Nauka
Twoje dziecko odziedziczyło coś niespodziewanego. Nie geny ani pieniądze
30 sierpnia 2025
Muzyka to nie tylko nuty i technika – to także umiejętność słuchania drugiego człowieka. Dlaczego więc zespołowe granie w polskich szkołach artystycznych przez lata traktowano jak zbędny dodatek? Ta historia pokazuje, jak reforma, która mogła zmienić przyszłość, została zlekceważona – a dziś odczuwamy skutki tego błędu.
Jako nauczyciel muzyki ze sporym stażem pedagogicznym uważałem, że „muzykowanie zespołowe” to uczenie wspólnego przeżywania muzyki i kształtowania umiejętności i nawyków, które pozwolą przygotować do uprawiania zawodowej kameralistyki, ale także właściwego przygotowania do pracy w orkiestrze. Przecież większość absolwentów Akademii Muzycznych ma niewielką szansę na światową karierę podziwianego przez publiczność wirtuoza, ale ma szansę zasilić orkiestry i zespoły kameralne.
Ale bez umiejętności muzykowania zespołowego ich perspektywa otrzymania propozycji grania w renomowanej orkiestrze zdecydowanie maleje. Zastanawiając się nad przyczynami, dostrzegałem kilka istotnych powodów.
Podstawowymi czynnikami są: — brak właściwego przygotowania nauczycieli i ich mała kreatywność, niewielka znajomość literatury kameralnej. Większość nauczycieli systemowo przyzwyczajamy do tego, że mają realizować program z gotową listą utworów obowiązkowych i nie odczuwają potrzeby poszukiwania literatury lub aranżowania utworów solowych na małe zespoły kameralne.
A przecież nawet mniej zdolne dzieci mają przy muzykowaniu zespołowym swoje miejsce i istotną rolę, dzięki czemu czują się docenione i ważne. Uczymy ich słuchać nie tylko siebie, ale także koleżanki, kolegów — współwykonawców — i wspólnie ponosić odpowiedzialność, za ostateczny wynik tej współpracy.
Mamy, a przynajmniej powinniśmy mieć świadomość, że jeżeli nie stworzymy szerokiego frontu odbiorców muzyki, to za chwilę muzycy, którzy pragną kształcić się na najwyższym poziomie, nie będą mieli dla kogo grać. A efekt końcowy, symbioza — muzycy i słuchacze, kształtuje się właśnie przez właśnie taki, a nie inny kontakt z muzyką.
Wydawało się, że rok 2012, w którym Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podjęło próbę zmodyfikowania podstaw programowych w szkołach artystycznych uwzględniający ten postulat, będzie rokiem przełomowym w stronę nie tylko solistycznego kształcenia, ale także w stronę umuzykalnienia. Reforma dawała szansę i alternatywę skupienia się nie tylko na kształceniu indywidualnym/wirtuozowskim, ale także na muzykowaniu w grupach, a więc również na kształceniu przyszłych przygotowanych merytorycznie i mentalnie nie tylko muzyków solistów, muzyków orkiestrowych, ale także potencjalnych odbiorców muzyki.
Zaproszenie mnie w 2012 roku przez kierownictwo Departamentu Szkolnictwa Artystycznego do prac nad ostatecznym kształtem zmian programowych traktowałem jako szczególne wyróżnienie szkoły, którą miałem zaszczyt kierować i docenienie nauczycieli bielskiej szkoły.
Przygotowaliśmy przemyślane i solidnie udokumentowane założenia programowe. Określiliśmy szczegółowo główne kierunki zmian zawierające takie postulaty jak:
Troska o najmłodszych – sześciolatki i pięciolatki w szkołach muzycznych I stopnia. Obniżenie wieku realizacji kształcenia miało skutkować coraz większą liczbą młodszych niż obecnie kandydatów. Pamiętajmy, że czasy, w których karierę światową rozpoczynali wybitni muzycy w wieku 25-30 lat minęły bezpowrotnie. Dzisiaj, jeżeli nie zrobisz kariery w wieku 17-20 lat, to praktycznie osiągnięcie światowego sukcesu sprowadzasz do przysłowiowego „zera”.
Dwutorowość kształcenia — wzmocnienie umuzykalniającej roli szkolnictwa muzycznego I stopnia. Nowe rozwiązania miały umożliwić na etapie szkoły muzycznej I stopnia równoczesne kształcenie zarówno przyszłych artystów, jak i świadomych odbiorców sztuki. Kształcenie świadomych i aktywnych odbiorców sztuki jest równie ważnym zadaniem, co kształcenie przyszłych artystów
Rozwijanie uniwersalnych kompetencji — dostosowanie kształcenia do potrzeb wynikających ze zmian we współczesnym społeczeństwie oraz na rynku pracy. Świat rozwija się dynamicznie, a sukces zawodowy zależy w równej mierze od posiadanej wiedzy, umiejętności, jak również elastyczności w działaniu, współpracy i zdolności stałego pogłębiania swojej wiedzy.
Nowoczesność — dostosowanie metod nauczania do współczesnej wiedzy pedagogicznej i psychologicznej oraz realiów technologicznych. Dla uczniów uczęszczających do szkoły komputer, tablet czy telefon komórkowy są przedmiotami codziennego użytku, zaś przestrzeń wirtualna jest jednym z obszarów aktywności, w którym spędzają wiele czasu. Nowoczesna szkoła powinna umiejętnie wykorzystywać najnowsze technologie, aby móc w skuteczniejszej i atrakcyjniejszej formie przekazywać uczniom wiedzę i umiejętności.
Różnorodność — wzbogacenie i uatrakcyjnienie oferty programowej szkół artystycznych.
Autonomia — możliwość lepszego dostosowania oferty szkoły do realiów i potrzeb środowiska lokalnego. Większa niż dotąd autonomia dyrektora szkoły w tworzeniu szkolnego planu nauczania pozwoliłaby na lepsze wykorzystanie zasobów każdej ze szkół w celu budowania ich pozycji w lokalnym środowisku i umożliwiłaby konstruowanie oferty edukacyjnej odpowiadającej różnorodnym potrzebom uczniów.
Spójność — dogodniejsze rozłożenie akcentów na wszystkich etapach kształcenia artystycznego. Kształcenie artystów jest wieloetapowe, a dla młodego artysty najistotniejsze są efekty osiągane na końcu tego procesu, kiedy to rozpoczyna działalność zawodową.
Niestety radość trwała krótko. Wrzesień 2015 rok i decyzja władz o wyrzuceniu proponowanych zmian do przysłowiowego kosza. Oczywiście, reforma miała zwolenników, ale także niemałą grupę niechętnych nauczycieli i dyrektorów szkół, gdyż wymagała od nich większej kreatywności, poszukiwania lub nawet konieczności podejmowania prób aranżowania utworów na małe zespoły muzyczne o zróżnicowanym poziomie wykonawczym.
Główna przeszkoda w kreowaniu muzykowania zespołowego na początkowym etapie nauczania dzisiaj, w dobie powszechnego Internetu i IT, wydaje się, że została usunięta. Może warto wrócić do tej porzuconej reformy, której efektów i rezultatów, poprzez jej zaniechanie, nawet nie mogliśmy sprawdzić. I zacząć uczyć słuchać i kochać muzykę.
Czy ten proponowany w reformie kierunek umuzykalniania tak krytykowany przez byłego ministra kultury w czasie jego pierwszego wystąpienia w Sejmie w 2015 roku nie odbija się nam dzisiaj „czkawką”?
Kształcimy dalej muzyków, a nie kształcimy odbiorców muzyki.
Obserwujemy to dzisiaj szczególnie mocno. Pustoszejące sale koncertowe, deprecjonowanie systemowe roli tzw. wysokiej kultury muzycznej, promowanie muzyki prymitywnej, która nie uwrażliwia, a raczej wzmacnia negatywne emocje.
Jednym z ważnych elementów tej reformy miało być kształcenie odpowiedzialności za siebie nawzajem. Tego nam dzisiaj brakuje i to nie tylko w szkolnictwie muzycznym. Nie umiemy słuchać się nawzajem, wspierać mniej zdolnego. Tworzyć zespoły, w którym nawet ten słabszy będzie miał szanse także „zabłysnąć” na estradzie.
Przeglądam coroczne wysokości dotacji na szkolnictwo artystyczne i obserwuję też gwałtowny ubytek chętnych do nauki muzyki i stwierdzam, że ubożeje ono w zastraszającym tempie. Pod względem finansowym praktycznie nie uwzględnia poziomu inflacji i wzrastających kosztów utrzymania szkół artystycznych.
A co do ilości chętnych chcących się kształcić, to nawet uczelnie muzyczne, aby podtrzymać stan studentów i kadry pedagogicznej przyjmują na studia nie zawsze dobrze przygotowanych do zawodu muzyka kandydatów. Gwałtownie natomiast wzrasta ilość środków finansowych na tzw. programy darmowych koncertów w parkach, placach, stadionach w wykonaniu domorosłych i uprawiających ogłupiającą popkulturę muzyczną pseudoartystów.
Tam nie ma ograniczeń, pieniądz leje się strumieniami. Upupiamy młodzież, licząc, że tym sposobem kupimy sobie w przyszłości ich głosy. To ułuda!
Może to jest ten wymarzony przez polityków kierunek kształcenia i uwrażliwiania społeczeństwa?
Szkolnictwo artystyczne przestaje się rozwijać, staje się kulą u nogi władzy, gdyż ze względu na zainteresowania przyszłych artystów, ich ogląd świata nie zawsze zgodny jest z wytycznymi światopoglądowymi polityków i to zarówno tych z „prawa, jak i z lewa”, według władzy nadaje się do likwidacji lub solidnego ograniczenia.
Mam nadzieję na opamiętanie, na powrót do programów i idei szkoły artystycznej, której strukturę zaczęto zmieniać w 2012 roku i tak brutalnie w 2015 r. przerwano, a idee wyśmiano i wyrzucono do kosza.
Nie bardzo rozumiem samych nauczycieli, dyrektorów szkół, a także pracowników dydaktycznych wyższych szkół artystycznych. W odróżnieniu od lat poprzednich (2010-2015) rozdyskutowanych, przedstawiających odważnie i publicznie swoje pomysły na kształcenie artystyczne, po 2015 r. zamilkli, nie próbując podjąć żadnej dyskusji publicznej, a tym samym wpływać na korzystne zmiany lub protestować w przypadku zmian wprowadzających destrukcję w tym szkolnictwie.
Wyciągnijcie głowy z piasku, nie chowajcie ich jak strusie, bo jeszcze kilka lat takiej bezwładności, a będziecie mogli zapomnieć o prawdziwym szkolnictwie artystycznym.
A czy można na ten temat dyskutować z decydentami? Na dzień dzisiejszy to przekracza ich możliwości rozumienia tego problemu. Polityka jest najważniejsza, a reszta to nic nieznaczący drobiazg.
Przeczytaj również: Czarna lista w polskich filharmoniach. Wielcy twórcy na cenzurowanym