Nauka
Jądro wielkości centrum miasta. Kometa 3I/ATLAS znów zaskakuje
13 lutego 2026

66 procent ludzkiego rodzeństwa to dzieci tych samych dwojga rodziców. Ten wynik stawia nas w elitarnej lidze najbardziej monogamicznych ssaków. Co to właściwie mówi o naszej naturze?
Zespół kierowany przez dr. Marka Dyble’a, antropologa ewolucyjnego z Uniwersytetu Cambridge, postanowił sprawdzić, czy monogamia u ludzi to romantyczny mit, czy biologiczny fakt. Zamiast spekulować i powtarzać kulturowe opowieści o „jednej miłości”, badacze sięgnęli po twarde dane genetyczne.
Przyjrzeli się temu, ile w danej populacji jest tzw. pełnego rodzeństwa – dzieci tych samych dwojga rodziców – a ile rodzeństwa przyrodniego, mającego innego ojca lub matkę. To właśnie ta proporcja mówi najwięcej o tym, jak naprawdę wyglądają nasze wzorce łączenia się w pary.
Jak tłumaczy dr Dyble, zasada jest dość prosta. W gatunkach i społeczeństwach, gdzie dominuje monogamia, częściej spotykamy rodzeństwo mające tych samych dwoje rodziców. Tam natomiast, gdzie wzorce związków są bardziej poligamiczne lub mniej trwałe, rośnie liczba rodzeństw przyrodnich.
Kiedy badacze policzyli dane, wynik był zaskakujący: aż 66 proc. rodzeństwa u ludzi to dzieci tych samych dwojga rodziców. To daje nam 7. miejsce wśród 11 gatunków uznawanych za społecznie monogamiczne i tworzące trwałe pary.
Istnieje elitarna liga monogamii, w której ludzie czują się komfortowo, podczas gdy zdecydowana większość innych ssaków podchodzi do kwestii doboru partnera w dużo bardziej rozwiązły sposób.
– komentuje Mark Dyble.
Towarzystwo, w jakim się znaleźliśmy, może zaskoczyć. Pod względem relacji bliżej nam do surykatek i bobrów niż do szympansów czy goryli. Innymi słowy: monogamia u ludzi okazuje się znacznie powszechniejsza niż u naszych najbliższych zwierzęcych krewnych.
W „ligowej tabeli” monogamii ludzie wyprzedzają surykatki (59.9 proc. pełnych rodzeństw), ale ustępują bobrom (72.9 proc. pełnych rodzeństw). Nasi naczelni kuzyni nie są mistrzami wierności. U szympansów tylko 4,1 proc. rodzeństwa ma tych samych rodziców, u goryli górskich – 6,2 proc. To zupełnie inna liga.
A rekord? Należy do myszaka kalifornijskiego, gdzie niemal całe rodzeństwo pochodzi od tej samej pary.
Badacze zwracają uwagę na jeszcze jedną rzecz: monogamia u ludzi najpewniej wyewoluowała z wcześniejszego, niemonogamicznego życia w grupach. W świecie ssaków to rzadkość. Podobną drogę przeszły właściwie tylko wilki i lisy.
W „lidze monogamii” obok ludzi znajdują się głównie gatunki żyjące w małych, rodzinnych układach – para rodzicielska i potomstwo. Czasem w koloniach, w których rozmnaża się tylko jedna samica. To raczej kameralne historie.
Ludzie działają inaczej. Tworzymy trwałe pary, ale jednocześnie żyjemy w dużych, złożonych społecznościach, gdzie wiele kobiet ma dzieci. I to właśnie jest kluczowa różnica.
Surykatki i bobry najczęściej funkcjonują w małych grupach lub parach. Gibon żyje z partnerem na własnym terytorium. My natomiast łączymy relację dwojga z szeroką siecią krewnych, przyjaciół i współpracowników. Monogamia u ludzi nie oznacza izolacji – przeciwnie, rozwija się w samym środku dużej społecznej sieci.
Druga różnica dotyczy tego, co właściwie mierzy to badanie. Autorzy podkreślają, że chodzi o monogamię reprodukcyjną – czyli o to z iloma partnerami są dzieci – a nie o same zachowania seksualne.
U większości ssaków seks i rozród są ze sobą ściśle powiązane. U ludzi sytuacja jest bardziej złożona – antykoncepcja i normy kulturowe oddzieliły jedno od drugiego.
To dlatego możemy tworzyć długotrwały związek monogamiczny, wchodzić w kolejne takie relacje w ciągu życia, a nawet funkcjonować w układach poligamicznych – i wciąż mieć dzieci z tym samym partnerem.
Fakt, że wskaźniki posiadania pełnego rodzeństwa wśród ludzi pokrywają się z zakresem obserwowanym wśród ssaków społecznie monogamicznych, dodatkowo wzmacnia tezę, że monogamia jest dominującym wzorcem łączenia się w pary u naszego gatunku.
– podkreśla dr Dyble.
Czy to oznacza, że ludzie są z natury monogamiczni? Na podstawie badania Uniwersytetu Cambridge i innych analiz, można stwierdzić, że choć monogamia u ludzi nie jest ścisła, to dominuje jako wzorzec. Sprzyja jej m.in. ewolucja, która faworyzuje monogamię ze względu na opiekę nad potomstwem.
Z neurobiologii wiemy, że mamy silną skłonność do tworzenia par i głębokich więzi dwojga ludzi. To jednak nie oznacza, że każdy z nas ma w życiu tylko jedną taką relację.
Z badań wyłania się raczej obraz seryjnej monogamii – zdolności do budowania silnych, trwałych związków, czasem więcej niż jednego w ciągu życia – niż biologicznego „programu” jednej, nierozerwalnej pary na zawsze. Ewolucja wyposażyła nas przede wszystkim w umiejętność kochania głęboko, a niekoniecznie tylko raz.
Z biologicznego i statystycznego punktu widzenia monogamia – rozumiana jako wychowywanie dzieci w parze – wydaje się dla naszego gatunku ustawieniem domyślnym. To najczęstszy wzorzec, który widać w danych.
Równie naturalna jest jednak zmienność. Możemy wchodzić w kilka związków w ciągu życia, funkcjonować w kulturach poligamicznych czy tworzyć mniej typowe relacje. Biologia daje nam pewne predyspozycje, ale ostateczny kształt naszych związków zależy od kultury, prawa i osobistych wyborów.
Przeczytaj również: Szczęście a związki monogamiczne i otwarte. Jedna z największych tajemnic ludzi
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: