Nauka
Makabra sprzed 2000 lat. Odkryto brutalny znak zwycięstwa Rzymian
05 stycznia 2026

„Tak ubrana nigdzie nie wyjdziesz” – te słowa słyszało już kilka pokoleń młodych ludzi. Ale czy kiedykolwiek zastanowiliśmy się, dlaczego tak się ubierają? Strój bywa pierwszym sygnałem, że dzieje się coś ważnego.
Moda zawsze była czymś więcej niż tylko stylem ubierania się. Była stylem bycia i stanowiła język pokoleniowy, który wyrażał preferowane wartości, tożsamość, zasady. Moda zarówno z wielkiego świata haute couture, jak i moda podwórkowa potrafiły wyrażać zarówno bunt, jak i przynależność.
Często nawiązywała do konkretnych wydarzeń kulturowych, historycznych czy obyczajowych. Styl ubierania się był manifestem czegoś ważniejszego niż tylko to ubranie, które mam na sobie. Wystarczy przywołać przełom lat 60 i 70-siątych, w którym królowało hippie. Później zaś przełom lat 70 i 80-siątych zdominowany przez punk. Lata 90-siąte to już grunge czy techno.
Za każdą z tych epok stały konkretne przemiany ustrojowe czy polityczne. Nie tylko obyczajowe rewolucje, ale konkretna mentalność, która rzutowała na całe życie, w tym także na styl ubierania się. Hippisi byli pokoleniem, które nie chciało wojny i materializmu. Szukało duchowości i wspólnoty. Ich tęsknota materializowała się w ubraniach z naturalnych materiałów – bawełny, lnu, skóry i zamszu, które często samodzielnie farbowano, dziergano lub szyto.
Solidarność z całym światem wyrażały etniczne wzory, a ikoniczny motyw kwiatów w nadrukach na dobre określił wizerunek „dzieci-kwiatów”. Ubiór wyrażał hasło „wolność ponad wszystko” oraz powrót do natury i prostoty.
Punki były dziećmi systemu, który rozczarował i dlatego ich ubrania były jednym wielkim krzykiem. Czarne skóry, poszarpane i podarte jeansy, metalowe elementy (ćwieki, kolce, łańcuchy), mroczne makijaże, włosy ułożone w słynne irokezy, często ufarbowane w neonowe kolory – cały ten wizerunek stanowił wyraz buntu i sprzeciwu wobec kapitalizmu, władzy, korporacji.
Wtedy w świecie mody pojawił się trend DIY (Do IT Yourself), ponieważ w ramach buntu wobec komercjalizacji, strój miał być robiony własnoręcznie: malowany, szyty czy przerabiany.
Młodsze pokolenia, ukształtowane w latach 90., dorastały na styku dwóch zjawisk. Z jednej strony rozkwitała komercja i konsumpcjonizm, a z drugiej pogłębiała się bieda wśród tych, którzy nie poradzili sobie z przemianami ustrojowymi. To pokolenie wybrało nie tylko muzykę hip-hopową, ale i odpowiadający jej konkretny strój.
Techno w Ameryce, czy hip-hop w Polsce był odpowiedzią młodszych pokoleń na marginalizację, ubóstwo, poczucie odsunięcia czy nawet bycia niewidocznym. Luz, t-shirty, czapki bejsbolówki, buty sneakersy – to wszystko wyrażało tożsamość i przynależność do ulicy oraz blokowisk. Podkreślanie osiągnięć materialnych (w postaci grubych łańcuchów na szyi, sygnetów, kolczyków) miało być dowodem wyjścia z biedy.
Będąc świadkiem niedawnej sceny rodzinnej u moich znajomych z dziećmi w wieku dojrzewania doświadczyłam tzw. deja vu. Oto kilkunastoletnia Ola przygotowując się do szkoły. Stoi przed rodzicami w jeansach co najmniej o kilka numerów za dużych na nią oraz w wyciągniętej bluzie z rękawami do kolan. Włosy w nieładzie, długie, rozpuszczone, zakrywają pół twarzy.
Dziecka właściwie nie widać. Zginęło, tudzież zapadło się w otoczce ubrań, które mogłaby spokojnie założyć osoba starsza, wyższa, o bardziej korpulentnej budowie ciała.
Najpierw głos Matki: „Jak ty wyglądasz? Idź, zobacz się w lustrze? Ty naprawdę wybierasz się na lekcje w tym stroju?”. I za chwilę reakcja ojca: „Nigdzie tak ubrana nie wyjdziesz! Nie będę wstydził się za ciebie przed sąsiadami. Marsz do pokoju i ubierz się normalnie”.
Wspominam o deja vu, bo kto z nas nie słyszał w dzieciństwie tego typu uwag od rodziców, kiedy znalazł sobie coś atrakcyjnego do założenia. Niestety, w oczach dorosłych, nasza kreacja budziła jedynie strach i grozę. W najlepszym wypadku politowanie.
Współczesna psychologia odzieży (tak, tak, to realna dziedzina badań!) od lat bada, w jaki sposób strój odzwierciedla stan emocjonalny, tożsamość i mechanizmy radzenia sobie z problemami u młodych ludzi. Opisany wyżej styl oversize, czyli potocznie znane i obserwowane na ulicach workowate ubrania wiszące na nastolatkach, to efekt stylu „znikania”. Takie ubranie pełni funkcję niewidzialności. Tworzy ono swego rodzaju pancerz ochronny przed światem zewnętrznym.
