Indie czekają na kobiecą rewolucję

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Hinduska kobieta modli się i tańczy podczas corocznego festiwalu Ambubasi w Agartali, stolicy północno-wschodniego stanu Tripura, Indie. Festiwal organizowany jest z okazji menstruacji bogini Sati (JAYANTA DEY / REUTERS)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut Tegoroczny zdobywca Oscara w kategorii dokumentów krótkometrażowych, film „Okresowa rewolucja”, pokazuje, jak rozmawianie o menstruacji emancypuje kobiety. O tym, jak zwykłe podpaski mogą zapewnić niezależność i wsparcie wykluczonym kobietom w uboższych rejonach świata, mówi psycholożka z Indii, Sindhuja Sankaran

ANNA WILCZYŃSKA: Tobie – psycholożce i kobiecie z Indii – obejrzenie „Okresowej rewolucji” przywołało wiele znajomych obrazów. Jakie wrażenie zrobił na tobie film?

SINDHUJA SANKARAN*: Ten film niezwykle wiernie oddaje rzeczywistość. Dotyka bardzo istotnych tematów, których kino indyjskie najczęściej nie porusza. Mówi nie tylko o problemie braku produktów higienicznych dla kobiet na indyjskiej wsi, lecz także o tym, jak kobietom w Indiach brakuje wsparcia. Te dwa ściśle powiązane ze sobą problemy zostały w filmie bardzo pięknie przedstawione.

W pierwszych scenach dokumentu możemy z bliska obserwować twarze mężczyzn i kobiet pytanych o menstruację. Są sparaliżowani wstydem, nie są w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytania dotyczące funkcjonowania kobiecego ciała, czasem nie mogą wykrztusić nawet słowa. Dlaczego w indyjskim społeczeństwie temat okresu wiąże się z tak wielkim wstydem?

Ponieważ ta kwestia łączy się ściśle z normami czystości, które są bardzo głęboko zakorzenione w społeczeństwie i indyjskim systemie kastowym. Normy moralności i czystości to jedne z najważniejszych norm społecznych. To zasady, które przekraczają granice reguł religijnych, wpływają na wiele dziedzin życia, mają ogromne znaczenie w kształtowaniu tożsamości kastowej i wielki wpływ na ludzkie zachowanie.

W tym kontekście miesiączka jest postrzegana jako „zła krew”, która sprawia, że kobieta staje się nieczysta. Krew jest postrzegana jako coś wstydliwego, a nawet obrzydliwego. Między innymi dlatego w reklamach podpasek, nie tylko w Indiach, ale i na całym świecie, używa się niebieskiego płynu zamiast czerwonego, żeby zniwelować skojarzenie z krwią.

Rayka Zehtabchi i Melissa Berton pozują z Oscarami za najlepszy krótkometrażowy dokument Period. End of senctence. USA, 24 luty 2019 r. (MIKE SEGAR / REUTERS)

Jak bardzo normy czystości wpływają na zachowanie?

Nieczystość pociąga za sobą bardzo daleko idące konsekwencje, ponieważ tak jak w przypadku normy, jej skutki nie ograniczają się tylko do jednej sfery życia. W Indiach kobieta, która ma okres – kobieta nieczysta – nie może wchodzić do kuchni, nie może gotować, nie może odwiedzać świątyni. Jest izolowana od innych, często przez kilka dni nie wychodzi z domu. Można powiedzieć, że to efekt działania patriarchatu. Ale trzeba pamiętać, że to nie tylko mężczyźni odpowiadają za narzucanie tych norm kobietom. To także kobiety narzucają je sobie nawzajem: matka córce, teściowa synowej.

Jednak mężczyznom jest zdecydowanie łatwiej narzucać te normy kobietom, ponieważ sami nie mają okresu, więc nie odczuwają tych konsekwencji. W filmie zdecydowana większość mężczyzn nie ma zielonego pojęcia, czym miesiączka w ogóle jest.

Mężczyźni rzeczywiście najczęściej nie potrafią wytłumaczyć, jakie biologiczne procesy przebiegają wtedy w ciele kobiety. W Indiach niemal w ogóle nie uczy się na ten temat. Kiedy ja chodziłam do szkoły, w Ćennaj – trzecim największym mieście w Indiach – nie mieliśmy edukacji seksualnej. Z pewnością dzisiaj w wiejskich szkołach również brakuje takich zajęć. Ten sam brak edukacji i wstyd dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych. W mojej szkole nauczyciel biologii ominął cały rozdział w podręczniku dotyczący żeńskiego układu rozrodczego. Zupełnie jakby go nie było. Zrobił to prawdopodobnie nie dlatego, że nie miał o tym temacie pojęcia, ale był tak zażenowany, że nie był w stanie nam wytłumaczyć, jak działa kobiece ciało.

Kto rozmawiał z tobą o pierwszym okresie? Mama?

W indyjskich rodzinach miesiączka nie jest tematem rodzinnych rozmów. Oczywiście w niektórych rodzinach może być inaczej. Ale moja mama nie rozmawiała ze mną na ten temat. Moja ciocia, z którą dzieli mnie mniejsza różnica wieku, wszystko mi wytłumaczyła. Mama powiedziała mi tylko, że miesiączka u kobiet ma jakiś związek z Bogiem. Ale nawet jako nastoletnia dziewczynka nie byłam w stanie w to uwierzyć. Zapytałam więc taty, ale on powiedział, żebym poszła o tym pogadać z mamą. Kiedy mu powiedziałam, że mama mówiła coś o Bogu, odpowiedział, że pewnie mama ma rację.

Czyli klasyczne „idź, zapytaj kobietę”. Miesiączka jest przedstawiana jako babski problem, kobieca sprawa. Tymczasem wpływa na wiele obszarów życia całego indyjskiego społeczeństwa. Kiedy dziewczynka dostaje okres i nie ma dostępu do artykułów higienicznych, rezygnuje z nauki. Z tego samego powodu wiele kobiet na indyjskich wsiach nigdy nie zdobywa wykształcenia, nie idzie do pracy. W tak ogromnym kraju brak kobiet na rynku pracy znacząco wpływa na gospodarkę. Kobiety, które mają okres, są izolowane w społecznościach religijnych. Dlaczego mimo tego wszystkiego miesiączka jest wciąż kobiecym problemem?

W Indiach nie tylko mierzymy się z menstruacyjnym tabu, ale jesteśmy jednym z tych krajów świata, gdzie ma miejsce rażąca nierówność płci. To, że w społeczeństwie nie ma wiele uczących się i pracujących kobiet, że nie ma kobiet niezależnych, nie jest postrzegane jako problem. Na wsiach wiele osób powie ci, że gdy dziewczyna osiągnie stosowny wiek – czyli najczęściej, kiedy dostanie pierwszy okres i zaczyna się ją postrzegać jako w pełni rozwiniętą kobietę – nie musi się dłużej uczyć. Może wyjść za mąż i mieć dzieci, i w ten sposób spełnić swoją funkcję w społeczeństwie. W powszechnym mniemaniu nie jest to zjawisko, które pociąga za sobą poważne społeczne konsekwencje.

Czyli nieobecność kobiet w tak wielu aspektach życia społecznego – w świątyni, szkole, na rynku pracy – to standard.

Tak, ale to nie wszystko. Mam 33 lata, nie mam męża, nie mam dzieci, pracuję. W Indiach to nie jest normalne. Jeśli planowałabym zawrzeć aranżowane małżeństwo, miałabym duży problem ze znalezieniem męża. Mam za wysokie kwalifikacje. Ogłoszenia matrymonialne, które można przeczytać w gazetach czy w internecie w Indiach, brzmią mniej więcej tak: „Poszukuje się panny młodej – hinduski z wysokiej kasty, o jasnej karnacji…” i tak dalej. Często w tych ogłoszeniach pojawia się sugestia, żeby dziewczyna była wykształcona, „ale nie za bardzo”. Kobieta powinna umieć zająć się domem i umieć gotować. Nie powinna intelektualnie przewyższać męża. Oczywiście mówimy teraz o bardziej konserwatywnej części społeczeństwa. Zdarzają się w Indiach także osoby, które nie przejawiają uprzedzeń ze względu na płeć.

We wrześniu 2018 roku indyjski Sąd Najwyższy zniósł zakaz wstępu do świątyni Sabarimali w Ahmedabad dla kobiet (AMIT DAVE / REUTERS)

Arunachalam Muruganantham, zwany w Indiach „człowiekiem od podpasek”, był pierwszą osobą w kraju, która rozpoczęła dyskusję na temat okresu. Stał się też pierwszym producentem tanich podpasek dla kobiet, które do tej pory nie mogły sobie na nie pozwolić. Jego zdaniem menstruacja jest największym tabu w Indiach.

Drugim w kolejności byłby pewnie homoseksualizm. Dzisiaj środowiska feministyczne starają się przerwać krąg milczenia wokół tematu menstruacji, prowadzić zajęcia edukacyjne. Ale „okresowa rewolucja” musi dotrzeć przede wszystkim do osób z najmniej uprzywilejowanych warstw społecznych.

Pochodzę z dużego miasta, ale pamiętam, że kiedy dostałam swój pierwszy okres, umierałam ze wstydu. To stało się w szkole, podczas lekcji angielskiego. W mojej szkole nosiliśmy białe mundurki. Co jakiś czas zgłaszałam się do odpowiedzi i wstawałam, żeby odpowiedzieć na pytanie nauczyciela. Wszyscy zauważyli, że dostałam okres, tylko nie ja. Chłopcy, którzy siedzieli za mną w ławce, zaczęli chichotać. Dopiero później jedna z dziewcząt podeszła do mnie i powiedziała mi dlaczego. Zadzwoniłam po mamę, żeby zabrała mnie do domu. Przez kilka dni odmawiałam pójścia do szkoły, tak było mi wstyd.

Jak to zdarzenie na ciebie wpłynęło?

Nienawidziłam tego. Używałam podpasek, ale takich z materiału, które szybko przemakały. Więc nie tylko byłam nieczysta w sensie religijnym, ale w sensie fizycznym. To bardzo smutne, bo podobne zdarzenia bardzo mocno wpływają na to, jak człowiek postrzega sam siebie, wpływają na samoocenę, zwłaszcza w tak młodym wieku. Dziewczyna zaczyna patrzeć na swoje ciało jak na coś, czego powinna się wstydzić. Nienawidziłam miesiączek tak bardzo, że zapytałam mamę, czy mogę sobie usunąć jajniki. Oczywiście wtedy nie zdawałam sobie sprawy, jakie konsekwencje pociąga za sobą usunięcie jajników. Ale to pokazuje, jak ogromna była presja społeczna.

Czyli z jednej strony mamy ogromny wstyd. A z drugiej… „okresowe imprezy”.

To brzmi jak szaleństwo, ale to bardzo stara tradycja. W Indiach, kiedy dziewczynka – jak mawiamy – osiągnie ten wiek, odbywa się wielka uroczystość. Bohaterkę wydarzenia stawia się na scenie i celebruje się to, że od teraz może mieć dzieci. 12- i 13-latki dekoruje się kwiatami, rodzina i znajomi przynoszą prezenty i pieniądze. Kiedy wnuczka dyrektorki mojej szkoły dostała pierwszej miesiączki, wszyscy o tym wiedzieli, bo jej imprezę urządzono w szkolnej auli. Rodzice byli dumni, ale dla dziewczyny to było niesamowicie upokarzające.

W mojej rodzinie nie ma zwyczaju urządzania takiego przyjęcia, ale niektórzy krewni przyszli mi pogratulować. Cieszyłam się, że przynajmniej mam z tego trochę pieniędzy. Ale to hipokryzja. Świętuje się pierwszą miesiączkę, a potem dziewczyna staje się dorosłą kobietą i o sprawie nigdy więcej się nie rozmawia. Następnie jesteś tylko nieczystym, krwawiącym człowiekiem.

Hinduski wędrowny asceta – sadhu – tańczy podczas procesji religijnej w przeddzień dorocznego festiwalu Ambubachi w świątyni Kamakhya w Guwahati, Indie (BIJU BORO / AFP / EAST NEWS)

Dla wielu dziewcząt, które nie mają dostępu do środków higienicznych, taka „impreza” jest ostatnim momentem, zanim rzucą szkołę. Zaczynają mieć miesiączkę, więc przestają wychodzić z domu ze wstydu. Używają starych ubrań jako podpaski, ryzykując zdrowie. Dla wielu z nich oznacza to także, że wkrótce wyjdą za mąż i będą mieć dzieci. A według statystyk tylko ok. 10 proc. kobiet w Indiach ma dostęp do podpasek. Tampony w wielu kulturach na świecie w ogóle nie wchodzą w grę.

Kobiety nie mają dostępu do tych produktów najczęściej dlatego, że są bardzo drogie. Dlatego uważam, że wszędzie na świecie środki higieniczne dla kobiet powinny być wydawane darmowo lub powinny być subsydiowane. W ten sposób kobiety z nizin społecznych i grup wykluczonych będą miały do nich łatwiejszy dostęp.

Nam, żyjącym w dostatku, ciężko sobie wyobrazić, że mogłybyśmy nie mieć dostępu do takich podstawowych rzeczy.

Tymczasem tego braku doświadczają kobiety wszędzie na świecie, szczególnie te bardzo ubogie, wykluczone, ofiary klęsk żywiołowych. W 2014 r. moje rodzinne miasto nawiedziło tsunami. Informowano nas, że jeśli chcemy pomóc ofiarom, możemy przekazać podpaski dla kobiet. Pracowałam też jako wolontariusz w obozie dla uchodźców Moria na greckiej wyspie Lesbos. Tam i w wielu innych obozach kobiety przez lata muszą radzić sobie bez podpasek, ponieważ nie mają ich skąd wziąć. W 2012 r. w Ćennaj osiedlili się uchodźcy Rohingya, którzy uciekli z Myanmaru. Tam, gdy tylko dziewczynka dostanie okres, rzuca szkołę. W tej społeczności kobiety nie pracują, więc dziewczynki wychodzą za mąż i mają dzieci. Ich życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby otrzymały odpowiednią edukację i środki higieniczne. Ten problem dotyczy także bezdomnych kobiet wszędzie na świecie.

Z drugiej strony, kiedy kobiety zaczynają rozmawiać o okresie, o swoim ciele, o swoim zdrowiu, tworzy się między nimi specjalna więź. Gdy bohaterki filmu „Okresowa rewolucja” zaczynają o tym rozmawiać, zaczynają się też wspierać, nawet śmiać, gdy widzą, że mężczyźni nie rozumieją, o czym mówią. Te babskie sprawy zamiast umacniać tabu, sprawiają, że kobiety odczuwają wzajemną solidarność.

Zwykłe podpaski mogą zapewnić niezależność i wsparcie wykluczonym kobietom, które utknęły w swoich domach na skutek tabu związanego z okresem. I to nie tylko w Indiach, lecz także w innych krajach Azji Południowej. Nie jest oczywiście tak, że każda kobieta stanie się od razu niezależna, ponieważ role płciowe w takich społeczeństwach są z góry określone. Ale gdyby udało się pokazać kobietom, jak może wyglądać niezależność, wiele z nich mogłoby pokochać to uczucie. Rozmawianie na te tematy daje kobietom poczucie sprawczości, poczucie kontroli nad rzeczami, które ich dotyczą. Przywraca im kontrolę nad ich własnym życiem.

*Sindhuja Sankaran – psycholożka, badaczka na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Inicjatorka inicjatywy Rethinking Refugees – ruchu społecznego na rzecz edukacji o migracjach i promującego różnorodność w Krakowie.

]]>
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES