Prawda i Dobro
Dzieci przestają czytać. Alarmujące dane z Wielkiej Brytanii i Polski
13 lutego 2026

Wciąż marzymy o uczuciu jak z powieści, ale żyjemy w świecie, w którym relacje przypominają projekt do zarządzania. Coraz więcej osób wybiera życie solo, a romantyczny mit zaczyna się kruszyć. Czy to naprawdę koniec miłości, jaką znaliśmy?
Kogo z nas nie kształtowało myślenie o związkach miłosnych rodem z lektur naszych babek? Emma Bovary, Barbara Niechcic, Anna Karenina albo Julia Roberts z Pretty Woman? Jak to możliwe, że w miłość na całe życie wierzy ponad 80 procent z nas, a jednak romantyczne kochanie staje się niedostępne? Socjolog Tomasz Szlendak ma na to proste wyjaśnienie. Scenariusz romantycznej miłości to tęsknota, a nie fakt.
Nakarmieni dziewiętnastowieczną literaturą, przekazem prababek i dawnych poetów, a także komediami romantycznymi, stworzyliśmy mit kulturowy, który przetrwał do naszych czasów. I wierzą w niego nawet ci, którzy przestali kochać, bo traktują miłość romantyczną niemal jak religię.
Miłości nie ma coraz bardziej, ale wiara w nią nadal daje nadzieję. Tropimy jednorożca miłości mimo przeczucia, że to zwierzę istnieje tylko w legendach.
– tłumaczy prof. Tomasz Szlendak w nowej książce Miłość nie istnieje. Związki, randki i życie solo w XXI wieku
Dlaczego tak się dzieje? Bo nie mamy nic w zamian – brzmi odpowiedź socjologa. Trudno sobie wyobrazić życie bez bajki, zwłaszcza że staje się ono w swej bolesnej realności coraz trudniejsze, mniej przewidywalne.
Jednak badania z socjologii i ekonomii pokazują, że w miłości jesteśmy coraz bardziej racjonalni. Zanim zamieszkamy ze sobą, wszystko musimy na początku ustalić, a nawet zakontraktować. Kiedyś przecież miłość nie potrzebowała instrukcji. Panowało przekonanie, że np. w dobrym związku naczynia same się myją. Choć faktem jest, że najczęściej myły je kobiety.
Zmiana zaczęła się jakieś dwadzieścia lat temu. Już wówczas coraz więcej kobiet, które nie przekroczyły czterdziestki, mieszkało samodzielnie. Zaczęła spadać liczba małżeństw, a epizody singlowania trwały dłużej niż relacje w parze.
Kobiety coraz częściej zdawały sobie sprawę, że nie znajdą w jednym mężczyźnie tego, co wdrukował im miłosny mit: mężczyzna idealny ma być czuły i zdecydowany zarazem. Ma też dobrze zarabiać, ale i poświęcać mi dużo czasu. Intymność, namiętność i zaangażowanie – trójskładnikowa teoria tworząca trzon miłości, opisywana przez Roberta Sternberga, zaczęła kruszeć.
Partner przestał być zarazem kochankiem, przyjacielem i towarzyszem życia. Taki model okazał się być na dłuższą metę zbyt wymagający i raczej nie do utrzymania. Wyjątki zaś potwierdzają regułę.
Zdaniem prof. Szlendaka, panie zrozumiały, że romantyzm w praktyce oznaczał dla kobiety to, że staje się ona zadowoloną niewolnicą. Poświęca się, bo przecież kocha. Ale czy miłość na tym ma właśnie polegać? Emancypacja kobiet zmieniła to podejście. Kobiety awansują społecznie, więcej zarabiają, są coraz lepiej wykształcone. Chcą partnerstwa, nie wyobrażają już sobie, że będą służyć mężczyźnie.
I tu pojawia się problem. Z badań wynika, że przeciętna młoda Polka przenosi się z mniejszego miasta do dużego, aby studiować. Na 200 tysięcy takich kobiet przypada 100 tysięcy podobnych mężczyzn. Kobiety, które są wykształcone, awansują i dobrze zarabiają.
Jednak nie mogę znaleźć odpowiedniego partnera. Interesujący panowie są zajęci, a wolni – nie są w stanie nadążyć za ambitną kobietą. Ta więc czeka. Często sprawdza i wybiera. Aż przekracza wiek, w którym może jeszcze założyć rodzinę.
Mężczyźni zresztą też coraz dłużej się zastanawiają, z kim byliby w stanie związać się na dłużej. Aż dochodzi do sytuacji, które ponad dwadzieścia lat temu opisywała Eva Illouz w swojej książce Dlaczego miłość rani. Jest tak wiele pokus, pięknych ludzi, taki ogrom możliwości, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie są w stanie podjąć decyzji.
Czy to już ten? To już ona? Naprawdę to już wszystko, co mogę dostać od życia? Do tego dochodzi coraz bardziej popularna kultura terapeutyczna, analizowanie najdrobniejszych szczegółów zachowań potencjalnego partnera, co osłabia emocjonalną siłę naszych decyzji.

Współcześni kobiety i mężczyźni wciąż mają nadzieję, że trafi im się coś lepszego, wyjątkowego, przeznaczonego specjalnie dla nich. Ktoś taki musi gdzieś być. A jeśli długo się nie pojawia? Wówczas podważają własną zdolność do zaangażowania.
Błąd i splątanie są zasadniczymi jakościami życia. Ideały projektowane przez kulturę, religię czy psychoterapię, ideały „poukładanych” związków, w których nie ma miejsca na ambiwalencję, w których niweluje się dojmujący ból ambiwalencji za pomocą gładkich formuł o wyrażaniu negatywnych emocji, uniemożliwiają kontakt z niepokojącą i przerażającą głębią naszej psychiki.
A tym samym uniemożliwiają kontakt w ogóle, bo zachęcają do egzystencji monadycznej, zamkniętej w przestrzeni własnych projekcji. Zamkniętej na autentyczną – więc narażoną na zranienie i bycie zranionym – miłość czy przyjaźń.
– pisze w swojej książce Potyczki z Freudem znany filozof Tomasz Stawiszyński.
Można by więc powiedzieć, że „nieistnienie miłości”, którego dowodzi prof. Szlendak jest nie tyle faktem, co symptomem. To przejaw niedojrzałości społeczeństwa doby turbokapitalizmu i emancypacji obu płci. Kobiety wyrugowały się do samodzielności, mężczyźni zaś odmawiają roli, jaką od wieków im przypisywano, że mają być opoką, na której spoczywa całkowity ciężar utrzymania domu. Nie zgadzają się być dłużej twardzielami, gdyż odkryli już własną wrażliwość, której nie zamierzają się w wstydzić.
Najprawdopodobniej ginie mit romantycznej miłości, ale pojawia się naga prawda o naszych relacjach w czasie tyranii wyboru. Życie mówi sprawdzam, czy jesteśmy nadal zdolni i czy w ogóle kiedykolwiek byliśmy do uczucia, o jakim pisał Erich Fromm w jego fundamentalnej książce O sztuce miłości:
Miłość jest możliwa jedynie wtedy, gdy dwoje ludzi komunikuje się ze sobą z samej głębi swej istoty, to znaczy, jeżeli każde z nich przeżywa siebie do samej głębi swej istoty. Miłość przeżywana w ten sposób jest nieustannym wyzwaniem; nie jest stanem wypoczynku, lecz ruchu, wzrostu, wspólnej pracy.
I tu każdy z nas musi sobie zadać pytanie – czy jestem na to gotowy? Czy potrafię pracować nad taką postawą?
Dr Tomasz Marcysiak, socjolog z WSB Merito w Bydgoszczy zauważa, że profesor Szlendak nie twierdzi, iż ludzie przestali odczuwać emocje, tylko że zmienił się model miłości romantycznej jako fundamentu porządku społecznego. Z jednej strony przez dekady obserwowaliśmy jak niestabilne są związki małżeńskie.
Na około 140 tysięcy zawieranych związków małżeńskich rocznie przypadało 70 tysięcy rozwodów, a większość z nich rozpadało się mniej więcej po 4 latach. Z drugiej strony wciąż funkcjonowaliśmy w kulturowym micie miłości na całe życie.
Jak sądzę prof. Szlendak prowokuje do spojrzenia na współczesne związki z perspektywy wyczerpania się warunków sprzyjających podtrzymywania tego mitu pod respiratorem napędzanym wysiłkiem starszego pokolenia, stojącego na straży porządkowania naszej biografii. Tymczasem młode pokolenie patrzy niezwykle trzeźwo: to ja będę wybierał role społeczne, a nie mnie je wybiorą. Ponadto żyjemy w czasach, w których model kieratu ekonomicznego i produkcyjnego wtargnął niepostrzeżenie na grunt codziennego życia.
Już nie tylko przedsiębiorstwo musi się stale rozwijać, by nie upaść, ale i wszystko wkoło. Gdyby sportowcy sprzed 100 lat spojrzeli na współczesne wyniki, rzuciliby wszystko i zajęli się pieleniem ogródków.
Pasja do rywalizacji sportowej po godzinach pracy przestała być olimpijską ideą, a stała się projektem ukierunkowanym na sukces, wynik i zysk. Może podobnie jest z miłością, za którą nie stoi już żaden aniołek z łukiem, tylko menadżer projektu. Moim zdaniem wciąż wielu ludzi jest przekonanych, że „lepiej jest kochać i stracić niż nigdy nie kochać wcale”.
– mówi dr Marcysiak.
Problem, który dostrzega Szlendak polega jednak na tym, że ludzie boją się tej straty, chcą jej uniknąć i zaplanować wszystko tak, by oszczędzić sobie rozczarowania. Zamiast więc błądzić, doświadczać i tracić, oddają się w ręce portalu randkowego i przebierają w ofertach, jak przy wyborze miejsca na urlop. Ich pragmatyzm tylko pozornie przynosi idealne rozwiązania. Nikt bowiem nie dowie się, czym jest miłość, gdy przyjdzie czas na poświęcenie.
To, co proponuje Szlendak to bardzo ważna diagnoza, którą powinniśmy czytać nie jak socjologiczną ciekawostkę zmian pokoleniowych, ale jako nasze odbicie w lustrze. Ostrożnie jednak z lekturą. Prawda o sobie nie każdemu może się spodobać.
Przeczytaj także: Miłość kontra algorytm. W sprawach pieniędzy zwycięzca jest jeden
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: