Jesteśmy coraz bardziej zagrożeni samotnością

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
STUART KINLOUGH / GETTY IMAGES
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 7 minut

„Część osób wchodzi w samotność z przemyślanego wyboru. Być może takie osoby nie czują nawet potrzeby nawiązywania więzi z drugim człowiekiem, a potrzeby psychiczne i emocjonalne realizują w internecie. Pamiętajmy, że zmysł, którego nie używamy i nie ćwiczymy – zanika” – mówi były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. W rozmowie z Holistic.News zaznacza jednak, że oddzieliłby problem ludzi żyjących samotnie od kwestii dzietności i przyszłości demograficznej Polski. „Te dwie sprawy mają związek, ale samotność dużej części społeczeństwa wpływa na nas już teraz. Dlatego od razu powinniśmy reagować na to zjawisko” – dodaje

MATEUSZ TOMANEK: Czy uważa pan, że Polska powinna pójść w ślady Wielkiej Brytanii i utworzyć specjalny urząd ds. walki z samotnością?

KONSTANTY RADZIWIŁŁ*: Zjawisko samotności narasta i jeśli nie stanie się ono problemem, to na pewno będzie sporym wyzwaniem. Dawniej tradycyjnym sposobem funkcjonowania w społeczeństwie była rodzina. Osoby, które wybierały inną formę, stanowiły wyjątek. Dziś ludzie z różnych powodów nie zakładają rodzin albo tworzą związki, które nie są nastawione na bycie razem do końca. Niewątpliwie, liczba osób żyjących samotnie jest coraz większa, co tworzy wiele wyzwań. To niewątpliwie wymaga zauważenia przez tych, którzy są odpowiedzialni za obszary, na które ma wpływ wzrastająca liczba osób żyjących samotnie.

Jakie wyzwania stawia przed nami rosnąca liczba osób samotnych?

Dowody naukowe wskazują, że ludzie żyjący w stałych związkach, pod wieloma względami, są zdrowsi i dłużej żyją. I to nie tylko dlatego, że opiekują się sobą wzajemnie. Rodzina ma w sobie silną potrzebę wspierania się nawzajem, dzięki czemu jej członkom łatwiej funkcjonować w społeczeństwie. Rodzina to środowisko, które sprzyja różnym pozytywnym zachowaniom społecznym i wychowywaniu do życia w społeczeństwie. Jeśli w domu jest więcej niż jedna osoba, to uczymy się ofiarności, która ułatwia rezygnację z własnego interesu. Łatwiej jest nam na co dzień dostrzec także potrzeby drugiej osoby. A gdy człowiek żyje samotnie, odzwyczaja się od tego.

Niezwykle istotny jest także kontakt fizyczny. Jeśli go nie ma, to mamy do czynienia z czymś w rodzaju deprywacji, co wpływa niekorzystnie na kondycję psychiczną. Coraz większa liczba osób żyjących samotnie, staje się dla nas wyzwaniem – szczególnie, jeżeli chodzi o zdrowie. Nie trzeba dużej wyobraźni, by zauważyć jak wpływa ona również na wiele innych obszarów życia, np. społecznego czy gospodarczego. Osoby żyjące samotnie potrzebują innego rodzaju mieszkań, inaczej zachowują się na rynku pracy.

Istnieją badania potwierdzające, że rodzice w dużych rodzinach pracują i zarabiają więcej, pomimo tego, że ich status majątkowy jest zazwyczaj niższy. To życie zmusza ich do wysiłku. Osoby samotne mogą nie mieć motywacji do wytężonej pracy, co może negatywnie wpływać na gospodarkę. Narastające statystycznie zjawisko samotności jest czymś, co musimy zacząć dostrzegać również w polityce.

Samotność ma także wpływ na demografię.

Zgadza się. Tak zwana „prosta zastępowalność pokoleń” jest możliwa wtedy, kiedy na przeciętną kobietę w wieku rozrodczym przypada co najmniej 2,1 dziecka. Czyli tak naprawdę przeciętna rodzina powinna mieć więcej niż dwójkę dzieci, aby w następnym pokoleniu nie było nas mniej. Oczywiście, to nie tylko kwestia liczebności populacji, lecz także podatków i składek na fundusze socjalne, jak chociażby emerytura. Można powiedzieć, że jeśli nie będziemy mieli dzieci, to w przyszłości nie będziemy mieli emerytur. Nawet zgromadzenie dużego majątku w sytuacji, gdzie nie ma zastępowalności pokoleń, nie gwarantuje odpowiedniego statusu majątkowego.

Dlaczego nie gwarantuje?

Mówiąc najprościej: nie ma kupców na te dobra, które chcielibyśmy spieniężać, aby się utrzymywać. Jeżeli miałbym, na przykład, pięć domów, ale byłoby niewielu chętnych na ich kupno, to nie mógłbym ich sprzedać. Dochodzi tutaj kwestia zasilania budżetu państwa, ze wszystkimi jego zadaniami, przez następne pokolenia, które muszą płacić podatki, by państwo mogło funkcjonować. I tu ma pan rację, wspominając o demografii. Jednak oddzieliłbym problem ludzi żyjących samotnie od kwestii dzietności czy przyszłości demograficznej Polski. Te dwie sprawy mają związek, ale samotność dużej części społeczeństwa wpływa na nas już teraz.  Dlatego od razu powinniśmy reagować na to zjawisko.

Czy w polskim resorcie zdrowia temat samotności został już podjęty?

Nie wydaje mi się, żeby ten temat zaistniał w polskiej polityce. Sądzę, że jeśli mówimy o obszarze ochrony zdrowia, to podjęcie decyzji o życiu w samotności czy w rodzinie przekłada się w oczywisty sposób na zdrowie psychiczne oraz możliwości opieki nad chorymi i seniorami. Wydaje się, że samotność ma coś wspólnego ze skłonnością do depresji. Jak wiadomo, jest to choroba, która uderza w bardzo wiele osób. Ich liczba jest coraz większa, co również powinno nas martwić.

Samotność nie jest niczym nowym, ale dopiero teraz obserwujemy, że zjawisko to postępuje. Jaka może być tego przyczyna?

Od razu chciałbym zaznaczyć, że w tym momencie bardziej prezentuję swoją intuicję niż fakty. Wydaje mi się, że zjawisko samotności narasta przede wszystkim w krajach wysoko rozwiniętych. Wiąże się to ze stylem życia, jaki dominuje w Europie Zachodniej, do której my także należymy. W krajach tych jest stosunkowo wysoka liczba samobójstw, co w pewien sposób wiąże się z narastaniem zjawiska samotności. Nie można oczywiście powiedzieć, że każdy samotnie żyjący człowiek jest przyszłym samobójcą. Patrząc jednak od drugiej strony, to właśnie wśród osób podejmujących próby samobójcze czy też skutecznie dokonujących samobójstwa, w większości przypadków można dopatrywać się takiego „wołania o drugiego człowieka”. To coś, czego ludziom brakuje.

Rosnący dobrobyt sprzyja myśleniu konsumpcyjnemu i sądzę, że jest to jeden z czynników, które zniechęcają do podejmowania życiowych decyzji wiążących się z przyjęciem odpowiedzialności – zwłaszcza wśród młodych ludzi. Wchodzenie w trwałe związki to decyzja, która prawie zawsze wpływa na status majątkowy. Wychowywanie dzieci to także zobowiązanie finansowe na całe życie. Dają one dużo radości i szczęścia, ale jest to takie „coś za coś”. Nastawienie na konsumpcję sprzyja zaniechaniu podejmowania takich poważnych długoterminowych zobowiązań. A decyzja o założeniu rodziny, do pewnego stopnia, jest właśnie taką decyzją.

Konstanty Radziwiłł, grudzień 2017 r. (JACEK DOMIŃSKI / REPORTER)

Druga kwestia, która wpływa na to, że ludzie żyją samotnie, to internet i zmiana sposobu komunikowania się między ludźmi. Osoby wychowane „w internecie” już dawno temu zostały określone jako pokolenie „head down”, czyli ludzi, którzy nie patrzą na siebie, tylko w ekran smartfona, mając opuszczone głowy. Przykładem są dzieci jadące na wycieczkę szkolną. Często nie rozmawiają, nie śpiewają.

Wszystkie wpatrzone są w ekrany swoich telefonów. Nawet wewnątrz autobusu komunikują się ze sobą przez urządzenia elektroniczne. Takie zjawiska w oczywisty sposób naruszają zdolność nawiązywania więzi. A samotność jest przecież odwrotnością więzi z drugim człowiekiem. Czasem jest to rzeczywiście świadoma decyzja. Jednak sadzę, że samotność często wynika z braku umiejętności nawiązywania więzi z ludźmi. Nie da się przecież żyć pod jednym dachem, cały czas przebywając w internecie.

Patrząc na postępującą samotność w Polsce i krajach zachodnich – może warto rozważyć wpisanie jej na listę schorzeń psychicznych?

Nie podzielam takiego poglądu. Część osób wchodzi w samotność świadomie. Być może takie osoby nie czują nawet potrzeby nawiązywania więzi z drugim człowiekiem, a potrzeby psychiczne i emocjonalne realizują w internecie. Pamiętajmy, że zmysł, którego nie używamy i nie ćwiczymy – zanika. Jeśli nie ćwiczymy nawiązywania więzi, staje się to coraz trudniejsze.

W jaki sposób powinniśmy walczyć z samotnością?

Nie jestem pewien, czy państwo powinno wprowadzać elementy inżynierii społecznej. Ono musi interweniować w różnych sytuacjach, łagodzić skutki pewnych zjawisk, jednak nie powinno mówić ludziom, jak mają żyć. To jest delikatna sprawa i byłbym tutaj bardzo ostrożny. Na ogół pomysły, by mówić ludziom, jak mają żyć, pojawiają się w systemach mających ciągoty totalitarne. Nie jestem entuzjastą takiego sposobu myślenia. Do pewnego stopnia można powiedzieć, że skoro istnieje takie zjawisko, to warto o nim rozmawiać. Nie sądzę jednak, żeby mieli zajmować się nim politycy czy jakaś służba obyczajowa, która będzie mówić ludziom, by nie korzystali z internetu więcej niż ileś godzin dziennie.

Uważam, że o takich rzeczach trzeba informować, chociażby przez media (też takie jak Holistic.News), i upowszechniać czujność w tym zakresie. Nie chodzi przecież o to, by zamknąć czy ograniczyć dostęp do internetu. Raczej o alarmowanie, że sieć niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw. Skoro Ministerstwo Zdrowia wprost ostrzega przed paleniem papierosów, czy ostatnio przed solariami, to powinno pojawić się ostrzeżenie przed ryzykiem, które niesie za sobą nadmierne korzystanie z sieci.

Można to robić na wiele sposobów. Na przykład przez upowszechnianie wiedzy na ten temat w szkole. Pamiętajmy też, że człowiek ma wolną wolę i jest odpowiedzialny za samego siebie. Państwo nie może nakazać ludziom na siłę szukać partnerów i partnerek. Tego rodzaju twarde rozwiązania nie są dobrymi pomysłami.

Jednak państwo walczy z samotnością. Chociażby tworząc centra aktywizacji seniorów.

Tak. Jednak dotykamy tutaj bardzo specyficznego zjawiska i nie można o nim zapomnieć. Dotychczas rozmawialiśmy o ludziach młodych, którzy nie decydują się na założenie rodziny. Oczywiście, nie można zapomnieć o osobach starszych. Samotność osób w podeszłym wieku także narasta. Model rodziny wielopokoleniowej, żyjącej pod jednym dachem, gdzie starszy człowiek żyje razem ze swoimi dziećmi, wnukami i prawnukami, jest obecnie coraz mniej powszechny. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale nie chcę się teraz w to zagłębiać. Takie osoby, jeśli można, trzeba aktywizować.

Skoro państwo nie powinno mówić nikomu, jak ma żyć, to może nie powinno też zajmować się samotnością i pozwolić społeczeństwu samemu sobie z nią poradzić?

Obecnie jest wiele obszarów, gdzie państwo może coś zrobić w kierunku walki z samotnością. Dotyczy to przede wszystkim szkoły, ponieważ zajęcia wpisują się w program, który w jakimś zakresie (po zasięgnięciu opinii ekspertów) jest przecież ustalany przez polityków. Wśród tych zajęć są np. przygotowanie do życia w rodzinie wiedza o społeczeństwie i podstawy przedsiębiorczości. Myślę, że tego typu przedmioty przekazują pewne treści, które uczą funkcjonowania w społeczeństwie. A to jak najbardziej jest zadaniem państwa.

Drugim obszarem jest stosowanie zachęt. Oczywiste jest dla mnie, że państwo musi się tym zajmować i w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia. Sądzę, że nasza szkoła nie nadąża za internetem – nie przygotowuje uczniów do korzystania i poruszania się w sieci, a brak tej wiedzy może skutkować wyborem samotności w dorosłym życiu. Problemy z nadużywaniem internetu wynikają nie tylko z samej szkoły, lecz także z jego dynamicznego rozwoju, za którym ciężko nadążyć.

Może z samotnością powinniśmy walczyć za pomocą miękkich narzędzi? Na przykład, przez kampanie społeczne?

Myślę, że samotność ludzi młodych wiąże się z ich wyborem. Trudno byłoby wyobrazić sobie kampanię z przesłaniem: „Nie bądź samotny, znajdź sobie partnera!”. Mam wrażenie, że dostrzegając to zjawisko, musimy skupić się bardziej na jego źródłach, a nie na skutkach. W wielu podobnych problemach społecznych gadanie typu „weź się w garść” –  niewiele daje. Lepiej zastanowić się i poszukać źródła samotności, które czasem pojawia się w bardzo wczesnym wieku.

Można zastanowić się nad edukowaniem rodziców, by wiedzieli, że z dziećmi trzeba rozmawiać i spędzać z nimi czas, ponieważ potrzebują tego do prawidłowego rozwoju. To jest ważniejsze niż mówienie synowi, żeby wziął się w garść i znalazł sobie dziewczynę. Takie porady są na ogół mało skuteczne. A jakby jeszcze państwo zaczęło tak mówić… To byłoby już w ogóle do kitu.

*KONSTANTY RADZIWIŁŁ – lekarz, doktor nauk medycznych i działacz samorządu lekarskiego. W latach 2015-2018 był ministrem zdrowia w rządzie Beaty Szydło. Obecnie jest senatorem IX kadencji. Specjalizuje się w medycynie ogólnej i rodzinnej.

]]>

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES