Kultura
Jak bronić kultury wysokiej? Znany dyrygent stawia trudne pytania
15 lutego 2026

Budzisz się w środku nocy i z przerażeniem patrzysz na zegarek, zastanawiając się, czy właśnie „rujnujesz” swój zdrowy 8-godzinny sen? Dla pokoleń naszych przodków taka nocna pobudka była czymś naturalnym. Dopiero ostatnie dwa stulecia ukształtowały ideał nieprzerwanego, jednolitego snu nocnego.
Historyk Roger Ekirch, analizując dawne źródła, opisał rozpowszechniony w Europie przedindustrialnej schemat snu składający się z dwóch bloków. Ludzie kładli się spać wkrótce po zmroku, spali kilka godzin, po czym budzili się na 1–2 godziny, a następnie zapadali w „drugi sen” aż do świtu. To nie były krótkie drzemki, ale dwa wyraźne epizody oddzielone okresem spokojnego czuwania. Ten wzorzec dobrze wpisywał się w naturalny cykl dnia i nocy.
Ekirch przebadał setki źródeł – od dzienników, listów i literatury po modlitewniki, podręczniki medyczne i protokoły sądowe. Znalazł w nich liczne, niezależne wzmianki o „pierwszym” i „drugim” śnie. Ślady tego zwyczaju pojawiają się w tekstach po angielsku, francusku, włosku i łacinie. Nie ograniczają się przy tym wyłącznie do Europy, ale pojawiają się także w zapisach z Afryki, Bliskiego Wschodu, Azji Południowej i Ameryki Łacińskiej.
W swojej książce At day’s close: night in times past Ekirch opisuje, jak w dawnych czasach rodziny kładły się spać kilka godzin po zmierzchu, budziły się kilka godzin później na godzinę lub dwie, a następnie spały ponownie aż do świtu. Co istotne, zwyczaj ten nie ograniczał się tylko do zimy, gdy wcześnie zapadający zmrok mógł wymuszać wcześniejsze chodzenie spać.
Segmentowany sen był powszechny w całej przedindustrialnej Europie przez cały rok, nie tylko podczas długich zimowych nocy.
– podkreśla Roger Ekirch.
Źródła opisane przez Ekircha pokazują, że przerwa między pierwszym a drugim snem była wykorzystywana bardzo różnorodnie. Był to czas na modlitwę, rozmyślania, rozmowy, wizyty u sąsiadów, czytanie, a także na seks. W jednym z opracowań czytamy, że nocne czuwanie sprzyjało intymności małżeńskiej, bo po pierwszym śnie ludzie budzili się wypoczęci i mieli spokojny czas tylko dla siebie.
W tekstach pojawiają się też odniesienia do prac gospodarskich wykonywanych w tej przerwie – od doglądania ognia w palenisku po karmienie zwierząt czy pilnowanie dobytku. Czasami nocna pobudka miała także wymiar praktyczny. W epoce bez oświetlonych ulic i nowoczesnych zamków noc była postrzegana jako pora większego zagrożenia. Okres czuwania między snami pozwalał więc zadbać o bezpieczeństwo.
Dziś trudno jednoznacznie stwierdzić jak bardzo rozpowszechniony był segmentowany sen. Ekirch stoi na stanowisku że przed XVIII wiekiem większość ludzi spała „na raty”.
Inni badacze zwracają uwagę, że rozpowszechnienie tego wzorca mogło się różnić między regionami, klasami społecznymi i porami roku. Wskazują też, że o ile dla wielu mieszkańców Europy i części innych regionów świata dwuczęściowy sen był czymś normalnym, o tyle nie ma dowodów, by był on absolutnie uniwersalny. Nie zmienia to jednak faktu, że pojawiające się w źródła wzmianki tworzą bardzo spójny obraz kultury snu opartej na dwóch nocnych epizodach.
Większość badaczy łączy upowszechnienie się wzorca 8-godzinnego, nieprzerwanego snu z dwoma wielkimi zmianami: rewolucją w oświetleniu i rewolucją przemysłową. Gdy pojawiły się lampy gazowe, a później elektryczne, ludzie zaczęli później kłaść się spać. Tym samym mieli coraz mniej czasu na sen, a co za tym idzie na nocną przerwę w spaniu.
Równolegle pojawił się fabryczny tryb pracy, który wymagał stabilnych zmian, punktualnych pobudek i długiego, nieprzerwanego czuwania w dzień. Z czasem zaczęto promować proste, łatwe do zakomunikowania zalecenie: ok. 8 godzin snu nocnego dla dorosłego, w jednym ciągu. Stanowiło to optimum dla efektywności i produktywności, a z czasem stało się powszechną normą.
Jednym z najczęściej cytowanych eksperymentów, który pokazuje, co dzieje się z naszym snem, gdy „wyłączymy” współczesne światło, był projekt Thomasa Wehra z lat 90. XX wieku. Badacz umieścił grupę zdrowych mężczyzn w warunkach obejmujących 14 godzin ciemności na dobę. Po kilku tygodniach okazało sią, że ich sen spontanicznie rozpadł się na dwa 4-godzinne bloki. Bloki oddzielone były 1–3 godzinami spokojnego czuwania.
W czasie nocnego czuwania zmienia się profil hormonów, w tym m.in. melatoniny. Stąd część badaczy sugeruje, że taki tryb może być bliższy pierwotnym, ewolucyjnie starszym wzorcom snu niż nieprzerwany sen 8-godzinny. Badania Wehra sugerują też, że taki sen pozwala na lepszy dostęp do podświadomości i łatwiejsze pamiętanie snów.
W przypadku snów porannych nie mamy możliwości, aby pozwolić snom się uspokoić. Zapala się światło i natychmiast wstajemy z łóżka. Krótko mówiąc, straciliśmy to, co ludzie w przeszłości uważali za niezwykle ważną część swojego życia – życie snów.
– wskazuje Thomas Wehr.
Współczesne badania nie przynoszą jednoznacznej odpowiedzi, który sen jest zdrowszy. Podkreśla się, że kluczowa jest łączna ilość snu, jakość faz głębokich i REM oraz regularność rytmu dobowego, a nie to, czy śpimy w jednym, czy dwóch blokach. Modele snu są z natury elastyczne, a mózg potrafi się dobrze adaptować zarówno do jednego, nieprzerwanego snu, jak i snu dzielonego. Istotniejsze jest, by w żadnym przypadku nie dochodziło do chronicznego niedoboru snu.
To właśnie niedobór snu wskazuje się najczęściej jako potencjalne ryzyko związane ze snem dzielonym na dwie fazy. Część badaczy wskazuje też, że sen taki może prowadzić do zwiększonego stresu oksydacyjnego i problemów zdrowotnych, jak wyższe ciśnienie krwi. Nie ulega jednak wątpliwość, że dla większości ludzi nieprzerwany sen jest w dzisiejszym świecie po prostu praktyczniejszy.
Odkrycie, że nasi przodkowie spali inaczej niż my, ma kilka bardzo praktycznych konsekwencji. Po pierwsze, dla wielu osób lęk przed „bezsennością w środku nocy” może być mniej uzasadniony, niż się wydaje. Spontaniczne budzenie się w nocy po kilku godzinach snu nie musi oznaczać, że organizm „się zepsuł”, ale może być echem starszych, naturalnych wzorców snu.
Po drugie, wiedza o elastyczności ludzkiego systemu snu otwiera przestrzeń do eksperymentowania. Jeśli komuś trudno przespać 8 godzin, może popróbować z drzemkami, sjestą czy bardziej „podzielonym” snem. Oczywiście ostrożnie i najlepiej w porozumieniu z lekarzem.
Po trzecie, badania nad światłem i snem przypominają, że istotne znaczenie ma ekspozycja na światło – zarówno jego nadmiar wieczorem, jak i niedobór w ciągu dnia. Oznacza to, że higiena snu zaczyna się nie w łóżku, ale przy ekranach, lampach i oknach.
Przeczytaj również: Nie ignoruj koszmarów. Zwiększają ryzyko przedwczesnej śmierci
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: