Poprzedni
Następny

Elektronika na wagę złota. Co się kryje za ekranem smartfona

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Mężczyzna pracujący w jednej z kopalni w Północnym Kiwu w Demokratycznej Republice Konga (LUCAS OLENIUK / GETTY IMAGES)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut

Już prawie 3,5 mld ludzi korzysta ze smartfonów. Każde z tych urządzeń to kompozycja minerałów pochodzących z całego świata, takich jak koltan, złoto, miedź, cyna czy lit. Ich wydobycie często jednak wiąże się z niewolnictwem, wykorzystywaniem seksualnym i przymusową pracą dzieci.

Na 2020 r. zaplanowano premiery kilku najnowszych telefonów, a branża komórkowa przygotowuje klientów na coraz bardziej zaawansowane aparaty fotograficzne, peryskopowe układy optyczne, wydajniejsze akumulatory i składane ekrany. Kupując nowy telefon czy komputer, musimy jednak liczyć się z tym, że część naszych pieniędzy może sfinansować grupy zbrojne kontrolujące kopalnie minerałów, których używa się do budowy urządzeń elektronicznych.

Przykładowo cyny używa się do produkcji ekranów, a lit jest elementem składowym baterii. Ponadto niektóre minerały, jak kobalt wydobywany w Demokratycznej Republice Konga (DRK), są bardzo rzadkie i istnieje ograniczona liczba miejsc, skąd można je importować. Surowce, których wydobycie wiąże się z łamaniem praw człowieka, są zwane minerałami konfliktu. Wykorzystywanie seksualne, okrutne kary, przymusowe małżeństwa, praca dzieci czy debt bondage (zmuszanie do pracy w celu spłaty bliżej nieokreślonego długu) to rzeczywistość pracy w wielu kopalniach Demokratycznej Republiki Konga.

Demokratyczna Republika Konga to jeden z najbardziej zasobnych w surowce mineralne krajów. Pochodzi stamtąd około 60 proc. światowego wydobycia koltanu, z którego rudy uzyskuje się tantal. Jest on niezbędny do budowy kondensatorów znajdujących się w każdym urządzeniu elektronicznym. Według statystyk z 2018 r. DRK oraz sąsiednia Rwanda dostarczały 2/3 światowej produkcji tantalu. Większość kopalni znajduje się we wschodniej i południowej części DRK, głównie w regionach Kiwu Północne, Kiwu Południowe i Maniema.

Jean- Pierre Shungu, handlujący rzadkimi minerałami, takimi jak koltan i kasyteryt, w swoim magazynie w Bukavu (TOM STODDART / GETTY IMAGES)

„W tych prowincjach wydobywa się cynę, tantal, wolfram i złoto – minerały nazywane w skrócie 3TG (ang. tin, tantalum, tungsten, gold). Wiele kopalni znajduje się pod nadzorem lokalnych grup zbrojnych i wojska” – wyjaśnia w rozmowie z Holistic.news Fildel Bafilemba z GATT-RN, kongijskiego konsorcjum 16 lokalnych organizacji pozarządowych, które monitorują transparentność wydobycia minerałów i zgłaszają nadużycia.

Oficjalnie w DRK wojskowi i członkowie rządu nie mogą nadzorować kopalni surowców naturalnych ani czerpać z tego korzyści, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio, na przykład poprzez udziały w firmie znajdującej się w łańcuchu dostawców. W rzeczywistości to oni są jednak głównymi beneficjentami wydobycia. „Zdemilitaryzowanie kopalni nie oznacza bowiem, że takie miejsce można określić jako wolne od przemocy. Za takie można uznać niespełna 500 kopalni, które pozytywnie przeszły odpowiedni proces weryfikacyjny. GATT-RN wciąż jednak uznaje, że 96 proc. złota pochodzącego ze wschodniej części DRK to minerały konfliktu” – dodaje Bafilemba.

Metal, który podsyca wojny

Złoto to idealny środek płatniczy przy zakupie broni. Jeśli kopalnia znajduje się blisko regionu objętego konfliktem, grupa zbrojna, która ją kontroluje, ten środek płatniczy ma właściwie pod ręką. „Wydobycie złota, które nie byłoby obarczone czyimś cierpieniem, jest niesamowicie trudne. To zdecydowanie najczęściej przemycany minerał. Jest cenne i już jego niewielka ilość jest warta przeszmuglowania” – wyjaśnia, chcąc zachować anonimowość, jeden z pracowników Global Witness, organizacji, która prowadzi śledztwa dotyczące m.in. korupcji obecnej przy wydobyciu minerałów konfliktu. Wartość złota, które jest przemycane poza granice DRK, szacuje się na 300–600 mln dolarów rocznie. Kruszec trafia przede wszystkim do Ugandy i Rwandy, a stamtąd jest sprzedawany m.in. firmom produkującym biżuterię czy elektronikę.

Kopalnia w Południowym Kiwu, w której wydobywany jest kasyteryt. W takich miejscach, w niebezpiecznych warunkach, często pracują dzieci (TOM STODDART / GETTY IMAGES)

Łatwy dostęp do broni sprawia, że w DRK konflikty zbrojne toczą się w zasadzie nieustannie. „Do pracy w kopalniach rekrutowane są dzieci” – opowiada Bukeni Waruzi, dyrektor wykonawczy organizacji Free the Slaves. „Niektórzy mieszkańcy muszą pracować wbrew swojej woli, a kobiety są zmuszane do prostytucji. Firmy spoza kraju cały czas chcą kupować surowce jak najtaniej – w ten sposób lokalny konflikt cały czas jest podsycany. Bo jeśli on wygaśnie, ceny pójdą w górę” – dodaje.

Oprócz niebezpieczeństwa związanego z lokalnymi konfliktami kolejne dotyczy ciężkich warunków pracy. Temperatura pod ziemią jest bardzo wysoka, a chodniki, którymi poruszają się górnicy – wąskie i grożące zapadnięciem się. W niektórych kopalniach przy wydobyciu złota korzysta się ze szkodliwej dla człowieka rtęci – dodaje się ją do ziemi z ledwo widocznymi drobinkami złota. Łączy się ona z kruszcem, więc wystarczy ją następnie odparować, żeby została grudka czystego złota. Na szczęście istnieją także miejsca, w których cenny kruszec wydobywa się, od pokoleń wykorzystując tradycyjne, mniej groźne dla zdrowia górników sposoby.

Zachód wprowadza rozwiązania

Żeby monitorować, skąd pochodzą minerały kupowane przez amerykańskie firmy, w 2010 r. Kongres USA uchwalił Dodd-Frank Act. Ustawa dotyczyła przede wszystkim ówczesnego kryzysu finansowego z lat 2007–2009, zawierała jednak sekcję 1502, zgodnie z którą wszystkie firmy notowane na amerykańskiej giełdzie mają obowiązek sprawdzania swoich dostawców 3TG, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że minerały te mogą pochodzić z Demokratycznej Republiki Konga lub z kraju z nią sąsiadującego. Muszą także udowodnić, że swoim działaniem nie finansują handlu bronią i nie przyczyniają się do łamania praw człowieka.

W styczniu 2021 r. także w Unii Europejskiej wejdzie w życie nowe prawo, które zobowiąże wszystkie firmy do weryfikowania łańcucha dostawców. Przedsiębiorstwa, które sprowadzają 3TG, będą musiały sprawdzać, czy pozyskiwanie minerałów nie prowadzi do łamania praw człowieka i finansowania handlu bronią.

Oprócz rezolucji prawnych powstają także inne inicjatywy, jak chociażby marki telefonów, których producenci deklarują, że powstały w 100 proc. z surowców pochodzących ze sprawdzonych źródeł, choć elektronika jest złożonym produktem i trudno wyśledzić, skąd pochodzą wszystkie jej komponenty. Przykładem może być Fairphone.

Okiem lokalnych aktywistów

Społeczność międzynarodowa najwyraźniej chce działać na rzecz ograniczenia wydobycia minerałów konfliktu. Powstają inicjatywy, przyjmowane są rezolucje, a zawisła w 2017 r. nad sekcją 1502 Dodd-Frank Act groźba uchylenia – spowodowana debatą nad negatywnymi dla amerykańskiej ekonomii skutkami wprowadzenia nakazu weryfikacji długiego łańcucha dostawców – została ostatecznie oddalona. Przyczyniły się do tego m.in. listy od aktywistów i organizacji pozarządowych.

Jednak mimo powoli rosnącej świadomości problemu istniejące rozwiązania są dalekie od ideału. Chociażby dlatego, że wchodzące w życie prawo unijne dotyczy wydobycia jedynie czterech minerałów i nie obejmie ono na przykład importerów diamentów.

W Demokratycznej Republice Konga wydobywane są także diamenty, głównie w zachodniej części kraju (OLIVIER POLET / GETTY IMAGES)

Ponadto nawet najlepszy system weryfikacji nie ograniczy korupcji w kraju wydobycia. „Wprowadzone prawa pomagają, jednak nie są wystarczające do wyeliminowania zjawiska przymusowej siły roboczej. W DRK istnieją jasno określone rozwiązania prawne, jednak ich zastosowanie nie jest efektywne ze względu na słaby i skorumpowany system polityczny. Problemem pozostaje zbyt powolne wdrażanie środków na miejscu” – tłumaczy Bukeni Waruzi.

Wizja krajów zachodnich rozjeżdża się zatem z oceną sytuacji osób, które pracują w terenie. Fildel Bafilemba przyznaje, że dzięki Dodd-Frank Act zyski z eksportu minerałów, zamiast trafiać do prywatnych kieszeni, wreszcie zaczęły zasilać budżety prowincji, w których znajdują się kopalnie. „Jeśli jednak chodzi o minusy, to w zasadzie każdy program realizowany przez amerykańskie instytucje w DRK we współpracy z lokalnym rządem trwa rok, dwa, najdłużej trzy. A to nie wystarczy” – wyjaśnia kongijski aktywista.

Kolejny problem dotyczy opodatkowania. W obecnej sytuacji w krajach z regionu Wielkich Jezior Afrykańskich, w których wydobywane są surowce naturalne, podatki na eksportowane minerały różnią się znacząco. W Demokratycznej Republice Konga wynoszą one rekordowe 13 proc., podczas gdy w sąsiedniej Ugandzie podatek jest zerowy. „W konsekwencji pojawia się gigantyczna szara strefa. Kwitnie przemyt, powstają nielegalne kopalnie”
– dodaje Fidel Bafilemba.

Minerały nielegalnie wydobyte, a następnie przemycone do Ugandy i tak znajdą swoich nabywców, a sprzedający ominie w ten sposób obowiązkowe płatności. Jako kolejny problem aktywista wskazuje na brak jakiejkolwiek państwowej organizacji w DRK, która sprawdzałaby nieprawidłowości w funkcjonowaniu kopalni. Ich weryfikacją zajmują się organizacje pozarządowe, zależne od zewnętrznych darczyńców. W praktyce oznacza to po prostu brak funduszy na rzetelną działalność.

Kopalnie po odpowiedniej weryfikacji mogą otrzymać status „czerwony”, „żółty” lub „zielony”. Ten ostatni równoznaczny jest z potwierdzeniem, że w kopalni nie dochodzi do nadużyć i wydobywane w niej surowce nie są minerałami konfliktu. „Nad programem certyfikacji skupiają się wszystkie działania rządu. Zamiast pracować nad demaskowaniem czy ujednoliceniem systemu podatkowego w regionie, rządowi zależy, żeby przyznać jak najwięcej certyfikatów. Po to, by nie blokować eksportu”
– wyjaśnia Bafilemba.

Każdy konsument może zareagować

Oprócz zachodnich rządów wprowadzających rezolucje, wielkich koncernów oraz lokalnych organizacji działających na rzecz poprawy pracy w kopalniach, na scenie jest jeszcze jeden gracz – konsumenci. Powinni pytać firmy, skąd pochodzą poszczególne elementy użyte do budowy produktów. Jeśli takich nacisków będzie coraz więcej, przedsiębiorstwa zostaną zobowiązane do dostarczania informacji na temat łańcucha swoich dostawców.

Instytut Globalnej Odpowiedzialności w stworzonej przez siebie animacji wyjaśnia, jak produkcja naszych smartfonów wpływa na życie mieszkańców globalnego Południa. Żyją oni bowiem zbyt daleko, byśmy zauważyli te powiązania. Poza tym trudno w dzisiejszym świecie przestać korzystać ze sprzętu elektronicznego.

„Postęp nie wyklucza poprawy warunków życia innych ludzi. Warto szukać rozwiązań, które pozwolą nam mieć nowe, lepsze rzeczy, a z drugiej strony zadbają o warunki pracy osób, które na rzecz tego postępu ciężko pracują” – wyjaśnia Aleksandra Wardak z Instytutu Globalnej Odpowiedzialności.

„Możemy naciskać na producentów, by wprowadzali inne rozwiązania. Na przykład wymagać, żeby wraz z produkcją nowych modeli smartfonów danej marki nie wygasała możliwość aktualizacji pewnych funkcji w starszych modelach. Można wtedy od razu zapłacić więcej, mieć dłuższą gwarancję i jednocześnie ograniczyć produkowanie kolejnych telefonów. Nie ma prostych recept. Ale jeśli nie zaczniemy na ten temat więcej myśleć, to nie dojdziemy do żadnych rozwiązań” – dodaje.

Wywieranie nacisku na producentów w pojedynkę wydaje się czasem działaniem z góry skazanym na porażkę. Za granicą funkcjonują już jednak od dawna oddolne inicjatywy, które wywierają nacisk m.in. na uczelnie w zakresie szerszego podejmowania tematów związanych z prawami człowieka. Przykładem może być studencki ruch People & Planet w Wielkiej Brytanii, który w ramach kampanii Buy right stara się wywrzeć nacisk na uniwersytety, by te, kupując wyposażenie, zwracały większą uwagę na łańcuch dostawców.

Przedsiębiorcy, którzy sami chcą działać na rzecz zwalczania wydobycia minerałów konfliktu, mogą dołączyć do organizacji Electronics Watch, która monitoruje etyczne źródła wydobycia, przygotowuje raporty i w zamian za składkę członkowską udostępnia firmom bazy danych przedsiębiorstw, z którymi można współpracować w etyczny sposób . Według danych
z 2019 r. na liście firm zrzeszonych w Electronics Watch nie ma żadnego przedsiębiorstwa z Polski.

Innym rozwiązaniem, które może realnie wpłynąć na zmiany, jest dopisywanie odpowiednich klauzul społecznych w zamówieniach publicznych, co jest możliwe dzięki dyrektywie przyjętej w 2014 r. przez Parlament Europejski. Firma organizująca przetarg może wymagać, by wybrany podwykonawca przestrzegał norm etycznych na przykład w kwestii importu surowców. Dyrektywa nie jest jednak obowiązkowa.

„W Polsce w dalszym ciągu głównym kryterium przetargowym pozostaje cena. Chcielibyśmy, żeby wszystko było jak najtańsze. Nie zastanawiamy się jednak, gdzie znikają ukryte koszty danego produktu. Nawet jeśli jesteśmy świadomi, że produkcja elektroniki wiąże się
z niewolniczą pracą, to skoro nie widzimy tego na własne oczy, łatwiej nam to wyprzeć” – wyjaśnia Aleksandra Wardak.

Świadomość globalnych procesów prowadzi jednak do zmian. Bukeni Waruzi podkreśla, że to właśnie dzięki wysokiej świadomości obywatelskiej w Stanach Zjednoczonych do Dodd-Frank Act została dopisana sekcja 1502, a w krajach Europy Zachodniej ruszyły inicjatywy mające na celu monitorowanie, jaką drogę przeszły minerały od kopalni do sklepów.

Sam prowadzi kampanie dotyczące zapobiegania nadużyciom praw człowieka w wielu krajach na świecie. Potwierdza, że Europa Środkowo-Wschodnia to region, którego mieszkańcy nie są zbyt świadomi tego, czym są minerały konfliktu. „Czemu? Możliwe, że ta część świata nie jest tym zainteresowana lub nie widzi w tym problemu. Możliwe, że rządy tych krajów nie mają żadnego wpływu na kraje afrykańskie. A może to po prostu zwykła ignorancja?”.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

Zobacz również

IN THE ARTICLES