Nauka
Nie liczy się to, ile masz. Co naprawdę przyciąga ludzi?
28 marca 2026

Przez dekady wydawało się, że kontynent starzeje się przynajmniej równomiernie. Najnowsze badanie grupy demografów pokazuje coś zupełnie innego: Europa nie tyle się starzeje, co rozjeżdża. W jednych regionach długość życia wciąż rośnie, w innych od lat stoi w miejscu. A granice tego podziału nie pokrywają się z granicami państw.
Przez ponad sto lat długość życia w najbogatszych krajach świata systematycznie rosła. Medycyna pokonała choroby zakaźne, opanowała układ krążenia, przesunęła granicę starości. Ale jakoś na początku XXI wieku ten mechanizm zaczął się zacinać. W kilku zachodnich państwach przyrosty długości życia stały się tak nikłe, że trudno mówić o jakimkolwiek wzroście.
Czy to znaczy, że osiągnięto już limit jeśli chodzi o długość życia w Europie? Odpowiedź, jak zwykle w demografii, nie mieści się w jednym zdaniu. I nie tylko dlatego, że naukowcy się o to spierają. Głównym powodem jest to, że średnie krajowe zakrywają to, co najistotniejsze.
Zespół demografów pod kierunkiem Floriana Bonneta (Europejski Instytut Uniwersytecki we Florencji) oraz Carlo Giovanniego Camardy i France Meslé z paryskiego Instytutu Badań nad Demografią (INED) i Josselina Thuillieza z Uniwersytetu Paryskiego (Sorbony) zebrał dane z 450 regionów 13 krajów Europy Zachodniej i prześledził, jak zmieniała się tam długość życia przez prawie trzydzieści lat – od 1992 do 2019. Wyniki, opublikowane niedawno w Nature Communications, pozwalają po raz pierwszy precyzyjnie wskazać, gdzie w Europie żyje się najdłużej, a gdzie najkrócej – podaje serwis The Conversation.
Do grona niekwestionowanych liderów długowieczności należy Szwajcaria – niemal cały kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce. W 2019 roku mężczyźni dożywali tam średnio 83 lat, kobiety 87. Tuż za nią plasują się północne Włochy, a zwłaszcza regiony takie jak Lombardia, Wenecja Euganejska czy Emilia-Romania, które od lat nie schodzą z podium.
Do elity należą także hiszpańskie wspólnoty autonomiczne Madrytu, Nawarry i Kraju Basków. Francja jest pod tym względem bardziej wybiórcza – wśród liderów znajdują się Paryż i departamenty podparyskie, czyli Hauts-de-Seine i Yvelines, gdzie zarówno mężczyźni, jak i kobiety biją krajowe rekordy. Do czołówki należą także Anjou oraz regiony przy granicy ze Szwajcarią, ale już wyłącznie w przypadku kobiet.
Co najważniejsze, liderzy nie zwalniają. Mężczyźni zyskują tam rok życia co cztery-pięć lat, kobiety niewiele wolniej. Gdyby istniał szklany sufit, oni pierwsi powinni w niego uderzyć. Wniosek jest taki, że wciąż nie osiągnięto jeszcze granicy długości życia. To podważa alarmistyczne narracje o nieuchronnym końcu ery wydłużania życia. Przyszłość długowieczności w Europie wciąż rysuje się jasno – przynajmniej dla niektórych.
Zupełnie inny obraz wyłania się, gdy spojrzeć na drugi koniec stawki. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku regiony opóźnione szybko nadrabiały dystans. Wschodnie Niemcy, Walonia, północna Francja, części Wielkiej Brytanii – tam przyrost długości życia był spektakularny, szybszy nawet niż u liderów. Różnice w długości życia między regionami malały. Skończyło się to około 2005 roku.
Dziś regiony, które jeszcze niedawno goniły czołówkę, niemal stanęły w miejscu. Wschodnie Niemcy, niegdyś symbol nadrabiania zaległości, są dziś przykładem wyhamowania. Walonia, francuskojęzyczna część Belgii, wyraźnie odstaje od Flandrii. W Wielkiej Brytanii problem dotyczy zwłaszcza regionów poprzemysłowych na północy Anglii. We Francji – w przypadku mężczyzn – niektóre departamenty Hauts-de-France notują przyrosty długości życia bliskie zera.
Średnia krajowa maskuje jednak lokalne zapaści. Ale one są realne, mierzalne i – co najgorsze – pogłębiające się. Różnice w długości życia między regionami liderami a tymi z tyłu stawki nie maleją. One wręcz rosną. I to w tempie, które każe badaczom mówić o Europie dwóch prędkości.
Demografowie wykluczyli najprostsze wyjaśnienia. To nie dzieci umierają częściej – śmiertelność niemowląt pozostaje śladowa. To nie osoby po siedemdziesiątce – tu zgony wciąż spadają, wszędzie. Problem leży gdzie indziej: między 55 a 74 rokiem życia.
W latach dziewięćdziesiątych to właśnie w tym wieku dokonała się rewolucja kardiologiczna. Lepsze leczenie, mniej zawałów, zmiana nawyków. Śmiertelność spadała gwałtownie. Po 2005 roku ten spadek wyhamował. A w niektórych regionach zaczął się nawet proces odwrotny.
Mapa wzrostu śmiertelności w wieku 55–74 jest dziś niemal lustrzanym odbiciem mapy liderów długowieczności. We Francji dotyczy to kobiet na śródziemnomorskim wybrzeżu – w Langwedocji-Roussillon, Prowansji-Alpach-Lazurowym Wybrzeżu, gdzie ryzyko zgonu w tym przedziale wiekowym wzrosło. W Niemczech problem jest jeszcze szerszy i obejmuje większość kraju i dotyczy obu płci.
To wystarczy, by wyzerować całoroczne „zyski” w długości życia całej populacji. Ponieważ w przedziale 55–74 lata umiera dziś najwięcej osób, nawet niewielkie pogorszenie przekreśla wysiłki całego systemu ochrony zdrowia.
Badanie wskazuje na kilka przyczyn. Po pierwsze, styl życia – palenie, alkohol, otyłość, brak ruchu. To wszystko uderza właśnie koło sześćdziesiątki. Po drugie – ekonomia. Jak wskazują autorzy badania, kryzys 2008 roku nie dotknął wszystkich równomiernie. Regiony, które ucierpiały najbardziej i najdłużej, to dziś te same, w których przyrost długości życia zamarł. Tam, gdzie skoncentrowały się miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych – zwykle w dużych aglomeracjach – zdrowie publiczne dotrzymało kroku wzrostowi zamożności. Poza nimi już niekoniecznie.
Długowieczność przestaje więc być wyłącznie zasługą medycyny. Staje się pochodną rynku pracy, polityki społecznej i geografii inwestycji.
Z badania demografowie wyciągają konkluzję o dwojakiej wymowie.
Optymistyczne, zdaniem demografów, jest to, że nie ma dowodów na istnienie – jak to określają – biologicznego sufitu. Skoro jedni wciąż pną się w górę, znaczy, że inni też mogą. Nie jesteśmy skazani na starość w wydaniu naszych dziadków.
Pesymistyczne natomiast jest to, że od piętnastu lat część Europy odpada z peletonu. Nie dlatego, że zwolniła, lecz dlatego, że stanęła. A różnice między regionami liderami a regionami opóźnionymi nie maleją, lecz rosną.
Przyszłość długowieczności zależy dziś nie tyle od kolejnego przełomowego leku, ile od naszej zdolności do wyrównywania tych różnic. Pytanie nie brzmi już: jak długo może żyć człowiek? Brzmi ono raczej: która część Europy w ogóle będzie mogła zadać takie pytanie? – czytamy w serwisie The Conversation.
Bo długość życia w Europie przestaje być – zdaniem demografów – wspólnym projektem. Ich badania wskazują raczej, że staje się ona przywilejem geograficznym. A to oznacza, że mapa Europy to dziś nie tylko granice państw, ale też granice wyznaczane przez zdrowie, zamożność i styl życia. I to te drugie granice widać coraz wyraźniej.
Przeczytaj także: UE zmienia segregację śmieci. Zamiast 5 koszy będzie 11?
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
27 marca 2026

Zmień tryb na ciemny