Najwyższa ściana skalna przyciąga śmiałków. Zdobywali ją Polacy

Mount Thor

1250 metrów pionowego spadku i średnie nachylenie 105 stopni. Mount Thor na kanadyjskiej wyspie Bafiina to najwyższa pionowa ściana skalna na Ziemi. Od dekad przyciąga wspinaczy z całego świata. Wśród nich nie mogło zabraknąć Polaków, którzy zapisali się na stałe w historii tego „kolosa”.

26 sekund od szczytu do podnóża

Mount Thor leży w Parku Narodowym Auyuittuq na Wyspie Baffina, w kanadyjskiej prowincji Nunavut. Góra znajduje się ok. 46 km na północny-wschód od miejscowości Pangnirtung, w sercu arktycznego krajobrazu pełnego fiordów i lodowców.

Sama góra ma wysokość 1675 metrów nad poziomem morza. Niby niewiele, ale swoją sławę Mount Thor zawdzięcza zachodniej ścianie. Pionowy spadek wynosi w tym miejscu 1250 metrów, co oznacza, że mamy do czynienia z najwyższą pionową ścianą skalną na świecie. A nawet bardziej niż pionową – średni kąt nachylenia to 105 stopni, czyli ściana ma ok. 15 stopni przewieszenia względem idealnego pionu.

Pewne wyobrażenie na temat imponującej wysokości skały może dać wyliczenie, mówiące, że gdyby z jej krawędzi spadł człowiek, uderzyłby w ziemię dopiero po 26 sekundach.

Góra starsza niż życie na Ziemi

Mount Thor jest częścią pradawnej tarczy kanadyjskiej – jednego z najstarszych fragmentów skorupy ziemskiej. Niektóre jej partie datowane są na 3,5 miliarda lat. Są więc starsze niż większość życia na Ziemi.

Przez dziesiątki milionów lat obszar ten rzeźbiły lodowce, które wygłębiały doliny i żłobiły U-kształtne korytarze w skałach. W przypadku Mount Thor lodowiec „podciął” zachodni bok góry tak głęboko, że powstał przewieszony klif. Połączenie bardzo twardej granitowej skały i intensywnej erozji lodowcowej dało efekt w postaci ściany, która jest jednocześnie bardzo gładka, stroma i stabilna – czyli wymarzona dla wspinaczy.

Bóg piorunów patronem góry

Nazwa góry nawiązuje do Thora – nordyckiego boga piorunów. Nazewnictwo to odzwierciedla tradycję nadawania szczytom w kanadyjskiej Arktyce imion z mitologii nordyckiej – w tym samym rejonie znajdują się m.in. Mount Odin czy Mount Asgard.

Zamieszkujący te tereny Inuici nazywają górę Qaisualuk („ogromna skała macierzysta”) lub Kigutinnguaq („podobna do zęba”).

Pierwsze wejście na szczyt Mount Thor

Choć o zachodniej ścianie Mount Thor zrobiło się głośno dopiero w erze wspinania wielkościanowego i BASE jumpingu, sam szczyt został zdobyty stosunkowo wcześnie. Pierwsze zarejestrowane wejście na szczyt Mount Thor miało miejsce w 1965 roku, podczas ekspedycji Alpine Club of Canada pod wodzą Pata Bairda. Na szczycie stanęli jako pierwsi Donald Morton i Lyman Spitzer. Było to klasyczne wejście alpinistyczne, prowadzące łatwiejszymi stokami i granią, bez atakowania przewieszonego zachodniego klifu.

Najwyższa ściana skalna znalazła pogromców

Kwestią czasu pozostawało jednak, gdy znajdą się śmiałkowie gotowi zaatakować imponującą ścianę zachodnią. Przełom nastąpił w 1985 roku, gdy wyzwanie podjął amerykański zespół składający się z Earla Redferna, Johna Bagleya, Erica Branda i Toma Beplera.

Jak wspomina Eric Brand w relacji dla American Alpine Club, kluczowa w powodzeniu ekspedycji była decyzja o wyborze terminu.

Postanowiliśmy spróbować wspinaczki w maju i czerwcu, co pozwoliło nam na transport sprzętu przez inuickich tragarzy na skuterach śnieżnych i uniknięcie silnych wiatrów, które smagają ten teren w lipcu i sierpniu.

wspomina Eric Brand.

Ekspedycja wyruszyła 19 maja 1985 roku. Zespół zamienił ścianę w pionowe pole namiotowe – na ścianie, setki metrów nad ziemią, zawisły liny poręczowe, platformy biwakowe oraz wielkie worki ze sprzętem i jedzeniem. Wspinaczka trwała ponad miesiąc. To było 33 dni ciągłej walki ze skałą śniegiem i pogodą. Każdy kolejny wyciąg był małą bitwą, a takich bitew alpiniści musieli stoczyć 36. Gdy w końcu dotarli na grań i 21 czerwca 1985 roku weszli na wierzchołek Mount Thor, mieli za sobą pierwsze w historii pokonanie największej pionowej ściany skalnej na Ziemi.

Polacy wytyczają nowy szlak

17 lat później, w 2002 roku, pod tę samą górę przyjechała trójka Polaków: Krzysztof (Chris) Belczyński, Marcin „Yeti” Tomaszewski i Michał Bulik. Dla nich Mount Thor nie był już anonimowym urwiskiem z arktycznej pocztówki, tylko konkretnym wyzwaniem. Zamiast iść „gotową” drogą, postanowili wytyczyć własną trasę. Wybrali północne zboczu, tuż na prawo od głównej zachodniej ściany.

Choć z dołu ściana Mount Thor wygląda jak jednolita tafla skały, z bliska okazuje się labiryntem rys, zacięć i okapów. Kilkunastodniowa wspinaczka wymagała nie tylko doskonałego przygotowania kondycyjnego, ale też żelaznych nerwów. Nie pomagało też arktyczne „lato”, w którym jeden dzień potrafi przynieść i słońce, i zacinający śnieg.

Przez pierwsze 9 dni ściana była spowita mgłą i smagana deszczem, śniegiem i silnym wiatrem. Później mieliśmy dobrą pogodę.

– czytamy w relacji dla American Alpine Club.

Przez 18 dni każdy dzień wspinaczy wyglądał podobnie: pobudka w wiszącym namiocie ścianowym, topienie śniegu na wodę, potem kolejne metry pionu i przewieszek. Krok po kroku, biwak po biwaku, Polacy przesuwali swój wiszący obóz coraz wyżej.

Na szczęście przeżyliśmy kilka spadających kamieni i lodu, prawie bez obrażeń, i żaden z nas nie spadł z wysokości większej niż 9 metrów.

– opowiadali polscy alpiniści.

Po ok. 1070 metrach pionowej ściany wyszli na grań, a stamtąd już nieco łatwiejszym terenem dotarli wierzchołek Mount Thor. Na szczycie stanęli 1 sierpnia 2002 roku. Nową trasę nazwali Absolute End.

Mount Thor wciąż przyciąga śmiałków

Mount Thor przyciąga dziś śmiałków żądnych adrenaliny i turystów spragnionych spektakularnych widoków. Samo dotarcie w okolice góry nie jest specjalnie trudne. Przez dolinę u jej stóp biegnie popularny szlak trekkingowy, skąd rozpościera się zapierający dech widok.

Zdecydowanie większym wyzwaniem jest wejście na samą górę. Choć, by stanąć na szczycie nie trzeba mierzyć się z 1250-metrową pionową ścianą, i tak trzeba być przygotowanym na wymagającą górską wspinaczkę w surowym, arktycznym klimacie. Choć statystycznie góra jest bezpieczniejsza niż wiele ośmiotysięczników, warunki arktyczne (nagłe załamania pogody, niskie temperatury, oblodzenie) sprawiają, że każda akcja wspinaczkowa wymaga precyzyjnego planowania i logistycznego zabezpieczenia.

Mount Thor przyciąga też skoczków BASE i wingsuit. Choć warunki do skoków wydają się tu niemal idealne, ryzyko związane z dotarciem na szczyt sprawia, że skoczkowie nie pojawiają się jednak na Mount Thor zbyt często.

Przeczytaj również: W Himalajach zrozumiesz, że wszystko jest możliwe


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.