Z globalnej wioski do plemion. Jak nas dzielą ekrany i algorytmy

Z globalnej wioski do plemion algorytmów. Świat po telewizji

Telewizja, która narodziła się sto lat temu, stworzyła spójną masową publiczność, dając poczucie wspólnego doświadczenia. Dziś wizualne media tworzą miliony rozproszonych, spersonalizowanych odbiorców, zmieniając nie tylko ekran, ale naturę samej wspólnoty.

Początki telewizji – drewniana lalka i nowa wspólnota

Z końcem stycznia 2026 roku minęło równo sto lat od dnia, który przeszedł do historii. W londyńskim laboratorium przy Frith Street John Logie Baird po raz pierwszy publicznie zademonstrował działanie telewizji. Na ekranie niewielkiego „Televizora” pojawił się niewyraźny, migotliwy obraz drewnianej lalki „brzuchomówcy” – Stooky Billa.

Ten symboliczny moment, który w swoim artykule przypomina magazyn National Geographic, został uznany za narodziny medium, które na dziesięciolecia zdefiniowało zachodnią kulturę masową. Artykuł Erin Blakemore od razu jednak prostuje jeden utrwalony mit, jakoby telewizja była dziełem jednego geniusza. W rzeczywistości jej powstanie było wynikiem „procesu obejmującego współbieżne wynalazki” – pracy Paula Nipkowa, Charlesa Jenkinsa, Rosjan i Amerykanów. Od samego początku był to wysiłek zbiorowy i globalny.

W ciągu minionego stulecia technologia transmisji obrazu przeszła głęboką ewolucję – od mechanicznego skanowania dyskiem po cyfrowe strumienie 4K. Zmiana ta wykracza daleko poza technologię i rozdzielczość. Obejmuje sam model społecznej uwagi a więc i kształt wspólnoty.

Telewizyjna globalna wioska zastąpiona przez algorytmy

Po II wojnie światowej telewizja, stając się „prawdziwą masową widownią” (jak zauważa National Geographic), zaczęła pełnić funkcję społecznego spoiwa. Kanadyjski teoretyk komunikacji Marshall McLuhan nazwał później powstałą w ten sposób strukturę „globalną wioską”. Ten słynny filozof mediów podzielił je pod względem rodzaju odbioru – na „zimne” i „gorące”.

Telewizja była dla niego klasycznym „medium zimnym”. Jej niska rozdzielczość i statyczność wymagały od widza dużego zaangażowania, skupienia oraz dopełniania obrazu własną wyobraźnią. Kluczowy był jednak inny aspekt – jednoczesność doświadczenia. Miliony ludzi oglądały ten sam program w tym samym czasie.

Seriale dawniej i dziś – fenomen pustych ulic

Wieczorne wiadomości telewizyjne w Polsce, oglądane jednocześnie przez większość kraju, czy amerykański fenomen finału serialu Dallas, który w 1980 roku zatrzymał całe społeczeństwo takie wydarzenia tworzyły wspólny krajobraz kulturowy i punkt odniesienia dla całych pokoleń. Wspólnotowość tkwiła zarówno w kolektywnym wynalazku, jak i w kolektywnym odbiorze.

I choć obecnie zdarzają się zdarzenia o prawdziwie globalnym zasięgu – jak fenomeny seriali w rodzaju Gry o tron czy Stranger Things – to raczej nie mają one tej jednoczącej siły. Nie ma tu porównania ze zjawiskiem pustych ulic Londynu w czasie emisji Tinker, Tailor, Soldier, Spy w końcówce 70. czy obecności w zbiorowej świadomości takich postaci jak bohater polskiej Stawki większej niż życie po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”.

Był to zupełnie inny rodzaj zbiorowego udziału w kulturze popularnej, nieporównywalny ze współczesnym modelem konsumpcji treści, rozproszonym w czasie i wspomaganym algorytmami.

Przejście do „gorącego” ekosystemu

Dziś, w roku stulecia demonstracji Bairda, tamten model jest już historią. Centralne miejsce telewizora liniowego zajęły platformy streamingowe i media społecznościowe, a nade wszystko – osobisty smartfon. To przejście McLuhan opisałby jako ewolucję od medium „zimnego” do „gorącego”.

Współczesne ekrany dostarczają użytkownikowi tak dużej gęstości danych (ostry obraz, dźwięk przestrzenny, kontekst personalny, nieprzerwany strumień treści), że niemal nie wymagają dopełniania. W zamian domagają się ciągłej, natychmiastowej reakcji – kliknięcia, polubienia czy komentarza.

Era algorytmicznych plemion

Efekt społeczny tej technologicznej zmiany jest fundamentalny. Zamiast jednej, wielkiej „globalnej wioski” wyłoniły się niezliczone, odseparowane „algorytmiczne plemiona”. Podczas gdy technologia Bairda i jego następców miała charakter integrujący (jeden sygnał dla wszystkich), logika współczesnych platform jest inna. To segmentacja i fragmentaryzacja społeczeństwa.

Sercem tego systemu są algorytmy, które „podsuwają” treści. Ich podstawowym celem – w przeciwieństwie do dawnych inżynierów dbających o czysty i powszechny odbiór – jest maksymalizacja czasu zaangażowania użytkownika. Osiąga się to przez precyzyjne dopasowywanie tych treści do upodobań i wcześniejszych zachowań każdej osoby. W praktyce prowadzi to do tworzenia „baniek filtrujących”, które wzmacniają istniejące poglądy i preferencje.

Efekt? Podczas tego samego kryzysu czy wyborów, dwie osoby szukające informacji otrzymują z sieci często zupełnie inne, sprzeczne zestawy faktów i narracji. Jedna może widzieć doniesienia o pokojowym proteście, a druga o brutalnych zamieszkach. Wszystko w zależności od tego, co dany algorytm uzna za bardziej angażujące.

Rozpad wspólnej przestrzeni

W ten sposób wspólna przestrzeń publiczna, którą przez dekady scalała telewizja, ulega systematycznej erozji. Zostaje zastąpiona przez wielość równoległych rzeczywistości. To zjawisko ma bezpośredni i głęboki wpływ na życie społeczne oraz debatę publiczną. Utrudnia ono, o ile wręcz nie uniemożliwia wypracowanie zgody co do samych faktów, o które można się spierać.

Polityka, nauka, nawet dyskusja o wydarzeniach dnia rozgrywają się w odrębnych, słabo komunikujących się światach. Z jednej strony rozpadł się monopol na informację i idee jaki miała telewizja. Zachodni widz ma dziś wybór znacznie większy. Z perspektywy jednostki wręcz nieograniczony. Trudno jednak stwierdzić czy ilość przeszła w jakość. A to z powodu społecznych konsekwencji technologicznych zmian w mediach i kulturze.

Od instrumentu kontroli do narzędzia podziału

Po stu latach drewniana lalka Bairda przypomina o bardziej złożonej prawdzie. W XX wieku telewizja, zdolna do jednoczenia milionów, z równą łatwością służyła jako instrument politycznej propagandy. Wzmacniała autorytarne i totalitarne reżimy, a nie tylko społeczną wspólnotę. Dziś z kolei nowe formy przekazu, w swojej cyfrowej i zalgorytmizowanej formie, często pogłębiają podziały i utrwalają izolację.

Wynalazcy tacy jak Baird, Nipkow czy Jenkins rozwiązywali techniczne zagadnienie przesyłu obrazu. Nowe formy audiowizualnej komunikacji rodzą wyzwania o innym charakterze. Mają one wymiar bardziej społeczny i ludzki. Musimy odkrywać jak porozumiewać się w świecie zdominowanym przez spersonalizowane, algorytmiczne strumienie, które nieustannie przypisują nas do coraz bardziej odgrodzonych plemion.

Czytaj także: Fake newsy atakują? „Adwokat diabła” to najszybszy test prawdy


Dziękujemy, że przyczytałeś artykuł do końca. Jesli chcesz, możesz wesprzeć naszą pracę:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowano przez

Radosław Różycki

Zastępca redaktora naczelnego


Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej UW, specjalizujący się w tematyce kultury, literatury i edukacji. Zawodowo zajmuje się słowem. Czyta, pisze, tłumaczy, redaguje. Czasem coś powie. Prywatnie głowa rodziny. Ma doświadczenie pracy w mediach, administracji publicznej, PR i komunikacji, gdzie zajmował się m.in. projektami edukacyjnymi i kulturalnymi. W wolnej chwili lubi dobrą literaturę i mocne dźwięki.

Nasze filmy na YouTube:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na naszą listę mailingową. Będziemy wysyłać Ci powiadomienia o nowych treściach w naszym serwisie i podcastach.
W każdej chwili możesz zrezygnować!

Nie udało się zapisać Twojej subskrypcji. Proszę spróbuj ponownie.
Twoja subskrypcja powiodła się.