Wina za ludobójstwo obliczona w procentach

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Uczestnicy manifestacji upamiętniającej 24. rocznicę masakry w Srebrenicy. Haga, 11 lipca 2019 r. (ABDULLAH ASIRAN / ANADOLU AGENCY / GETTY IMAGES)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 6 minut

Sąd Najwyższy w Hadze orzekł, że Holendrzy ponoszą 10 proc. odpowiedzialności za śmierć niektórych ofiar ludobójstwa w Srebrenicy. Dyskusja o szacowaniu win pociąga za sobą debatę o wysokości odszkodowań za śmierć Bośniaków

W lipcu holenderski Sąd Najwyższy zdecydował, że państwo ponosi 10 proc. winy za śmierć 350 osób spośród ponad 8 tys. ofiar masakry w Srebrenicy. Oznacza to, że gdyby żołnierze Dutchbatu pozwolili 350 mężczyznom zostać w ich bazie, mieliby oni dokładnie 10 proc. szans na przeżycie masakry, która rozpoczęła się 11 lipca 1995 r.

***

11 lipca 1995 r.

Termometry w Srebrenicy pokazują 29 stopni Celsjusza. Prognoza: słonecznie, ale będzie wiało.

Pułkownik Thom Karremans rozmawia z gen. Ratkiem Mladićem, a raczej jest przez niego przesłuchiwany. Karremans dowidzi Dutchbatem, czyli batalionem armii holenderskiej, w ramach sił ONZ wysłanych z misją pokojową na wojnę, która wybuchła po rozpadzie Jugosławii. Mladić jest dowódcą Armii Republiki Serbskiej. Jego żołnierze w większości mają za sobą kariery w Jugosłowiańskiej Armii Ludowej i są Serbami. Teraz realizują nową misję utworzenia separatystycznego państwa.

Jesteśmy w Srebrenicy, na wschodzie Bośni i Hercegowiny, nowopowstałego państwa, które zadecydowało, że nie chce być już jugosłowiańską republiką. Mieszkają tu muzułmanie, Chorwaci i Serbowie. Skoro Jugosławia ma się dzielić, Serbowie zabijają i wysiedlają swoich sąsiadów z terenów, na których stanowią większość. Tak tworzą Republikę Serbską. Podobnie na kontrolowanych przez siebie ziemiach postępują muzułmanie.

Miasteczko sprzed wojny było całkiem ładne. Na filmie promocyjnym z lat 70. chwaliło się świeżym powietrzem i klimatem idealnym na wypoczynek. W górskim spa było też kilka fabryk – nie brakowało surowców mineralnych ani pracy. Krótko po wybuchu wojny ONZ ogłosiła Srebrenicę „bezpieczną enklawą”. Oznaczało to, że zgromadzeni tam muzułmanie, mimo że znaleźli się na terytorium kontrolowanym przez Serbów, nie powinni być atakowani.

W czasie gdy Karremans rozmawia z Mladićem, Serbowie już od trzech lat oblegają miasto, coraz bardziej zacieśniając łańcuch. To oni decydują o dostawach paliwa, jedzenia i leków dla ludzi w „bezpiecznej strefie”. Za ochronę ludności cywilnej odpowiedzialni są m.in. holenderscy żołnierze. Działając na podstawie mandatu ONZ, mogą użyć broni tylko w samoobronie. Nie powinni opowiadać się po żadnej ze stron.

Wieczór, hotel Fontana

Pułkownik Karremans nie wie jeszcze, że zaraz dojdzie do największego ludobójstwa w Europie po zakończeniu II wojny światowej. Na zdjęciach i filmach (Serbowie dokumentowali swoje zbrodnie – red.) holenderski wojskowy patrzy na Mladića nieufnie, być może ze strachem. Mężczyźni piją wino rozcieńczone wodą. Mladić wydaje się być swobodny. Panuje nad sytuacją. Namawia holenderskiego dowódcę najpierw na alkohol, później na papierosa. Mówi: „Nie bój się. Pal. To nie ostatni papieros w twoim życiu”.

Gen. Ratko Mladic pije wino z płk. Thomem Karremansem (drugi od prawej), 11 lipca 1995 r. (AP / STR / EAST NEWS)

Widać, że Mladić czuje się panem życia i śmierci. Wszedł pewnie do Srebrenicy, którą nazwał „serbską”. Enklawa upadła. Krzyczy na Karremansa, oskarżając go o bezpośredni atak na serbskich żołnierzy i wysyłanie na Zachód próśb o zbombardowanie jego pozycji. Karremans w końcu przeprasza za otwarcie ognia do Serbów. Mówi, że jest tylko skromnym „pianistą” wykonującym partyturę opracowaną przez innych.

„Nie strzelaj do pianisty” – prosi Mladića.

„Jesteś kiepskim pianistą” – odpowiada Serb.

Rozmawiają w hotelu Fontana. Kilka kilometrów dalej, w starej fabryce baterii w Potočarach gromadzi się coraz większy tłum. To baza holenderskich żołnierzy. Ludzie przychodzą do bram od kilku dni. Serbowie plądrują już okoliczne wioski.

Zdesperowani uchodźcy liczą, że społeczność międzynarodowa ich uratuje. Karremans nie ma jednak dużego pola do popisu – w Potočarach dysponuje oddziałem kilkuset żołnierzy. Są głodni, nie mają paliwa, brakuje leków. Ludzi przybywa, tłoczą się w fabrycznych halach.

Karremans kilkakrotnie prosi NATO o wsparcie z powietrza. Pomoc nie nadchodzi.

„Wypraszam sobie, to ja jestem komendantem batalionu holenderskiego i to ja…” – mówi Karremans.

„Jaki tam z ciebie komendant, po prostu zwykły osioł. To ja tu jestem bogiem! Przetłumacz mu to, przetłumacz!” – odpowiada Mladić.*

Holendrzy byli jak nieruchome figurki.

„Nie myślałem o tym, co się wtedy stanie. Wszystko, co mogłem zrobić, to pozostać z uchodźcami. W pewnym momencie kazano mi stanąć przed wejściem do kompleksu, aby pokazać się Serbom, którzy krążyli dookoła. Wszystko, co mogliśmy zrobić, to stworzyć ludzką tarczę” – wspomina dla BIRN po latach były holenderski żołnierz Henk Van Der Berg.

Po negocjacjach z Mladićem uzgodniono, że ludzie zostaną ewakuowani z enklawy w asyście holenderskiego batalionu. ONZ wysłała ciężarówki.

„Odetchnęliśmy. Na dwie godziny, bo dokładnie tyle czasu minęło do momentu, gdy pierwsze ciężarówki i serbskie autobusy zaczęły wjeżdżać do Potočar” – pisze Emir Suljagić, bośniacki dziennikarz, który znalazł się w Srebrenicy. 12 lipca zapytał jednego z holenderskich żołnierzy, co się dzieje. Ten miał odpowiedzieć, uśmiechając się: »Ratko Mladić przyjechał, żeby was ewakuować«”.*

Mężczyźni i chłopcy zostali oddzielani od kobiet i dzieci i wywiezieni w ciężarówkach. Jak się później okaże – do szkół, na boiska, do magazynów.

Ratko Mladić miał tłumaczyć, że mężczyźni zostaną ewakuowani później, a Serbowie szukają wśród nich zbrodniarzy wojennych. Prosto ze szkół i magazynów jadą jednak do lasów. W miejsca, gdzie są rozstrzeliwani i grzebani w masowych mogiłach. Zginęło ponad 8 tys. muzułmanów w wieku od 12 do 80 lat. Otwartym pytaniem pozostaje, czy Holendrzy o tym wiedzieli, i ile.

Szczątki ofiar masakry w Srebrenicy (SCOTT PETTERSON / LIAISON)

Masakra została uznana przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (ICTY) za ludobójstwo. Przyspieszyło ono koniec wojny w Bośni, która w listopadzie 1995 r. na podstawie układu pokojowego z Dayton została podzielona na chorwacko-muzułmańską Federację Bośni i Hercegowiny i Republikę Serbską.

Jak obliczyć odpowiedzialność za ludobójstwo?

Holenderski Sąd Najwyższy zredukował winę Holandii w stosunku do wyroku sądu apelacyjnego z 2016 r. Wtedy uznano, że państwo ponosi 30-procentową odpowiedzialność za śmierć kilkuset osób. Od orzeczenia odwołały się obie strony: państwo holenderskie, które wnioskowało o oczyszczenie z winy, i organizacja Matki Srebrenicy, reprezentująca rodziny ofiar. Organizacja wnosiła o uznanie odpowiedzialności za śmierć nie 350 osób, tylko wszystkich ofiar masakry – ojców, synów, mężów, dziadków, braci.

Nie wiadomo, jak Sądowi Najwyższemu Holandii udało się oszacować 10 proc. winy za śmierć określonej liczby ofiar. Obliczeń nie podano.

„Przypuszczam, że ta liczba może być zabezpieczeniem na poczet przyszłych odszkodowań, których mogą domagać się rodziny ofiar” – mówi dr hab. Agnieszka Bieńczyk-Missala, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, zajmująca się międzynarodowym prawem humanitarnym i zbrodniami masowymi. „Nie spotkałam się nigdy wcześniej z podobnym orzeczeniem, które procentowo rozkładałoby odpowiedzialność za zbrodnie” – dodaje.

Analizując wyrok, trzeba wziąć pod uwagę obecną sytuację polityczną na Bałkanach. Sprawcami byli Serbowie. Jednak Serbia i Republika Serbska BiH nie uznają wydarzeń ze Srebrenicy za ludobójstwo. Patrząc na obecny układ polityczny w obu krajach, trudno oczekiwać szybkiej zmiany w podejściu władz.

„Redukując procent odpowiedzialności z orzeczenia sądu apelacyjnego, Sąd Najwyższy przychylił się częściowo do stanowiska holenderskiego rządu. Ten nie chce, by Holandia była postrzegania jako jedyna strona, która uznaje swoją winę w związku z tragedią” – komentuje Agnieszka Bieńczyk-Missala. „To kraj, który poważnie traktuje prawa człowieka. Dlatego w orzeczeniu pozostała współodpowiedzialność, choć mniejsza” – dodaje.

Holenderski kontyngent działał na podstawie mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych, co oznacza, że prawnie żołnierze mieli związane ręce. Jednak po II wojnie światowej przyjęto konwencję ONZ, z której wynika obowiązek zapobiegania ludobójstwu, a nie tylko karania zaistniałej już zbrodni.

„Konwencja nie przedstawia jednak co wspólnota międzynarodowa czy dany kraj powinny konkretnie zrobić, by wypełnić ten prewencyjny obowiązek. Nie mamy listy instrumentów czy działań” – podkreśla Bieńczyk-Missala.

Ale sądy musiały wziąć ten aspekt pod uwagę, gdyż Holandia jest stroną konwencji.

Plakat opracowany w 2000 r. przez amerykański Departament Stanu z wizerunkami poszukiwanych za zbrodnie wojenne Slobodana Milosevića, Radovana Karadzića i Ratko Mladića (AFP / EAST NEWS)

„Jako wspólnota międzynarodowa nie nauczyliśmy się wiele, jeśli chodzi o reakcje w obliczu poważnego zagrożenia masową zbrodnią. Często kiedy do niej dochodzi, wspólnota zamiast działać i reagować, dyskutuje, z czym mamy do czynienia – ludobójstwem czy np. zbrodnią wojenną” – zauważa politolożka.

ONZ nadal stara się wypracować wspólną strategię reagowania. Przeszkodą, podobnie jak definicje, pozostaje pytanie, kiedy można użyć siły militarnej.

„To duży hamulec w dyskusji, do czego w dużej mierze przyczyniła się interwencja w Kosowie czy w Libii. Oficjalnie przeprowadzone z powodów humanitarnych, tyle że w nie do końca humanitarny sposób” – podkreśla Bieńczyk-Missala.

Czy Holendrzy są winni?

„Widzieliśmy czołgi jadące w naszym kierunku i autobusy pełne żołnierzy. Każdego dnia musieliśmy raportować sytuację do Sarajewa, więc powiedziałem im, że z Serbii jedzie dziesięć autobusów pełnych żołnierzy. To było kilka tygodni wcześniej (przed zdobyciem Srebrenicy przez Serbów – red.) i za każdym razem, gdy powtarzaliśmy taki raport, mówiono nam, że skontaktowano się z Serbami i to tylko ćwiczenia, że nie powinniśmy się martwić” – wspomina Remko de Bruijne, holenderski żołnierz.

W 2002 r. ujawniono raport przygotowany przez Holenderski Instytut Dokumentacji Wojennej. W dokumencie oceniono, że państwo holenderskie dopuściło się zaniedbań, podobnie jak ONZ. Wyliczano nieodpowiednie przygotowanie misji, brak środków potrzebnych do jej wykonania, brak komunikacji pomiędzy odpowiedzialnymi jednostkami. Kilka dni po upublicznieniu raportu ówczesny holenderski rząd podał się do dymisji.

***

Na Bałkanach zwykło się mówić, że Holendrzy pili z Ratkiem Mladićem. Trudno powiedzieć, jak powinni byli się zachować. Jakie mogłyby być konsekwencje „humanitarnego” oporu kilkuset żołnierzy? Czy zginęłoby wtedy więcej cywilów?

Jest przy tym kilka pewników. Wiadomo, że Holendrzy nie mieli szans w walce z liczniejszymi i lepiej uzbrojonymi Serbami. Udowodniono, że prosili o pomoc, ale jej nie otrzymali. Wiemy też, że przyznanie jakiekolwiek winy wyrokiem holenderskiego sądu to podstawa do występowania o odszkodowania dla ofiar i ich rodzin.

Na murze dawnej bazy błękitnych hełmów w Potočarach ktoś na murze napisał „UN – United nothing”.

*Cytaty pochodzą z książki Emira Suljagića „Pocztówki z grobu”

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES