Zło nie potrzebuje potworów. Milczenie ma konsekwencje

Czy obojętność na zło czyni nas współwinnymi?

Czy człowiek jest odpowiedzialny wyłącznie za to, co sam czyni, czy także za to, na co świadomie przymyka oko? Obojętność na zło bywa wygodna – pozwala żyć dalej „jak zwykle” i mówić sobie, że „to nie moja sprawa”. Czy jednak widząc zło, można zachować neutralność i wciąż uważać się za dobrego człowieka?

Obojętność na zło jako ciche przyzwolenie

Obojętność na zło to jedno z najbardziej podstępnych zjawisk, z jakimi spotykamy się w życiu codziennym i w historii. Czy człowiek jest odpowiedzialny wyłącznie za to, co sam czyni, czy także za to, na co świadomie przymyka oko? Czy milcząco zgadzając się na zło – nie protestując, nie przeciwstawiając się, pozostając „neutralnym” – bierzemy na siebie współodpowiedzialność? I czy widząc zło, można zachować obojętność i wciąż uważać się za dobrego człowieka? Te pytania nie są abstrakcyjne. Dotykają samego rdzenia naszej moralności.

Jasieński: bierność nie jest niewinnością

Bruno Jasieński w nieukończonej powieści Zmowa obojętnych sugeruje, że bierność nie jest niewinnością. Jest cichą zgodą, która pozwala złu istnieć i się rozprzestrzeniać.

Jasieński zaczął pisać swoją powieść w latach 30. XX wieku, w cieniu rosnącego zagrożenia faszyzmem. U Jasieńskiego zło nie opiera się wyłącznie na aktywnych zbrodniarzach, lecz na tysiącach zwykłych ludzi, którzy „przymykają oko”. Autor wprost nazywa to zjawisko zmową obojętnych – sytuacją, w której nikt pojedynczo nie czuje się winny, ale razem tworzą mur milczącego przyzwolenia, bez którego zło nie miałoby takiej siły:

Nie bój się wrogów – w najgorszym razie mogą cię zabić. Nie bój się przyjaciół – w najgorszym razie mogą cię zdradzić. Strzeż się obojętnych – nie zabijają i nie zdradzają, ale za ich milczącą zgodą, mord i zdrada istnieją na świecie.

To nie jest metafora. Jasieński pokazuje, że obojętność na zło to nie brak działania – to realna pomoc katom. Według niego neutralność nie istnieje. Kto nie protestuje, ten współtworzy zło. Obojętność na zło staje się najskuteczniejszym sojusznikiem tyranii, bo nie wymaga odwagi ani ideologii – wystarczy tylko milczenie.

Hannah Arendt i banalność zła

Hannah Arendt idzie dalej i pokazuje, jak obojętność na zło działa na poziomie jednostkowym, nawet u zwykłych, „przeciętnych” ludzi. W 1961 roku relacjonowała w Jerozolimie proces Adolfa Eichmanna – głównego organizatora transportu Żydów do obozów śmierci. Eichmann nie był potworem ani fanatykiem. Był biurokratą, który „wykonywał rozkazy”, nie myślał o konsekwencjach i tłumaczył się frazesami. Arendt nazywa to banalnością zła.

Kłopot z Eichmannem polegał na tym, że ludzi takich jak on było bardzo wielu, a nie byli oni sadystami ani osobnikami perwersyjnymi, byli natomiast – i wciąż są – okropnie i przerażająco normalni.

– podkreśla Hannah Arendt w reportażu Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła.

Arendt udowadnia, że największe zbrodnie XX wieku nie wymagały sadystów. Wystarczyło, by tysiące zwykłych urzędników, sąsiadów i obywateli nie zadawało sobie pytań, nie myślało samodzielnie i „przymykało oko”. Ich obojętność na zło – wynikająca z wygodnego posłuszeństwa i braku refleksji – stała się fundamentem machiny śmierci. Nie byli aktywnymi sprawcami, ale bez nich zło nie mogłoby działać na taką skalę.

Arendt sugeruje, że obojętność na zło i ślepe posłuszeństwo nie są „brakiem winy”, lecz formą banalnego, odczłowieczonego współudziału w złu. Zło nie potrzebuje demonów – wystarczą ludzie, którzy przestali zadawać sobie pytanie, co jest dobre, a co złe.

Czy można być dobrym, ignorując zło?

Jasieński i Arendt dochodzą z różnych stron do podobnego wniosku: w świecie, w którym wszystko jest ze sobą powiązane, nie da się pozostać „tylko obserwatorem”. W momencie, gdy widzisz zło i wiesz, co się dzieje, obojętność na zło nie jest już neutralnością. Jest formą współodpowiedzialności. Milczenie, brak protestu, „przymykanie oka” – to wszystko czyni nas częścią problemu.

Nie można pozostać dobrym człowiekiem, świadomie ignorując cierpienie, niesprawiedliwość czy przemoc, które dzieją się tuż obok. Dobro nie polega bowiem tylko na „nieczynieniu zła”, ale także na tym, jak reagujemy, gdy zło dzieje się obok nas. Dobro wymaga działania, myślenia i odwagi, by przerwać zmowę obojętnych. Prawdziwa dobroć nie rodzi się z bierności. Rodzi się z aktywnego sprzeciwu wobec wszystkiego, co niszczy ludzką godność.

W dzisiejszym świecie, pełnym informacji o wojnach, niesprawiedliwości społecznej i kryzysach humanitarnych, te pytania wracają z nową siłą. Czy „scrollując” media społecznościowe i pomijając obrazy cierpienia, zachowujemy neutralność? Czy ignorując drobne przejawy zła w swoim otoczeniu (dyskryminację, mobbing, kłamstwo) wciąż możemy nazywać siebie dobrymi ludźmi? Jasieński i Arendt odpowiadają: nie. Obojętność na zło jest dla nich wyborem – i to wyborem moralnie obciążającym.

Przeczytaj również: Autorytaryzm ma dwa oblicza. Jedno było długo ignorowane


Zapraszamy do: ksiegarnia.holitic.news

Życzymy udanych zakupów!
Redakcja

Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Mariusz Martynelis

Dziennikarz


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej, od 15 lat związany z branżą medialną. Doświadczenie zdobywał m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, „Super Expressie” oraz „Esce”. Równolegle współpracował z agencjami reklamowymi i zajmował się tłumaczeniem filmów. Pasjonat dobrego kina, literatury fantastycznej oraz sportu. Swoją kondycję fizyczną i psychiczną zawdzięcza samojedowi o imieniu Jaskier.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.