Francja feminizuje język. Zmiany zajęły 30 lat

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
IKON IMAGES / EAST NEWS
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 2 minut 30 lat temu francuski rząd wydał okólnik, w którym zachęcał obywateli do feminizacji rzeczowników oznaczających zawody. Formalnie zmiany zatwierdzono dopiero na tydzień przed tegorocznym Dniem Kobiet

Ciekawy prezent z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet przygotowała Akademia Francuska. Ta ciesząca się społecznym uznaniem rada ekspertów w dziedzinie języka francuskiego przygotowała listę nazw zawodów i stanowisk, które od tej pory mają formalnie zatwierdzone żeńskie odpowiedniki.

Spór o „feminizację języka” trwa od dekad

Francja, podobnie jak Polska, ma spory problem z odmianą końcówek rzeczowników w rodzaju żeńskim, zwłaszcza w przypadku nazw funkcji pełnionych przez kobiety. Spór o uznanie sfeminizowanych określeń trwa nad Sekwaną od dekad. Znaczny wpływ na zmianę sytuacji miała światowa akcja #metoo, która zwróciła uwagę nie tylko na tragedię molestowanych kobiet, ale też na ogólny kontekst walki z dyskryminacją ze względu na płeć.

Wielu Polaków, szczególnie tych o konserwatywnych poglądach, wzdryga się na próby przekształcenia języka z powodu zmian sytuacji społeczno-politycznej. Wyrazy takie jak „ministra” czy „pani premiera” wciąż budzą niechęć, a używającym ich osobom często przykleja się łatkę „lewicujących”, co dla niektórych jest jedną z najgorszych obelg.

Pułapki językowe przeszkodą dla zmian?

Specjaliści od języka stoją przed poważnym wyzwaniem. Zmiana zasad poprzez przyjęcie jednej ustawy nie byłaby łatwa, bo w języku polskim, tak jak we francuskim, niektóre nazwy zawodów i stanowisk – po odmianie zgodnej z przyjętymi normami – nabierają znaczeń niekoniecznie zgodnych z pełnioną funkcją. Przykład? Rodzimej nauczycielki muzyki raczej nie nazwiemy „muzyczką”. Podobne zasadzki językowe czekają nas w języku francuskim – hydraulik to plombier, a plombière to nie hydrauliczka, a deser lodowy z kremem.

W obliczu takich kłopotów z pomocą przychodzą eksperci. W tych sprawach Francuzi mają na kogo liczyć. Akademia Francuska to jedna z najstarszych na świecie instytucji tego typu. Założona w 1635 r. przez słynnego kardynała Richelieu (za panowania Ludwika XIII), do dziś stoi na straży poprawnego używania języka francuskiego. Dosłownie opiekuje się nim, sławi i popularyzuje jego piękno. Zasiadający w radzie Francuzi są wybierani spośród wybitnych pisarzy na dożywotnią kadencję. Funkcję „nieśmiertelnego” (bo tak zwyczajowo nazywa się akademików) można objąć tylko w przypadku śmierci jednego z członków.

Kwestia szacunku i równości płci

Francuzi są niezwykle przywiązani do swojej mowy ojczystej, dlatego też przynależność do Akademii Francuskiej jest jednym z największych państwowych wyróżnień dla obywateli. Język ma znaczący wpływ na sposób myślenia i postrzegania świata. Jego siła pozwoliła przetrwać Polakom 123 lata zaborów. Oddając kobietom ich językową tożsamość, tak naprawdę zwracamy im należyty szacunek i podkreślamy równość płci.

W języku francuskim pojawi się żeńska odmiana prefekta, szefa, lekarza, parlamentarzysty, prokuratora i wielu przedstawicieli funkcji publicznych. „Vive la France!” – pisały francuskie feministki w mediach społecznościowych po ogłoszeniu wyników głosowania akademików. Radości nie kryła również bardziej liberalna prasa.

Wśród nagłówków z okrzykami radości znalazły się także oskarżenia o szowinizm. Zwolennicy zmian, których zdaniem „męskie formy mają charakter dyskryminujący”, zarzucili Akademii Francuskiej zbyt długą stagnację w tej sprawie i oskarżają ją o celowe spowalnianie naturalnych przemian. 

]]>
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES