Edukacja
9 dni na decyzję. MEN pyta uczniów o smartfony i wygląd
19 lutego 2026

Jeszcze kilka lat temu mielibyśmy miesiące, by zareagować. Dziś, według najnowszych analiz, skutki jednej kolizji satelitów mogą rozlać się po orbicie w zaledwie 2,8 dnia. Wystarczy silna burza słoneczna, by na niskiej orbicie rozpoczął się efekt domina. A od tej kruchej infrastruktury zależy GPS, internet satelitarny i łączność kryzysowa.
Żyjemy w przekonaniu, że z przestrzeni kosmicznej nic nam nie grozi. Wszystko wydaje się dobrze zaplanowane i przetestowane. To jednak złudne poczucie bezpieczeństwa. Wystarczy kumulacja korekt kursów satelitów, które odbywają się regularnie, oraz silna burza słoneczna, by uruchomić groźny łańcuch zdarzeń. W takim scenariuszu katastrofa kosmiczna może rozwinąć się w ciągu zaledwie 2,8- 3 dni.
Dzisiejsze sieci satelitów naukowcy porównują do domku z kart i nie jest to przesada. To właśnie satelity, od których zależy współczesna infrastruktura, stają się źródłem rosnącego ryzyka.
Na niskiej orbicie okołoziemskiej robi się coraz ciaśniej. Mega-konstelacje satelitów zbliżają się do siebie częściej, niż mogłoby się wydawać. Średnio dochodzi do takich zbliżeń co 22 sekundy, na dystans mniejszy niż kilometr. W samej sieci Starlink potencjalnie ryzykowne sytuacje pojawiają się co 11 minut.
Aby uniknąć kolizji, każdy satelita Starlink wykonuje rocznie średnio od 37 do 44 korekt kursu. Skala jest ogromna. W 2025 roku cała konstelacja musiała przeprowadzić około 300 tysięcy manewrów unikowych, by utrzymać bezpieczne odległości między obiektami.
System działa prewencyjnie i w większości przypadków skutecznie zapobiega kolizjom. Nie jest jednak w stanie przewidzieć wszystkiego. Największą słabością pozostają zdarzenia nagłe i trudne do oszacowania, których nie da się odtworzyć w kontrolowanych warunkach. Jednym z takich czynników jest burza słoneczna. Jej wpływ na satelity jest podwójny
To nie fikcyjne scenariusze – to rzeczywistość. Zaledwie dwa lata temu miała miejsce burza Gannon – jedna z najsilniejszych burz słonecznych od ponad 20 lat. Wtedy atmosfera była tak gęsta, że ponad połowa satelitów niskiej orbity okołoziemskiej musiała pilnie manewrować, by nie zderzyć się z sąsiadami.
Gdy dochodzi do zderzenia satelitów, powstają tysiące odłamków, które mogą uderzać w kolejne obiekty i wywoływać serię następnych kolizji. Do niedawna zakładano, że taki proces rozwija się powoli, w perspektywie dekad. To dawałoby czas na reakcję i ograniczenie strat.
Tymczasem z pracy naukowej An Orbital House of Cards: Frequent Megaconstellation Close Conjunctions wynika coś znacznie bardziej niepokojącego. Autorzy wskazują, że skutki jednej poważnej kolizji mogą rozwinąć się nie w ciągu kilkudziesięciu lat, lecz zaledwie 2,8 dnia.
Dla porównania, w 2018 roku szacowano, że na reakcję byłoby od 121 do 164 dni. Oznacza to, że dostępny czas skrócił się około 43–60 razy.
Burze słoneczne nie dają dużego marginesu bezpieczeństwa. Przed silnymi anomaliami zwykle ostrzegają z maksymalnie dwudniowym wyprzedzeniem. W praktyce oznacza to, że jeśli satelity przestaną działać, czasu na reakcję będzie niewiele. Pozostanie próba zabezpieczenia najważniejszych systemów. Reszta infrastruktury może zacząć się rozpadać jak domek z kart.
Mega-konstelacje satelitów otworzyły nowy etap rozwoju technologii i globalnej łączności. Skala tego postępu jest bezprecedensowa, ale rośnie też jego cena. Jedna wyjątkowo silna burza słoneczna mogłaby poważnie ograniczyć dostęp do przestrzeni kosmicznej i sparaliżować kluczowe systemy na długie lata. Elementy tej infrastruktury są dziś powiązane silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Im większa zależność, tym większa kruchość całego systemu.
Warto przeczytać: Rekordowy wzrost liczby satelitów. NASA ostrzega przed zagrożeniem
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: