Pułapki świata wielkich technologii

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 3 minut

Internet określono mianem potężnej demokratyzującej siły umożliwiającej innowacyjnym start-upom efektywną rywalizację z gigantami i zmianę układu sił na rynku. Jednak gdy niektóre z tych start-upów zostały przejęte przez większe firmy lub same stały się rynkowymi gigantami, sytuacja się odwróciła. W rezultacie internet, który miał przyczynić się do demokratyzacji gospodarki, sam w coraz większym stopniu obrazuje narastający problem globalnych nierówności

Rozwój wielkich firm technologicznych (ang. Big Tech) stał się źródłem niezwykłego bogactwa dla ich twórców i prezesów. Najbogatszy w tej grupie Jeff Bezos, właściciel Amazona, stracił w ciągu zaledwie jednej doby siedem bilionów dolarów, czyli więcej niż cały majątek takich państw jak Burundi i Sierra Leone (każde z nich ma „wartość” trzech bilionów dolarów). Największym zagrożeniem dla niego jest teraz spadek na drugie miejsce w światowym rankingu najbogatszych ludzi i utrata pozycji lidera na rzecz Billa Gatesa.

Niepokojące trendy w świecie Big Tech

Tymczasem w 2015 r. 736 mln osób żyło w skrajnej biedzie, egzystując za mniej niż 1,9 dolara dziennie. Wielu pracowników na całym świecie – uwzględniając także pracowników niższego szczebla zatrudnionych w firmach technologicznych, takich jak Amazon, czy pracujących jako wolni strzelcy używający platform takich jak Uber – muszą sobie radzić z pogarszającymi się warunkami pracy i stagnacją w zarobkach. Obecne trendy coraz bardziej wydają się być korzystne dla najbogatszych.

Biorąc pod uwagę potencjał firm Big Tech w ograniczaniu konkurencji, odwrócenie trendów będzie wymagało interwencji rządu. Faktem jest, że okiełznanie wielkich firm technologicznych staje się jedną z najważniejszych kwestii w zbliżających się wyborach prezydenckich w USA. Do złamania siły firm Big Tech wzywają m.in. Bernie Sanders i Elizabeth Warren, czyli – w mojej opinii – dwoje najpoważniejszych kandydatów do uzyskania nominacji Partii Demokratycznej do udziału w wyborach w 2020 r.  

Proponowane rozwiązania w polityce wobec wielkich firm technologicznych dotyczą głównie szerszego wykorzystaniu ustaw antymonopolowych, ale to zbyt mało, ponieważ rynki zmieniły się w diametralny sposób od czasu uchwalenia i wdrożenia tych przepisów.  

Dążenie do ekonomii skali

Pod koniec XIX w. Léon Walras opracował pierwsze modele funkcjonowania konkurencyjnych rynków pokazujące, jak kupujący i sprzedający podejmują decyzje o tym, ile produktów kupić i sprzedać w oparciu o ceny. Walras przedstawił koncepcję licytatora odpowiedzialnego za zebranie razem kupujących i sprzedających oraz dopasowanie cen, aż do momentu osiągnięcia rynkowej równowagi. Kolejne prace, np. autorstwa Kennetha Arrowa i Gérarda Debreu, uzupełniały model Walrasa, ale osoba licytatora nadal pozostawała w tle.

Sytuacja uległa zmianie wraz z ekspansją platform takich jak Alibaba, Amazon czy Uber. Wykonują one prace wyimaginowanego licytatora Walrasa, ale z taką różnicą, że są realne i napędzane chęcią zysku. Mogą być przy tym nastawione na straty w początkowym okresie działalności – tak jak było w przypadku Amazona, który w ciągu pierwszych siedmiu lat funkcjonowania „dorobił się” dwóch miliardów dolarów długu po to, by następnie zmaksymalizować zyski.

Twórcy tego typu platform zdają sobie sprawę, że muszą osiągnąć taki punkt, w którym korzyści będą czerpane z ekonomii skali, poprzez zgromadzenie wystarczającej ilość kupujących i sprzedających „na aukcji”, dzięki czemu koszty związane z poszukiwaniem, informacjami i transakcjami zostają obniżone w znaczący sposób.

W takim ujęciu platformy cyfrowe są naturalnymi monopolami. Zastosowanie praw antymonopolowych do ich rozbicia zniszczy w związku z tym ich największą zaletę, jednocześnie zmniejszając zyski zarówno gospodarkom, jak i konsumentom.

Jak ochronić konsumenta?

Taki dylemat w sumie to nic nowego. Niektóre banki centralne, takie jak np. Bank Rezerw Indii, w przeszłości były prywatnymi organizacjami. Jednak oddawanie kontroli prywatnemu podmiotowi nad czymś tak znaczącym jak kreowanie pieniędzy, szybko okazało się przedsięwzięciem zbyt ryzykownym. Podział odpowiedzialności pomiędzy kilka instytucji sprawi jednak, że żadna z nich nie będzie w stanie zapewniać skutecznej realizacji transakcji, co może doprowadzić do fragmentaryzacji systemu monetarnego.

Warto przy tym zaznaczyć, że istnieje jeszcze jedna potencjalna przeszkoda dla użycia praw antymonopolowych w celu rozprawienia się z wielkimi firmami technologicznymi. W Stanach Zjednoczonych istotą takich przepisów była ochrona konsumentów, ale pojawia się coraz więcej badań, których autorzy (np. Suresh Naidu, Eric Posner czy Glen Weyl) postulują, by prawa antymonopolowe stosować także do ochrony pracowników.

Rządy, planując swoje działania, muszą wykraczać jednak poza same działania z dziedziny polityki antymonopolowej i brać pod uwagę to, że platformy cyfrowe zasadniczo zmieniły obraz rynku. Jedna z propozycji wartych rozważenia skupia się nie tyle na kwestii rozbijania technologicznych gigantów, ile raczej na wprowadzeniu rozwiązań skutkujących możliwością podziału zysków na większą skalę.

Potrzebna nowa strategia technologiczna

Taki stan można by osiągnąć poprzez wdrożenie przepisów, zgodnie z którymi  platformy powyżej pewnej wielkości zobowiązane byłyby do dzielenia się zyskami z większą ilością osób oraz do przeznaczenia części zysków na rzecz organizacji zapewniających dobra publiczne w wymiarze krajowym i globalnym.

W przypadku najbardziej wpływowych platform rządy mogłyby rozważyć stopniową zmianę ich modelu na działalność o charakterze non-profit, upodabniając je w pewien sposób do przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Takie rozwiązanie powinno być jednak stosowane z ogromnym wyczuciem, by uniknąć przesadnej i stanowiącej znaczne obciążenie interwencji rządu w gospodarkę. Jednak sytuacja, w której jedna organizacja, integralna dla funkcjonowania całej gospodarki i zarządzana przez małą grupę osób, nie jest w interesie społeczeństwa – bez względu na to, czy jest to bank centralny, czy platforma cyfrowa.

Opracowanie dokładnego kształtu strategii wobec wielkich firm technologicznych to kwestia czasu. Jestem jednak pełen nadziei, że Bernie Sanders albo Elizabeth Warren – dwoje polityków, którzy wydają się mieć słuszne „moralne zamiary” – będą w stanie przeprowadzić ten proces w sposób, który będzie sprzyjał zarówno interesom konsumentów, pracowników, jak i biznesmenów.

© Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES