Odczarować zawód pielęgniarki

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
IKON IMAGES / EAST NEWS
Przeczytanie artykułu zajmie około 6 minut

Szansą na poprawienie sytuacji w służbie zdrowia jest zwiększenie roli pielęgniarek – przekonuje w rozmowie z Holistic.news Weronika Nawara. „Należy rozwinąć punkty, gdzie możemy udzielać porad i dostawać za to konkretne pieniądze. Istnieje masa świadczeń, którymi mogłyby zająć się pielęgniarki, ale system z tego nie korzysta. A dzięki temu mielibyśmy mniej pacjentów w szpitalach” – podkreśla. Nawara ostrzega, że pielęgniarek już teraz zaczyna brakować. Trzeba uzmysłowić ludziom, że bez nas to wszystko padnie – dodaje

KAROLINA GAWLIK: Jak reagowało twoje otoczenie, gdy wybrałaś pielęgniarstwo?

WERONIKA NAWARA*: Słyszałam, że jestem nienormalna, bo będę „myć ludzi” albo „nosić baseny”. Cała moja klasa wybierała się wtedy na lekarki, a pielęgniarki były uważane za gorszy sort. To było bardzo krzywdzące. Zawsze próbowałam wszystkich przekonać, że pielęgniarki mają naprawdę duży wkład w pracę i w cały proces leczenia. Gdy powiedziałam o mojej decyzji w szkole muzycznej, też było oburzenie.

Nie wolałaś zostać lekarką?

Dostałam się na to pielęgniarstwo. Stwierdziłam, że poprawię maturę i poszłam na studia. Uczelnia codziennie od rana do wieczora – na naukę do matury nie miałam czasu, ale po pierwszych zajęciach stwierdziłam, że jednak pielęgniarstwo jest super. Wracałam do domu i nie potrafiłam mówić o niczym innym. Po praktykach byłam totalnie zakochana w tym zawodzie. Poszłam na poprawkę z matury, ale nigdy nie sprawdziłam wyników.

„Zawód lekarza zawsze był tym szanowanym. We wsi byli najważniejsi lekarz, ksiądz i sołtys. Myślę, że trochę tak zostało” – mówi jedna z bohaterek twojej książki.

Mam w rodzinie pielęgniarki i zawsze im zazdrościłam, że jak cokolwiek się działo w rodzinie w kwestiach zdrowotnych, pierwszy telefon był do nich. Gdy sama zostałam pielęgniarką, też odbieram telefony od znajomych z prośbą o radę, pomoc. Społeczeństwo uważa, że pielęgniarki są niewykształcone i nie potrafimy nic zrobić, ale jak coś się dzieje, to my jesteśmy pierwszym kontaktem – jeszcze przed lekarzem.

Lekarz jest przełożonym pielęgniarek?

Nie. Jesteśmy zespołem i lekarz wraz z pielęgniarką mają iść ramię w ramię. Lekarze mają słuchać naszych sugestii, a my – słuchać sugestii lekarza. Musimy być na tyle zgrani i ze sobą nie rywalizować, by pacjentowi nie zrobić krzywdy.

Jakie są różnice w kształceniu?

Lekarze mają bardziej dogłębnie analizowane metody i schematy leczenia. Natomiast my mamy ogólne bloki kliniczne typu chirurgia, interna, pediatria itd., a na nich omówione główne jednostki chorobowe. Do tego dochodzi blok pielęgniarstwa. Potem, idąc na oddział, do każdego bloku klinicznego mamy zajęcia praktyczne, a na koniec praktykę zawodową w wakacje. Kształcenie pielęgniarek nie kończy się po wyjściu z dyplomem za próg uczelni. Powiedziałabym, że nasze kształcenie dopiero wtedy się rozpoczyna. Możemy brać udział w kształceniu podyplomowym, czyli w kursach specjalistycznych, kwalifikacyjnych oraz specjalizacjach.

Ten potencjał jest wykorzystywany?

Nie bardzo. Współpracujący z nami lekarze, nie do końca wiedzą, co idzie za poszczególnym typem danego kształcenia i wymagają od wszystkich tego samego. Szkoda też, że niektóre kursy robione są przez pielęgniarki tylko dla papierka. Przykre, że nie potrafimy dokonać rozdziału zadań, który byłby adekwatny do poziomu naszego wykształcenia.

Co robi pielęgniarka, a lekarz nie?

Przede wszystkim jest z chorym cały czas. On ma wiedzieć, że nie jest sam, i że jeśli coś się dzieje, to my będziemy i pomożemy. Myjemy, rozpuszczamy leki, podajemy je. Musimy dbać o uzupełnianie dokumentacji medycznej, piszemy raporty. Cewnikowanie, pobieranie krwi, monitorowanie stanu zdrowia i parametrów życiowych, odsysanie z rurki intubacyjnej… Ciężko opowiedzieć w skrócie, bo tych zadań jest po prostu masa. To my zgłaszamy  lekarzom pierwsze niepokojące objawy – jeśli nie zaalarmujemy lekarza, on może ich nie zauważyć.

Najbardziej brutalny moment, w którym zdałaś sobie sprawę, jak postrzegany jest twój zawód?

Gdy bezdomny pacjent poprosił, żebym odpięła mu kroplówkę, bo chce skorzystać z toalety. Mówię: ,,Dobrze, proszę dać mi chwilkę, pójdę po rękawiczki i koreczek”. Wracam dosłownie dwie minuty później, po czym słyszę : „Teraz to już za późno. Od tego jesteście żeby to sprzątać”. Dla mnie – wówczas 19-latki – to, co zrobił, było niepojęte.

I wtedy stwierdziłam, że jeśli bezdomny nie szanuje mojej pracy, to mało kto ją uszanuje. Wtedy, zamiast się przestraszyć, stwierdziłam, że muszę zrobić coś, by pokazać, że pielęgniarki są wykształcone, mądre, wytrzymałe na wiele sytuacji, których niejedna osoba by nie potrafiła znieść.

Masz 19 lat i umiera ci pierwszy pacjent, gdy go myjesz.

Takie sytuacje się zdarzały. Ciężko jest wtedy wytłumaczyć sobie, że zrobiło się wszystko najlepiej, jak to tylko było możliwe. Ciężko wtedy odpowiedzieć sobie na wiele pytań. Już na studiach zauważyłam znaczną różnicę między zawodami niemedycznymi a zawodami medycznymi. Wcześniej spotykasz się z sytuacjami, z którymi twoi znajomi pracujący w innym charakterze nigdy się nie spotkają. Ale co do postrzegania mojego zawodu, był jeszcze jeden przełomowy moment.

Czyli?

Zmieniamy pampersa pacjentce, która waży 150 kg, stoi nad nią szóstka studentów, my ją przebieramy. Wszyscy poubierani od stóp do głów, bo kobieta jest zakażona. Zgłaszam się na ochotnika do mycia. W pewnej chwili patrzę na moją koleżankę i widzę jej okropnie skrzywioną minę, a za chwilę głośny komentarz, że śmierdzi. Pacjentka była w pełni świadoma. Widziała jej minę i słyszała ten komentarz.

Bardzo mnie to uderzyło, że taka dziewczyna, nie patrząc na to, że to jest czyjaś mama, babcia, ciocia, że jej się należy szacunek także jako pacjentowi, komentuje, że śmierdzi. Wtedy stwierdziłam, że właśnie może dlatego, że niektóre pielęgniarki takie są, społeczeństwo w ten sposób nas odbiera. Tamta studentka ukończyła uczelnię i pracuje w zawodzie. Na szczęście, te pielęgniarki nie stanowią większości. To jednostki.

Czy pielęgniarki są z pacjentami bardziej związane niż lekarze?

Oczywiście, bo jesteśmy z nimi cały czas. Mamy kontakt z pacjentem, jesteśmy czasem ich powiernikiem, czasem trochę matkujemy, czasem na chwilę stajemy się przyjaciółką. Słuchamy, doradzamy, dajemy upomnienia. Pacjenci bardzo szybko się przed nami otwierają i często mówią nam rzeczy, o których nigdy nikomu nie powiedzieli.

Było ci kiedyś przykro przez pacjenta?

Wiele razy. Było mi przykro, gdy pacjent mi powiedział, że tylko siedzimy przy papierach. Albo: „Pani jest pielęgniarką, co pani może wiedzieć?”. Ujmowanie naszemu zawodowi zawsze jest przykre, ale może to wynika z nieświadomości?

Macie bardzo wymagające studia, jako młode osoby mierzycie się z poważnymi sprawami, jesteście niedocenione względem lekarzy, ale chyba nie dlatego pielęgniarki protestują?

Pielęgniarki protestują dlatego, że powinnyśmy zarabiać takie pieniądze, które pozwoliłyby nam na pracę na jednym etacie. Tymczasem pielęgniarki muszą dorabiać, pracować na dwóch, trzech etatach. I to nie jest tak, że my na tych dwóch, trzech etatach, pracujemy dla przyjemności. Chcę zarobić więcej, mam wolny czas? OK, ale są pielęgniarki, które nie mają wyjścia, bo zarabiają 1700 zł na rękę.

Z czego to wynika?

Z tego, że nie potrafimy się zbuntować, nie potrafimy pokazać, że rzeczywiście jest nas za mało. I że ta liczba etatów pielęgniarskich, która jest stworzona w Polsce, a liczba pielęgniarek, które mają prawo do wykonywania zawodu, i ten zawód wykonują, jest totalnie różna.

Tym bardziej powinnyście świetnie zarabiać.

Tak to działa w normalnym życiu. Jest popyt – jest podaż. Niestety, w pielęgniarstwie ciężko to zauważyć. Gdy w 2017 r. zorganizowano akcję „Jeden etat”, w ramach której przez jeden miesiąc wszystkie pielęgniarki pracowały na jednym etacie, wzięła w nim udział nieznaczna część naszego środowiska. Nie potrafimy być solidarne nawet w codziennej pracy, wytykamy sobie nawzajem błędy, nie widząc swoich własnych. Nie cieszymy się ze swoich sukcesów. Dopóki nie zaczniemy szanować siebie nawzajem, inni także nie będą nas szanować.

Co się stanie, jeśli zabraknie pielęgniarek?

Już ich brakuje. Jeden z moich bohaterów mówi: Najdłużej pracowałem dwa dni z rzędu, z jakąś dwugodzinną drzemką. Czujesz się jak pijany, musisz się maksymalnie skupić, żeby nie zrobić jakiegoś błędu. Nie możesz tyle pracować i dobrze o tym wiesz. Możesz zrobić krzywdę komuś, a nie tylko sobie. U nas panuje takie zaściankowe myślenie, że pielęgniarka to takie nic. A gdyby nie było pielęgniarek to ten cały burdel nie miałby prawa bytu”. Dlatego uważam, że zamiast głośnych, rozrzuconych protestów lepiej pokazywać, jak jesteśmy ważne w zespole terapeutycznym, co w ogóle robimy. Uzmysłowić ludziom, że bez nas to wszystko padnie. Lekarzy też jest za mało, ale zainteresowanie studiami lekarskimi jest znacznie większe.

W twojej książce czytam, że w Irlandii też jest problem z niskimi stawkami stażowymi dla młodych pielęgniarek.

Tak, ale z opowieści mojej bohaterki, która wyjechała do Irlandii wynika, że tam większą rolę mają opiekunowie medyczni. To oni myją pacjentów, zmieniają pampersy, pościel. W Polsce to nie jest typowa sytuacja. Opowiadała też, że jej największym zmartwieniem w Polsce był właśnie brak czasu dla pacjenta, ciągły bieg, który źle wpływał na jego leczenie. Ciągle miała wyrzuty sumienia, że pracuje jak w fabryce, chociaż ogromny procent sukcesu w leczeniu to rozmowa z pacjentem. Ja to rozumiem, bo też się denerwuję, gdy nie mam czasu podejść do pacjenta, poprawić mu poduszkę, podać wodę. Ale gdy mam do wyboru zatamować krwawienie czy podać szklankę, wybór jest oczywisty.

Jedna z oddziałowych w mojej książce wspomniała wizytę grupy pielęgniarek z Norwegii. Okazało się, że tam jedna pielęgniarka prowadzi cały proces jednego pacjenta. Na dziesięciu pacjentów każdego dnia przypada sześciu pielęgniarzy na dyżurze. Ona miała wówczas troje pracowników na 32 łóżka.

Masz spotkanie w Ministerstwie Zdrowia. Co proponujesz?

Oprócz mądrej kampanii na temat zawodu pielęgniarki, chciałabym zwiększenia naszej roli w edukacji zdrowotnej. Należy rozwinąć punkty, gdzie możemy udzielać porad i dostawać za to konkretne pieniądze. Mamy za mało punktów środowiskowych, gdzie można przyjść po poradę do pielęgniarki – jak kontrolować ciśnienie, opatrzyć ranę, zaplanować żywienie. Chociaż istnieje masa świadczeń, którymi mogłyby zająć się pielęgniarki, ale system z tego nie korzysta.

Co to zmieni?

Gdyby było nas więcej, lepiej opłacanych, prowadziłybyśmy takie punkty i rozwinęłybyśmy opiekę domową, to mielibyśmy mniej pacjentów w szpitalach. Dlaczego czas hospitalizacji jest krótszy we Francji niż w Polsce? Bo pacjenci, którzy idą na zabieg, są lepiej przygotowani do niego przez pielęgniarkę. I tutaj pielęgniarka gra pierwsze skrzypce, ona sama wie, co ma robić.

A u nas? Mam wrażenie, że często pielęgniarki robią to, co mają zlecone przez lekarza, przybijają pieczątkę i przez to nie pokazują, co potrafią. Dopóki my same nie zaczniemy się uznawać za profesjonalistki, nigdy nie będziemy samodzielnym zawodem. Co z tego że od 1996 r. jesteśmy nim ustawowo, skoro ani my, ani państwo z tego nie korzysta? Minęły 23 lata od tej ustawy. 23-letnie pielęgniarki już w tym roku poszły do pracy. Mimo to pielęgniarstwo nie wstało z kolan.

*Weronika Nawara – pielęgniarka, blogerka, autorka książki „W czepku urodzone”

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Karolina Gawlik

Karolina Gawlik

Autorka wywiadów, reportaży i krótkich form wideo. Pisze o nauce, ludziach i mieście. Entuzjastka eksploracji kosmosu, relacjonowała m.in. rozpoczęcie budowy teleskopu ELT w Chile. Prywatnie miłośniczka pingwinów, salsy i podróży z plecakiem.