Nobel bez czytelników. O upadku najważniejszej nagrody literackiej

spotkanie z pisarką Olgą Tokarczuk promujące książkę “Prowadź swój plug przez kości umarłych”

Kiedyś wyznaczał kierunek światowej literaturze. Dziś kryzys Nagrody Nobla jest tak widoczny, że nawet oddani czytelnicy wzruszają ramionami na wieść o nowych laureatach. Pisarz Jacek Piekara bez ogródek pokazuje, dlaczego Nobel stracił dawny blask i jak oderwał się od czytelników, którzy powinni być jego głównym punktem odniesienia.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nobel kiedyś tworzył legendy — dziś budzi wzruszenie ramion

Czy wiecie Państwo, kim są tacy ludzie jak Laszlo Krasznahorkai, Han Kang, Jan Fosse czy Abdulrazak Gurnah? Przyznam, że dla mnie mogą być równie dobrze piłkarzami, jak bohaterami kreskówek. Po prostu nie mam zielonego pojęcia.

Tymczasem są to ostatni laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. Generalnie kiedyś tak bywało, że człowiek oczytany powinien o noblistach chociaż słyszeć. Nawet jeśli książek danego pisarza nie znał, to gdzieś koło ucha powinno mu brzęczeć jego nazwisko.

Kiedy nazwiska brzmiały jak dzwony: od Manna po Hemingwaya

Przecież noblistami byli tak słynni pisarze jak Thomas Mann, George Bernard Shaw, Herman Hesse, William Faulkner, John Steinbeck, Ernest Hemingway, Albert Camus, William Golding, Samuel Beckett, Aleksander Sołżenicyn, Jean-Paul Sartre i tak dalej, i tak dalej. Ich twórczość mogła się podobać lub mogła się nie podobać, ale niezależnie od subiektywnych gustów trzeba stwierdzić, że były to NAZWISKA.

Kryzys literackiej nagrody Nobla: nowi nobliści bez czytelników

Nazwiska, które brzmiały niczym dzwony dla każdego oczytanego człowieka, których pisarze książki wzbudzały zachwyt lub kontrowersje, o których się mówiło, których się podziwiało, o których się wspominało w zwyczajnych, prywatnych rozmowach. Dzisiaj nobliści nikogo nie obchodzą poza garstką znawców konkretnego kręgu literatury (a i to grono czasami ma kłopoty z rozpoznaniem danego autora). Nie budzą żadnych emocji poza zdziwieniem, że ktoś taki w ogóle istnieje.

Kto wybiera laureatów? Anatomia wąskiego gremium

Pisałem o literackiej Nagrodzie Nobla kilka lat temu z okazji przyznania jej Oldze Tokarczuk i pozwolę sobie dokładnie ten mój tekst zacytować, gdyż jest uniwersalny i od czasu, kiedy go opublikowano, nic się nie zmieniło:

„Oto jak w skrócie wygląda procedura przyznawania literackiej Nagrody Nobla: istnieje ciało, które nazywa się Akademią Szwedzką. Ma ono tradycję sięgającą XVIII wieku, a w jego skład wchodzi OSIEMNAŚCIE osób wybranych dożywotnio. Przez kogo? Przez innych członków Akademii. Akademia wyłania ze swego grona Komitet Noblowski, który liczy PIĘĆ osób. I ten Komitet dokonuje badań, selekcji i wreszcie wyboru kandydatów do literackiej nagrody Nobla. Czyli można bez przesady powiedzieć, że literacka nagroda Nobla to wyróżnienie przyznawane arbitralnie przez pięciu szwedzkich pisarzy i krytyków literackich, a następnie przedłożone do akceptacji liczącej osiemnastu członków Akademii. Czy naprawdę jest więc powód, by robić wokół tej nagrody taki wielki szum? Naprawdę opinia pięciu Szwedów o tym, co im się podoba, a co nie ma być tak ważna dla świata i dla miłośników literatury?”.

Nobel oderwany od realnych odbiorców

Literacka Nagroda Nobla nie ma dzisiaj kompletnie nic wspólnego z popularnością danego pisarza, z jego atrakcyjnością na rynku wydawniczym i księgarskim. Co gorsza, słabo też koresponduje z realnymi wartościami literackimi jego utworów.

Oczywiście, już po przyznaniu Nobla autor zyskuje chwilową światową sławę, jego książki są przekładane na obce języki, a on sam podróżuje po całym globie na zaproszenie różnych fundacji i stowarzyszeń.

Ideologia i polityka zamiast wartości

W pewien sposób efekt popularności może mocniej działać w rodzinnym kraju danego noblisty i w dodatku niewiele mieć wspólnego z wartością literacką jego twórczości. Na przykład kupienie książek Olgi Tokarczuk, lewackiej aktywistki wygłaszającej antypolskie tyrady, uchodziło w kręgach związanych z „oświeconymi elitami” (czytaj: TVN, Gazeta Wyborcza etc.) za demonstrację i deklarację polityczną.

Skąd się wzięła moda na Tokarczuk?

Mało który jednak z jej gorących pseudowielbicieli i akolitów pokusił się o otworzenie i przeczytanie jej książek, gdyż zwyczajnie nie jest to literatura dla móżdżków sformatowanych przez tefałeny. A żeby ją zrozumieć, trzeba znać słowa dłuższe niż trzysylabowe i umieć przeczytać jednym ciągiem więcej niż stronę tekstu, bez bólu głowy…

Tak więc większości miłośników Tokarczuk całkiem wystarczało sfotografowanie się z jej książką w dłoni, gdyż ten sposób uznawali za wpis akcesyjny do elitarnego towarzystwa ludzi oświeconych. Z lat PRL przypominam sobie podobne zachowania, kiedy wiele osób ustawiało na widocznym miejscu na półce Ulissesa Jamesa Joyce’a (uczciwszy proporcje).

Bo książkę tę wypadało mieć, chociaż zaledwie promil z tych, którzy ją mieli, ją przeczytał. Co akurat o tyle zrozumiałe, że naprawdę jest to tekst wymagający oczytania, cierpliwości, uwagi i również pewnej dozy samozaparcia.

Gremia kontra ludzie z ulicy

Każdy chyba autor w pewnym momencie życia zawodowego ma chwile, że lubi być dobrze oceniony przez jakieś, nazwijmy to: „wpływowe, opiniotwórcze gremia”. A to dostać nagrodę, a to medal, a to honorowy dyplom, a to pogrzać się w pochwałach krytyków i recenzentów. Ale co rozsądniejsza część pisarzy zaczyna w pewnym momencie rozumieć, że owe pochwały, dyplomy i medale są całkiem nieistotne, ponieważ obrazują zaledwie prywatną opinię określonego, wąskiego gremium. Kilku osób.

Na przykład jury konkursowego. A jedynym, co tak naprawdę się liczy i co tak naprawdę powinno każdego artystę motywować, jest sprzedaż jego dzieł. Bo jeżeli ludzie, zwykli, normalni ludzie „z ulicy”, tacy jak Wy czy ja, głosują na danego artystę swoimi portfelami, to jest to największy hołd i najsympatyczniejszy dowód uznania.

Portret László Krasznahorkaia – w kontekście pytania, dlaczego literacki Nobel traci na znaczeniu.
Na zdjęciu: László Krasznahorkai. Fot. Miklós Déri /Wikimedia Commons

Czytelnicy głosują portfelem

Bo przecież wybór nie zachodzi pomiędzy jedną książką a inną książką. Wybór jest pomiędzy różnymi dobrami konsumpcyjnymi. Kupujemy książkę, a moglibyśmy pójść do kina, do pubu czy restauracji, kupić kilka piw, grę komputerową lub perfumy, zapłacić za serwis streamingowy. I te pe, i te de.

To jest więc prawdziwy powód do dumy dla artysty – jeżeli czytelnik zagłosował na niego za pomocą własnego portfela. Jako autor zawsze jestem bardzo wdzięczny moim czytelnikom za dwie rzeczy: za pieniądze, jakie wydali na moje książki, i za czas, jaki poświęcili, by je przeczytać. Kiedy wyobrażam sobie, jak wiele mieli innych możliwości spędzenia pieniędzy i czasu, to ich zachowanie wydaje mi się tym bardziej cenne!

Kryzys literackiej nagrody Nobla: deklaracje światopoglądowe

Postulowanie, żeby literacka nagroda Nobla była przyznawana najbardziej poczytnym pisarzom, byłoby oczywiście groteskowe i bezsensowne. Od tego są innego rodzaju wyróżnienia (w Polsce na przykład Bestsellery Empiku), gdzie docenia się wyłącznie popularność.

Nobel w zamyśle autorów tej nagrody miał nie tylko doceniać znanych i lubianych, lecz wyróżniać filozoficzną czy etyczną głębię, wielkie oddziaływanie na świat i ludzi, pobudzanie do myślenia i prowokowanie do zadawania ważnych pytań na temat kondycji cywilizacyjnej, czy też pochwalać wyjątkową maestrię literackiego języka.

Gdy jury ulega poprawności politycznej

Miała więc ta nagroda nie tyle iść w zgodzie z panującymi trendami, co pokazywać lub wręcz tworzyć nowe trendy. I nie da się odmówić, iż w wielu przypadkach przyznano ją z ogromną celnością. Nie da się też zaprzeczyć, że w wielu przypadkach (zwłaszcza ostatnio) strzelono kulą w płot, kierując się nie wartościami artystycznymi, lecz pobudkami ideologicznymi czy sympatiami środowiskowymi.

Nagrody przemijają, historie pozostają

Jasne, że nikt nie będzie nawoływał, aby literacką Nagrodę Nobla otrzymali autorzy światowych bestsellerów, tacy jak Joanne Rowling, George Martin, Stephen King, Andrzej Sapkowski, James Patterson, John Grisham i Danielle Steel. Jeśli zresztą chcielibyście Państwo znać moje zdanie, to tysiąc razy od otrzymania jakiejś głupiej nagrody Nobla wolałbym, aby zrealizowano według mojej twórczości tyle filmów i seriali, co według twórczości Kinga.

Najważniejsze pytanie: czy Nobel wciąż ma sens?

Nigdy nie zazdrościłem żadnemu nobliście, ale Rowling, Kingowi czy Martinowi zazdroszczę ogromnie właśnie tego, że ich książki ekranizowano z wielkimi sukcesami i że mogą oglądać swoje dzieła opowiedziane przez innych artystów za pomocą innego języka. Tak więc bardzo proszę, jeśli mnie lubicie, to nie życzcie mi Nobla, lecz realizacji wysokobudżetowego serialu, który zachwyci widzów. Oraz hollywoodzkiego blockbustera. Zwłaszcza że w ostatecznym rozliczeniu to właśnie się będzie liczyło: czy w głowach i sercach odbiorców zostawiliśmy jakiś ślad. I jak długo ten ślad przetrwa, kiedy nas samych już nie będzie.

Obawiam się, że w przypadku większości obecnych noblistów tego śladu nie tylko nie będzie po ich śmierci, ale albo nigdy nie zaistniał, albo rozwiał się w kilka chwil po otrzymaniu przez nich nagrody.

Szukasz więcej ciekawych materiałów Jacka Piekary? Zajrzyj na nasz kanał YouTube

Polecamy również: Jacek Piekara: Wiedźmin miał zginąć, zanim powstał

Opublikowano przez

Wojciech Wybranowski

Redaktor naczelny


Redaktor naczelny "Holistic News". Dziennikarz, publicysta, fan Lecha Poznań, polskiej literatury fantasy i niezdrowej, kalorycznej kuchni. Były redaktor naczelny „Głosu Wielkopolskiego”. Wcześniej dziennikarz śledczy i polityczny (m.in. „Rzeczpospolitej”, „Uważam Rze” oraz tygodnika „Do Rzeczy”). Laureat kilku nagród i wyróżnień dziennikarskich.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.