Nastolatki wchodzące w okres szalonych zmian hormonalnych, jak również intensywnych przemian cielesnych często boją się ekspozycji na oceny rówieśników.
Niekiedy wstydzą się swojego ciała, obawiają się złośliwych, często seksistowskich komentarzy. Dlatego duże ubrania pozwalają im się „rozpłynąć”. Na tej drodze oversizowy styl ubioru przyjmuje funkcję obronną. Mówi: „Jeśli mnie nie widać, nikt mnie nie oceni”.
Psychologowie podkreślają, że u wielu młodych ludzi styl oversize to lustrzane odbicie ich stanu psychicznego. Odzwierciedla poczucie małości i niższości, braku kontroli nad swoim życiem, emocjami i reakcjami. Jest też po prostu wyrazem potrzeby wycofania się lub nawet zobojętnienia („nieważne jak wyglądam, wisi mi to”).
Właśnie dlatego psychologowie dziecięcy czy terapeuci pracujący z nastolatkami podkreślają, że bardzo często zmiany w ubiorze, popadnie w skrajności w preferowanym stylu, powinny stanowić dla rodziców pierwszy sygnał, że dziecko nie czuje się dobrze samo ze sobą. Być może boryka się z problemami w relacjach z rówieśnikami i warto wtedy zainteresować się tą sprawą. A przede wszystkim: porozmawiać z dzieckiem. Mówi się, że „strój to pierwszy komunikat, zanim padnie słowo”.
Innym współczesnym trendem modowym, jeszcze niedawno szalenie popularnym, była tzw. Lolita fashion, której wzorce przywędrowały do Europy z Japonii.
Nastolatki, a często już nieco starsze licealistki, zaczęły nosić króciutkie spódniczki lub sukienki, stworzone na bazie tiulu, kokardek, falbanek, haftów. W zależności od stylu występowały w kolorystyce pastelowej (Sweet Lolita) lub wręcz przeciwnie: mrocznej (Gothic Lolita). Do tego lakierowane buciki na paseczki i koronkowe skarpetki.
Co ciekawe, ten styl ubierania się wykształcił się w Japonii w latach 70, i 80., w reakcji na hiperseksualizację i standaryzację wyglądu kobiet w mediach. W Europie jednak (inna kultura, obyczajowość, religia) zaczął być postrzegany jako rodzaj infantylizacji czy wręcz sztucznego wizualnie zaniżania wieku.
Kulturoznawcy i psychologowie zaczęli bić na alarm, że to może pobudzać pedofilów lub prowadzić do nasilenia przestępstw na tle seksualnym. Jak argumentowali, ten styl mody odwołuje się do pierwotnych, dziecięcych, słodkich i bajkowych wzorców z dzieciństwa.
Wskutek prowadzonych badań i obserwacji szybko wykazano, że psychologiczne podłoże stylu Lolity to ucieczka od dorosłości i realnej rzeczywistości. Dla wielu młodych ludzi ten styl okazał się kokonem ochronnym przed światem dorosłych. Przed odpowiedzialnością, pracą, stresem, ponoszeniem konsekwencji swoich czynów.
Nadmiarowo stylizowane ubranie w słodkim, lukrowanym stylu okazało się portalem do alternatywnej, bezpieczniejszej rzeczywistości, w której można skupić się na pięknie, detalach estetycznych, wyszywaniu, zdobieniu, a nie na życiowych, realnych wyzwaniach. A styl mody, który miał być sprzeciwem wobec seksualizacji kobiet, w europejskich realiach przybrał formę seksualnej przebieranki, fetyszyzmu i kolejnej odsłony przemysłu pornograficznego, z czym zresztą kojarzy się tytułowa Lolita z powieści Nabokova.
Tak jak kiedyś rodzice, wychowawcy i nauczyciele musieli mierzyć się z często kontrowersyjnym stylem ubierania się swoich uczniów. Tak samo jest i dzisiaj. Dekady mijają, a prawidła pozostają bez zmian. Warto jednak przypominać, że eksperymentowanie z wyglądem jest normalnym i zdrowym elementem budowania własnej tożsamości. Często jest to sposób na odróżnienie się od rodziców (a więc budowanie swojej niezależności), wyraz chęci przynależności do grupy i idąca za tym potrzeba akceptacji. Wreszcie sposób radzenia sobie z emocjami, lękami, napięciem wewnętrznym. Dlatego też, zamiast krzyczeć, krytykować i zabraniać lepiej pytać i próbować zrozumieć.
Dobrze jest w trakcie rozmowy ustalać granice w poczuciu szacunku dla obydwu stron. Cierpliwie tłumaczyć, jaki strój jest adekwatny dla danego miejsca czy wydarzenia. A już na pewno nie oceniać dziecka przez pryzmat jego wizerunku zewnętrznego. Ponieważ ubiór to tylko okładka książki. A liczy się to, co w środku. Poczucie własnej wartości niezależne od wyglądu zewnętrznego nastolatek często może zbudować tylko dzięki zrozumieniu i trosce dorosłych.
Przeczytaj również: O tym, czym jest pokolenie „Z”, zdecydowało dorastanie w sieci
Oczywiście!
Oto kod na DARMOWĄ dostawę– wpisz w koszyku: MIKOLAJ
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News