Meksyk przed Mundialem. 400 tys. ofiar i kartele rządzące ulicą

Uzbrojeni żołnierze meksykańskiej marynarki patrolują ulicę w turystycznym kurorcie – demonstracja siły państwa w kraju dotkniętym przez narkobiznes w Meksyku.

Za kilka miesięcy oczy świata zwrócą się na Meksyk, jeden z gospodarzy piłkarskich mistrzostw świata. Ale za fasadą turystycznych kurortów i stadionów trwa wojna, która od dwóch dekad pochłonęła już setki tysięcy ofiar. Potężne kartele narkotykowe kontrolują całe regiony kraju, mają własne armie i wpływy w polityce.

„Meksykańskie Auschwitz” kartelu CJNG

To miejsce na zawsze będzie już znane jako „meksykańskie Auschwitz”. Za zwykłą bramą, jaką instaluje się w każdym ranczo, działy się rzeczy rodem z horroru. Ranczo Izaguirre, nieopodal miejscowości Teuchitlán w stanie Jalisco było miejscem kaźni i kremacji ofiar jednego z najstraszniejszych karteli – Cártel de Jalisco Nueva Generación (CJNG).

Skojarzenia z Auschwitz były oczywiste, gdy w mediach pojawiły się zdjęcia stosów butów i ubrań ludzi, którzy zostali spopieleni w krematoriach na terenie rancza. Potworną tajemnicę tego miejsca odkryła jednak nie policja, lecz wolontariusze, którzy na własną rękę poszukują swoich zaginionych bliskich.

Pierwsza zbrodnia jako inicjacja

Śledztwo policji – prowadzone wyjątkowo nieudolnie, co od początku wzbudzało wiele podejrzeń – wykazało, że na terenie rancza szkoleni byli „żołnierze” kartelu. Najczęściej są nimi młodzi mężczyźni, których odurza się, by w „kontrolowanych warunkach” dokonali pierwszych zbrodni, przechodząc w ten sposób „chrzest” bojowy.

Ranczo, na którym szkolono zabójców

„Meksykańskie Auschwitz” było centrum treningowo-eksterminacyjnym kartelu, który właśnie stracił swojego szefa. 22 lutego meksykańskie służby wytropiły i zabiły Nemesio Oseguerę Cervantesa, znanego powszechnie jako „El Mencho”. Amerykanie oferowali za jego głowę aż 15 milionów dolarów. Nic dziwnego – „El Mencho” kierował organizacją, która wyspecjalizowała się w przerzucie do USA fentanylu, który stał się prawdziwą plagą największych amerykańskich miast.

Jego tragiczne skutki widać doskonale choćby w Hollywood, „bajecznej” dzielnicy Los Angeles. Gdy na początku lutego odwiedziłem LA i wybrałem się na wieczorny spacer po słynnej Alei Gwiazd, nie mogłem uwierzyć własnym oczom: na chodniku z pamiątkowymi gwiazdami sław kina i estrady wegetowało mnóstwo postaci wygiętych w nienaturalnych pozach, niektórzy zastygli na klęczkach z głowami opartymi o ziemię, inni chwiejący się na nogach jak w transie.

Narkotyk silniejszy od heroiny

Co roku dziesiątki tysięcy Amerykanów śmiertelnie przedawkowują fentanyl (bardzo łatwo jest przedawkować ten 50 razy silniejszy od heroiny narkotyk). Szacuje się, że w 2024 r. ok. 50 tys. Amerykanów zmarło z tego powodu, a jeszcze dekadę temu ofiar było ok. pięć razy mniej (narkotyk ten na początku XXI w. była szerzej nieznany wśród narkomanów). Waszyngton widzi, jak narasta fala śmiertelnie groźnego uzależnienia od fentanylu, więc nic dziwnego, że Biały Dom bierze na celownik kartele i ich przywódców.

Donald Trump już kilka razy groził, że siły USA będą dokonywały ataków na siedziby najgroźniejszych karteli, co jednak byłoby ogromnym problemem politycznym, ponieważ stanowiłoby jawne pogwałcenie suwerenności Meksyku. Jak już jednak pokazała obecna administracja USA, porywając Nicolása Maduro i oskarżając go m.in. o narkoterroryzm, Amerykanie coraz odważniej poczynają sobie w tych kwestiach w Ameryce Łacińskiej.

Fentanyl: nowe złoto karteli

Fentanyl, narkotyk stosunkowo łatwy w produkcji, stał się dla meksykańskich karteli istną żyłą złota. Te potężne organizacje przestępcze cały czas rozwijają swoje moce produkcyjne w tym zakresie i rekrutują w tym celu najzdolniejszych studentów meksykańskich uczelni technicznych.

Nikt nie jest w stanie powiedzieć dokładnie, ile kartele zarabiają na produkcji fentanylu, ale z pewnością są to miliardy dolarów rocznie. Jeżeli doliczyć do tego ogromne zyski z przerzutu do USA kokainy i innych narkotyków oraz przemytu ludzi, zrozumiemy, dlaczego kartele były w stanie przejąć niemal na własność ogromne połacie Meksyku i kupić wielu tamtejszych polityków i stróżów prawa. A także zbudować prywatne armie, które stały się postrachem służb federalnych.

Swoją siłę kartele pokazały na początku tygodnia, gdy zapłonęły ulice wielu meksykańskich miast, również słynnych kurortów, jak choćby leżące nad Pacyfikiem Puerto Vallarta. Bandyci podpalali samochody, sklepy, brali na celownik stróżów prawa, zabijając kilkudziesięciu z nich.

Prywatna armia CJNG

Kartel CJNG ma kim i czym walczyć. Szacuje się, że pod komendą ma do 10 tys. „żołnierzy”, którzy mogą się pochwalić doskonałym wyposażeniem. Kilka lat temu furorę robiło w sieci nagranie długiego konwoju samochodów opancerzonych („domowej” roboty) i stojących przy autach uzbrojonych po zęby ludzi w quasi-wojskowych strojach. Był to propagandowy filmik przygotowany przez CJNG, mający na celu pogrożenie władzom państwowym i konkurencji.

Kartel jak korporacja

Mało kto zwrócił wtedy uwagę, że „żołnierze” kartelu krzyczeli co chwila „Niech żyje El Mencho!”, pozdrawiając w ten sposób swojego (zabitego właśnie) szefa. Za jego rządów kartel stał się „wzorem” dla innych takich organizacji przestępczych, zamieniając się ze „zwykłej” grupy przestępczej w istną kryminalną korporację. CJNG poza najbardziej lukratywnym handlem narkotykami kontroluje też sieć nielegalnych kopalni, wszedł na rynek nieruchomości, pierze pieniądze w branży turystycznej, a nawet położył łapę na produkcji… awokado!

Ta ostatnia kwestia jest już zauważalna w Meksyku, gdzie ceny tego podstawowego owocu (tak, awokado zaliczane jest do owoców!) wyraźnie wzrosły w ostatnich latach właśnie z uwagi na działania karteli. Ale przede wszystkim CJNG uważany jest za najbardziej brutalny kartel, który siejąc terror walczy z konkurencją i państwem.

Plakaty zaginionych osób na ulicy w Mexico City – symbol tragedii rodzin w kraju, który od lat pogrążony jest w wojnie z kartelami przed nadchodzącym Mundialem w Meksyku
Plakaty zaginionych osób na ulicy w Mexico City – symbol tragedii rodzin w kraju, który od lat pogrążony jest w wojnie z kartelami. Fot. Piotr Włoczyk.

20 lat wojny z kartelami

Meksyk prowadzi wojnę z narkotykami od 2006 roku, gdy ówczesny prezydent Felipe Calderón ogłosił, że państwo musi bezpardonowo walczyć z kartelami. Efektem zbrojnych interwencji było rozdrobnienie tych grup przestępczych, w których na miejsce jednej „ściętej” głowy wyrastało kilka nowych, i bezprecedensowa fala przemocy.

Wskaźnik zabójstw wystrzelił w tym państwie w niekontrolowany sposób, pnąc się z poziomu 10 przypadków rocznie na 100 tys. mieszkańców na początku XXI w. do niemal 30 w okresie pandemii (w Polsce notuje się poniżej jednego zabójstwa rocznie na 100 tys. mieszkańców).

Z zestawienia przygotowanego przez Deutsche Welle wynika, że od początku wojny władz Meksyku z kartelami, czyli w ciągu ostatnich dwóch dekad, w wyniku zabójstw zginęło w tym kraju ok. 400 tys. ludzi. Oznaczałoby to, że w Meksyku z powodu przemocy ze strony karteli zginęło w tym czasie więcej ludzi niż w trakcie 12 lat wojny na Ukrainie czy w ciągu 20 lat konfliktu w Afganistanie…

Kiedy władze ulegają gangsterom

Ostatnia demonstracja siły karteli to wielki problem dla władz Meksyku, ponieważ już za kilka miesięcy będzie tam rozgrywany Mundial, ale podobne sceny Meksykanie widzieli już w 2019 r., gdy władze federalne aresztowały syna słynnego „El Chapo”, byłego szefa kartelu Sinaloa, który w zastępstwie ojca kierował organizacją.

Kartel wziął wtedy w charakterze zakładników 800 tys. mieszkańców Culiacán, stolicy stanu Sinaloa, strzelając na oślep na ulicach, podpalając samochody i budynki. Ówczesny prezydent Andrés Manuel López Obrador skapitulował i 29-letni Ovidio Guzmán López bardzo szybko został zwolniony.

Sam „El Chapo” znany był z tego, że potrafił odzyskać wolność, ale nigdy nie był wypuszczany przez władze, lecz uciekał z meksykańskich zakładów karnych. Ostatni raz dokonał tego w 2015 roku w iście spektakularnych okolicznościach, uciekając podkopem ze swojej celi. Obecnie jednak nic nie wskazuje na to, by mógł powtórzyć tę sztukę – po deportacji do USA odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności w amerykańskim więzieniu).

Dlaczego social nie pomaga w walce z kartelami

Lewicowy prezydent Obrador zakończył w gruncie rzeczy ostrą fazę wojny z kartelami, ogłaszając w 2018 r. słynny slogan: „Abrazos, no balazos” („Uściski, a nie pociski”). Chodziło o to, by programami socjalnymi i podniesieniem jakości życia odciąć kartele od dopływu młodych, zdesperowanych ludzi, których łatwo przerobić na „żołnierzy”.

Jednak tak ambitny program oznacza tak naprawdę przebudowę całego państwa, co wiąże się z koniecznością realizacji wieloletniej strategii modernizacji. A tymczasem kartele cały czas rosną w siłę i społeczeństwo od lat domaga się stanowczych działań.

Tysiące zaginionych Meksykanów

Wydaje się, że kroplą, która przelała kielich goryczy było zaginięcie w mieście Iguala 43 studentów, co w 2014 roku stało się sensacją w światowych mediach. Okazało się, że w sprawę zamieszana była lokalna policja, która współpracowała z miejscowym kartelem „Guerreros Unidos”, a studenci zginęli najpewniej dlatego, że znaleźli się w złym miejscu o złej porze.

Wśród wielu różnych wersji pod uwagę brana jest również ta, że planowany przez studentów protest był bardzo nie na rękę lokalnym władzom zblatowanym z kartelem. Nieudolność organów państwowych niepotrafiących wyjaśnić tej masowej zbrodni była dla Meksykanów kolejnym dowodem na to, jak daleko sięgają macki karteli.

Miasto z twarzami zaginionych

Do dziś w centrum stolicy Meksyku, w jej najbardziej prestiżowych miejscach, znajdziemy mnóstwo plakatów osób zaginionych, które są krzykiem rozpaczy rodzin ofiar. Jednym z takich punktów w mieście Meksyku jest puste już dziś rondo przy słynnej alei Paseo de la Reforma, gdzie do 2020 r. stał pomnik Krzysztofa Kolumba.

Władze usunęły pomnik odkrywcy, chcąc przypodobać się rdzennej ludności, ale bardzo szybko płot broniący dostępu do pustego postumentu został oblepiony od góry do dołu zdjęciami zaginionych Meksykanów, stając się cierniem w oku rządzących. Szacuje się, że ogólna liczba zaginionych przekroczyła już w Meksyku pułap 100 tys. osób.

Jak nietrudno się domyślać, większość z nich została zabita przez kartele, czasem znajdując się po prostu w złym miejscu o złej porze. Z punktu widzenia tych organizacji przestępczych, im więcej jest w społeczeństwie strachu przed nimi, tym lepiej. Zwykli ludzie mają się bać karteli i odwracać wzrok od przemocy, by podobnie postępowali politycy.

Plakaty zaginionych osób w Meksyku na rondzie Glorieta de los Desaparecidos – ofiary przemocy, za którą stoją meksykańskie kartele narkotykowe, w tym kartel CJNG Meksyk
Fot. Piotr Włoczyk

Demokracja pod lufą

A jeżeli już jakiś polityk stwierdzi, że będzie działał wbrew interesom narkobandytów, może się liczyć z najstraszniejszymi konsekwencjami. Dość powiedzieć, że przed wyborami w Meksyku w 2024 roku zabito kilkudziesięciu kandydatów na różne stanowiska. Potężne korporacje mają pieniądze, by odpowiednio lokowanymi funduszami „zabić” niechcianego kandydata, z kolei kartele mają broń maszynową, by skutecznie wyeliminować swoich wrogów z list wyborczych…

Przy czym niekiedy nie kończy się na „zwykłym” rozstrzelaniu. Jeżeli kartel chce naprawdę wystraszyć swoich wrogów, sięga po dekapitację. Tak stało się choćby z Alejandro Arcosem, 44-letnim burmistrzem blisko 300-tysięcznego miasta Chilpancingo de los Bravo w stanie Guerrero, którego pozbawione głowy ciało znaleziono w 2024 r. zaledwie 6 dni po rozpoczęciu przez niego kadencji po wygranych wyborach. Innym spektakularnym sposobem „komunikowania” siły karteli jest wieszanie ofiar na linach w miejscach publicznych.

Przykładem może tu być mord 10 mężczyzn, których okaleczone i rozstrzelane ciała „żołnierze” kartelu wywiesili w 2021 roku na moście biegnącym nad autostradą w stanie Zacatecas.

Państwo próbuje odzyskać kontrolę

Meksykańskie władze centralne na różne sposoby starały się pokazać społeczeństwu, że chcą ograniczyć wpływy karteli. Jednym ze sposobów na to było powołanie w 2019 r. Gwardii Narodowej. Na przełomie stycznia i lutego odwiedziłem Meksyk i wielokrotnie widziałem w różnych miejscowościach pickupy Gwardii Narodowej wożących na „pakach” zamaskowanych i ciężko uzbrojonych żołnierzy. To oczywiście demonstracja siły i komunikat pod adresem lokalnej ludności, ale chyba przede wszystkim adresatami mają być goście z zagranicy: „Nie macie się czego bać. Państwo kontroluje ulice miast”.

Szczególnie dużo sił Gwardii Narodowej widać w turystycznym Cancun, gdzie kartele również zaznaczają swoją obecność, choć ten rejon Meksyku leży daleko od trasy przerzutu narkotyków. Zapytałem jednego z funkcjonariuszy Gwardii Narodowej, dlaczego Meksyk potrzebuje dodatkowej formacji – czyżby lokalna policja nie była wystarczająca? Jego odpowiedź była rozbrajająco szczera.

– Lokalna policja bardzo często jest przeżarta korupcją. Niestety, taka jest rzeczywistość w naszym państwie. Kartele są tak potężne, że łatwo im przekupić miejscową policję

– usłyszałem od gwardzisty.

– Założenie jest takie, że funkcjonariusze Gwardii Narodowej z innych rejonów Meksyku, działający na zlecenie władz federalnych, mają być mniej podatni na lokalne układy.

Patrol Gwardii Narodowej w Meksyku w turystycznym kurorcie – uzbrojeni funkcjonariusze pilnują bezpieczeństwa w kraju dotkniętym przez meksykańskie kartele narkotykowe i narkobiznes w Meksyku
Fot. Piotr Włoczyk

Meksyk w cieniu narkobiznesu

Przerwanie pajęczyn utkanych przez dekady przez coraz potężniejsze kartele wydaje się jednak istną walką z wiatrakami. Według danych przedstawionych w 2022 r. w magazynie „Science”, ok. 185 tys. ludzi pracuje bezpośrednio dla meksykańskich karteli, co czyni je 5. największym pracodawcą w kraju.

Kartele stworzyły błędne koło – tworzą popyt na ciężkie narkotyki i reagują na zapotrzebowanie, dbając o odpowiednią podaż. Faktem jest jednak, że bez klientów w bogatych państwach Zachodu (nie tylko w USA – Europa również zaopatrywana jest przez meksykańskie kartele) meksykański narkobiznes nie rozwinąłby się w takie monstrum.

Kilka lat temu rozmawiałem na ten temat ze Steve’em Murphym, emerytowanym oficerem amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA, który początku lat 90. brał udział w pościgu za Pablo Escobarem. Murphy był konsultantem serialu Narcos i stał się pierwowzorem jednego z głównych bohaterów tej znakomitej serii.

Ludzie, którzy używają kokainy, powinni zdawać sobie sprawę, że za proszkiem, który oni tak ochoczo wciągają, ciągnie się krwawy ślad

– mówił Steve Murphy.

A na drugim końcu świata, żeby oni mogli się świetnie bawić, ktoś musi zginąć.

Mundial w Meksyku i test bezpieczeństwa

Meksyk od dwóch dekad próbuje wygrać wojnę z kartelami, które zbudowały własne armie i imperia warte miliardy dolarów. Bilans tej walki to około 400 tys. ofiar i ponad 100 tys. zaginionych. Odkrycie „rancza śmierci” w Jalisco pokazało tylko fragment świata, w którym przemoc stała się codziennością.

Tymczasem w czerwcu 2026 roku kraj będzie współgospodarzem mundialu i przez kilka tygodni stanie się sceną największego sportowego widowiska na świecie. Dla władz będzie to nie tylko wielkie sportowe święto, lecz także ogromny test państwa: czy potrafi zapewnić bezpieczeństwo kibicom sportu i choć na chwilę wygrać walkę o kontrolę nad własnymi ulicami.

Polecamy również: Zagrażają bezpieczeństwu Polski? Napływają z Wenezueli i Kolumbii


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Piotr Włoczyk

Autor


Dziennikarz po amerykanistyce, piszący głównie o polityce zagranicznej i historii. Autor wielu reportaży o tematyce międzynarodowej oraz wywiadów z czołowymi ekspertami w dziedzinie gospodarki, geopolityki oraz historii. Od marca 2023 r. redaktor naczelny miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.