Nauka
Niezwykły atlas nieba odnaleziony. Szukano go od stuleci
20 lutego 2026

Często ulegamy złudzeniu, że surowy głos w naszej głowie to obiektywny sędzia. Neuronauka kognitywna dowodzi jednak, że ten wewnętrzny monolog to jedynie biologiczny proces podlegający modyfikacji. Jak zatem zmienić go w narzędzie samoregulacji i spokoju?
W głowie każdego z nas zasiada sędzia. Recenzuje nasze decyzje, wystąpienia publiczne i wydaje wyroki bez prawa apelacji. Słyszymy: „znowu się nie postarałeś”, „nie miałeś prawa odmówić” albo „to było głupie”. Ten głos brzmi tak autorytatywnie, że rzadko go kwestionujemy. Jednak neuronauka kognitywna od dekad udowadnia, że ten wewnętrzny monolog nie jest ani obiektywnym sumieniem, ani moralną wyrocznią. To proces biologiczny zwany mową wewnętrzną (inner speech), który – choć bywa surowy – jest narzędziem podlegającym modyfikacji.
Zgodnie z najnowszym przeglądem teorii na ten temat opublikowanym w Trends in Cognitive Sciences (2023) przez profesorów psychologii Charlesa Fernyhougha i Annę Borghi, mowa wewnętrzna to zaawansowany mechanizm językowy. Ewolucja wyposażyła nas w niego, by ułatwić planowanie, samokontrolę i regulację emocji. To „architekt zachowań”, który pozwala nam symulować rozmowy i przewidywać skutki działań.
Problem pojawia się, gdy narzędzie zaczyna dominować nad rzemieślnikiem. Zamiast pomagać w nawigacji, mowa wewnętrzna staje się źródłem opresji. Kluczowe jest jednak zrozumienie, że treść tych myśli nie jest „prawdą objawioną”, lecz wynikiem specyficznych procesów zachodzących w płatach czołowych i skroniowych naszego mózgu.
Aby zrozumieć, dlaczego nasz wewnętrzny głos bywa dla nas tak niemiły, musimy cofnąć się do koncepcji Lwa Wygotskiego. Rosyjski psycholog w latach 20. i na początku lat 30. XX wieku zauważył, że mowa wewnętrzna powstaje w wyniku internalizacji dialogów społecznych. W dzieciństwie słyszymy polecenia dorosłych: „uważaj”, „nie ruszaj”, „bądź grzeczny”. Z czasem te zewnętrzne komunikaty „wędrują do środka”, stając się naszym własnym głosem.
Oznacza to, że nasz wewnętrzny sędzia często posługuje się argumentami, które usłyszeliśmy dekady temu od rodziców, nauczycieli czy rówieśników. Często nieświadomie powielamy cudze lęki i wymagania, uznając je za własne standardy moralne. Perspektywa humanistyczna pozwala nam jednak na rewizję tego dziedzictwa i odróżnienie tego, co nasze, od tego, co zostało nam narzucone.
Z punktu widzenia biologii, słyszenie własnych myśli jest fascynującym błędem systemu predykcji. Mózg wykorzystuje mechanizm wyładowania nastawczego (corollary discharge). Gdy wysyłany jest sygnał do narządów mowy, mózg jednocześnie generuje jego kopię do ośrodków słuchowych. Dzięki temu wiemy, że to my mówimy, a nie ktoś z zewnątrz.
Badania fMRI (funkcjonalny rezonans magnetyczny) potwierdzają, że mowa wewnętrzna aktywuje te same obszary mózgu, co mowa głośna (m.in. ośrodek Broki). To dowód na to, że myślenie jest czynnością – rodzajem wewnętrznego działania. A skoro myślenie jest działaniem, możemy uczyć się wykonywać je lepiej, sprawniej i z większą łagodnością dla samych siebie.
Dr Ethan Kross z Uniwersytetu Michigan w swojej przełomowej książce zatytułowanej po polsku Gadatliwy umysł. Jak uciszyć wewnętrzny jazgot, dbać o zdrowie i odnosić sukcesy wprowadził termin chatter (bełkot). Opisuje nim sytuację, w której mowa wewnętrzna wymyka się spod kontroli. Zamiast rozwiązywać problemy, zapętlamy się w negatywnych ruminacjach. Taki stan nie jest tylko dyskomfortem psychicznym – ma realne skutki fizjologiczne.
Chroniczny „bełkot” wewnętrzny podnosi poziom kortyzolu, obciąża układ sercowo-naczyniowy i osłabia system odpornościowy poprzez nasilanie stanów zapalnych. Z perspektywy holistycznej, nasz wewnętrzny krytyk jest więc realnym zagrożeniem dla zdrowia somatycznego. Rozbicie tej pętli jest niezbędne, by odzyskać dobrostan i jasność widzenia rzeczywistości.
W walce z wewnętrznym tyranem bezcenna jest polska tradycja treningu asertywności, reprezentowana przez Marię Król-Fijewską. Wskazuje ona na istnienie „zdań anty-asertywnych” – głęboko zakorzenionych przekonań, że zawsze musimy być uprzejmi, pomocni i nieomylni. Sędzia w naszej głowie karze nas za każde odstępstwo od tych nierealnych norm.
Uznanie własnej godności i „prawa do bycia człowiekiem” to z kolei asertywna restrukturyzacja dialogu wewnętrznego. Zamiast uciszać głos siłą, uczymy się go konfrontować z faktami. W myśl metody asertywności Król-Fijewskiej, jeśli sędzia mówi: „jesteś beznadziejny”, asertywna część nas odpowiada: „to nie jest fakt, to emocja. Mam prawo do błędu i wyciągnięcia z niego wniosków”.
Zrozumienie mechanizmów to pierwszy krok. Drugim jest praktyka. Psychologia oferuje konkretne narzędzia, które pomagają zmienić relację z własnymi myślami:
Zamiast postrzegać swój umysł jako salę sądową, warto zmienić metaforę na scenę teatralną. Twój wewnętrzny głos jest tylko jednym z aktorów – wyrazistym, czasem krzykliwym, ale nie jest właścicielem teatru. To ty jesteś reżyserem i masz prawo przepisać scenariusz w każdym momencie.
Wolność asertywna to świadomość, że nie musimy wierzyć we wszystko, co pomyślimy. Możemy wybrać dialog. Odzyskanie kontroli nad mową wewnętrzną to nie tylko technika psychologiczna – to fundamentalny akt etyczny wobec samego siebie.
Warto przeczytać: Życie to nie bajka, ale istnieje narrator. Wewnętrzny głos umysłu
Z kodem LUTY26 dostawa do paczkomatów InPost gratis!
Udanych zakupów!
Księgarnia Holistic News
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: