Prawda i Dobro
Demografia w pułapce. Ucieka pytanie o sens posiadania dzieci
23 marca 2026

Boimy się mówić, choć mowa jest tym, co nas odróżnia. Boimy się pytać, choć pytania są źródłem wiedzy. Boimy się nie zgodzić, choć właśnie niezgoda bywa aktem odpowiedzialności. Skąd bierze się ten lęk, ile naprawdę kosztuje nas milczenie i jak być asertywnym mądrze?
Był rok 1977. Na lotnisku na Teneryfie dwa Boeingi 747 zderzyły się na pasie startowym. Zginęły 583 osoby. Późniejsze badania wykazały coś niepokojącego: załoga jednego z samolotów widziała, że coś jest nie tak… i milczała. Bo zdania kapitana się nie kwestionuje.
Robert Cialdini, amerykański psycholog społeczny, opisując tę i podobne katastrofy, nazwał ten mechanizm kapitanozą – stanem, w którym autorytet lidera paraliżuje krytyczne myślenie całego zespołu. Jak zauważył w kontekście badań nad wypadkami lotniczymi: bezpośrednią przyczyną tragedii były błędy kapitanów, których nie zakwestionowała reszta załogi, nie chcąc narażać się autorytetowi.
Maria Król-Fijewska, polska psycholog i pionierka treningu asertywności, zbudowała coś, co można nazwać dekalogiem wolnego człowieka. Nie jest to lista porad. To katalog praw – fundamentalnych, niezbywalnych, i w zaskakującej mierze zapomnianych. A one w sposób prosty i głęboki prowadzą do odpowiedzi na pytanie, jak być asertywnym.
Masz prawo do błędu. Masz prawo do niewiedzy. A także prawo do posiadania własnego zdania, nawet jeśli stoi ono w kontrze do opinii eksperta, starszego kolegi czy przełożonego. Masz prawo do odmowy. I – co szczególnie ważne – masz prawo do bycia nieasertywnym, czyli do świadomego wyboru, że w tej konkretnej chwili milczysz.
Dlaczego te prawa są zapomniane? Bo wymagają czegoś głębszego niż znajomość technik komunikacji. Wymagają ugruntowanego poczucia własnej wartości. Jak pisała Król-Fijewska, bez tego fundamentu nawet najlepiej wyuczone zwroty brzmią pusto.
Skąd bierze się ten paraliż? Urszula Grabowska-Maleszko, trenerka komunikacji, wskazuje na coś, co nazywa symbolicznym rodzicem. Kiedy stajemy przed autorytetem – szefem, lekarzem, urzędnikiem – uruchamiamy emocje, które „pamiętają” dużo wcześniejsze spotkania.
Tata, który nie tolerował sprzeciwu. Nauczycielka, przy której trzeba było siedzieć prosto i nie zadawać zbędnych pytań. Jak zauważa Grabowska-Maleszko, autorytet to symboliczny rodzic, od którego w pewien sposób zależymy, i patrzymy na taką osobę przez pryzmat naszych dziecięcych doświadczeń.
To nie jest słabość, ale ludzka neurologia. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecięca strategia przeżycia – bądź grzeczny, nie przeszkadzaj, kapitan wie lepiej – rządzi nami w dorosłym życiu i stoi w sprzeczności z tym, jak być asertywnym. Kiedy milczymy w gabinecie lekarskim, bo przecież nie wypada pytać. Kiedy godzimy się na zadanie, którego nie rozumiemy, bo szef nie lubi wątpliwości.
Król-Fijewska w książce Stanowczo, łagodnie, bez lęku wskazuje na rzadko rozważany paradoks, mówiący, że brak asertywności nie jest neutralny:
Jeżeli godzę się robić coś, na co nie mam ochoty, nie informując otoczenia o tym, czego naprawdę chcę, wprowadzam ludzi w błąd.
Nasze milczenie nie chroni relacji, ale ją fałszuje. Budujemy wtedy kontakty oparte na tym, czego nie powiedzieliśmy, na potrzebach, których nie wyraziliśmy, na zgodach, za którymi kryje się żal. I dziwmy się potem, że czujemy się samotni pośród ludzi, którzy – jak nam się wydaje – powinni nas rozumieć.
Odpowiedź na pytanie o to, jak być asertywnym, nie sprowadza się jedynie do technik mówienia „nie”. Asertywność to akt prawdomówności i przejaw czegoś, co można nazwać „ekologią relacji”.
Grabowska-Maleszko zachęca, by przyjrzeć się własnemu stosunkowi do autorytetów – nie po to, żeby je obalać, ale żeby nauczyć się budować komunikację partnerską. Komunikację, w której „Ja jestem w porządku i Ty jesteś w porządku” – właśnie w ten sposób Król-Fijewska opisuje fundament odpowiedzi na pytanie, jak być asertywnym.
Drugi pilot, który mówi kapitanowi „nie zgadzam się, sprawdźmy jeszcze raz”, nie jest buntownikiem. Jego postawa jest odpowiedzialna. Pacjent, który pyta lekarza „co to oznacza i czy mam inne opcje?”, nie kwestionuje kompetencji, ale chroni siebie. Pracownik, który mówi szefowi „potrzebuję więcej informacji, zanim to zrobię”, nie sabotuje organizacji. On myśli.
Zatem asertywność wobec autorytetu to nie arogancja. Asertywność oznacza dojrzałość. I, jak pokazują czarne skrzynki z Teneryfy – bywa, że jest kwestią życia i śmierci.
Warto przeczytać: Twój wewnętrzny sędzia kłamie? Poznaj dowody z wnętrza mózgu
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:


Prawda i Dobro
22 marca 2026

Zmień tryb na ciemny