Nauka
Dane zapisane w szkle z piekarnika. Przetrwają 10 tys. lat
16 marca 2026

Sukces, za którym biegniesz, może się okazać tylko ładnie opakowaną ułudą. Statystyki są bezlitosne: co drugi Polak jest na skraju wytrzymałości, a ciało wysyła „newslettery”, których nie da się dłużej ignorować. Specjaliści nie mają wątpliwości: objawy wypalenia zawodowego to nie słabość, lecz akt zdrowego oporu.
Prof. Marcin Matczak zauważył w rozmowie na kanale Horyzonty, że wiele osób wyobraża sobie sukces jak reklamę funduszu emerytalnego: siedzisz na białej plaży, pijesz drinka i wiesz, że się udało. Nazywa to „pocztówką sukcesu” — i od razu dodaje: „To jest oczywiście ułuda. To jest kłamstwo, jak wszystko to, co mówi nam reklama”.
Ta ułuda ma swoją logikę: „ktoś ciężko pracował, był zdyscyplinowany, chciał bardziej” — i dlatego ma teraz dom, samochód, niezależność finansową. Proste i piękne. I głęboko nieprawdziwe.
Co gorsza, nawet rodzina potrafi stać się wehikułem tej narracji.
Niestety takimi fałszywymi prorokami mogą być rodzice, którzy nieraz chcą po prostu, żeby ktoś zrealizował to, co im się nie udało
– mówi Matczak. Ile znasz osób, które studiowały kierunek „dla rodziców” i gonią za sukcesem, który nigdy nie był ich własny? Objawy wypalenia zawodowego to dla wielu takich osób codzienność.
Raport Boston Consulting Group z 2024 roku objął 11 000 pracowników z ośmiu krajów. Wynik: średnio 48 proc. z nich – co drugi badany – deklaruje, że właśnie teraz doświadcza wypalenia zawodowego.
Na tle tej globalnej liczby Polska wypada wyjątkowo źle. Z badania UCE Research z 2024 roku wynika, że 78,3 proc. aktywnych zawodowo Polaków ma co najmniej jeden objaw wypalenia zawodowego — trzy lata wcześniej było to 65,3 proc. Oddzielne badanie Mindgram pokazuje, że 45 proc. polskich pracowników cierpi na wypalenie, a co czwarty – na jego ciężką formę.
Nie jest to przypadek: według danych OECD Polacy należą do europejskiej czołówki pod względem liczby przepracowanych godzin. W 2023 roku spędziliśmy w pracy średnio 1803 godziny – o prawie 500 więcej niż Niemcy. Gospodarczy powód do dumy? Być może, ale konsekwencje dla ciała i psychiki są nieuchronne.
Jest taki moment, kiedy przestajemy słyszeć własne ciało. Zagłuszamy je kofeiną, cukrem, powiadomieniami i przekonaniem, że „dam radę jeszcze przez chwilę”. Psycholog Natalia de Barbaro w podcaście Stan Skupienia nazwała to wprost:
Ciało wie niezależnie od tego, czy my go słuchamy, czy nie. Niesłuchane ciało też wie – i ono nas zabierze na L4.
Migrena, ból brzucha przed trudną rozmową, bezsenność. De Barbaro nazywa te sygnały „newsletterami wewnętrznymi”. Ciało wysyła regularny raport o stanie rzeczy. Pytanie tylko, czy go czytamy. To w nim mnożą się objawy wypalenia zawodowego, do których często nie chcemy mieć dostępu.
Nauka rzuca tu dodatkowe światło. Badanie z Frontiers in Psychology (2021 r., prawie 1600 uczestników) wykazało, że to, czy uznajemy dane zadanie za wyczerpujące, zależy nie tylko od jego obiektywnej trudności, ale od naszego zainteresowania nim. Wysokie zainteresowanie wiąże się z mniejszym odczuwanym zmęczeniem – nawet jeśli wysiłek poznawczy był większy. Zainteresowanie działa jak wewnętrzne paliwo. Jego brak to prosta droga do chronicznego wyczerpania i objawów wypalenia zawodowego, bo każda godzina pracy „bez sensu” kosztuje biologicznie więcej.
Do tego dochodzi prosta matematyka: badania wskazują, że człowiek jest w stanie wykonać od czterech do sześciu godzin głębokiej pracy dziennie. Powyżej – produktywność drastycznie spada. Zasada Pareto mówi, że 80 proc. wyników pochodzi z 20 proc. wysiłku. Ideologia ciągłej wysokiej produktywności jest więc nie tylko szkodliwa – jest też nielogiczna.
Dr Mateusz Grzesiak, psycholog i nauczyciel akademicki, w rozmowie na kanale Kulisy Sukcesu stwierdził:
Funkcjonowanie w świecie, w którym ktoś wchodzi do bagna i będąc już w nim zastanawia się, w jaki sposób się w nim udomowić albo zrobić tak, żeby było jak najmniej błota – to jest próba skazana na porażkę.
Kultura pracy wymagająca dostępności o każdej porze, traktowania odpoczynku jako straty czasu – to jest właśnie to bagno. Grzesiak nie ma wątpliwości, że jest to przepis na chroniczny stres. I żadna aplikacja do śledzenia produktywności, żaden kurs „jak spać cztery godziny i być wypoczętym” nie sprawi, że będziesz się w nim czuć dobrze i unikniesz objawów wypalenia zawodowego.
Grzesiak dodał w tej samej rozmowie:
Podejście w kategoriach przetrwania charakteryzuje zwierzęta. Sugeruję, żeby nie myśleć w kategoriach przetrwania, tylko w kategoriach kreatywnego funkcjonowania.
Tryb przetrwania – reagowanie, gaszenie pożarów, przeżywanie kolejnego tygodnia – zamyka nas w pętli. Wszystkie zasoby idą na podtrzymanie status quo. Kreatywne funkcjonowanie to inne pytanie: „czego chcę?”, a nie tylko „co muszę?”.
Natalia de Barbaro mocno zwraca uwagę na pierwotny obszar „domu wewnętrznego” – twoich potrzeb, uczuć, wartości. Chodzi o ten kawałek ciebie, który istnieje niezależnie od tego, czego oczekuje rynek, szef czy algorytm mediów społecznościowych. Problem polega na tym, że wiele z nas nigdy tego terytorium nie zmapowało.
Granice – o których tyle się mówi – są strukturą wtórną wobec terytorium. Jak mówi de Barbaro, nie możesz postawić granicy wokół czegoś, czego nie rozpoznałeś jako własne.
Na jednym z warsztatów Natalia de Barbaro wzięła długopis i napisała dużymi literami na całą stronę: „No to trudno”. W momencie, gdy stawiała kropkę, poczuła, że wydarzyło się coś ważnego.
Pozornie może to brzmieć jak kapitulacja. W rzeczywistości jest to akt higieny psychicznej chroniący przed objawami wypalenia zawodowego. Są rzeczy, których nie zmienimy. Są sytuacje, w których zrobiliśmy, co mogliśmy, i nie wyszło.
Dopełnia to metafora kocyka, którą przywołuje de Barbaro i która jest tyleż prosta, co piękna. Zawinięcie się w kocyk – metaforyczne lub dosłowne – nie jest lenistwem. Jest aktem szacunku dla własnych potrzeb. Komunikatem wysłanym samemu sobie: „jesteś wystarczająco ważny, żeby się o siebie zatroszczyć”. Bo przecież treścią naszego życia nie są momenty kluczowe czy wielkie osiągnięcia. Gonitwa za nimi nieuchronnie przyniesie objawy wypalenia zawodowego. Na tę codzienną treść składa się raczej to, czy jemy w spokoju, czy śpimy, czy zatrzymujemy się, gdy trzeba.
W świecie, który mówi ci, że wartość masz tylko wtedy, gdy produkujesz, odpoczynek jest aktem zdrowego oporu.
Młode osoby wchodzące dziś na rynek pracy bywają postrzegane jako leniwe. Ale czy nie są one raczej zmęczone systemem, który wymagał od nich bycia „super produktem” od dzieciństwa? Kursy przygotowawcze już w szóstej klasie. Nieustanne porównywanie się przez media społecznościowe. Szum informacyjny jako codzienność, a cisza jako coś obcego i niebezpiecznego. To brzmi jak idealny grunt pod objawy wypalenia zawodowego zanim to zawodowe życie dobrze wystartuje.
Prof. Matczak zwrócił w Horyzontach uwagę na jeszcze jeden problem: technologia niszczy zdolność do myślenia narracyjnego – skąd przychodzę, dokąd zmierzam. Rolka nie prowadzi narracji, jest zbiorem chwil bez związku. Kiedy człowiek nie ma kontaktu z opowieścią linearną, traci – jak mówił Matczak – zdolność do długofalowych zobowiązań i planowania. Zostaje w „wiecznej teraźniejszości”. To nie jest lenistwo, ale neurologiczny efekt środowiska, które sami stworzyliśmy.
Twoje ciało wysyła ci newslettery. Twoje zmęczenie jest informacją, nie słabością. I może – jak podpowiada Matczak – warto by sztuczna inteligencja zamiast pisać za ciebie wiersze, robiła za ciebie pranie. Żebyś mógł ten wiersz napisać sam.
A kiedy zrobiłeś, co mogłeś, dałeś z siebie to, co miałeś – masz prawo powiedzieć sobie: no to trudno.
Przeczytaj także: Dyplom w ręku, problemy z pracą. Coraz większe kłopoty pokolenia Z
Życzymy udanych zakupów!
Redakcja
Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę: