Nauka
Polacy pokochali teleporady. W USA efekt jest odwrotny
16 lutego 2026

Przez dekady wydawało się, że kontynent starzeje się przynajmniej równomiernie. Najnowsze badanie grupy demografów pokazuje coś zupełnie innego: Europa nie tyle się starzeje, co rozjeżdża. W jednych regionach długość życia wciąż rośnie, w innych od lat stoi w miejscu. A granice tego podziału nie pokrywają się z granicami państw.
Przez ponad sto lat długość życia w najbogatszych krajach świata systematycznie rosła. Medycyna pokonała choroby zakaźne, opanowała układ krążenia, przesunęła granicę starości. Ale jakoś na początku XXI wieku ten mechanizm zaczął się zacinać. W kilku zachodnich państwach przyrosty długości życia stały się tak nikłe, że trudno mówić o jakimkolwiek wzroście.
Czy to znaczy, że osiągnięto już limit jeśli chodzi o długość życia w Europie? Odpowiedź, jak zwykle w demografii, nie mieści się w jednym zdaniu. I nie tylko dlatego, że naukowcy się o to spierają. Głównym powodem jest to, że średnie krajowe zakrywają to, co najistotniejsze.
Zespół demografów pod kierunkiem Floriana Bonneta (Europejski Instytut Uniwersytecki we Florencji) oraz Carlo Giovanniego Camardy i France Meslé z paryskiego Instytutu Badań nad Demografią (INED) i Josselina Thuillieza z Uniwersytetu Paryskiego (Sorbony) zebrał dane z 450 regionów 13 krajów Europy Zachodniej i prześledził, jak zmieniała się tam długość życia przez prawie trzydzieści lat – od 1992 do 2019. Wyniki, opublikowane niedawno w Nature Communications, pozwalają po raz pierwszy precyzyjnie wskazać, gdzie w Europie żyje się najdłużej, a gdzie najkrócej – podaje serwis The Conversation.
Do grona niekwestionowanych liderów długowieczności należy Szwajcaria – niemal cały kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce. W 2019 roku mężczyźni dożywali tam średnio 83 lat, kobiety 87. Tuż za nią plasują się północne Włochy, a zwłaszcza regiony takie jak Lombardia, Wenecja Euganejska czy Emilia-Romania, które od lat nie schodzą z podium.
Do elity należą także hiszpańskie wspólnoty autonomiczne Madrytu, Nawarry i Kraju Basków. Francja jest pod tym względem bardziej wybiórcza – wśród liderów znajdują się Paryż i departamenty podparyskie, czyli Hauts-de-Seine i Yvelines, gdzie zarówno mężczyźni, jak i kobiety biją krajowe rekordy. Do czołówki należą także Anjou oraz regiony przy granicy ze Szwajcarią, ale już wyłącznie w przypadku kobiet.
Co najważniejsze, liderzy nie zwalniają. Mężczyźni zyskują tam rok życia co cztery-pięć lat, kobiety niewiele wolniej. Gdyby istniał szklany sufit, oni pierwsi powinni w niego uderzyć. Wniosek jest taki, że wciąż nie osiągnięto jeszcze granicy długości życia. To podważa alarmistyczne narracje o nieuchronnym końcu ery wydłużania życia. Przyszłość długowieczności w Europie wciąż rysuje się jasno – przynajmniej dla niektórych.
Zupełnie inny obraz wyłania się, gdy spojrzeć na drugi koniec stawki. W latach dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku regiony opóźnione szybko nadrabiały dystans. Wschodnie Niemcy, Walonia, północna Francja, części Wielkiej Brytanii – tam przyrost długości życia był spektakularny, szybszy nawet niż u liderów. Różnice w długości życia między regionami malały. Skończyło się to około 2005 roku.
Dziś regiony, które jeszcze niedawno goniły czołówkę, niemal stanęły w miejscu. Wschodnie Niemcy, niegdyś symbol nadrabiania zaległości, są dziś przykładem wyhamowania. Walonia, francuskojęzyczna część Belgii, wyraźnie odstaje od Flandrii. W Wielkiej Brytanii problem dotyczy zwłaszcza regionów poprzemysłowych na północy Anglii. We Francji – w przypadku mężczyzn – niektóre departamenty Hauts-de-France notują przyrosty długości życia bliskie zera.
Średnia krajowa maskuje jednak lokalne zapaści. Ale one są realne, mierzalne i – co najgorsze – pogłębiające się. Różnice w długości życia między regionami liderami a tymi z tyłu stawki nie maleją. One wręcz rosną. I to w tempie, które każe badaczom mówić o Europie dwóch prędkości.
Demografowie wykluczyli najprostsze wyjaśnienia. To nie dzieci umierają częściej – śmiertelność niemowląt pozostaje śladowa. To nie osoby po siedemdziesiątce – tu zgony wciąż spadają, wszędzie. Problem leży gdzie indziej: między 55 a 74 rokiem życia.
W latach dziewięćdziesiątych to właśnie w tym wieku dokonała się rewolucja kardiologiczna. Lepsze leczenie, mniej zawałów, zmiana nawyków. Śmiertelność spadała gwałtownie. Po 2005 roku ten spadek wyhamował. A w niektórych regionach zaczął się nawet proces odwrotny.
Mapa wzrostu śmiertelności w wieku 55–74 jest dziś niemal lustrzanym odbiciem mapy liderów długowieczności. We Francji dotyczy to kobiet na śródziemnomorskim wybrzeżu – w Langwedocji-Roussillon, Prowansji-Alpach-Lazurowym Wybrzeżu, gdzie ryzyko zgonu w tym przedziale wiekowym wzrosło. W Niemczech problem jest jeszcze szerszy i obejmuje większość kraju i dotyczy obu płci.
To wystarczy, by wyzerować całoroczne „zyski” w długości życia całej populacji. Ponieważ w przedziale 55–74 lata umiera dziś najwięcej osób, nawet niewielkie pogorszenie przekreśla wysiłki całego systemu ochrony zdrowia.
Badanie wskazuje na kilka przyczyn. Po pierwsze, styl życia – palenie, alkohol, otyłość, brak ruchu. To wszystko uderza właśnie koło sześćdziesiątki. Po drugie – ekonomia. Jak wskazują autorzy badania, kryzys 2008 roku nie dotknął wszystkich równomiernie. Regiony, które ucierpiały najbardziej i najdłużej, to dziś te same, w których przyrost długości życia zamarł. Tam, gdzie skoncentrowały się miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych – zwykle w dużych aglomeracjach – zdrowie publiczne dotrzymało kroku wzrostowi zamożności. Poza nimi już niekoniecznie.
Długowieczność przestaje więc być wyłącznie zasługą medycyny. Staje się pochodną rynku pracy, polityki społecznej i geografii inwestycji.
Z badania demografowie wyciągają konkluzję o dwojakiej wymowie.
Optymistyczne, zdaniem demografów, jest to, że nie ma dowodów na istnienie – jak to określają – biologicznego sufitu. Skoro jedni wciąż pną się w górę, znaczy, że inni też mogą. Nie jesteśmy skazani na starość w wydaniu naszych dziadków.
Pesymistyczne natomiast jest to, że od piętnastu lat część Europy odpada z peletonu. Nie dlatego, że zwolniła, lecz dlatego, że stanęła. A różnice między regionami liderami a regionami opóźnionymi nie maleją, lecz rosną.
Przyszłość długowieczności zależy dziś nie tyle od kolejnego przełomowego leku, ile od naszej zdolności do wyrównywania tych różnic. Pytanie nie brzmi już: jak długo może żyć człowiek? Brzmi ono raczej: która część Europy w ogóle będzie mogła zadać takie pytanie? – czytamy w serwisie The Conversation.
Bo długość życia w Europie przestaje być – zdaniem demografów – wspólnym projektem. Ich badania wskazują raczej, że staje się ona przywilejem geograficznym. A to oznacza, że mapa Europy to dziś nie tylko granice państw, ale też granice wyznaczane przez zdrowie, zamożność i styl życia. I to te drugie granice widać coraz wyraźniej.
Przeczytaj także: UE zmienia segregację śmieci. Zamiast 5 koszy będzie 11?
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: