Prawda i Dobro
Ty decydujesz. Przekaż 1,5 proc. podatku na kulturę i edukację
13 lutego 2026

Ponad 10 tysięcy osób odpowiedziało na bardzo osobiste pytanie: ile razy w życiu byli „zakochani na zabój”. Nie chodziło o zauroczenie ani przywiązanie, tylko o tę miłość, która potrafi przewrócić świat do góry nogami. Wynik zaskakuje i jednocześnie uspokaja.
Wyobraź sobie pytanie, które brzmi jak żart z komedii romantycznej — a jednak potraktowano je absolutnie serio. Badacze zwrócili się do ponad 10 tysięcy osób z jednym, bardzo prostym, ale też bardzo intymnym pytaniem: „Ile razy w życiu byłeś/aś szaleńczo zakochany/zakochany na zabój”
Nie chodziło o zwykłe zauroczenie, silną sympatię czy długotrwałe przywiązanie. Chodziło o tę miłość totalną — namiętną, pochłaniającą, pełną motyli w brzuchu i bezsennych nocy. Taką, która potrafi unieść nas na emocjonalne szczyty… albo porządnie wywrócić życie do góry nogami.
Odpowiedź? Średnio 2,05 raza. Czyli — statystycznie — dwa razy w życiu, z niewielkim ułamkiem. I to nie jest internetowa ciekawostka ani romantyczny mit. To wynik największego jak dotąd badania populacyjnego na temat namiętnej miłości, przeprowadzonego przez Kinsey Institute przy Indiana University. Rezultaty opublikowano w czasopiśmie Interpersona.
W ankiecie wzięło udział 10 036 singli w wieku od 18 do 99 lat. Do badań wybrano zwykłych Amerykanów pochodzących z bardzo różnych środowisk. Z zasady z udziału w badaniach całkowicie wykluczono studentów psychologii i osoby korzystające z tzw. terapii par.
Co to mówi? Przede wszystkim to, że ten emocjonalny huragan, o którym śpiewają artyści i który widzimy w filmach romantycznych i melodramatach, wcale nie jest codziennością. Dla większości z nas zdarza się naprawdę rzadko.
Jak zauważa prowadząca badanie dr Amanda Gesselman:
„Ludzie ciągle mówią o szaleńczej, wielkiej miłości, ale nikt wcześniej nie zapytał na poważnie, ile razy to się naprawdę dzieje w całym życiu. Okazuje się, że dla większości osób to tylko kilka razy — a często mniej”.
Dlaczego to badanie jest ważne? Bo popkultura sprzedaje nam obraz, że namiętna miłość powinna pojawiać się często — jak kolejne seriale na Netfliksie czy randki w aplikacjach. Piosenki, filmy i memy sugerują, że „motyle w brzuchu” to coś, co powinno nas spotykać wielokrotnie.
Tymczasem rzeczywistość jest spokojniejsza. Większość z nas ma w życiu zero, jedną lub dwie takie burze emocji. Cała reszta to inne, równie wartościowe formy miłości: bliskość, zaufanie, przywiązanie, partnerstwo, wspólne życie, wspólne codzienne chwile.
To badanie nie mówi, że po dwóch wielkich miłościach życie staje się szare, nudne i całkowicie pozbawione emocji. Jak konkludują naukowcy: wyniki badań mówią raczej coś uspokajającego: jeśli nie miałeś/aś dziesięciu romantycznych wzlotów i upadków, to nie znaczy, że coś jest z tobą nie tak. To nie brak romantyzmu — to po prostu ludzka statystyka.
Może, więc gdy następnym razem ktoś powie z westchnieniem: „Już nigdy się tak nie zakocham”, zamiast pocieszać go frazesem „jeszcze znajdziesz tę jedyną”, można odpowiedzieć szczerze: „to wcale nie oznacza, że nie możesz być szczęśliwy inaczej”.
Bo miłość to także wszystkie te relacje, które pędzą wolniej — ale potrafią dowieźć nas znacznie dalej. To miłość, która nie zawsze daje motyle w brzuchu, za to daje poczucie bezpieczeństwa.
Nie zawsze przyspiesza puls, ale pozwala oddychać głębiej. Nie zawsze jest dramatyczna, ale bywa trwała. To bliskość budowana latami, zaufanie wypracowane w codzienności, czułość okazywana w drobnych gestach, wspólne przechodzenie przez kryzysy, radości i zwykłe dni.
Innymi słowy: szaleńcza namiętność rozpala, ale spokojna miłość potrafi nas prowadzić dobrze przez wspólne życie.
Przeczytaj również: Aplikacje randkowe nie działają. Jak znaleźć partnera i nie zwariować
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: