Poprzedni
Następny

Indie: Kontrowersje wokół ustawy o obywatelstwie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Kobieta biorąca udział w proteście przeciwko zmianom w ustawie o obywatelstwie indyjskim. Allahabad (Prajagradź), 14 stycznia 2020 r. (RITESH SHUKLA / NURPHOTO / GETTY IMAGES)
Przeczytanie tego artykułu zajmie około 5 minut

https://homoeopathie-nes.de/3363-dtde42373-hannover-single-frauen.html Miniony rok w Indiach pożegnano ostrymi protestami, w których zginęło ponad 20 osób, a kilka tysięcy zostało zatrzymanych. Chodzi o ustawę o obywatelstwie, której nową wersję wielu uznało za http://lilacgrove.co.uk/+fidgetrObject_2.photo[x].url_m+ antymuzułmańską

„Ocalić konstytucję”, „Żaden człowiek nie jest nielegalny” – takie napisy widniały na transparentach podczas demonstracji przed ambasadą Indii w Warszawie na początku grudnia. Udział wzięło w niej 60 osób, w tym dr Sindhuja Sankaran. Do Polski przyjechała siedem lat temu, wykłada psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest zaangażowana w działania na rzecz uchodźców i mniejszości, zainicjowała krakowski cykl spotkań Rethinking Refugees – Knowledge and Action. Jak mówi, demonstranci chcieli zamanifestować niezgodę na to, co dzieje się w ich kraju.

Na początku grudnia 2019 r. rząd wprowadził zmiany w ustawie o obywatelstwie indyjskim (Citizenship Amendment Act, CAA). Kilka dni później na ulice miast wyszły tłumy ludzi, którzy uważają, że nowe przepisy są wymierzone przeciwko muzułmanom. Poprawki mają – jak twierdzą władze – ułatwić przyznanie praw obywatelskich prześladowanym mniejszościom z Bangladeszu, Afganistanu i Pakistanu. O ile wyznają religię inną niż islam.

http://minasdesierramorena.es/?morw=mujer-divorciada-y-hombre-soltero&f91=bf Bezpaństwowcy we własnym państwie

Zdaniem dr Sankaran wbrew zapewnieniom premiera Narendry Modiego zmiany nie są motywowane względami humanitarnymi, lecz potrzebami bieżącej polityki i chęcią odwrócenia uwagi od problemów gospodarczych. Największe obawy budzi wprowadzenie CAA razem z uaktualnioną wersją narodowego rejestru obywateli (National Register of Citizens, NRC), która zmusi mieszkańców kraju do udowadniania indyjskiego obywatelstwa.

Goodlettsville Chłopiec bawi się przed murem z hasłami wymierzonymi w ustawę o obywatelstwie indyjskim i nową wersję narodowego rejestru obywateli. New Delhi, 14 stycznia 2020 r. (BIPLOV BHUYAN / HINDUSTAN TIMES / GETTY IMAGES)

„W moim rodzinnym domu w Madrasie od dawna pracuje dla nas kierowca, który jest muzułmaninem. Traktujemy go jak członka rodziny, jest z nami, odkąd skończyłam 15 lat. Nie ma wykształcenia i pochodzi z niższej klasy. Jeśli w ramach NRC ktoś spyta go o dokumenty, których może nie mieć z uwagi na status społeczny, zostanie potraktowany jako nielegalny imigrant. Nie można go będzie deportować, bo przecież urodził się na terytorium Indii. Grozi mu zatem zamknięcie w ośrodku detencyjnym. Jemu oraz jego rodzinie” – opowiada mi, kiedy spotykamy się w jednej z krakowskich kawiarni.

Po podziale na Indie i Pakistan w 1947 r. rozpoczęły się masowe migracje muzułmanów i hinduistów, co sprawia, że określenie dziś obywatelstwa w wielu przypadkach jest bardzo trudne. „Warto pamiętać, że w Azji Południowej, wciąż zmagającej się z dostępem do edukacji czy egzekwowaniem jej, posiadanie choćby wiarygodnego aktu urodzenia, szczególnie w przypadku osób ze starszego pokolenia, nie jest oczywiste” – zaznacza dr Ewa Dębicka-Borek z Instytutu Orientalistyki UJ.

„Problemem jest też mało wydajna biurokracja, a wysunięcie jakichkolwiek wątpliwości, czy ktoś jest Hindusem, wystarczy, by zmusić go do szukania kolejnych dowodów” – przekonuje z kolei Krupa Ge, pisarka i dziennikarka z Madrasu, także wychowana w tradycji hinduistycznej, która sprzeciwia się CAA.

Obywatele, migranci, uchodźcy

Zmienioną ustawę wprowadziła rządząca drugą kadencję prawicowa Indyjska Partia Ludowa (BJP). Premier Modi podkreśla, że celem poprawki jest ochrona prześladowanych grup wyznaniowych, m.in. buddystów, hinduistów i chrześcijan. Zarzuca również kłamstwa opozycyjnej Partii Kongresowej (INC), opowiadającej się za ideą świeckich Indii. „Ustawa jest zgodna z odwiecznym indyjskim etosem asymilacji i wiary w wartości humanitarne” – napisał na Twitterze.

Przeciwnicy CAA twierdzą, że ustawa sankcjonuje przyzwolenie na dyskryminację wyznawców islamu, których w Indiach żyje ok. 200 mln, oraz narusza konstytucję, gwarantującą świecki charakter państwa. Pojawiają się również pytania o sytuację islamskich Rohindżów, uznawanych za najbardziej prześladowaną obecnie mniejszość, których setki tysięcy uciekło z Mjanmy do Bangladeszu, z czego ok. 40 tys. przybyło do Indii.

Zorganizowany przez studentów protest przeciwko zmianom w prawie. New Delhi, 15 stycznia 2020 r. (AJAY KUMAR / SOPA IMAGES / LIGHTROCKET / GETTY IMAGES)

„Protestowałam w Madrasie, bo to, co się dzieje, jest kryzysem na ogromną skalę. Stoimy przed ryzykiem utraty prawdziwego ducha Indii. Nacjonaliści chcą narzucić nam swoją wizję państwa – jednego języka, jednej religii, jednej słusznej drogi” – podkreśla Krupa Ge. „Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której państwo będzie uderzało w mniejszości. Muzułmanie, którzy wybrali Indie w czasie podziału, nie potrzebują zaświadczać o swoim patriotyzmie ani dowodzić obywatelstwa. Są Hindusami” – dodaje.

„Ostatnie wydarzenia związane z ustawą o obywatelstwie wpisują się w działania demonizujące muzułmanów i Pakistan, z którym Indie są w nieustającym konflikcie. Te działania wpisują się w tendencje nacjonalistyczne obserwowane obecnie na całym świecie” – mówi dr Dębicka-Borek.

Początek masowych protestów

Pierwsze protesty wybuchły 12 grudnia w północno-wschodnim Asamie, jednym z najbardziej zróżnicowanych etnicznie stanów, w którym w przeszłości dochodziło do brutalnych ataków na imigrantów, zwłaszcza z sąsiedniego Bangladeszu. Asam był też pierwszym stanem, w którym wprowadzono uaktualniony rejestr NRC.

Jak dotąd w protestach w całym kraju zginęło ponad 20 osób. Zatrzymano tysiące ludzi, którzy wyszli na ulice miast, m.in. stołecznego New Delhi, a protestujący skarżą się, że policjanci bili ich kijami i używali gazu łzawiącego.

Największy protest odbył się na początku stycznia w Hajdarabadzie na południu kraju; wzięło w nim udział ponad 100 tys. osób. Na temat ustawy wypowiedziały się również organizacje działające na rzecz obrony praw człowieka.

„Nowa ustawa jest prawem bigoteryjnym, które dopuszcza dyskryminację ze względu na religię” – ostrzega Avinash Kumar, dyrektor generalny Amnesty International India. Dodaje, że rząd stosuje represje wobec manifestantów i odmawia zgody na pokojowe protesty, co jest pogwałceniem wolności słowa.

Głosy w obronie ustawy

Głos w sprawie CAA i NRC zabrał też Sadhguru, jogin i mistyk, jedna z najbardziej rozpoznawalnych i opiniotwórczych osób w Indiach. Stwierdził, że jego kraj nie jest w pełni wolny od dyskryminacji, ale to w Pakistanie prawo ogranicza swobodę wyznaniową i zmusza hinduistów do emigracji.

„Fundamentalnym założeniem jest to, że naród przynależy do jednej religii. Na szczęście w Indiach jest inaczej. Tutaj każdy może wierzyć, w co chce” – mówił podczas spotkania ze swoimi zwolennikami, które zamieścił na swoim kanale na YouTubie. Kpił też ze studentów wzniecających i popierających protesty, mówiąc, że nie znają nawet treści ustawy, a informacje o dyskryminacji mniejszości w Indiach są kłamstwem na wielką skalę.

Student tworzy graffiti na ścianie jednego z budynków Uniwersytetu Jamia Millia Islamia w geście protestu. New Delhi, 15 stycznia 2020 r. (AJAY KUMAR / SOPA IMAGES / LIGHTROCKET / GETTY IMAGES)

W podobnym tonie podczas naszej rozmowy wypowiada się 30-letni sikh, od czterech lat studiujący w Europie nauki społeczne, który chciał zachować anonimowość:

„Miliony nielegalnych imigrantów, które przybyły do Indii, działają na szkodę naszego narodu, w przeszłości dochodziło nawet do ataków terrorystycznych. Opozycja sieje propagandę przeciwko ustawie tylko po to, żeby uderzyć w partię rządzącą. Wznieca protesty, które paraliżują miasta i niszczą publiczne mienie” – mówi.

„Wspierają ją studenci, m.in. ci z Uniwersytetu Jawaharlala Nehru (delhijska uczelnia, jedna z najważniejszych w kraju – przyp. red.), gdzie wielu z nich to antypaństwowi komuniści, a o samej ustawie nie mają pojęcia. Gdyby mieli, to wiedzieliby, że nie ma w niej nic antymuzułmańskiego” – dodaje.

Student twierdzi, że przepisy zapewniają różne możliwości udowodnienia swojego obywatelstwa, a jeśli ktoś nie potrafi tego wykazać, to znaczy, że Hindusem nie jest. „Na szczęście manifestacje już się kończą i niebawem wszystko wróci do normy” – kwituje.

Brutalne starcia w kampusie

Atmosferę na indyjskich ulicach podgrzały protesty studentów, zwłaszcza z Uniwersytetu Jawaharlala Nehru, na którym działa m.in. lewicowa organizacja młodzieżowa Indyjskie Stowarzyszenie Studentów (AISA). 5 stycznia krajowe stacje informacyjne obiegła wiadomość o brutalnych atakach na tamtejszy kampus. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których grupy zamaskowanych mężczyzn i kobiet biją kijami mieszkańców akademików i rzucają w nich kamieniami. Większość ofiar o ataki oskarżyła Ogólnoindyjską Radę Studencką (ABVP) – radykalną prawicową organizację studencką. Ze śledztwa przeprowadzonego przez dziennikarzy „India Today” wynika, że w starcia zaangażowani byli członkowie obu grup.

W tak napiętej atmosferze CAA weszła w życie 10 stycznia.

„Politycy wykorzystują strach wobec »innych«, w tym przypadku Pakistańczyków czy muzułmanów, żeby wprowadzać nowe prawa oparte na nacjonalistycznej ideologii. Czując zagrożenie, ludzie nie przyjmują do wiadomości faktów. Podczas manifestacji w Warszawie chodziło nam głównie o to, żeby zamiast rzucać sloganami, wyjaśnić społeczne konsekwencje połączenia NRC i CAA” – komentuje dr Sankaran.

„Zakładam, że wprowadzenie ustawy mimo protestów to polityczna zagrywka, która ma sprawić, że jej przeciwnicy uznają swoją porażkę. Myślę jednak, że będzie inaczej, że doprowadzi to do kolejnego ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa” – dodaje.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp

IN THE ARTICLES