Edukacja
Dzieci mają za dużo wolnego? Nie szkodzi. Uczą się, odpoczywając
04 stycznia 2026

Kosmos fascynuje nawet tych, którzy nigdy nie patrzyli przez teleskop. Spektakularne zdjęcia pełne kolorów i detali często nie mają wiele wspólnego z tym, co naprawdę widzi obserwator nocnego nieba. Radosław Ambroży, astronom-amator z ponad 40-letnim doświadczeniem, opowiada o obserwacjach, pułapkach astrofotografii i o tym, od czego najlepiej zacząć własną przygodę z patrzeniem w gwiazdy. Zdradza też, jakie zjawiska na niebie będą warte uwagi w 2026 roku.
Anita Różańska: Dlaczego kosmos tak bardzo przyciąga ludzi – także tych, którzy nigdy nie patrzyli przez teleskop?
Radosław Ambroży: To bardzo trudne pytanie, zwłaszcza dla kogoś, kto zajmuje się astronomią od czterdziestu lat. Kosmos przede wszystkim daje dystans. Pozwala oderwać się od codzienności i pokazuje, jak mało istotny jest człowiek i Ziemia w skali Wszechświata. Jednocześnie budzi ogromną ciekawość – chęć zrozumienia, skąd się wzięliśmy, jak narodził się Wszechświat i jak może się zakończyć. To pytania, które towarzyszą ludzkości od zawsze.
A pamięta pan moment, w którym ta fascynacja zamieniła się w prawdziwą pasję?
Jednym z kluczowych momentów było pojawienie się komety Halleya. To były czasy, gdy dostęp do wiedzy był bardzo ograniczony – nie było Internetu ani łatwo dostępnej literatury. Jeździłem do siedziby Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii w Krakowie, żeby czytać i uczyć się. Gdy zobaczyłem kometę Halleya, wiedziałem, że to jest coś, czym chcę zajmować się przez całe życie.
Zajmuje się pan astronomią od ponad 40 lat, choć nie jest to pana zawód. Kim dziś jest astronom-amator?
Astronomia miłośnicza to chyba jedyna dziedzina nauki, w której zawodowcy tak blisko współpracują z amatorami. Wiele odkryć i projektów w ogóle nie doszłoby do skutku bez udziału miłośników astronomii. Niebo jest ogromne, a nawet zawodowi astronomowie, mimo zaawansowanego sprzętu, nie są w stanie wszystkiego obserwować. Projektów, w których uczestniczą astronomowie-amatorzy, jest naprawdę bardzo wiele – od obserwacji gwiazd zmiennych, przez wykrywanie supernowych, po odkrywanie planetoid, co jest szczególnie ciekawe dla młodzieży szkolnej.
Właśnie – jak młodzi ludzie mogą realnie włączyć się w badanie kosmosu?
Istnieją projekty NASA, w których grupy młodzieży otrzymują zdjęcia do analizy. To bardzo żmudna, benedyktyńska praca, ale daje ogromną satysfakcję. Jeśli uda się wykryć obiekt, który może być planetoidą, zgłasza się go zawodowym astronomom. A gdy odkrycie zostanie potwierdzone, pojawia się najpiękniejsza „wisienka na torcie” – możliwość nadania tej planetoidzie nazwy. To jeden z wielu projektów, ale doskonale pokazuje, że w astronomii każdy może mieć swój udział.
Czy w Polsce łatwo obserwuje się niebo?
Niestety nie. Żyjemy w klimacie, który nie sprzyja obserwacjom astronomicznym, i to rodzi dwa podstawowe problemy. Po pierwsze – pogoda. Bardziej zaawansowani miłośnicy astronomii, którzy mogą sobie na to pozwolić, budują albo wynajmują zdalne obserwatoria w lepszych lokalizacjach.
Drugi problem jest dla mnie szczególnie bolesny. Skoro już klimat nam nie sprzyja, to przynajmniej nie powinniśmy sobie dodatkowo przeszkadzać. Tymczasem coraz większym wyzwaniem jest zanieczyszczenie światłem. Pamiętam swoje początki, gdy z centrum niewielkiego miasta dało się jeszcze coś sensownego zaobserwować. Dziś, nawet na peryferiach, obserwacje są bardzo trudne.

A kosmiczne śmieci – czy one również utrudniają obserwacje?
Zanieczyszczenie satelitarne to problem ostatnich lat, może ostatniej dekady. Nad naszymi głowami krąży dziś ponad 50 tysięcy czynnych satelitów, a drugie tyle – albo i więcej – to obiekty nieczynne, czyli po prostu kosmiczne śmieci.
Ich ilość zakłóca obserwacje, a astrofotografia nocnego nieba staje się coraz trudniejsza – bardzo ciężko zrobić zdjęcie, żeby nie przeleciał przez kadr jakiś satelita. Do tego dochodzi problem zakłóceń radiowych, bo wiele satelitów pracuje na częstotliwościach zbliżonych do tych, z których korzystają radioteleskopy.
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się rzadziej – bezpieczeństwo. NASA ma specjalne zespoły monitorujące obiekty, które mogą zbliżać się do Ziemi. Zdarza się, że mniejsze planetoidy czy okruchy skalne wykrywamy zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin przed przelotem w pobliżu naszej planety. Na szczęście na razie nic nam nie zagraża – NASA czuwa.
Skoro obserwacje nieba są dziś coraz trudniejsze, to skąd biorą się te spektakularne, kolorowe zdjęcia kosmosu?
To właśnie efekt astrofotografii, która rządzi się zupełnie innymi prawami niż obserwacja przez teleskop. W astrofotografii używa się bardzo czułych kamer, długiego naświetlania – czasem trwającego wiele godzin – oraz specjalnych filtrów. Do tego dochodzi zaawansowana obróbka komputerowa. Oko ludzkie po prostu nie jest w stanie zobaczyć tego, co rejestruje kamera.
Czyli kosmos nie wygląda tak, jak na zdjęciach?
Kosmos jest kolorowy, ale nie dla naszych oczu. W teleskopie Wszechświat wygląda zupełnie inaczej. Mgławice i galaktyki są zazwyczaj szare, delikatne, ledwo widoczne. Dlatego osoby, które znają kosmos tylko z pięknych zdjęć, często są rozczarowane, gdy po raz pierwszy spojrzą przez teleskop.
Czyli astrofotografia bywa bardziej sztuką niż nauką?
W dzisiejszych czasach astrofotografia amatorska bardzo często idzie w stronę estetyki. Podczas obróbki usuwa się tło, wzmacnia kolory, czasem nawet wycina słabsze gwiazdy, żeby „nie psuły” obrazu. Jeśli traktujemy to jako sztukę – autor ma do tego prawo. Ale jeśli mówimy o fotografii naukowej, to te gwiazdy tam są i nie powinno się ich usuwać. Dla mnie dużo większą wartość ma czarno-białe zdjęcie z ledwo widocznym punktem nowej supernowej niż piękna, kolorowa fotografia, obrabiana godzinami w programie graficznym.
Czy w takim razie astrofotografia może zniechęcać do astronomii?
Może, jeśli nie uświadomimy sobie różnicy między zdjęciem a obserwacją. Żyjemy w czasach obrazkowych i wielu osobom wydaje się, że tak właśnie wygląda Wszechświat w teleskopie. A jest zupełnie inaczej – to jest doświadczenie bardziej intymne, osobiste, tylko dla obserwatora, tu i teraz.
Skoro teleskop pokazuje coś zupełnie innego niż zdjęcia, to od czego w ogóle zacząć obserwację nieba?
Zawsze uczę obserwacji po stopniach trudności. Gdy organizuję pokazy, zaczynamy od rzeczy najprostszych i najbardziej efektownych. Dla mnie najprostszą obserwacją jest obserwacja Słońca – ale tutaj mocno przestrzegam. Pod żadnym pozorem nie wolno obserwować Słońca przez jakikolwiek przyrząd optyczny bez odpowiedniego zabezpieczenia.
Nieumiejętna obserwacja grozi natychmiastowym i nieodwracalnym uszkodzeniem wzroku. Natomiast przy użyciu specjalnych filtrów i teleskopów Słońce można oglądać bezpiecznie – i wtedy okazuje się obiektem niezwykle ciekawym, dynamicznym, wręcz „żywym”. Słońce ma jeszcze jedną ogromną zaletę – obserwujemy je w dzień, więc nie trzeba zarywać nocy.
I co dalej?
Kolejnym naturalnym etapem jest Księżyc. Dla osób, które nigdy wcześniej nie obserwowały nieba przez teleskop, to zawsze jest moment „wow”. Patrzą i mówią: „To naprawdę tak wygląda?”. A gdy zmieniam okular na większe powiększenie i pokażę kratery wypełniające cały obraz, zachwyt jest gwarantowany. Następnie są planety. To bardzo wdzięczne obiekty – kolorowe i zmienne. Widzimy księżyce Jowisza, które przemieszczają się, pierścienie Saturna, które zmieniają swoje ułożenie. To wszystko żyje, zmienia się w czasie i bardzo zaciekawia.
Na koniec zostawiam obserwacje najtrudniejsze, czyli głębokie niebo – mgławice, galaktyki, obiekty bardzo odległe. Tutaj potrzeba już cierpliwości i pewnej wyobraźni, bo nie wszystko widać od razu. Ale właśnie ta droga – od prostych obserwacji do coraz trudniejszych – sprawia, że astronomia naprawdę wciąga.
Jak ten kosmos nas tak wciągnie i chcemy obserwować więcej to jaki sprzęt wybrać na początek?
Zawsze powtarzam jedno – pierwszym zakupem miłośnika astronomii nie jest teleskop, tylko lornetka. To sprzęt bardzo uniwersalny, komfortowy i pokazuje bardzo szerokie fragmenty nieba. Wiele obiektów ma duże rozmiary i po prostu nie mieści się w teleskopie, który ma zbyt duże powiększenie albo zbyt wąskie pole widzenia.
Poza tym lornetkę bierzemy pod pachę, jedziemy kilkadziesiąt czy sto kilometrów w ciemne miejsce i od razu mamy świetne niebo. Do tego pokazuje obraz nieodwrócony, dokładnie taki, jaki widzimy gołym okiem. W teleskopie obraz najczęściej jest odwrócony do góry nogami – w astronomii to nie przeszkadza, ale dla początkujących bywa dezorientujące.
Lornetka ma jeszcze jedną ogromną zaletę – jeśli astronomia nie okaże się naszą pasją, ona i tak się przyda – do obserwacji przyrody, krajobrazu, ptaków. Teleskop ma tylko jedno zastosowanie.
Rozmowę z astronomem może również obejrzeć na naszym kanale Youtube
Wiele osób szuka informacji w internecie. Na co uważać?
Niestety internet jest pełen materiałów sponsorowanych, które zachęcają do kupowania coraz większych, droższych i bardziej zaawansowanych teleskopów. Trzeba być bardzo ostrożnym. Sam przyznaję, że uległem modzie na bardzo skomputeryzowane teleskopy przeznaczone głównie do astrofotografii.
To świetne urządzenia – rozstawia się je w kilka minut, wszystko steruje się z telefonu. Problem polega na tym, że taki sprzęt często odbiera naukę nieba. Teleskop sam się ustawia, pokazuje obiekty, a my tak naprawdę nie wiemy, gdzie one są na niebie. Są osoby, które robią znakomite zdjęcia, a jednocześnie miałyby problem z odnalezieniem tych obiektów podczas obserwacji.
Czyli potrzebna jest kolejność?
Dokładnie. Najpierw warto dowiedzieć się, co obserwujemy, gdzie dany obiekt się znajduje i czym jest, a dopiero potem go fotografować. I naprawdę – jest wielu miłośników astronomii, którzy nigdy nie wychodzą poza lornetkę. Zmieniają ją na coraz lepszą, ale zostają przy tym sprzęcie.
Dlatego wybór sprzętu jest kluczowy i nie powinien być spontaniczny. Nie ma teleskopu uniwersalnego – są tylko teleskopy mniej lub bardziej wyspecjalizowane. Najlepiej zobaczyć różne możliwości na żywo, na spotkaniach obserwacyjnych, porozmawiać z innymi pasjonatami.
Czy astronomia to droga pasja?
Może być, zwłaszcza przy sprzęcie topowym. Ale nie musi. Próg wejścia da się dopasować do budżetu, a sprzęt używany bywa świetnej jakości. Optyka się nie starzeje – dobry teleskop może służyć kilkadziesiąt lat.
Od lat popularyzuje pan astronomię i teraz napisał pan książkę.
Tak, to mój debiut – może nie do końca literacki, ale popularnonaukowy. Książka Na progu Wszechświata jest skierowana przede wszystkim do osób, które chcą rozpocząć przygodę z miłośniczą astronomią i zastanawiają się, od czego zacząć. To swego rodzaju vademecum dla początkujących – po to, by nie popełniać na starcie błędów, które bardzo często kończą się zniechęceniem i porzuceniem tej pasji. Są tam gotowe schematy, opisy zastosowań sprzętu, ale wszystko podane w przystępnej, praktycznej formie.
Na koniec zapytam jeszcze o przyszłość. Jakie zjawiska astronomiczne będą szczególnie warte uwagi w 2026 roku?
Zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem będzie całkowite zaćmienie Słońca w sierpniu 2026 roku. Z Polski zobaczymy je jako głębokie, ale jednak częściowe. Całkowite zaćmienie będzie natomiast widoczne m.in. w Hiszpanii i na Islandii. Dla osób, które będą wtedy w tych regionach, to absolutnie wyjątkowe przeżycie.
Ale w astronomii najpiękniejsze są nie tylko zjawiska zaplanowane. Pojawią się też nowe komety, niespodziewane rozbłyski, obiekty, które zobaczymy być może tylko raz w życiu. I to właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że wciąż chce się patrzeć w niebo.
Przeczytaj również: Niebo eksploduje światłem. Setki spadających gwiazd nad Polską
Oczywiście!
Oto kod na DARMOWĄ dostawę– wpisz w koszyku: MIKOLAJ
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News