szczególności interesowało ich, jak osoby z wysokimi wynikami ciemnej tetrady są odbierane przez partnerów o wysokich i niskich wynikach jasnej triady w kontekście randek. Innymi słowy: czy toksyczni partnerzy rzeczywiście „polują” na osoby empatyczne i czy empatyczne osoby są jakoś szczególnie przyciągane do ciemnych osobowości.
Ciemna tetrada to zestaw czterech cech osobowości: narcyzmu, makiawelizmu, psychopatii i sadyzmu. Osoby z wysokimi wynikami ciemnej tetrady mają tendencję do manipulowania innymi, chłodu emocjonalnego, skupienia na własnej korzyści i dominacji. Kombinacja ta często kojarzona jest z toksycznymi zachowaniami w związkach.
Jasna triada obejmuje natomiast humanizm (docenianie godności innych), wiarę w ludzi (przekonanie, że ludzie są zasadniczo dobrzy) i kantyzm (traktowanie innych jako cel sam w sobie, a nie środek do celu). Badania pokazują, że osoby z wysokimi wynikami w jasnej triadzie częściej wykazują empatię, altruizm i zaufanie. Mają też lepsze relacje społeczne i są bardziej zadowolone z życia.
W badaniu wykorzystano schemat przypominający szybkie randki lub ocenianie potencjalnych partnerów na podstawie krótkich interakcji i opisów. Uczestnicy wypełniali kwestionariusze mierzące poziom cech ciemnej tetrady oraz jasnej triady, a następnie oceniali innych uczestników jako potencjalnych partnerów randkowych.
Naukowcy analizowali, jak osoby z wysokim poziomem ciemnych cech są oceniane przez innych – w zależności od tego, czy ci inni mają wysoki, czy niski poziom jasnych cech. Kluczowe było to, czy pojawia się „wyjątkowa chemia” między ciemnymi i jasnymi profilami, czy raczej chodzi o to, że jedni ludzie szybciej mówią „nie”, a inni częściej dają kolejną szansę.
Wyniki okazały się dość zaskakujące. Po pierwsze, osoby z wysokimi wynikami ciemnej tetrady – zwłaszcza makiawelizmem i sadyzmem – były generalnie oceniane gorzej jako potencjalni partnerzy. W momencie, gdy ich randkowy partner miał niski poziom jasnych cech (czyli był raczej nieufny, mniej humanistyczny), takie osoby były zdecydowanie odrzucane.
Sytuacja zmieniała się jednak, gdy po drugiej stronie pojawiała się osoba z wysokim poziomem jasnej triady. Okazało się, że empatyczni, ufni ludzie nie odrzucali makiawelistycznych i sadystycznych partnerów z taką samą stanowczością jak pozostali uczestnicy. Efekt odrzucenia w tym przypadku praktycznie znikał. Co ważne, nie oznaczało to, że „jasne” osoby czuły do toksycznych partnerów większy pociąg niż inni. Po prostu mniej wyraźnie wyczuwały, że coś jest nie tak.
Badanie obaliło popularny mit, że „ciemni” jakoś szczególnie ciągną do „jasnych”, a „jasnych” nieodparcie pociągają „ciemni”. Naukowcy zauważyli, że ta dynamika w ogóle nie była symetryczna – osoby z cechami makiawelistycznymi czy sadystycznymi nie wykazywały żadnej szczególnej preferencji wobec empatycznych partnerów.
To ważna korekta powszechnych narracji. Wyniki badania nie potwierdzają, że między ciemnymi i jasnymi profilami osobowości istnieje jakieś specjalne przyciąganie. Okazuje się, że w tym wypadku przeciwieństwa wcale nie szukają się nawzajem. Ciemne osobowości nie mają wrodzonego „radaru” na empatyczne osoby. Po prostu w praktyce łatwiej im utrzymać relację z kimś, kto nie odrzuca ich od razu i jest bardziej skłonny dawać kolejne szanse.
Badanie dowodzi, że empatia, humanizm i wiara w ludzi są ogromnymi zasobami, ale jeśli nie idą w parze z selektywnością, mogą opóźniać zdrowe „nie” na wczesnym etapie znajomości. Co warto podkreślić, empatyczne osoby nie wybierają toksycznych partnerów celowo. To raczej kilka mechanizmów psychologicznych sprawia, że zbyt późno decydują się na odrzucenie.
Terapeuta Daniel Dashnaw wymienia pięć takich mechanizmów:
W praktyce może to wyglądać tak, że osoba o „jasnym” profilu tłumaczy niepokojące sygnały stresem czy „trudnym dzieciństwem” partnera. Z kolei tam gdzie inni widzą manipulację, ona zakłada dobrą intencję. Osoba empatyczna jest gotowa dać wiele drugich szans, bo trudno jej pogodzić się z myślą, że ktoś po prostu działa w złej wierze.
Wyniki badania wpisują się w szerszy nurt badań pokazujących, że jasna triada sprzyja zdrowiu psychicznemu, lepszym relacjom i większej satysfakcji z życia. Jednocześnie zestawienie jej z ciemną tetradą pokazuje, że te same cechy mogą czynić nas bardziej narażonymi na przedłużanie kontaktu z osobami, które inni szybciej by odrzucili.
W praktyce badanie sugeruje, że nie trzeba „zabijać” w sobie empatii, żeby chronić się przed toksycznymi ludźmi. Potrzebne są jednak ostrzejsze filtry na początku relacji i zwracanie większej uwagi na czerwone flagi. Osoby, które mają skłonność do idealizowania ludzi i tłumaczenia ich kosztem siebie, powinny pracować nad tym, by jasna triada szła w parze z granicami, a nie zamiast nich.
Wybór zdrowej relacji wymaga zrównoważenia empatii z trzema dodatkowymi umiejętnościami: rozpoznawaniem wzorców zachowań, egzekwowaniem granic i chęcią wycofania się z niezdrowej dynamiki.
– podkreśla Daniel Dashnaw.
Każdy może mieć gorszy dzień, ale jeśli ktoś regularnie łamie obietnice, umniejsza emocje partnera („przesadzasz”, „jesteś przewrażliwiona/y”), unika odpowiedzialności za swoje słowa albo testuje, jak daleko może się posunąć – to nie jest „trudny charakter”, lecz powtarzający się schemat. Warto prowadzić w głowie (albo dosłownie w notatniku) listę zachowań, które budzą dyskomfort, i sprawdzać, czy się powtarzają.
Toksyczni partnerzy często na początku relacji stosują tzw. love bombing – zasypują uwagą, komplementami, planami wspólnej przyszłości. Dla empatycznej osoby może to wyglądać jak spełnienie marzeń, ale nieproporcjonalnie szybka intensywność bywa sygnałem manipulacji, a nie głębokiego uczucia.
Powiedz „nie” w drobnej sprawie (odmów spotkania, wyraź inną opinię, poproś o zmianę planów) i obserwuj reakcję. Osoba zdrowa emocjonalnie przyjmie to ze zrozumieniem. Osoba z ciemnymi cechami często zareaguje irytacją, cichą karą (milczenie, wycofanie uwagi) albo próbą wzbudzenia poczucia winy.
Empatyczne osoby mają tendencję do „tłumaczenia” partnera kosztem własnych odczuć. Jeśli po spotkaniu czujesz napięcie w żołądku, zmęczenie albo wrażenie, że musisz się z czegoś usprawiedliwiać, traktuj to jako informację, a nie „przesadę”. Ciało często rejestruje toksyczność szybciej niż umysł, który szuka usprawiedliwień.
Dla osoby z wysokimi wynikami jasnej triady najtrudniejsze bywa właśnie wycofanie się na wczesnym etapie, bo towarzyszy temu poczucie winy: „może za szybko oceniam”, „może zasługuje na jeszcze jedną szansę”. Badania pokazują jednak, że to właśnie ta „nadwyżka moralna” – dawanie szans daleko poza punkt, w którym relacja jest zdrowa – jest jednym z głównych mechanizmów utrzymujących empatyczne osoby w toksycznych dynamikach. Rezygnacja z relacji, która budzi powtarzający się niepokój, nie jest brakiem empatii – jest jej zdrowym zastosowaniem wobec siebie.
Empatia i humanizm nie polegają na tym, że zgadzamy się na własną krzywdę. Granica między troską o drugą osobę a dbaniem o siebie przebiega tam, gdzie relacja zaczyna systematycznie naruszać nasze poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i integralności. Gdy kosztem podtrzymywania związku chronicznie rośnie lęk, poczucie winy i wyczerpanie, mówimy już nie o empatii, lecz o samopoświęceniu, które przestaje być zdrowe.
To, że rozumiemy, z czego biorą się czyjeś traumy, nie oznacza, że musimy godzić się na poniżanie, manipulację czy łamanie umów. Granice są tu formą troski – również o drugą osobę, bo bez nich empatia łatwo zmienia się w wspieranie jej destrukcyjnych zachowań.
Psychologowie podkreślają, że zdolność do stawiania granic nie jest przeciwieństwem empatii, tylko jej warunkiem na dłuższą metę. Przemęczony i przytłoczony poczuciem winy „empata” zaczyna przypominać kogoś z wypaleniem współczucia – pojawia się cynizm, emocjonalne odrętwienie, a w skrajnych przypadkach depresja. Dbanie o siebie – odpoczynek, wsparcie, a czasem decyzja o wyjściu z relacji – jest więc nie tylko psychologiczną koniecznością, ale wręcz etycznym obowiązkiem wobec samego siebie.
Przeczytaj również: Narcyzm, randki online i AI. O czym zapominamy w relacjach?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Edukacja
21 marca 2026

Zmień tryb na ciemny